Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

wtorek, 31 stycznia 2017

Podsumowanie stycznia

Już nie mogę uwierzyć, że za nami pierwszy miesiąc nowego roku :D I muszę wam powiedzieć, że jestem z niego mega zadowolona. Ale zanim o książkach powiem co się u mnie mniej więcej działo. Po pierwsze i chyba najważniejsze, bo w tym miejscu chciałabym się wam pochwalić, jest to, że w tym miesiącu w skończył się pierwszy semestr, a mi udało się w nim uzykać średnią 5,36 :D Jestem z siebie bardzo, ale to bardzo zadowolona i nie spodziewałam się, że tak dobrze mi pójdzie w nowej szkole. A co mnie zdziwiło, to to, że nauczyciele bardzo chętnie stawiają szóstki...

Jeżeli chodzi o już mniej przyjazną rzecz, to może pamiętacie, że jakiś czas temu miałam chore kolano (wspominałam tam gdzieś o tym). No niestety byłam na kontroli lekarskiej, na której powiedziano mi, że w ferie nie będę mogła jeździć na nartach (co wprost kocham :( :( ),  mam zwolnienie z wf "do odwołania" i będę musiała mieć zrobiony rezonans. Tak naprawdę to kolano nie boli mnie już przy normalnym chodzeniu, ale czasami zdarzy się, że mocniej stanę czy coś i wtedy odzywa się ten znienawidzony przeze mnie ból... Jakby ktoś się na tym znał, to mam jakiś uraz łękotki bocznej czy coś... Także tą informacją jestem totalnie zdruzgotana :(

Na pocieszenie powiem, że wspaniale mi poszło z czytaniem! Jestem wprost zachwycona moim wynikiem, już od dawna tak dobrze mi nie szło... I muszę też powiedzieć, że przeczytałam wiele wspaniałych pozycji :D Jeśli chodzi o wyzwania to też jestem bardzo zadowolona, zresztą zobaczcie sami jak to wygląda liczbowo:


Ilość przeczytanych książek: 9
Wybraniec M. Lu - 361 stron
Dotyk Julii T. Mafi - 331 stron
Szklany tron S. J. Mass - 520 stron
Miasto niebiańskiego ognia C. Clare - 702 strony
Łowy E. Kiereś - 134 strony
Silver. Pierwsza księga snów  K. Gier - 408 stron
Patriota M. Lu - 350 stron
Opowieść wigilijna C. Dickens - 65 stron
Silver. Druga księga snów K. Gier - 405 stron

Liczba przeczytanych stron: 3 276
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 106
Najlepsza książka miesiąca: Miasto niebiańskiego ognia i Silver
Najgorsza książka miesiąca: Łowy
Ilość opublikowanych postów: 18
W tym recenzji: 12
Najpopularniejszy post: Magiczne Drzewo #8: Inwazja - Andrzej Maleszka


PODSUMOWANIE WYZWAŃ 
Kitty's Reading Challenge: 9/50
Abc czytania: Wariant I: 4/22  Wariant II: 4/22
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 24,6/164
Zmierz się z tytułami z Olą K.: 2/20
52 książki w roku 2016: 9/52

niedziela, 29 stycznia 2017

Silver #1: Pierwsza księga snów - Kerstin Gier








" - Zmykaj stąd! - Wykonał gest, jakby odganiał muchę.- Powiedziałem: 
zmiataj, serowa panienko! Sio! 
Nie ruszyłam się z miejsca, wywołując u niego konsternację. 
- Dlaczego ona nie znika? 
- Może dlatego, że nie reaguję na ,,serową panienkę”, kretynie - odparłam."





Tytuł: Silver. Pierwsza księga snów.
Autor: Kerstin Gier
Tłumaczenie: Agnieszka Hofman
Seria: Silver
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 408
Poprzednia część: -
Następna część: Druga księga snów

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Jedno słowo w tytule ma tyle liter co twoje imię: Pierwsza księga snów - Dominika (8 liter)
Abc czytania: Wariant II - G
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
Zmierz się z tytułami z Olą K: Sen 
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


"Twój dom jest tam, gdzie twoje książki."

Uwielbiam Trylogię czasu Kerstin Gier, co mogliście zauważyć po moich recenzjach tych książek. Z tego powodu po prostu musiałam przeczytać Silver, szczególnie, że zbierała bardzo dobre opinie na innych blogach. Czy mnie też zachwyciła?

Liv Silver razem z mamą, siostrą Mią i nianią Lottie ciągle się przeprowadza. Kiedy zamieszkują w Londynie okazuje się, że jej rodzicielka postanowiła urządnić sobie życie z niejakim Ernestem Spencerem, ojcem dwójki dzieci, siedemnastoletnich bliźniaków Graysona i Florence. W szkole do której zaczynają chodzić siostry Silver króluje czwórka przystojniaków, wychwalana na blogu Tittle Tattle zawierającym sekrety z życia uczniów tej szkoły. Nikt nie wie kim jest Secrecry, prowadzaca bloga. W dodatku pewnej nocy Liv śni się sen, z udziałem wspomnianej już czwórki, odprawiającej dziwne rytuały na cmentarzu. Możecie sobie wyobrazić minę Liv, kiedy dowiedziała się, że oni wszyscy śnili ten sam sen...

"- Masz całkiem niezły humor jak na kogoś, kto właśnie przystąpił do klubu straconych dusz. 
- Za to ty jesteś okropnym pesymistą, skoro już teraz uważasz swoją duszę za straconą."


Po pierwsze wprost muszę wspomnieć wam o prześliczności tej okładki!  <3 <3 Te srebrne elementy odbijają się w świetle! <3 A do tego czytanie umilają nam kwiatuszki w środku! <3 Cudo! <3

Pomysł na fabułę jest naprawdę niezły. Bardzo spodobał mi się ten niespotykany motyw snów i ogromnie pragnę się dowiedzieć dlaczego oni mogą śnić razem sny! Akcja nie pędzi, ale toczy się umiarkowanym tempem, które są przetykane zaskakującymi momentami, po których może opaść nam szczęka. Nieprzewidywalność to bardzo dobre słowo dla fabuły tej pozycji. Jest dużo tajemnic i zagadek, na ktorych rozwiązanie czekam z zapartym tchem... No i za cholerę nie wiem kim może być Secrecry! Jestem już w połowie drugiej części (przynajmniej jak piszę tą recenzję) i muszę przyznać,
że mam pewne podejrzenia, ale... Z drugiej strony nie mam kompletnego pojęcia, bo jednak osoba którą podejrzewam nie powinna wiedzieć wszystkiego, co wypisywała na blogu. Dlatego to jest takie frustrujące, że po prostu ta zagadka jest nie do odgadnęcia!

" - Bo w chwili, gdy cię poznałem, spełniło się moje życzenie 
- Chciałeś poznać kogoś, kto wiezie w walizce śmierdzący ser?"


Bałam się, że główna bohaterka okaże się rozbeczaną nastolatką, ale muszę przyznać, że Liv jest wspaniała! Nie irytująca, trzeźwo myśląca, inteligenta i zadziorna, a przy tym niezwykle rozśmieszająca czytelnika. Liv ma swoje przekonania, których sie trzyma i nie da sobie w kaszę dmuchać. Oczywiście nie odbyłoby się bez jej przezabawnych komentarzy, które czasem rozwalają człowieka na łopatki. Zdecydowanie Livvy jest wspaniale wykreowaną bohaterką, którą da się lubić (co niestety w dzisiejszym świecie nie zdarza się często). Mia, czyli jej siostra również jest cudowna! Taka słodka i zabawna <3 Pomijając to, że jest w moim wieku... Ale musze przyznać, że jestem takim połączeniem sióstr Silver. Co do Anabel to ona od początku wydawała mi się podejrzana, szczególnie, że była z takim typem jak Arthur (ale o nim za chwilkę). Muszę jednak powiedzieć, że pani Gier znakomicie wykreowała bohaterów. Nawet tych drugoplanowych czy epizodycznych, co bardzo jej się chwali :)

No i przyszła pora na naszą sławetną czwórkę! A mianowicie Henry'ego, Graysona, Jaspera i Arthura. Szczerze mówiąc tego ostatniego nie darzyłam sympatią od samego początku i słusznie. Po za tym mega mnie denerwowało to, że "był najprzystojniejszym chłopakiem w caaałej szkole. Uh! Ale pozostała trójka trafia do grona moich książkowych mężów. Jasper rozwalał mnie swoją bezpretensjonalnością i beztroską! Był wspaniały i wieeele razy się przez niego uśmiałam <3 Za to Graysona pokochałam za troskę, za takie słodkie zachwowanie i za wszystko po prostu <3 Henry jest absolutnie numerem 1 - uwielbiam go <3 Także kochani, trzech mężów w jednej książce to chyba spory wynik? Zdecydowanie nasi przystojniaczkowie was nie zawiodą! <3

" - Wiesz co? Jeszcze nigdy nie trzymałam chłopaka za rękę. [...]
- Naprawdę? 
- Naprawdę - [...] Co innego obściskiwanie. To już robiłam całkiem często. 
Przynajmniej we śnie. Raz nawet - do dziś się tego wstydzę - z Justinem Bieberem.


Jak już mogliście zauważyć, bo wspominałam książka jest przezabawna! Czasami Liv walnie taki tekst, że normalnie człowiek nie może się powstrzymać! xD Ale rzeczą o której jeszcze chciałabym wspomnieć jest styl autorki. Powiem wam, że przez całą książkę nie mogłam uwierzyć, że napisała to Gier. To znaczy chodzi mi o to, że warsztat nieźle jej się poprawił. Po sukcesie Trylogii czasu nie osiadła na laurach lecz moim zdaniem zrozumiała błędy tamtej historii i muszę wam powiedzieć, że opowieść o Liv jest zdecydowanie bardziej dopracowana. Styl jest lekki, prosty i przyjemny a książkę czyta się w błyskawicznym tempie. (Co ułatwiają też ogromne litery xD)


" - Ann i ja postanowiliśmy zinterpretować fiasko z wiejskim domkiem jako zrządzenie losu, sugerujące, że należy dokonać konsolidacji naszego związku i dezawuacji problemu z mieszkaniem, doprowadzając do… ujmijmy to tak: fuzji."

Podsumowując, jeśli nie spodobała ci się Trylogia czasu ale chcesz dać kolejną szansę autorce, która moim zdaniem napisała teraz lepszą książkę to nie wahaj się! A jeśli uwielbiasz poprzednie książki pani Gier, tak jak ja to bez zastanowienia pędź do księgarni!

Ocena: 9/10

  
"Kto się długo zastanawia nad jednym krokiem, ten przez całe życie stoi na jednej nodze."

czwartek, 26 stycznia 2017

Łowy - Emilia Kiereś

Tytuł: Łowy
Autor: Emilia Kiereś
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 134

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Książka z ilustracjami
Abc czytania: Wariant II - K
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Hmm, kolejna książka dla dzieci tej autorki, jaką udało mi się przeczytać. Powiem wam jednak, że podobała mi się bardziej od Rzeki, a nawet mnie trochę zaskoczyła. Jest króciutka, a mimo to autorce udało się stworzyć niezwykle mądrą historię.

Franuś stracił rodziców i mieszka aktualnie razem ze swoim starszym bratem Janem. Jan poluje na myśliwych. Jednak pewnego dnia znika, a wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Od zawsze mówiono, że to jezioro w śródku lasu jest zaczarowane... Czy może to ono ma związek z zaginięciem Jana? Franuś oraz jego przyjaciele będą musieli rozwiązać tę zagadkę.

Fabuła tej książki nie jest zbyt rozbudowana. Wiadomo, jest nieco przewidywalna. Myślę, że gdybym czytała ją mniej więcej mając 8-11 lat spodobałaby mi się o wiele bardziej niż teraz, jednak muszę wam powiedzieć, że nie żałuję czasu nad nią spędzonego. Czasami warto trochę odskoczyć od takich poważnych książek i przeczytać coś lekkiego i niezobowiązującego. Pani Emilia wymyśliła bardzo ciekawą opowieść, z nauką historii w tle. Jednak zakończenie nie bardzo mi się podobało. Liczyłam, że wyjaśni się więcej, chociaż taka nutka niedopowiedzenia nie była zła.

Bohaterami są dzieci, co jest dosyć oczywiste. Mniej więcej 10-latkowie próbują rozwiązać tajemnicę na własną rękę. Oczywiście wykazują się wielką odwagą i poświęceniem dla siebie. Pewnie dla większości małych człowieczków staną się autorytetami.

Ta książka była troszkę dziwna, razem z tymi wszystkimi tajemnicami z nad jeziora. Nie powiem, żeby stała się moją ulubioną książką wszech czasów, bo zdecydowanie tak nie jest, ale miło spędziłam przy niej czas. Polecam bardziej młodszemu pokoleniu, chociaż jeśli potrzebujecie czegoś na rozluźnienie, na jeden wieczorek to czemu nie?

Ocena: 6/10


wtorek, 24 stycznia 2017

Dary Anioła #5 #6: Miasto zagubionych dusz i Miasto niebiańskiego ognia. Podsumowanie serii Dary Anioła - Cassandra Clare


Tytuł: Miasto zagubionych dusz
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Seria: Dary Anioła
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 556
Poprzednia część: Miasto upadłych aniołów
Następna część: Miasto niebiańskiego ognia


















Tytuł: Miasto niebiańskiego ognia
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Seria: Dary Anioła
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 702
Poprzednia część: Miasto zagubionych dusz
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Kolejny tom serii, której kontynuację odkładasz
Abc czytania: Wartant II - C
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 5,3 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Tym razem recenzja dwóch ostatnich tomów jednej serii, a tym samym jej podsumowanie. Mowa oczywiście o Darach Anioła! Tradycyjnie jest metryczka, ale nie będę przybliżać Wam fabuły, bo tak od środka to boję się, że coś wam zaspoileruję. Jak nie wiecie o czym seria (a jak nie wiecie to czym prędzej proszę się dowiadywać i czytać!) opowiada to zapraszam na poprzednie recenzje:

" - Jace potrafiłby się zabić, wkładając rano spodnie. Bycie jego parabatai to całodobowe zajęcie."

Jeju nie wiem od czego mam zacząć tą recenzję, bo ta seria była tak niesamowita, że mam pustkę w głowie. To znaczy wiem co chcę wam napisać, ale nie wiem jak to ubrać w słowa... Uprzedzam, że to może być dosyć chaotyczna recenzja, pełna samych ochów i achów! To może zacznę od samego początku...

Od pierwszej części Dary mnie wprost pochłonęły. Czytałam z zapartym tchem, zupełnie nie mogąc się oderwać. Pomysł był naprawdę niesamowity. Nocni Łowcy, wampiry, wilkołaki, fearie, czarownicy... To wszystko tworzy taką mieszankę wybuchową: cudowności, słodkości, akcji morożącej krew w żyłach i wspaniałości! Naprawdę podziwiam autorkę za stworzenie czegoś tak niesamowitego, że to aż się w głowie nie mieści. Jej styl jest niesamowity! Akcja pędzi nie dając chwili wytchnienia. Może zaczynało się od pewnych schematów. W tej serii przewinął się i schemat jednostki wybitnej, i ratowania świata, i trójkąt miłosny, ale wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadzało! To znaczy na początku miałam zażalenia co do trójkąta, ale o tym za chwilkę. W każdym razie fabuła tej serii jest niepowtarzalna i nieprzewidywalna <3 Muszę przyznać, że zwlekałam z przeczytaniem piątego tomu, bo nie chciałam kończyć mojej przygody z Nocnymi Łowcami i teraz aż mi się chce płakać, ale... W końcu to zrobiłam i musze powiedzieć, że szósty tom i końcówka Darów była powalająca i powiem, że się wzruszyłam. Nie wiem dlaczego, ale kiedy już nastąpił ten moment, kiedy... (Ci co czytali może się domyślą, ktory moment). Naprawdę ja bardzooo rzadko się wzruszam, ale... No musicie się sami przekonać!

" - No, no - powiedział [Jace]. - Najgorsze wyczucie czasu od chwili, kiedy Napoleon uznał, że środek zimy to najlepsza pora na inwazję na Rosję.

Jeju czy ja od początku tej recenzji nie wspomniałam jeszcze ani razu o Jace'ie? Pewnie większość z Was wie, że ja go wręcz ubóstwiam <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3   Ta demonstracja uczuć chyba mówi sama za siebie. Jace jest po prostu tak kochany, sarkastyczny, ale i wrażliwy, opiekuńczy, pomocny, odważny, wspaniały, czasami niegrzeczny, ale w dobrym sensie. No jest po prostu cudowny! W czasie całej serii Jace też przechodzi przemianę. Oczywiście na lepsze, ale no powiedzcie sami, że jak ktoś jest cudowny i przechodzi przemianę na lepsze to może być już tylko i wyłącznie cudowniejszy <3 No dobrze, ale pewnie już Was to z lekka nudzi, więc skończmy już te wywody, mój kochany Jace'ie. Mam nadzieję, że się nie obrazisz?

Zajmijmy się teraz moją główną konkurentką do bycia dziewczyną Jace'a (drugą jest Kasia <3), czyli Clary. Ona czasami była taka mega głupiutka, ale nie irytująca. Czasami robiła lekkomyślne rzeczy, a czasami nawet bardziej niż lekkomyślne, ale wbrew pozorom nie jest wkurzająca. Bardzo, ale to bardzo ją polubiłam. Myślę, że mogłybyśmy stać się przyjaciółkami, bo ona jest bardzo podobna do mnie. (Tym większe szanse u Jace'a :D). Tak, tak Clary to zdecydowanie wspaniale wykreowana osoba!

" - Więc mowisz, że będę miał bliznę?

- Dużą i brzydką. Na piersi.
- Cholera - mruknął Jace - A zależało mi na pieniądzach za pokaz mody plażowej."


Kto teraz? To może poobgadujmy Simona xD Ten facet najpierw mnie mega wkurzał. No bo wiadomo, trójkąt miłosny. I to właśnie ten moment kiedy wypowiem się o tym znienawidzonym przez większość z nas schemacie. Tutaj autorka niesamowicie go rozegrała i ten trójkąt wcale nie stał się taki interesujący. W sumie to nie mogę stwierdzić, kiedy polubiłam Simona, no i oczywiście nie mogę wam powiedzieć, jak Simon skończył, ale powiem jedno! Lubię go. I jeśli ktoś chciałby wiedzieć to właśnie najbardziej przez niego się wzruszyłam na końcu.

Teraz kolej Isabelle. Jej też na początku nie polubiłam za bardzo. Wydawała mi się taka wredna, ale to może tylko w pierwszej części. Potem już ją po prostu pokochałam (tak po przyjacielsku oczywiście) i myślę, że byłaby idealną przyjaciółką! Jest świetna!


" - Kiedy stałaś się taka ostrożna? - zapytał

- Nie jestem ostrożna - powiedziała, kiedy dotknął ustami jej skroni. Jego ciepły oddech poruszył kosmykami przy uchu - Po prostu nie jestem tobą.
Poczuła, że Jace się śmieje. Przesuną dłonie w dół jej boków, objął ją w pasie.
- Zdecydowanie nie. Jesteś dużo ładniejsza.
- Chyba musisz mnie kochać - stwierdziła. Zaparło jej dech kiedy powędrował wargami wzdłuż jej szczęki.- Nigdy nie sądziłam, że kiedyś przyznasz, że ktoś jest ładniejszy od ciebie."



Może omówmy Aleca i Magnusa razem, no bo w końcu... Powiem tak. Do Aleca musialam przekonywać się najdłużej. Na początku go normalnie nie trawiłam. Ale z każdą kolejną częścią pałałam do niego coraz większą sympatią, a w szóstej części go nawet polubiłam :D Jest więc sukces! Magnus kupił mnie od początku i nie wiem co tu więcej o nim powiedzieć. Był po prostu nietuzinkowy. Oczywiście jak najbardziej im kibicuję <3 Chociaż nie powiem, by ich postacie były moimi ulubionymi w książce czy coś.

Sebastian jest niesamowitą postacią. Uwielbiam go, to znaczy nie w sensie, że stał się moim książkowym mężem czy coś, ale uwielbiam jego psychikę. No... ja po prpstu nie mam słów, bo z jednej strony mogłabym go przejechać, ale z drugiej strony... To nie była jego wina. A na końcówce również przez niego się wzruszyłam.


"- Jest coś innego, co lubisz?
- Broń - odpowiedział Jace. - Lubię broń.
- Zaczynam myśleć, że mamy problem z twoją osobistą filozofią.
Jace pochylił się, kładąc dłonie płasko na trawie.
- Jestem wojownikiem. Wychowano mnie jako wojownika. Zamiast zabawek miałem broń. Do piątego roku życia spałem z drewnianym mieczem. Moimi pierwszymi lekturami były średniowieczne, ilustrowane księgi o demonologii. Pierwsze piosenki, jakich się nauczyłem to te, jak wygnać demony. Wiem, co daje mi spokój i nie są to piaszczyste plaże czy śpiew ptaków w lasach deszczowych."


Myślę, że jeśli chodzi o bohaterów, to omówiłam tych najważniejszych. Cassandra Clare (tak na marginesie, wiecie, że to pseudonim?) wspaniale wykreowała bohaterów. Myślę, że jeszcze wielu z nich jak chodziażby Luke czy Maia powinno się tutaj znaleźć, ale nie będę już aż tak przedłużać i powiem tylko: wszyscy mają złożone charaktery, każdy jest inny i niepowtarzalny.

Nie mogę uwierzyć, że to już koniec mojej przygody z Jace'em, Clary, Izzy, Alecem, Magnusem, Simonem i wszytskimi innymi. Uwielbiam tą serię i z całą pewnością jest ona w czołówce moich ulubionych. Na pewno przeczytam inne książki pani Clare, jakie tylko wyszły spod jej pióra. Chyba nie mogę nic innego dodać jak tylko: POLECAM <3


"- Jesteśmy oficjalnie parą? Nocni Łowcy mają jakiś swój rytuał? Powinienem zmienić swój status na Facebooku z "to skomplikowane" na "w związku"?
Isabelle rozkosznie zmarszczyła nos. 
- Masz książkę z twarzą? "
  



Ocena: 10/10 <3


    

niedziela, 22 stycznia 2017

Szklany tron - Sarah J. Mass

Tytuł: Szklany tron
Autor: Sarah J. Mass
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 520
Poprzednia część: - 
Następna część: Korona w mroku

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Kick-assowa bohaterka
Abc czytania: Wariant I - S
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,9 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Słyszałam wiele bardzo pozytywnych opinii na temat Szklanego tronu i bardzo chciałam go przeczytać, ale jakoś nie było mi z nim po drodze. Na szczęście w końcu mi się udało i powiem wam szczerze - zachwyciłam się! Ale może najpierw fabuła, potem zachwyty, okej? :D

Celaena (jeju mam z tym okropny problem: Celaena, Caleana czy może Celeana? xD Jak się pomylę w tych wszystkich literkach to wybaczcie...) była największą Zabójczynią Adarlanu. Jednak została złapana i zesłana na dożywotnią pracę w kopalni soli. Przeżyła tam rok czasu, jeszcze nikomu oprócz niej się to nie udało. Pewnego razu sam następca tronu składa jej propozycję nie do odrzucenia. Calaena będzie walczyć w Turnieju na śmierć i życie o tytuł Królewskiej Obrończyni. Kiedy wypełni służbę, zostanie oczyszczona z zarzutów i będzie wolna. Jednak najpierw, trzeba ten przeklęty turniej wygrać!

"I pomyśleć, że zarzucamy mężczyznom, że nie potrafią myśleć za pomocą mózgu! Przynajmniej mężczyźni nie kryją się z tym, o co im chodzi."

Pierwszą rzeczą, która mnie zachwyciła jest styl autorki. Ma bardzo duży zasób słownictwa. Cudownie opisuje nam uczucia i emocje bohaterów. Zastosowała narrację trzecioosobową, co w tym przypadku było doskonałym rozwiązaniem, bo nie poznaliśmy jedynie głównej bohaterki, ale wszystkich bohaterów. Opisy miejsc mogłyby być bardziej rozwinięte, ale już się nie będę tak czepiać. Szklany tron wciągnął mnie od samego początku i może zajął mi trochę czasu, ale to przez natłok sprawdzianów i kartkówek w ostatnim tygodniu przed zakończeniem pierwszego semestru. Humoru mogłoby być więcej, ale kilka razy uśmiechnęłam się przy lekturze, więc nie jest źle :)

Fabuła może nie jest jakoś bardzo oryginalna, bo mamy tutaj mniej więcej schemat: zły król, dobry książę - następca tronu, który zakochuje się w głownej bohaterce i razem będą dążyć do uratowania świata. Coś takiego już było, ale nie znaczy to, że książka jest zła. Wbrew temu schematowi lubię takie klimaty. Nie można jej zarzucić przewidywalności, bo ciągle jesteśmy zaskakiwani. Akcja może nie pędzi jakoś bardzo szybko, tylko umiarkowanie, ale nie tak żeby nas znudzić, a co jakiś czas przyspiesza i zaskakuje. Niestety autorka zastosowała trójkąt miłosny... Na szczęście nie przytłacza on fabuły, ale jest gdzieś tam w tle i o dziwo zbytnio mi nie przeszkadzał, a nawet mi się podobał i jestem ciekawa rozwiązania. Ale jeśli o to chodzi to jestem team Dorian!

"- Wszyscy nosimy blizny, Dorian. Jedyna różnica polega na tym, że moje są bardziej widoczne od innych."
  
No właśnie Dorian. Muszę powiedzieć, że stał się moim nowym mężem <3 Może i był czasem trochę lekkomyślny, ale mnie zauroczył. Chaol w sumie nie był też taki zły, ale odważny i dojrzały, jednak Dorian lepszy :D Chaol mógłby być z Nehemią... Dobra, chyba trochę już wychodzę po za temat, więc wróćmy do kreacji bohaterów. Calaenę bardzo polubiłam. Jest odważna, ironiczna i okrutna, ale ma też tą delikatniejszą stronę. Myślę, że mogłabym mieć taką przyjaciółkę. Ciekawą postacią jest również Nehemia, która zaimponowała mi swoim oddaniem dla kraju. Ogólnie autorka bardzo dobrze poradziła sobie z kreacją bohaterów.

"Idź sobie stąd. Chce umrzeć.   
- Piękne dziewice nie powinny umierać w samotności - rzekł i nakrył jej dłoń własną.- Czy chcesz, abym ci poczytał w chwili twojej śmierci? Ktorą historie wybierasz? 
Celeana cofnęła dłoń. 
- Może o księciu-idiocie, który nie chciał zostawić zabójczyni w spokoju? 
- Och! To moja ulubiona historia! Ma przecież szczęśliwe zakończenie, wiesz? Zabójczyni udawała złe samopoczucie, aby przyciągnąć uwagę księcia! Ktozby się domyślił? To doprawdy sprytna dziewczyna. A scena łóżkowa jest doprawdy urzekająca. Warto brnąc przez te niekończące się sprzeczki, aby do niej dotrzeć!"


Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy naszej zabójczyni. Na pewno przeczytam kolejne części i mam nadzieję, że będą równie dobre, a może nawet lepsze od Szklanego tronu. Nie jest to może jakaś bardzo oryginalna lektura, ale na pewno warta przeczytania. Jak jeszcze nie czytaliście to z całego serca polecam!

Ocena: 8+/10 

piątek, 20 stycznia 2017

Dotyk Julii - Tahereh Mafi

Tytuł: Dotyk Julii
Autor: Tahereh Mafi
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Seria: Dotyk Julii (seria chyba nie ma jakiejś konkretnej nazwy?)
Wydawnictwo: moondrive
Liczba stron: 331
Poprzednia część: -
Następna część: Sekret Julii

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Niedokładnie przetłumaczony tytuł
Abc czytania: Wariant I-tytuły: D
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,5 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Tą książkę chciałam już przeczytać od dawna, ale jakoś nie było mi z nią po drodze. Jednak dostałam ją na Mikołajki od mojej koleżanki, więc okazja się nadarzyła. Miałam ją przeczytać podczas maratonu, ale niestety nie dałam rady. Mimo to, teraz jest już przeczytana. Jesteście ciekawi czy mi się podobała? Zapraszam na recenzję!

Julia posiada dotyk, która zabija. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje, więc dziewczyna zostaje zamknięta w celi. Pewnego dnia do jej pokoju, zostaje przydzielony współlokator, a od tego dnia wszystko się zmienia. Ludzie z Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc Julii, żeby zawładnąć nad światem. Świat jest na skraju upadku. Nie ma jedzenia, czystej wody, zwierzęta i rośliny obumierają, a w powietrzu nie ma praktycznie nic oprócz zanieczyszczeń. Komitet Odnowy wmawia ludziom, że próbują to naprawić, ale czy na pewno...

"- Idź spać. 
- Idź do diabła. 
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi. 
- Jestem już w połowie drogi."

Początek był dosyć słaby. Nie mogłam się zupełnie wbić w fabułę, bo akcji nie było dużo. Denerwowało mnie to, że na początku nie mam wyjaśnione o co chodzi z tym jej dotykiem, w jaki sposób to działa itp. Ale z każdą kolejną stroną bardziej się przekonywałam, a od mniej więcej setnej strony przepadłam. Dalej widzę kilka niedociągnięć, ale trzeba przyznać, że pod koniec książka bardzo mnie wciągnęła i nie mogłam się oderwać. Pomysł jest ciekawy, chociaż nie jakiś bardzooryginalny. Myślę, że potencjał został wykorzystany. Uważam, że te skreślenia myśli Julii były niesamowite, jeszcze się chyba z czymś takim nie spotkałam. Najbardziej denerwowały mnie opisy pocałunków. No ludzie, oni ciągle się całowali. Ja niby rozumiem, ale już miałam dosyć opisów ich miziania się na pół strony! Wątek miłosny jest oczywiście przewidywalny i oczywisty. Niestety trochę przytłoczył główny wątek, lepiej by było gdyby był on tylko tłem dla całej akcji, ale da się przeżyć.

"- Za to ty twierdzisz, że tak dobrze mnie znasz. 
Zaciskam zęby, nie ufając sobie na tyle, żeby się odezwać. 
- Przynajmniej jestem szczery - dodaje. 
- Dopiero co przyznałeś, że jesteś kłamcą!
Unosi brwi.

- Przynajmniej jestem szczery co do tego, że jestem kłamcą."

Jeżeli chodzi o bohaterów to byli wykreowani świetnie, każdy był oryginalny, choć trochę przeszkadzało mi to, że wszyscy byli idealni. Adam, Kenji, Warner, Castle wszyscy byli przystojni i wspaniali. Albo to z Julią coś nie halo, albo nie wiem... Ale samą główną bohaterkę bardzo polubiłam, myślę żebyśmy się dogadały. Warner miał coś nie tak z psychiką, a jego zaborczość i żądza władzy mnie przerażają. Jego osobowość jest bardzo skomplikowana, ale niesamowita. Adam jest cudowny  <3 Na początku był mi taki obojętny, ale gdy się bardziej otworzył, dał się poznać takim, jakim jest i to jak się troszczył o swojego brata mnie kupiło <3 Kenji to ciekawa postać, która wprowadziła trochę więcej humoru, którego mi napoczątku brakowało i zyskał moją sympatię. Castle pojawia się na końcu, ale zdążyłam go polubić i mam nadzieję, że autorka nie pominie go w następnej części, a raczej dozwinie jego wątek. James jest cudownym chłopczykiem i bardzo przypominał mi mojego młodszego brata <3

"Śmiech jest oznaką życia. - Wzruszam ramionami, starając się, żeby zabrzmiało to obojętnie. - Do tej pory tak naprawdę nie żyłam."

Jak już wspominałam na początku brakowało mi humoru, ale potem go dostałam, więc już się nie czepiam. Styl autorki nie pochłonął mnie od pierwszej strony, ale gdy akcja nabrała tempa już nic nie mogło mnie oderwać :) Gorąco polecam! Może nie jest to coś bardzo oryginalnego, ale książka mi się podobała i z chęcią sięgnę po kolejną część.

Ocena: 7+/10

środa, 18 stycznia 2017

Legenda #2: Wybraniec - Marie Lu

Tytuł: Wybraniec
Autor: Marie Lu
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Legenda
Wydawnictwo: Zielona sowa
Liczba stron: 361
Poprzednia część: Rebeliant
Następna część: Patriota

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Książka bez happy endu
Abc czytania: Wariant 2: autorzy - L
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,7 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Pierwsza część - Rebeliant bardzo mi się podobała. Niesamowicie mnie wciągnęła i od razu chciałam mieć w swoich łapkach Wybrańca. Czy spodobał mi się tak jak jego poprzednik? Może bardziej? A może mnie rozczarował? Przekonajcie się czytając tą recenzję :)

O czym jest?
Day i June uciekli i zamierzają przyłączyć się do Patriotów, czyli tajnej organizacji. Mają nadzieję, że oni im pomogą, wyleczą nogę chłopaka i znajdą jego brata. Tymczasem Elektor Primo umiera, a władzę przejmuje jego syn Anden. Czy będzie on takim samym dyktatorem jak jego ojciec? A może okaże się on wspaniałym przywódcą nowej Republiki?

"Wystarczy jedno pokolenie, by wyprać mózgi wszystkim obywatelom i przekonać ich, że rzeczywistość nie istnieje."

Dobra nie będę dłużej trzymać was w niepewności. Bardzo mi się podobało!! Ta książka jest niesamowita. Momentalnie ją pochłonęłam i pokochałam. Jest to dystopijna opowieść o tym, że w Ameryka Północna podzieliła się na dwa państwa - Republikę oraz Kolonie, które toczą ze sobą wieczną wojnę. Ogólnie to Ameryki Południowej już nie ma, bo została zalana. Czyli ogólnie mega pesymistyczna wizja naszego pięknego świata, w której prawie wszystko jest zalane, a wszyscy toczą ze sobą wojnę. No, po prostu cudnie :D Ale pomysł jest jak najbardziej trafny i bardzo przypadł mi do gustu. W poprzedniej części poznawaliśmy Republikę, jej ustrój i kulturę. W tej części, oczywiście dalej mamy Republikę, bo to tam dzieją się wszystkie wydarzenia, ale dowiadujemy się też trochę o Koloniach, co było bardzo dobrym rozwiązaniem, bo miałam nadzieję, że w tej części autorka poruszy tą kwestię. Zakończenie to nie happy end, bo chociaż parę rzeczy się udało, to na końcu dowiadujemy się czegoś, co roztrzaskuje nasze serca na milion kawałeczków. Ale to zakończenie jest świetne i moim zdaniem mogłoby już nie być trzeciego tomu. Oczywiście taki jest, bo gdyby autorka go nie napisała to zostałaby przejechana przez fanów, którzy domagaliby się innego końca, bo rzeczywiście nie jest ono happy. Ale mimo to, skoro już jest ten trzeci tom, to mam wielką ochotę go przeczytać, bo może autorka wymyśliła coś, co jeszcze bardziej mnie zaskoczy i stwierdzę, że jednak trzeci tom to było najlepsze rozwiązanie pod słońcem. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

"Podoba mi się - powtarzam. 
Idiotyczna odpowiedź, June. Już lepiej walnij go w twarz. Moje zmieszanie sięga zenitu, gdy przypominam sobie, że uderzyłam go kiedyś tak bronią. Ale to wszystko romantyczne."


Bohaterowie są wspaniale wykreowani. June, główna bohaterka jest świetna i myślę, że dogadałybyśmy się. Lubię osoby z takim charakterem, które bez względu na wszystko dążą do celu. Panna Iparis to naprawdę mądra i inteligentna dziewczyna i bardzo ją polubiłam. Natomiast Day również jest niesamowity <3  Pokochałam go, stał się moim kolejnym książkowym mężem, ale też bardzo, bardzo mu współczułam. W scenie, w pociągu, w którym próbował uratować tego chłopca targały mną takie emocje... Inni bohaterowie również są nieźli. Andena tak średnio polubiłam, bo niby chciał dobrze, ale był taki fajtłapowaty i nieporadny. Starał się, ale nie rozumiał, że mu nie wychodzi. Keade była wspaniała, polubiłam ją już od pierwszego momentu jej pojawienia się, czyli chyba jeszcze w Rebeliancie.

"Słuszność czyichś decyzji to spawa względna, nieprawdaż?"

Styl autorki jest lekki, bardzo szybko się czyta, a wręcz pochłania się jej książki. Mimo, że mówi o poważnych rzeczach, nie brakuje tu humoru. Nie jest go dużo, ale trochę jest i w zupełności mi to wystarczy. To znaczy nie pogardziłabym, gdyby było go  więcej :) Narracja jest prowadzona z perspektywy June i Daya, na przemian. Na szczęście autorka dobrze sobie poradziła z tym zabiegiem,  a dzięki temu mogliśmy patrzeć na daną sytuację z dwóch perspektyw.

Jest  to wspaniała książka, którą gorąco wam polecam. Mam nadzieję, że trzecia część mnie nie zawiedzie i będzie równie wspaniała.

Ocena: 9/10




poniedziałek, 16 stycznia 2017

Trylogia o Wiktorii Biankowskiej #3: Ja, potępiona - Katarzyna Berenika Miszczuk

Tytuł: Ja, potępiona
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Tłumaczenie: -
Seria: Trylogia z Wiktorią Biankowską
Wydawnictwo: W.B.A.
Liczba stron: 416
Poprzednia część: Ja, anielica
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,1 cm (2016)

Uwielbiam trylogię o Wiktorii i po prostu nie mogłam już wytrzymać, kiedy ten ktoś odda do mojej biblioteki tą książkę przetrzymywaną już chyba z trzeci miesiąc, ale KittyAilla mnie uratowała i przesłała mi ją w ebooku, za co jeszcze raz dziękuję <3 Przygotujcie się na dużo cytatów :D

Tym razem Wiktoria, nasza była diablica, niedoszła anielica trafia do Tartaru, z którego podobno nie da się wyjść. Ale dla Wiki nic nie jest niemożliwe! Czeka tam na nią Charon, Achilles i Elżbieta Batory. Czy uda jej się wydostać z Tartaru? Kogo wybierze: Beletha czy Piotrusia?

"Przez kłopoty w kore wpadłam, zupełnie zapomniałam, że umarłam. 
- Już nic mi nie jest. - Uśmiechnęłam się sztywno. - Jak widzisz, cała i zdrowa, trochę potępiona, ale mówi się trudno.  
- I martwa - dodał ponuro. 
- Też już się zdarzało - siliłam się na wesoły ton."

Opis nie jest długi, ale nie chcę za wiele mówić :) No cóż... Zakochałam się, zatraciłam i przepadłam. Ja chcę więcej! Nie mogę uwierzyć, że to koniec! Okładki tej serii nie są jakieś nadzwyczajne, ale nie są też bardzo okropne, więc nie będę się rozwodzić.


"Charon przerażał mnie bardziej niż Śmierć. Mimo, że obydwoje najwyraźniej zaopatrywali się w tym samym butiku.
- Nie znasz przypadkiem Śmierci? - zagadnęłam. 
- To moja siostra - odparł.

Współczuję rodzicom..."

Pomysł na tą trylogię jest niesamowity. Nie mogę wyjść z podziwu. Wszystkie miejsca które stworzyła - Los Diablos - czyli nasze Piekło, Niebo, Tartar opisała i wykreowała niesamowicie! Nieprzewidywalność również bardzo się liczy, bo tego co tam się wydarzyło chyba nikt nie potrafiłby przewidzieć. Akcja pędzi od pierwszej strony, nie sposób się od tej książki oderwać. Jeju nie wiem co mam jeszcze o niej mówić, bo to chyba trochę nudnawe, ciągle czytać o tym, jaka ta książka była cudowna, wspaniała, nieprzewidywalna, niesamowita, emocjonalna i takie tam <3

"Ona musi tak buczeć?- Wskazał na wirującą nad swoją głową aureolę.[...]
-Bubel mi jakiś wcisnąłeś."

Bohaterowie są również idealnie wykreowani, świetni i niesamowici. Wiktoria jest wspaniałą dziewczyną, polubiłam ją od pierwszych stron, pierwszej części. Dobra, uwaga, postanowiłam sobie, że oszczędzę wam masy cudowności na temat Beletha, ale chyba się nie powstrzymam. Beleth jest świetny <333333333333333333333333 Inaczej się nie da tego określić. Azazel też podbił moje serce, ale Beleth, to jednak Beleth. Kleo też jest spoko, ale jakoś w tej trzeciej części została pominięta. Trochę szkoda, ale trudno. Piotruś w tej części się o wiele poprawił, o wieleee. Co prawda dalej mnie irytował i irytował, ale zrobił też coś, czym zyskał sobie moja sympatię.

"Jedynym zaskoczeniem był dla mnie duży talerz eklerek z bitą śmietaną
stojący przed Luckiem. Diabeł właśnie małym widelczykiem kończył jeść jedną  z nich.  
- Smacznego - powiedziałam.

Z niewiadomych przyczyn nagle się zakrztusił.
Stanęliśmy w odległości kilku metrów od jego biurka. Tak na wszelki
wypadek.
- Wyjaśnijcie mi łaskawie, jak to się dzieje, że za każdym razem, kiedy
was widzę, mam ochotę podciąć sobie żyły? - zapytał, ledwo hamując furię w
głosie"

  
Styl pani Miszuk jest genialny! Humor, humor, humor, humor i jeszcze raz humor! Śmiałam się jak jakaś wariatka! Autorka pisze lekko, a jej książki tak wciągają, że nie sposób się oderwać. Nie wiem co by wam tu jeszcze pisać, bo to będą tylko i wyłącznie ochy i achy, więc może wam tego oszczędzę...

"(Beleth)  - Nie, przecież zawsze byłaś tak ślepo zapatrzona w tego idiotę

„Piotruuuuuusia". W ogóle, co to za pomysł nazywać go ciągle Piotruś? Bardzo

mnie to irytowało.[...]

- Na samym wstępie zaznaczam także, że nie życzę sobie nazywania mnie
Belecik albo Beluś, rozumiemy się, moja piękna?"


Jak widzę, ta recenzja to w większości cytaty, ale co ja mam tu wam więcej pisać. Zdecydowanie wszystkiem polecam!!!! Chyba ta ocena, będzie mowiła wszystko:

Ocena: 10/10 <3


sobota, 14 stycznia 2017

Rozmyślanki #9: Decoupage

Zapraszam na kolejną edycję Rozmyślanek! Dzisiaj będzie mało książkowo, bo opowiem wam o mojej innej pasji. Zawsze lubiłam takie twórcze rzeczy, robótki ręczne, malarstwo i rysunek. Kolorowanki nie zyskały mojej sympatii bo nie lubię mieć szablonowych rzeczy, wolę stworzyć coś sama z siebie. Za to od września zagłębiam tajniki decoupage'u.

(Dla niewtajemniczonych) Ale co to w ogóle jest? Decoupage to technika ozdabiania różnych przedmiotów wzorami z serwetek. Brzmi prosto prawda? Na początku też mi się tak wydawało, ale okazuje się, że nie jest to tylko wycięcie i przyklejenie. Jednak kiedy pozna się już podstawy zabawa z tym to sama przyjemność i nic trudnego :)

Z góry mówię, że zdjęcia nie są zbyt dobrej jakości, bo nie mam dobrego urządzenia, ani umiejętności :/






Zakładka do książek

Zakładka to była pierwsza rzecz jaką robiłam, poznawałam dopiero całą procedurę kolejne kroki które trzeba wykonać. Zaznaczam, że ja chodzę na zajęcia, gdzie pani zamawia dla nas te rzeczy, ale jeśli ktoś chce się pobawić w domu to na pewno gdzieś w internecie można kupić różne takie przedmioty i materiały). Ale co takiego trzeba zrobić?

1. Po pierwsze gdy już mamy drewnianą zakładkę (albo inny przedmiot) szlifujemy ją papierem ściernym, tak żeby była gładka w dotyku. 
2. Następnie malujemy specjalną białą farbą do decoupage'u (nie wiem czy są jakieś inne kolory farb; musi to być specjalna farba, bo inaczej serwetka nie będzie się nam trzymać). Można do tego używać pędzelka lub gąbeczki. Potem czekamy aż farba wyschnie.
3. W tym czasie wycinamy kształt z serwetki. Jeżeli ma białe tło, nie musimy starać się wyciąć jej bardzo dokładnie, bo na białej farbie nie będzie tego widać, ale jeśli kolor tła serwetki jest inny, trzeba się trochę pobawić. Nie ma specjalnych serwetek do decopage'u, a są to takie zwyczajne, które kładziemy na stołach. 
4. Przed przyklejeniem zawsze rozdzielamy serwetkę tak, żeby została tylko jedna warstwa, bo nasza serwetka ma ich trzy. Jeżeli zapomnimy o tym kroku i przykleimy (a uwierzcie mi, zdarza się) należy jak najszybciej włożyć nasz przedmiot pod wodę. Serwetka powinna się odmoczyć i odkleić, ale trzeba się liczyć z tym, że trzeba będzie ją wyciąć jeszcze raz. 
5. Przyklejamy serwetkę specjalnym klejem do decupage'u. Najpierw smarujemy tę część przedmiotu, na której chcemy przykleić, potem kładziemy na nią serwetkę i smarujemy klejem po powierzchni serwetki, która czasami się niestety marszczy, więc na ten krok trzeba bardzo uważać.
6. Kiedy całość wyschnie należy pokryć przedmiot lakierem, który chroni przed zabrudzeniami i uszkodzeniami. Ilość warstw lakieru zależy tylko od was, ale im więcej tym lepiej!

Nie trzeba za wiele, a efekt jest wspaniały. Co prawda moja zakładka nie przedstawia się jakoś oszałamiająco, ale wiadomo, była to moja pierwsza rzecz, wykonywana tą techniką. Czytajcie dalej a
zobaczycie piękniejsze przedmioty!






Podkładka pod kubek
Wybaczcie ale zapomniałam o niej i nie ma jej na zdjęciu wszystkich (a jak się okazuje nie wszystkich) rzeczy :/ 
Tutaj pierwszy raz robiłam spękania. Nie wyszły najcudowniej, ale jestem z nich bardzo zadowolona. Wszelkie niedoskonałości przykryły motylki, za co jestem im ogromnie wdzięczna :D Teraz powiem wam, jak się robi spękania, co nie jest wcale takie trudne na jakie wygląda. 
1. Po oszlifowaniu malujemy nasz przedmiot dowolnym kolorem farby akrylowej; tutaj już nie musi być specjalna do decupage'u. 
2. Po wyschnięciu farby nakładamy spękacz, czyli specjalną substancję, która powoduje spękania.
3. Po wyschnięciu spękacza gąbeczką (albo pędzelkiem, ta technika będzie pokazana za chwilkę) ciapkujemy całą powierzchnię białą farbą, tą specjalną. Staramy się, aby nie ciapać (jest w ogóle takie słowo xD) dwa razy w tym samym miejscu oraz nie zostawiać kwadratowych śladów od gąbki. Wszystkie niedoskonałości możemy potem zamaskować, dzięki odpowiedniemu przyklejeniu serwetki. Po upłynięciu kilku minut powinny pojawić się spękania, takie jak na mojej podkładce. 
4. Następnie robimy dokładnie te same kroki co wcześniej: wycinamy, przyklejamy serwetkę i lakierujemy

I gotowe! Trudność polega jedynie na odpowiednim pociapkowaniu (?) powierzchni, aby uzyskać idealne spękania, które nienzawsze tak wychodzą, czego jestem niezłym przykładem :D 





Słoiczek
Pierwsza zabawa ze szkłem i niebieski, delikatny słoiczek, który może służyć zarówno jako świecznik (uwierzcie, to wygląda pięknie jak światło świeci przez te spękania) jak i po prostu ozdoba jakiegoś pokoju. Tutaj równierz wykorzystałam technikę spękań gąbeczką. Ogólnie uważam, że szkło jest trudniejszym tworzywem od drewna, więc na pierwszy raz polecam jednak drewniane rzeczy i małe (!) bo jak na wielkim przedmiocie zrobicie jakiś błąd początkującego to nie będzie kolorowo :/





Słoiczek v2
Jeżli ktoś zauważył, że na tym słoiczku są inne spękania, to brawo, nadajecie się na tą robotę, ponieważ tym razem zrobione są one pędzelkiem w linii pionowej (można też robić poziomo). Powiem wam, że jednak ja jestem zwolenniczką spękań gąbkowych, dlatego też takich robię więcej. Bardzo podoba mi się ten słoik, jest to cudna ozdoba :D





Butelka
To prosta i prawie nie wymagająca pracy butelka, bez spękań czy innych zdobień, ale bardzo mi się podoba. Idealna na winogronówkę xD


  

Butelka v2
Tutaj już miałam pewne trudności. Spękania nie wyszły takie, jak bym chciała. (Właśnie dlatego najpierw ćwiczy się na małych powierzchniach, w moim wypadku na słoiczkach). Wydaje mi się jednak, że jakoś udało mi się ją odratować i efekt końcowy nie przedstawia się aż tak źle.





Świąteczne świeczniki
Może wyglądają niepozornie, bo są bez spękań, ale trochę się przy nich narobiłam, zważając na to, że ten wzór jest trochę skomplikowany, a tło niestety nie było białe, więc trzeba było wycinać bardzo dokładnie. Niemniej, bardzo mi się te świeczniki podobają i świetnie wyglądały na wigilijnym stole.





Kubek na długopisy, bądź inne cuda
Ten kubek podoba mi się najbardziej ze wszystkich rzeczy, które zrobiłam :) Od razu zawędrował na moje biurko! Tutaj moi drodzy macie właśnie wzór spękań (no może troszkę przesadzam, ale cii). Środek jest pomalowany na bordowo, pani radziła mi zrobić go na biało, bo bedę mieć trudności z tym, żeby nie wleść bordem na tą białą powierzchnię, ale ja się uparłam! I bardzo, dobrze bo wyszło super, a gdyby w środku było białe to byłoby takie...mdłe.




To już wszystkie rzeczy które na razie udało mi się wykonać. Piszcie czy podobał wam się ten nieksiążkowy post. Która z wykonanych przeze mnie rzeczy podoba wam się najbardziej? Znaliście wcześniej tą technikę? A może też się w to bawicie? Jeśli nie, to czy was zachęciłam do spróbowania decopage'u? 


 



czwartek, 12 stycznia 2017

Czerwona Królowa #2: Szklany miecz - Victoria Aveyard

Tytuł: Szklany miecz
Autor: Victoria Aveyard
Tłumaczenie: Adrianna Sokołowska-Ostapko
Seria: Czerwona królowa
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 560
Poprzednia część: Czerwona królowa
Następna część: King's Cage

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4,2 (2016)

Szklany miecz miałam okazję przeczytać podczas maratonu czytelniczego, ale jego czytanie zajęło mi dwa dni. Początek nie był zbyt dobry i nieco nudnawy, ale nagle gdy akcja nabrała tempa przepadłam i już nic nie było w tanie mnie oderwać od lektury. Czerwona królowa była przeciętna, ale za to Szklany miecz mnie zachwycił.

Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną posiadającą moce Srebrnych. Dziewczyna postanawia odnaleźć ich wszystkich zanim zrobi to Maven. Jednak nie jest to łatwe zadanie. Mare musi pokonać Mavena, wielu straci życie, wielu zdradzi, ale to przecież wszystko w słusznej sprawie...

Pomysł na całą trylogię jest naprawdę dobry, chociaż nie oryginalny. Po pierwszej części czułam lekki niedosyt i bałam się, że Szklany miecz mnie rozczaruje. Stało się jednak odwrotnie, z czego niezmiernie się cieszę. Akcja pędziła, chociaż nie od pierwszych stron. Zakończenie jest świetne, jeszcze bardziej robi nam smaka na kolejną część. Naprawdę nie mogę się doczekać, co też autorka dla nas przygotowała! Chociaż mamy trochę schematów, jest też wiele zaskoczeń. Właśnie to chyba dzięki tej nieprzewidywalności ta książka spodobała mi się bardziej niż jej poprzedniczka.

Wątek miłosny na szczęście nie wysuwa się na pierwszy plan i chociaż jest przewidywalny, podobał mi się. Jest to takie tło dla akcji i bardzo dobrze, że autorka nie zrobiła z tej książki miłosnej opowieści, bo tego chyba bym nie zniosła.

"Nikt nie urodził się złym człowiekiem, tak samo jak nikt nie rodzi się samotny. Stajemy się tacy przez wybory, których dokonujemy, i okoliczności, w jakich przychodzi nam żyć."

Mare zdecydowanie się poprawiła. Przestała być rozkapryszoną, irytującą nastolatką, ale dojrzała. Wiedziała już, że nie może ufać wszystkim, których napotka na swojej drodze. Czasami nawet ten jej sceptyzm był przesadny, ale to dobrze, bo pomogło jeszcze lepiej skonstruować jej charakter. Na pewno przeszła zmianę i to dużą, ale udało mi się ją polubić. Była odważna i za wszelką cenę starała się osiągnąć swój cel, ale czasem okazywała też chwile słabości. Mam jednak mieszane uczucia co do Cala. Bo niby on jest taki cudowny, a jednak jakoś nie mogę go polubić. Kilorna za to bardzo lubię i bardzo, bardzo mu współczuję. Farley jest dobrą bohaterką i zyskała moją sympatię. Jest wielu nowych bohaterów. Bałam się trochę, że autorka nieco się pogubi w ich kreacji, ale jej się to udało. Każdy z nowo przybyłych miał oryginalny charakter. Na szczeście autorka ich nie pominęła.

"Gdyby" i "jeśli". Nie znoszę tych idiotycznych słów"

Styl pani Aveyard jest przyjemny. Myślę, że mogłaby lepiej opisać miejsca w których Mare przebywała podczas swej podróży, ale jest to tylko mały minusik. Zauważyłam parę błędów logicznych, ale nie wpływały one jakoś bardzo na ogół, dlatego nie będę się czepiać. Ogólnie humoru za bardzo nie ma, a jedynymi jego przedstawicielami są tego typu wypowiedzi:

" - Jeśli się nie zamkniesz, za chwilę będziesz świecił jak żarówka. 
- Mogłabyś wymyślić jakieś nowe groźby. - Uśmiecha się krzywo"

Podsumowując, Szklany miecz mnie pochłonął, zachwycił i zaskoczył. Jeżeli Czerwona królowa wywołała w was mieszane uczucia to nie zrażajcie się, tylko sięgajcie po drugą część, bo naprawdę warto!

Ocena: 8+/10

wtorek, 10 stycznia 2017

Magiczne Drzewo #8: Inwazja - Andrzej Maleszka

Tytuł: Izwazja
Autor: Andrzej Maleszka
Seria: Magiczne Drzewo
Wydawnictwo:
Liczba stron: 
Poprzednia część: Świat Ogromnych
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu:

Książki z tej serii zapoczątkowały moją przygotę z czytelnictwem, albo może dokładniej, ptzygotę z fantastyką. Co roku dostawałam nową część pod choinkę, a w tym roku, mimo, że to powieść dla dzieci nie było inaczej. Muszę powiedzieć, że mam do tej serii ogromny sentyment i nie przeszkadza mi, że jest to literatura dla młodszych czytelników. 

Alikowi ciągle wydaje się, że nastąpi inwazja olbrzymów. Chłopiec zostaje wyśmiany, przez swoich przyjaciół i obraża się. Kuki, Gabi, Blubek, Ida i mówiący pies Budyń organizują dla niego urodzinowe przyjęcie-niespodziankę na przeprosiny. Jednak nie wiedzieli o tym, że Alik się nie mylił, a olbrzymy naprawdę przybyły. Dzieci w wąwozie widzą Giguna, syna nawiększego olbrzyma, który dręczył Alika i Idę, gdy byli w Świecie Ogromnych. Czy przyjaciele dadzą radę zapobiec inwazji?

W tej recenzji nie będzie cytatów, ponieważ w tych książkach nie ma jakichś pięknych myśli i szczególnie mądrych wypowiedzi. Jest tutaj zwięzła treść, bez owijania w bawełnę, lekki styl, a książka wciąga od pierwszej strony, czyli wszystko co tylko może chcieć młodszy czytelnik. Mnie, jako już raczej nie dziecko nieco irytowały dziwne imiona bohaterów. Kuki (co to w ogóle?), Blubek, Alik, Gabi już mogę zrozumieć, ale można by czasem nazwać ją Gabrysią, a jedyne normalne to Ida, tyle, że jest to skrót od Idalia. Jako młodsze dziecko te imiona bardzo mi się podobały, więc nie będę się tego czepiać, bo muszę pamiętać, że jest to literatura dziecięca. 

Akcja naprawdę wciąga, chociaż nie powiem żeby była specjalnie nieprzewidywalna. To znaczy... I znów wracamy do tego, że zapewne dziecko nie odgadłoby tych wszystkich zagadek z którymi zmagali się bohaterowie, ale ja wiedziałam już o tym na kilkadziesiąt stron przed nimi. Niemniej nie przeszkodziło mi to w odczuwani przyjemności z czytania, bo tę pozycję trzeba traktować po prostu z przymróżeniem oka.

Każdy z bohaterów jest inny i oryginalny, ale da się lubić wszystkich. Moją ulubioną bohaterką jest chyba Gabi, ale to już przyzwyczajenie z dzieciństwa, bo od zawsze to ona zyskała najwięcej mojej sympatii. Bardzo lubię też Idalię, znowu przyzwyczajenie z dzieciństwa, gdzie nie myślało się o facetach i w książkach najbardziej lubiło się dziewczynki :D Kukiego również bardzo lubię, bo on jest z nami od pierwszego tomu. Blubka i Alika lubię z nich wszystkich najmniej, ale to nie znaczy, że są źle wykreowani. No i oczywiście Budyń, którego uwielbiam <3 Jeju, ile ja bym dała, żeby mieć takiego mówiącego psa... Albo, żeby być Idą, która może mieć wszystko co zamarzy, bo spełniają się jej życzenia! 

Przy tej lekturze znów poczułam się trochę jak dziecko. Kocham tą serię i mam do niej wielki sentyment. Na pewno będę czytała nowe części, bo może i nie są przeznaczone dla mojej grupy wiekowej, sprawiają mi ogromną frajdę! Nie będę tej książki oceniać, bo ma się to nijak w porównaniu z innymi książkami, tymi młodzieżowymi :) Polecam do czytania młodszemu rodzeństwu, lub nawet samemu sobie, jeśli chcecie na chwilkę powrócić do świata dzieciństwa!

niedziela, 8 stycznia 2017

Podarunek - Richard Paul Evans

Tytuł: Podarunek
Autor: Richard Paul Evans
Tłumaczenie: Katarzyna Procner-Chlebowska
Seria: -
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 336
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,5 (2016)  

Przeczytałam tą książkę w trakcie maratonu czytelniczego pod wyzwaniem "akcja w czasie świąt". Wiem, że okładka jakoś specjalnie tego nie oddaje (tak na marginesie to nie mam pojęcia skąd taki pomysł na okładkę) ale opis zapewniał mnie, że jest to o Bożym Narodzeniu, więc po nią sięgnęłam. Czy rzeczywiście była to świąteczna książka? No niby dzieje się w okresie przedświątecznym, ale nie jest to taka książka stricte świąteczna. Także jeśli chodzi o ten aspekt to nie sugerujcie się opisem, który mówi mniej więcej, że główny bohater nie lubi Bożego Narodzenia, ale pewnego dnia dzieje się coś, co zmienia jego stosunek do tych świąt. No rzeczywiście "coś" się dzieje, ale czy to ma bardzo dużo wspólnego ze świętami? No niewiele, albo coś przeoczyłam. Ale w takim razie o czym ta książka jest?

Natan Hurst pracuje w agencji, która ma na celu wyłapywać złodzieji.  Nate jest jednym z najlepszych pracowników. Oprócz tego cierpi na syndrom Touretta, który objawia się ciągłymi tikami nerwowymi. Pewnego dnia z powodu burzy zostają odwołane wszystkie loty, a całe lotnisko jest zapchane ludźmi. Jednak Natan ma wynajęty apartament, dzięki niezawodnej sekretarce. Gdy przychodzi odebrać klucze widzi kobietę z dwójką małych dzieci: wesołą, troszkę nadpobudliwą dziewczynkę i jej zupełne przeciwieństwo, cichego chłopca. Zaczyna rozmowę i w końcu okazuje się, że syn kobiety ma nowotwór, a oni nie mają się zupełnie gdzie podziać. Dodatkowo nagle, gdy chłopiec dotyka ręki mężczyzny okazuje się, że jego tiki zniknęły. Nate proponuje im swój apartament. Co wyniknie ze spotkania z tajemniczą Addison?

Z reguły nie czytam książek o takiej tematyce, ale dziwnym trafem powieści pana Evansa do mnie przemawiają i bardzo mi się podobają. Porusza on trudne tematy takie jak nieuleczalne choroby, śmierć, zdrada czy pracoholizm. Tutaj mamy sytuację w której wszyscy chcą wykorzystać dar Collina, ale Addison nie może się na to zgodzić, bo może wtedy stracić syna. Nie chcę wam zdradzać szczegółów, ale moim zdaniem jest to po prostu sytuacja bez wyjścia. Pomysł bardzo mi się podobał, a książka mnie momentalnie wciągnęła. Jestem pewna, że to nie było moje ostatnie spotkanie z tym autorem.


"Nasze czyny nie są strzałami, które wypuszczone znikną gdzieś w kosmosie, są raczej bumerangami, które wrócą do nas prędzej czy później"


Natana polubiłam. Odważny facet, który nie boi się wyzwań i ma dobre serce. Addison również skradła moją sympatię, choć w jednym momencie zrobiła coś mega głupiego. Wielki podziw kieruję dla Collina, który z charakteru kojarzył mi się z Małym Księciem. Niezwykle mądre i uczynne dziecko. Jego siostra była taka zbyt natrętna, nie lubię zbytnio takich dzieci, ale to co było o niej powiedziane na końcu zmieniło moje myślenie o niej i niechęć przerodziła się we współczucie. 

Humoru za wiele nie ma, ale wiadomo, nie jest to książka przy której powinniśmy się śmiać. Styl pana Evansa nie jest zły. Czyta się szybko. Narracja jest pierwszoosobowa, dzięki temu jeszcze bardziej możemy się utożsamić z głównym bohaterem. 


"Każdy ma jakąś tajemnicę. I wszystkim się wydaje, że ukochana osoba przestanie ich kochać, gdy pozna prawdziwą, ukrytą  pod maską twarz. Nie jesteś wyjątkiem. Ale ja dostrzegam prawdziwego ciebie. Szkoda, że ty tego nie widzisz."


Ta recenzja nie jest długa, ale nie mam już nic więcej do dodania. Książka mi się podobała i wywołała we mnie dużo emocji. Na pewno jeszcze sięgnę po inne pozycje pana Evansa. 

Ocena: 7/10