Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

sobota, 30 kwietnia 2016

Podsumowanie kwietnia

Jak ten czas szybko leci... Mamy już koniec kwietnia!! Plany na majówkę są? Wyjechaliście/wyjeżdżacie gdzieś? Życzę udanego odpoczynku ;) Ja sama jadę na ślub do kogoś z rodziny...
A co u mnie w kwietniu? Powiem wam, że bardzo dobrze. Jestem szczęśliwa i bardzo zadowolona z mojego wyniku! Ale co zrobić jak tyle świetnych książek przeczytałam...

 Ilość przeczytanych książek: 11
Miasto Kości Cassandra Clare - 508 stron (recenzja)
Miasto popiołów Cassandra Clare - 444 strony (recenzja)
Miasto szkła Cassandra Clare - 528 stron
Miasto upadłych aniołów Cassandra Clare - 448 stron
Starter Lisa Price - 400 stron
Czerwona Piramida - 543 strony
Obsydian - 442 strony
Tajemny ogień - 392 strony (recenzja)
Proroctwo sióstr - 367 stron
Żelazna Córka - 333
Ja, diablica - 413
Liczba przeczytanych stron: 4 818
Średnia przeczytanych stron na dzień: 160
Książka miesiąca: Miasto Kości 

Ilość opublikowanych postów: 15
W tym recenzji: 11
Najpopularniejszy post: Jeżycjada #13: Tygrys i Róża - Małgorzata Musierowicz 

Jak widzicie całkiem dobrze mi poszło. Miasto Kości było zdecydowanie najlepsze! Ale wiecie co? Nie przeczytałam w tym miesiącu żadnej książki, z której byłabym niezadowolona. Jestem bardzo zadowolona z kwietnia :) Może i trochę krótkie to podsumowanie, ale nie mam nic do dodania. Mogę tylko powiedzieć, że w podsumowaniu mają postaram się uwzględnić też wyzwania... Tym razem nie miałam na to czasu. Bo co robiłam? Czytałam książki! :D

A jak tam u was? 

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dary Anioła #2: Miasto popiołów - Cassandra Clare

Tytuł: Miasto popiołów
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 444
Poprzednia część: Miasto Kości
Następna część: Miasto Szkła

Opis:
 Clary mieszka z Lukiem.  Jej matka nadal jest w szpitalu, pogrążona w tajemniczej śpiączce. Clary nie może znaleźć sposobu, żeby ją obudzić. Jest w życiowej rozsypce. Nie może być dalej z Jace'm w związku, a mimo wszystko nadal darzy go jakimś uczuciem, które nie powonno być przeznaczone dla niego. Tymczasem Simon zaczyna nazywać ją swoją dziewczyną, całuje ją itp. Clary nie wie co do niego czuje. Jace w sumie też nie ma łatwo. Gdy dowiedział sie prawdy o sobie i Clary, jest załamany z tego samego powodu co ona. Po za tym Maryse Lightwood wyrzuca go z instytutu pod zarzutem współpracy z Valentinem. Dojdzie do tego, że wezwą Inkwizytorkę, bardzo ważną osobę z Clave, ale Jace nie będzie taki posłuszny... Tymczasem Valentinowi powoli udaje się zgromadzić armię, którą wyśle na Nocnych Łowców.

Opinia: 
Ta książka była równie wspaniała co poprzedńia cześć tej serii. Świetna, świetna, świetna... Okładka jest spoko. Pasuje do książki, taka dosyć tajemnicza i mroczna , ale to nic nadzwyczajnego. Okładka jak okładka książki fantasy, choć powiem - podoba mi się.

Po prostu nie mogłam czytać o tym jak Clary i Jace się marnują bez siebie! Starszne... Nie mniej jednak Clary się nie stała się dziewczyną pogrążoną w swoim smutku, która tylko się nad sobą użala. Nie! Walczyła do samego końca, nawet próbowała nawiązać jakąś poważniejszą relację z Simonem. A jak jesteśmy przy Simonie to, wiecie co? Polubiłam go. W Mieście Kości nie skradł mojej sympatii i myślałam o nim raczej jak o przeszkodzie w związku Clary i Jace'a, jednak teraz... Kiedy stał się tym kim się stał (nie chcę mówić kim bo to będzie wielki spoiler) to jakoś bardziej go polubiłam. On chyba też zrozumiał, że Clary nie da rady kochać go jak swojego chłopaka. Może na początku... Ale potem już wiedział, że potrzebuje z Clary prawdziwej, a nie zakłamanej relacji. Podziwiam i szanuję go za to co zrobił. Po za tym ta przemiana spowodowała, że stał się odważniejszy i bardziej wierzył w siebie. Takiego Simona to ja lubię! Oczywiście nadal przeogromną miłością darzę Jace'a. I co do niego to jak byście powiedzieli: Clary kocha Jace'a czy Jace'ego? Bo mi się wydaje, że Jace'a, ale w tej książce była odmiana Jace'ego. No nie wiem, ale jakoś mi to nie pasowało. Polubiłam też już bardzo Isabelle i może nie bardzo ale choć trochę Aleca. Jednak jest on dla mnie trochę dziwną postacią, może przez swoje zapędy miłosne. Isabelle jednak jest bardzo fajna i to dobra kandydatka na przyjaciółkę dla Clary. Kolejny bohater Luke. Bardzo, bardzo go lubię i ne zamieniłabym na nikogo. Po za tym ogólnie wszystkich bohaterów (tych pozytywnych oczywiście) polubiłam. Maię, Magnusa...

Trochę się rozpisałam o tych bohaterach bo jest ich tyle, że ja po prostu nie mogłabym o wszystkich napisać, a wogóle nic o fabule. Tą historię mogłabym czytać bez końca. Psychika Valentina mnie powala. Co on sobie wogóle myśli? Oczywiście zrobi armię demonów i wyśle na Nocnych Łowców, którym sam jest. Oczywiście nie sądzę, że Clave jest święte i zupełnie wspaniale rozwiązuje pewne sprawy (przykład Inkwizytorka), ale nie żeby to rozwiązywać w taki sposób jak Valentine. Wogóle
jak on mógł zrobić coś takiego Jace'owi i Clary, a przede wszystkim Simonowi.

Ten humor, ta ironia, te podteksty! Prześwietna jest ta seria. Czasami normalnie zwijałam się ze smiechu, szczególnie przez Jace'a. Styl jest super. Mam takie wrażenie jakby autorka bawiła się tą książką. Taka zabawa - zsyłamy na bohaterów coraz gorsze demony, zobaczymy czy sobie z nimi poradzą, a może teraz ten umrze, no dobra (tak wiem, brzmi to okropnie ale to coś takiego wlaśnie - wszystko jest przemyślane, ale jednocześnie wydaje sie, ze autorka wymyśliła jakąś akcję na spontanie).

Podsumowanie:
Zapewne domyślacie się jaka będzie ocena. Tym razem bez żadnych niespodzianek - minusików.

Ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Ma więcej niż 5 części (6)
Abc czytania (M)
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
52 książki roku 2016

wtorek, 26 kwietnia 2016

Jeżycjada #15: Język Trolli - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Język Trolli
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 207
Poprzednia część: Kalamburka
Następna część: Żaba

Opis: Józef Pałys syn Idy i Marka to już dziewięciolatek, który poznaje w szkole pewną dziewczynę Trollę. Staszka od razu mu imponuje i Józinek wie, że będzie z tego interesująca znajomość. W sylwestra razem z kuzynką Laurą wybierają się do rodziny Oracabessów (Helmut Oracabessa to wujek Trolli). Kuzyn Ignacy Grzegorz Stryba ciągle kłóci się z Józinkiem i oboje "walczą" o Trollę, ale dziewczyna cały czas powtarza im, że mają przestać się sprzeczać. Zastanawiające jest też to, że Trolla zawsze ma na głowie kapelusz i nigdy go nie zdejmuje...

Opinia: Ta część nezbyt mi się podobała. Była taka trochę nijaka i bez wyrazu. I muszę wam powiedzieć, że na razie kończę z Jeżycjadą (nie znaczy, że wogóle już nie będę czytać tylko, że robię sobie przerwę od tej serii. O okładce nie będę wspominać, bo wiecie, że mi się nie podoba.

Fabuła w tej książce też jest taka nijaka i niezbyt mnie wciągnęła. Niby jadą do tego Gdańska czy czegoś i jest wtedy korek z którego nie mogą się wydostać, ginie Ignacy Grzegorz i spotykają pewnego pana... To ostatnie naprawdę mną wstrząsnęło i był to chyba jedyny moment w książce kiedy nie mogłam się po prostu oderwać. Nie mówię, że to była fatalna książka, nie była nudna ale nie porwała mnie jakoś bardzo. Miło spędziłam przy niej czas.

Józinka nie polubiłam. Może to dlatego, że ta książka była o takich małych dzieciach. Dziewięciolatek Józinek i dziesięciolatek Ignaś którzy sobie myślą, że są jakimiś dorosłymi czy co? Normalnie zachowywali się jak dorośli. Ale kłócili się jak dzieci. Trollę za to bardziej polubiłam, ale nie tak jak np. Kreskę z Opium w rosole. Miała rację ze sprzeczkami chłopaków i traktowała ich jak takich małych podopiecznych, co było fajne. Współczuje jej bardzo, bo choć Józinek nie znał przyczyny jej wyjazdu to ja wiedziałam o co chodzi.

Podsumowanie:
Nie była to jakaś bardzo wybitna książka, ale dla fanów Jeżycjady z pewnością się nadaje.


Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Abc czytania (J)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.1 cm
52 książki roku 2016

niedziela, 24 kwietnia 2016

Reads More Book Challenge: Tajemny ogień - C. J. Daugherty, Carina Rozenfeld

Tym razem do tej zabawy nominowała mnie Kitty Ailla. Bardzo ci dziękuję i przepraszam, że aż tak sobie "wydłużyłam" termin :D Dla niezoriętowanych przypomnę o co w tym chodzi. Jakaś osoba wyznacza komuś książkę, którą ten ktoś musi przeczytać i zrecenzować w przeciągu 2 tygodni (taaak, oczywiście sie zmieściłam :D) oraz nominuje kolejne osoby. Dzięki Kitty poznałam
naprawdę fajną książkę. Co prawda, chciałam ją przeczytać, ale dzięki niej wyszło to szybciej.
A ja dzisiaj nominuję:
- Kitty AillaHerbata szczęścia Agnieszka Grzelak (jako tzw. zemsta)
- milkusia xMiasto kości Cassandra Clare (po twoim komentarzu pod moją recenzją tej książki przyszło mi do głowy, że dam ci taką "motywację")
- Just yśkaProroctwo sióstr Michelle Zink (edit: okazało się, że czytała tą książkę, dlatego zmianiam na drugą część) Strażniczka Bramy Michelle Zink
- Meredith: Starter Lisa Price

Jeżeli z jakiegoś powodu nie będziecie mogły przeczytać tej książki lub po prostu już ją czytałyście to dajcie znać. Na pewno na coś zamienię!



A teraz zapraszam już na moją recenzję Tajemnego ognia!



Tytuł: Tajemny ogień
Autorzy: C. J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Seria: Tajemny ogień
Wydawnictwo: Moondrive, Otwarte
Liczba stron: 392
Poprzednia część: -
Następna część: The secret city (przybliżona data wydania to wrzesień 2016)

Opis: Taylor Montclair to siedemnastolatka mieszkająca w Anglii z mamą i siostrą Emily. Ma najlepszą przyjaciółkę .. i chłopaka Toma, z którym jednak nie dogaduje się najlepiej. Pewnego dnia nauczyciel francuskiego daje jej maila do pewnego chłopca z Francji, który ma problemy z angielskim i potrzebuje korepetycji. Podobno ma to pomóc dziewczynie dostać się do Oxfordu, w którym uczy jej dziadek. Jednak Taylor zaczynają prześladować bóle głowy, a co jakiś czas, gdy jest zdenerowana wybuchają przy niej przedmioty elektryczne i zaczynają się dziać rożne dziwne rzeczy...

Sacha Winters to nastolatek mieszkający w Anglii. Na jego rodzinę została zrzucona klątwa, mówiąca, że pierworodny syn każdego pokolenia umrze w wieku osiemnastu lat. Sacha jest jednym z nich, a osiemnastkę ma za 7 tygodni. Ponadto chłopiec stracił ojca. Przestał mieć jakiekolwiek chęci do życia - w końcu pozostało mu zaledwie kilka tygodni. Okazuje się, że na świecie jest tylko jedna osoba, która może go ocalić.

Opinia: Ta książka bardzo mi się podobała. Chciałam ją przeczytać, ale nie spodziewałam się czegoś tak dobrego. Cieszę się, że udało mi się przeczytać tą książkę. Zajęło mi to 2 dni, więc to naprawdę mało. Kitty, wiesz do czego ty doprowadziłaś? Zamiast odrabiać historię, czytałam Tajemny ogień, a nad pracą domową siedziałam do 22 :)

Okładka nie jest jakaś fenomenalna. Może być. Natomiast bardzo mi się nie podoba zepchnięcie Cariny Rozenfeld na drugi plan oraz napisanie na górze: Nowa książka C. J. Daugherty, autorki serii "Wybrani". Co z tego, że Daugerty jest o wiele bardziej znana i słyszał o niej chyba każdy miłośnik książek? Pani Rozenfeld włożyła tyle samo w tą książkę i nie powinno się jej tak pomijać! A po za tym moim zdaniem pisze lepiej, ale o tym za chwilkę.

Tak naprawdę mamy tu banalną historię Taylor - zwykła dziewczyna która nagle dowiaduje się, że ma w sobie jakąś moc. Mimo wszystko jest to bardzo dobrze przedstawione i wymyślone. Nie
spotkałam się jeszcze z alchemikami-magami. Natomiast wątki związane z Sachą to coś zupełnie innego niż znamy! Motyw klątwy, nie jest za często używany w powieściach. Bardzo podobał mi się pomysł. Ta książka miała potencjał, który został w pełni wykorzystany. Podziwiam autorki. Jednynym mankamentem tej książki jest wątek miłosny. Odkąd Taylor napisała do Sachy pierwszego maila było wiadomo, że się w sobie zakochają. Mega przewidywalne, chociaż szczerze nie wyobrażam sobie, żeby oni nie mieli się w sobie zakochać. Według mnie bardzo do siebie pasują. Mogli by się jednak na początku trochę ponienawidzić, albo... no w sumie nie wiem.  Ale coś by się przydało, żeby ten wątek jakoś ożywić. Jednak mimo to jeszcze raz powiem - ogromny plus za fabułę historii. Jest to coś oryginalnego, a ta historia wciągnęła mnie i nie mogłam się oderwać. Nie wiem kiedy ja pochłonęłam te wszystkie strony :)

Taylor bardzo polubiłam. To bohaterka nie irytująca, nie idealna, choć oczywiście pogubiona w tym wszystkim o czym się dowiedziała. Trochę schematowa, ale mimo wszystko spełnia moje wymagania co do dobrze wykreowanego bohatera. Natomiast Sacha nie jest dobrze wykreowany... O jest
wykreowany świetnie! Super chłopak, którego nie można nie pokochać. Czy wy to rozumiecie?
Wiedzieć, kiedy ma się umrzeć - dokładnie, co do dnia! Kocham go!!! Pozostali nohaterowie też sa dobrze wykreowani - Louisa, trenerka Tay i najbliższa uczennica jej dziadka oraz przyjaciółka Taylor. Louisę bardzo polubiłam! Była świetna! Za to R niby była jej najlepszą przyjaciółką, powtarzała jej, że ona jest dla niej ważniejsza ńiż wszytsko inne, a mimo to wyjawiła jej sekret swojemu chłopakowi! Nie lubię takich osób jak ona... Muszę wam jeszcze powiedzieć, że bardzo wstrząsnęła mną czyjaś śmierć, ale oczywiście nie powiem czyja.

Co do stylu pisania autorek. Wolę część Sachy. Pod każdym względem - fabuły, bohatera i stylu, co nie oznacza, że części o Taylor nie polubiłam. Bardziej podoba mi się styl pisania pani Rozenfeld i dlatego właśnie, się tak oburzyłam, że na okładce zepchnięto ją na drugi plan... Po za tym jest tam humor! Może nie za wiele, ale jest :)

Podsumowanie: Ta książka bardzo miło mnie zaskoczyła i wciągnęła do granic możliwości. Cieszę
się, że mogłam ją w końcu przeczytać. Bardzo, bardzo świetna powieść! Już nie migę się doczekać kolejnej części, ale będę jeszcze musiała poczekać. Jedynym maleńkim minusem jest wątek miłosny. Polecam wszystkim!

Ocena: 9/10


Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Wyzwanie czytelnicze 2016: Ma dwóch autorów
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,5 cm
52 książki roku 2016

piątek, 22 kwietnia 2016

Dary Anioła #1: Miasto Kości - Cassandra Clare



Może nie ma to szczególnego związku z postem, ale cgciałabym pozdrowić moją najlepszą przyjaciółkę, która ma dziś urodziny. Wszystkiego najlepszego! :D


Tytuł: Miasto Kości
Autor: Cassandra Clare
Seria: Dary Anioła
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 508
Poprzednia część: -
Następna część: Miasto Popiołów

Opis: Clarissa Fray to zwykła nastolatka mieszkająca z matką Jocelyn n na Brooklynie. We wszystkim pomaga im Luke, przyjaciel mamy. Clary posiada najlepszego przyjaciela Simona. To tak naprawdę jej jedyna rodzina. Ojciec zmarł przed jej narodzeniem. Jednak całe jej życie zostaje wywrócone do góry nogami gdy w klubie spotyka jakihś dziwnych ludzi. Okazuje się, że to Nocni Łowcy. Wkrótce Clary poznaje Aleca, Isabelle i Jace'a i dowiaduje się prawdy o sobie. Która wcale nie jest taka kolorowa jakby się mogło wydawać...
Opinia: 

Jestem zupełnie zachwycona tą książką! Cudo! Mam nadzieję, że uda mi się wypożyczyć z biblioteki kolejne tomy. Jestem po prostu oczarowana. Czuję się tak, jak po przeczytaniu pierwszej części Zwiadowców. Czuję, że ta seria stanie się jedną z moich ulubionych. Przygotujcie się na dużo zachwytów!

Okładka - ja niestety czytałam tą którą widzicie po prawej stronie (tą z chłopcem jakby się komuś strony pomyliły), która jest moim zdaniem o wiele gorsza od tej powyżej. Dlatego nie będę się już rozdrabniać i powiem, że ta okładka lepsza bardzo mi się podoba i bardzo pasuje do treści.

Fabuła tej książki jest prześwietna. Akcja pędzi już od pierwszego rozdziału. Ciągle są jakiś zwroty akcji. Wyróżnia tą książkę to, że jest bardzo, ale to bardzo nieprzewidywalna. Kiedy już myślałam "no przecież już wiem jak to się skończy..." Okazywało się, że chodzi o coś zupełnie innego i akcja potoczyła się  o wiele inaczej niż myślałam. Bardzo, bardzo oryginalna fabuła, nigdy się z takim pomysłem nie spotkałam, a muszę wam powiedzieć, że jest super! Ciągle, ciągle wydawało mi się, że Jace i Clary będą razem. A tu nagle! Taki cios. Normalnie nie mogłam w to uwierzyć (oczywiście nie powiem o co chodzi, ale ci co
 czytali to wiedzą). Jednak to jest ogromny plus tej książki. Jedyny mankament to trójkąt miłosny, ale nie był aż tak bardzo znaczący (no dobra był), ale wiecie co? Wogóle mi nie przeszkadzał. W sumie to od razu odrzuciłam Simona, jednak tak jak Clary czułam głębokie wyrzuty sumienia. Biedny chłopak... Natomiast Jace podbił moje serce, ale o tym za chwilkę!

Kreacja bohaterów jest mistrzowska. Clary, główna bohaterka nie jest zapłakaną nastolatką, która w chwilach niebezpieczeństwa woła Jace, gdzie jesteś?. Oczywiście, wiadomo wolała polegać na nim, on był bardziej doświadczony w tych sprawach, natomiast sama też nie bała się podejmować trudności. Wszystko było takie naturalne. Clary nie była idealną bohaterką. Nie pod względem takim,
 że idealnie wykreowaną (bo tak jest), ale nie miała idealnego charakteru. Oczywiście miała swoje chwile słabości, wady...jak każdy człowiek. Żaden bohaer nie był idealny. Jace, możecie pomyśleć, że to po prostu chodzący ideał, ale nie. Czasami się myliłco do różnych rzeczy, czasami był za bardzo ironiczny, złośliwy... Na początku nie polubiłam ani Aleca, ani Isabelle, ale z czasem powoli mi przychodziło. Szczególnie w końcówce - epilogu, dość długim. Oboje byli chamscy, ale tak jak powiedziałam w końcu zaczęli zachowywać się normalniej. To bardzo dobrze. Bohaterowie byli tacy, jak powinni być. Wszyscy byli wykreowani znakomicie: Jocelyn, Magnus Bane, Hodge, Valentine... (Chyba, ci co nie czytali, więdzą tylko kto to Jocelyn, z pierwszej części mojej recenzji, ale co tam).

Styl autorki jest niesamowity. Wciąga, szybko się czyta. Cassandra Clare nie przynudza zbyt długimi opisami, świetnie pisze o walce. Bardzo podobał mi się rozdział w którym Luke opowiadał Clary o jego dotychczasowym życiu, powiedział jej całą prawdę. Oczywiście wszystke rozdziały były niesamowite. Szczerze mówiąc, na początku książka nie wciągnęła mnie aż tak bardzo jak pod koniec. Jak już mówiłam wydawało mi się, że wszystko już wiem i to przewidywalna powieść. Jednak od kiedy okazało się to nieprawdą. Tak, może jakoś od 200 strony nie mogłam się oderwać. Mama prawie siłą odciągnęła mnie od książki na kolację.

Podsumowanie:
Ta książka jest świetna! Polecam wszystkim. Chyba po takiej recenzji domyślacie się już jaka będzie ocena? Ale muszę wam zrobić niespodziankę, bo będzie to ocena z małym minusikiem (za trójkacik, prawie wcale mi nie przeszkadzał, ale jednak...)

Ocena: 10-/10


Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Ma zaskakujące zakończenie.
Abc czytania (M)
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
52 książki roku 2016




środa, 20 kwietnia 2016

My Big Bookish Weeding TAG

W tym tagu chodzi o to, że wybieramy 5 książek i otwieramy na losowej stronie i imię boahtera, które pierwsze się nam rzuci w oczy to będzie przypasowane do odpowiedniej kategorii. Chyba niezbyt wspaniale to wytłumaczyłam ale trudno. 
Wybrane książki to:
Miasto szkła Cassandra Clare
Starter Lissa Price
Pościg John Flanagan
Czerwona Piramida Rick Riordan
Żelazny Król Julie Kagawa

1. Osoba która pomoże ci wybrać suknię ślubną (kobieta) 
Starter - Emma
O rany! Też akurat musiałam trafić na taką stronę! O Emmie wiem tylko tyle, że zaginęła (przypuszczenie, że umarła) i była wnuczką Heleny. Praktycznie nic o niej więcej nie wiem, ale z tego co pamiętam miała w szafie jakieś sukienki, więc może, może... Ale tak naprawdę to nie sugerowałabym się tak bardzo kogoś opinią tylko wzięłabym tą, która by mi się podobała. 

2. Osoba która urządzi ci wieczór panieński (kobieta) 
Pościg - Lydia
Bardzo polubiłam Lydię i myślę, że wieczór panieński w jej wykonaniu był by świetny. Była przemiłą, kontaktową, otwartą dziewczyną więc na pewno byśmy się dogadały. 

3. Osoba odprowadzająca się do ołtarza (mężczyzna)
Czerwona Piramida - Chufu
No nie mogę! Pójdę do ołtarza z małpą, z różowym tyłkiem!!! Hahahahaha

4. Ksiądz 
Czerwona Piramida - Carter
Syn jakiegoś maga, który walczy z bogami egipskimi. No chyba nie nadaje się na księdza, no nie?

5. Szczęściara, czyli ta która złapie welon 
Miasto szkła - Clary
Oooo! Clary, kiedy ślub z Jace'em. Tak w sumie to chciałam go dla siebie, no ale cóż zrobić... On tak kocha tą swoją Clary...

6. Osoba wygłaszająca przemówienie (mężczyzna) 
Żelazny Król - Grimmalkin
Hahaha, mówiący kot wygłaszający przemówienie! Taaa wielki z niego mężczyzna! Zapewne o tych obietnicach i długach. (On zawsze miał świra na tym punkcie). Ale jednak polubiłam go, więc niech sobie wygłasza to przemówienie. Może się trochę pośmiejemy!

7. Osoba zajmująca się muzyką (mężczyzna) 
Żelazny Król - Ash
Trochę sztywny był ten książę Ash, ale pamiętam, że go pokochałam. Myślę, że w miarę spoko by się zajmował muzą, choć wolałabym kogoś innego...

8. Król parkietu 
Starter - Blake
W sumie nie wiem jak to ocenić. Jeżeli Blake pierwszy, ten na początku to spoko. Był zwariowany i już go widzę na parkiecie! Natomiast jeśli chodzi o tego drugiego, prawdziwego Blake'a to jakoś go tam nie widzę.

9. Osoba która za dużo wypije i wyląduje pod stołem (mężczyzna) 
Miasto szkła - Valentine
Nie no nie mogę! Jak zobaczyłam Valentina na stronie to tylko: Do jakiej kategorii była ta ksiażka??? Dobrze, że nie do męża, bo bym się chyba załamała. Ale nie jest aż tak tragicznie! Niech sobie pijany ląduje pod stołem ten okropny facet!!!
I niestety już straciłam szansę na męża Jace'a :( Ale nie narzekam, bo okazał się świetny! Sami zobaczcie!

  10. MĄŻ  
Pościg - Hal
Mądry, inteligentny, z poczuciem humoru Hal na pewno byłby dobrym mężem. Myślę, że mogłabym go pokochać... Już widzę te czasy kiedy razem z nim i cała Drużyną pływalabym Czaplą. Hej, to teraz wiadomo, że w takim razie Lydia będzie ze Stigiem. Super!

I co, jak myślicie - fajny będę miała ślub? Ja sądzę, że świetny, najlepsza ta małpa prowadząca mnie pod ołtarz!!!

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Zwiadowcy - Wczesne lata #1: Turniej w Gorlanie

Tytuł: Turniej w Gorlanie
Autor: John Flanagan
Seria: Zwiadowcy - Wczesne lata
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 389
Poprzednia część: -
Następna część: -

Opis:
Halt i Crowley uciekają przed ludźmi Morgaratha. W jednej z wiosek dowiadują się, że książę Duncan wraz ze swoją bandą sieje przestrach i nienawiść w oczach miszkańców. Zabijają, kradną... Clowley nie może w to uwierzyć. Postanawiają, że sprawdzą co się tam dzieje. Wkrótce jednak zostają posiadaczami bardzo ważnych informacji które mogą odmienić ich los, los Araluenu a przede wszystkim los Morgaratha, który (jak podejrzewają chce zdobyć władzę. Gromadzą wydalonych przez Morgaratha zwiadowców, aby zniweczyć jego plany.

Opinia:
Trochę krótki ten opis mi wyszedł, ale nie chciałam za wiele zdradzać. Od pierwszego rozdziału zaczyna się coś dziać. Książka jak każde inne powieści Flanagana podbiła moje serce więc przygotujcie się na ochy i achy.

Okładka mi się podoba. Bardzo nawiązuje do treści książki. Może nie jest jakaś przepiękna i prześliczna, że wybrałabym tą książke właśnie ze względu na nią. Czcionka też jest fajna.

Fabuła jak fabuła w Zwiadowcach! W każdym rozdziale jakieś tajemnice, niepowodzenia, sukcesy... Wspaniały pomysł z przedstawieniem tego co działo się we wczesnych latach (jak nawiązuje tytuł). Wyobrażacie sobie (mówię do tych co czytali przynajmniej pierwszą część Zwiadowców) młodego Halta. Halta który dostaje konia, wierzchowca zwiadowczego (wiemy co się wtedy dzieje :D). Halta który uczy się życia jako zwiadowca (może nie sama nauka, ale wiadomo, że jest początkowy).

Kocham Halta i bardzo się cieszę, że to o nim była ta książka (oczywiście Willa i Horace'a też uwielbiam, ale...). Crowleya też bardzo polubiłam. W sumie wszystkich zwiadowców z tej grupy którą utworzyli Halt i Crowley polubiłam. Każdy był inny, każdy wyróżniał się swoimi cechami i chociaż niezbyt pamiętam imiona ich wszystkich (albo imię pamiętam ale nie pamiętam jaka to była osoba lub odwrotnie) to do wszystkich pałam sympatią. Jedynie niezbyt lubię tego bez humoru, niorącego wszystko na serio - chyba Norris, o ile dobrze pamiętam. Ale ogólnie kreacja bohaterów wyszła Flanaganowi wspaniale.

Chcę jeszcze powiedzieć o końcówce. A raczej o epilogu. Jeżeli ktoś nie czytał serii Zwiadowcy przed Turniejem to epilog może go naprawdę bardzo przerazić. Jest tu nawiązanie do piewrszej części. Aż mi się przypomniało jak jakiś rok temu to czytałam. I wargale! Brr... Nie cierpię Morgaratha! Ale kto by go lubił? Co on zrobił temu dzieciakowi w czasie turnieju jest po prostu nie do pomyślenia!!! Jestem po prostu rozwścieczona jego postawą.

O stylu Flanagana nie będę dyskutować. Humor, humor i jeszcze raz humor! Bardzo go cenię w książkach, a pan John umie go użyć tyle, żeby było go wystarczajaco dużo  - nie za mało nie za dużo. Umie łączyć humor z powagą.

Podsumowanie:
Kocham tą książkę! Kocham Zwiadowców! Kocham Drużynę! Chyba domyślacie się jaka będzie ocena?

Ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Książka ulubionego autora, której do tej pory nie przeczytałam.
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,8 cm
52 książki roku 2016

sobota, 16 kwietnia 2016

Jeżycjada #14: Kalamburka - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Kalamburka
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 285
Poprzednia część: Tygrys i Róża
Następna część: Język Troli

Opis:Książka opowiada o młodej mamie/babci Borejko - Melani zwaną Milą. Dowiadujemy się, że opiekowała się nią niejaka Gizela, która jednak nie była jej matką. Poznajemy historię zapoznania się Ignacego i Mili, jej inne historie miłosne, przyjaźnie... Jednak (tramtaratam!) niespodzianka! Każdy rozdział dzieje się w innym roku, a w dodatku pierwszy rozdział w roku 2000, a ostatni w 1935! To znaczy, że książka zaczyna się w momencie, kiedy Mila jest babcią, a kończy w momencie jej narodzin!
Opinia:
Ta książka mi się podobała. Nietypowy pomysł z tymi rozdziałami malejącymi (nie wiem jak inaczej to powiedzieć). Jeszcze niegdy się z czymś takim nie spotkałam. Ale jest to też mylące np. w rozdziale 4 Mila kogoś poznaje, ale ja mówię Przecież ona go już zna, a potem orientuję się, że poprzedni rozdział był później od aktualnego. W niektórych rozdziałach jakichś rzeczy nie rozumiałam, ale wyjaśniało się to w kolejnych (czyli jakby poprzednich). Trochę to mylące i skomplikowane ale czyni tą książkę wyróżniającą się spośród ponad dwudziestu części Jeżycjady.

Tym razem okładka nie jest aż tak tragiczna. Nawet, nawet mi się podoba. Miło się ją trzymało w ręce i czytało, chociaż nie jest to jakiś fenoment graficzny.

Życie Mili jest bardzo ekscytujące. Rozdział w którym poznaje Monikę i idą do szkoły pierwszy raz. Albo wtedy kiedy poznała Ignacego i jeszcze wiele innych rzeczy spowodowało, że jest to bardzo ciekawa powieść. Zawsze lubiłam Milę Borejko, ale nigdy nie myślałam o tym jak wyglądało jej życie przed Kwiatem Kalafiora. Tutaj czytamy o narodzinach Gabrysi, dlaczego Gabrysia nazywa się Gabrysia, początkowym życiu z małymi Gabą i Idą, a także przeprowadzce na Rooselvielta. Bardzo fajnie było poznać takie "tajemnice dawnego życia Borejków" a raczej "tajemnice dawnego życia Mili Borejko". I tak wogóle wiecie, że ja chyba pierwszy raz dowiedziałam się, że Mila to tak naprawdę Melania. Co prawda zastanawiałam się nad tym, że jakieś dziwne to imię, ale...

Mila i Ignacy są już jakby wykreowani, ale wiadomo ludzie się zmieniają i autorka musiała nadać im trochę młodzieńczych cech. Przemieninie rodziców/dziadków Borejko w nastolatków udało się Małgorzacie Musierowicz znakomicie. Również bohaterzy drugoplanowi byli dobrze nakreśleni. Monika, przyjaciółka Mili z młodych lat, a potem ta kolejna (nie pamiętam dokładnie jak się nazywała), Zbysław (czyli dawny chłopak Mili) i przede wszystkim Gizela - opiekunka dziewczyny. Ostry charakter, ale też troskliwość i uczynność.

Podsumowanie:
Ta ksiażka stanowiła miłe odstępstwo od wszystkich innych części. Bardzo mi się podobała!

Ocena: 8/10


Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.4 cm
52 książki roku 2016

czwartek, 14 kwietnia 2016

Reread-Rewrite-Burn Book Tag

Ten tag widziałam kiedyś na jakimś z blogów i tak mi się spodobał, że postanowiłam go zrobić u siebie. Ten tag jest podobny do Mary-Kiss-Cliff oraz do Be-Room-Cliff Book Tag, które już kiedyś robiłam (możecie zajrzeć do zakładki Tagi/Pogadanki, wstawiłabym wam linka ale mi się nie chce). Jest jednak różnica w tym, że nie dotyczy on bohaterów tylko książek.
Wybieramy 15 książek i losujemy w 5 rundach po 3. Wybieramy które przeczytalibyśmy jeszcze raz, napisalibyśmy lepiej od autora lub spalilibyśmy na stosie (oczywiście nie zamierzam tego robić z żadną książką).

Tym razem nominacje na początku:
bookworm
Just yśka
Isabelle West

Wybrane książki to:
1. Turniej w Gorlanie John Flanagan
2. Ekspozycja Remigiusz Mróz
3. Druga Szansa Katarzyna Berenika Miszczuk
4. Krew Olimpu Rick Riordan
5. Żelazny Król Julie Kagawa
6. Więzień labiryntu James Dashner
7. Miasto kości Cassandra Clare
8. Artemis Fowl Eoin Colfer
9. Niezgodna Veronica Roth
10. Świat Ogromnych Andrzej Maleszka
11. Zimowe sny Paul Evans
12. Córka Szklarki Agnieszka Grzelak
13. Okup Drapieżców Emily Diamand
14. Eragon Christopher Paolini
15. Hobbit czyli tam i z powrotem J. R. R. Tolkien

Reread - kolor zielony
Rewrite - kolor żółty
Burn - kolor czerwony


Runda I
  Miasto Kości   Żelazny Król    Artemis Fowl

Artemis nie był aż taki zły, naprawdę... Ale przy tych książkach wypada słabo... Wybierając go do
tego tagu chciałam go dać do Rewrite no ale co zrobić? W Żelaznym królu nie wiem co bym
poprawiła. Ta książka wydawała mi się trochę sztuczna i bez emocji. Miałam tam "wielki dylemat" - Puk czy Ash czyli trójkąt miłosny... To te rzeczy które bym zmieniła. Teraz tak patrzę - wtedy byłam zachwycona tą książką, a teraz widzę tam tyle błędów... Ale mimo wszystko pomysł był fajny :D Natomiast ostatnio jestem ogromnie zachwycona Miastem Kości! Niedługo recenzja!



Runda II
   Córka Szklarki      Hobbit      Okup Drapieżców

Ten wybór był trudny...ale w sumie nie. Córkę Szklarki przeczytałabym kolejny raz na pewno. Tu nie miałam wątpliwości. Nie spodziewałam się po tej serii czegoś mega super, ale okazała się bardzo, bardzo fajna. W hobbicie nie było nic szczególnego do poprawy. Ja to bym jakoś zmniejszyła trochę te opisy. Dobrze przedstawiały wszystko, ale trochę przynudzały. Ale nie chciałam spalać Okupu
Drapieżców, bo to nie była taka okropna książka tylko taka neutralna, ale przy tych pozycjach
zdecydowanie jest najgorsza.


Runda III
  Krew Olimpu   Druga Szansa      Niezgodna

Ten wybór był prosty. Najpierw zajmiemy się Niezgodną. Pierwsza część była nawet spoko, ale dalej było jeszcze gorzej. Najbardziej nie podobała mi się Wierna. Wydawało mi się, że autorka straciła chęć do pisania i wszystko jest zrobione na siłę. Definitywnie Niezgodna dostaje kolor czerwony.
Druga Szansa była książką w której bardzo zaciekawiła mnie historia Julii (czy jak jej tam było), ale
sama Julia nie podbiła mojego serca. Trochę za bardzo taka niezdecydowana. Wydawało by się, że jest taka odważna, a w obliczu niebezpieczeństwa nagle "Gdzie jest Adam?" Ogólnie te strachy w łazience mnie denerwały. Zdecydowanie z tej książce poprawiłabym główną bohaterkę. Za to kocham Krew Olimpu i chociaż myślałam, że dam go do poprawy (przez końcówkę) ale musiałam tu dać Drugą Szansę, ale bardzo mi się ta seria podobała i bardzo, bardzo ją lubię.



Runda IV
Turniej w Gorlanie      Świat Ogromnych    Więzień labiryntu

Tutaj też zdecydowanie nie było żadnego problemu. Turniej w Gorlanie - świetna książka mojego ulubionego autora. Cudo, cudo, cudo... Co do Więźnia to jakiś czas temu była moja recenzja, więc
wiecie co o nim myślę. Kompletne dno, szczególnie bohaterowie. Świat Ogromnych jest to książka do której mam wielki sentyment mimo, że nie jest bardzo dobra. Po prostu książka dla dzieci. Ale
poprawiłabym tam dialogi. Niektóre są po prostu niepotrzebne. Ale szczerze jednak nie chciałabym ich poprawiać. Te dialogi, proste i zrozumiałe właśnie sprawiają, że dzieci to kochają!


Runda V
Eragon    Zimowe sny    Ekspozycja
To był trudny wybór... Te wszystkie książki podobały mi się, ale nie były jakieś bardzo powalające. Jednak ze wszystkich chyba najbardziej polubiłam Eragona. Kocham elfy z tej powieści, autor bardzo dobrze poradził sobie ze stworzeniem swojego świata. Teraz przyszła kolej na trudniejsze starcie. Którą książkę mam spalić? Stwierdziłam jednak, że Zimowe sny były lekturą która coś przekazuje.  Która choć trochę poruszyła moje serce i czytając ją musiałam się trochę zastanowić. Co ja bym tam poprawiła? Myślę, że trochę bardziej rozbudowałabym fabułę. A Ekspozycja, choć była ciekawą historią, autor wprowadził tyle przekleństw i płytkich dialogów, że nie mogłam czasami wytrzymać. Dlatego za to Ekspozycja ląduje  na stosie.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jeżycjada #13: Tygrys i Róża - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Tygrys i Róża
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 160
Poprzednia część: Imieniny
Następna część: Kalamburka

Opis:
Laura Pyziak, córka Gabrysi i Janusza Pyziaka, który uciekł od żony bardzo chce się dowiedzieć czegoś o swoim ojcu. Jest do niego bardzo podobna i podejrzewa, że dlatego wszyscy wolą Pyzę niż ją (przynajmniej tak się jej wydaje). Janusz opuścił Gabrysię zanim Laura się urodziła dlatego nigdy nie widział jej, a ona go. Zawsze zaradny Tygrysek podejmie naprawdę trudne decyzje żeby dowiedzieć czegokolwiek o Pyziaku. Szkoda tylko, że w rodzinie tak mało się o tym mówi...

Opinia:
Ta część bardzo mi się podobała. Czytałam ją w czasie marcowej choroby i skończyłam w jeden dzień. W sumie to nie dziwne. Leżenie w łóżku, 160 stron, zadziwiające przygody Tygrysa. Muszę Wam powiedzieć, że tą recenzję piszę długo po tym jak przeczytałam tą książkę bo jakoś nie umiałam się do tego zabrać.

Laura (z okładki) wydaje się być miłą dziewczynką, ale tak nie jest (o tym później). Chyba jedyny raz tak się złożyło, że osoba z okładki Jeżycjady jest podobna do osoby z mojej głowy. Mimo wszystko okładka nie jest za piękna, choć jedna z lepszych jeśli chodzi o tą serię.

Fabuła nie jest za długa. Książka opowiada definitywnie o Laurze i trochę nie wiem czemu tytuł jest Tygrys i Róża. Ta Róża mi tu nie pasuje, ale samo Tygrys nie brzmiałoby tak efektownie więc rozumiem. Zadziwia mnie to, że Laura tak sama z siebie postanowila wyjechać z Poznania do jakiegoś innego miasta zupełnie sama! I to do kobiety, którą widziałaby pierwszy raz w życiu. Rozumiem, że planowała wrócić wieczorem i zostawiła list mamusi, ale było tam napisane kłamstwo. Ona nawet nie zdawała sobie sprawy jakie nerwy musiała mieć Gabrysia!

Tygryska nigdy nie lubiłam. Nie lubię takich manipulantów, którzy myślą, że wszystko zawsze musi być tak jak oni chcą, wydaje im się, że wszyscy powinni ich kochać i im usługiwać. Straszne! Dobrze, że ja nie mam takiej siostry jak Róża, choć ja na pewno nie dałabym się tak łatwo! Jednak w
tym tomie Laurę troszeczkę bardziej polubiłam. Miała prawo dowiedzieć się czegoś więcej o swoim
ojcu, który wiemy zrobił okropnie, ale to nie znaczy, że nie można o tym mówić i jest to zakazany temat. Wiem, że tak niektórym ludziom łatwiej tak jak Gabrysi, ale... W sumie nie wiem jak to jest, bo ja takiego czegoś nie doświadczyłam. Jednak od razu moja sympatia do Laury zrobiła się zerowa, gdy przeczytałam w jaki sposób ona dokonała misji dowiadywania się o ojcu. Mama na pewno by jej nie pozwoliła jechać, no ale wiecie...

Podsumowanie:
Nic więcej nie mam do dodania. Krótka książka - dosyć krótka recenzja. Mimo nielubienia Tygryska ta książka BARDZO mi się podobała i jest tuż za Opium w rosole w kolejności ulubionych części. Na trzecim miejscu, jeśli chcielibyście wiedzieć są Imieniny.

Ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Abc czytania (T)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 0.8 cm
52 książki roku 2016

niedziela, 10 kwietnia 2016

Jeżycjada #12: Imieniny - Małgorzata Musierowicz




Jak możecie zauważyć na prawym pasku bocznym pojawił się harmonogram postów. Ktoś zwrócił jednak uwagę, że wszyscy lubią niespodzianki i żeby nie robić terminarza, ale uznałam, że po prostu co jakiś czas będę robić posty niespodzianki. A teraz zapraszam na recenzję!


Tytuł: Imieniny
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 208
Poprzednia część: Córka Robrojka
Następna część: Tygrys i Róża

Tym razem świętujemy z Borejkami imieniny! Książka rozpoczyna się w Walentynki, w które rodzina świętuje nieco spóźnione imieniny Grzegorza oraz Ignacego Grzegorza. Róża pragnie, żeby rodzina nie nazywała jej już Pyzą tylko jej prawdziwym imieniem. Nagle pojawiają się trzej bracia Lelujkowie, którzy wlaczą o względy Róży. Mamy też Fryderyka Schoppe (nie mylcie z Chopinem), największego geniusza w klasie z którym dziewczyna przeżywa wielką przygodę. Pokazane są też imieniny Gabrysi, w których chcący czy niechcący przeszkadza Bernard. Następnie mamy kolejno imieniny Lucka, Darka i Wiktora Lelujków, a ten ostatni ma je wtedy kiedy Róża. Cała akcja kręci się wokół imienin.

Opinia:
Szczerze, trochę trudno mi było pisać opis tej książki. Jakby wszystko jest takie oddzielne i nie ma tu zbyt rozbudowanej fabuły, a jednak wszystko kręci się wokół miłosnych perypetii Róży. O okładkach Jeżycjady wiecie jakie mam zdanie, choć ta nie jest aż taka zła...bywały gorsze.

Bardzo ciekawy pomysł z tymi imieninami. Wiecie jak się uśmiałam na imieninach Gabrysi. Najpierw wyjazd z Grzesiem podczas ktregi towarzyszy im Bernard.Troszkę mam do niego urazę, że nie miał wogóle wyczucia, że małżonkowie chcą być razem. To było okropne ale zarazem śmieszne. A potem prezent od męża dla Gabrysi - zmywarka która wywołuje wielką kłótnię w domu. Szkoda mi było braci Lelujków, że tak się zawiedli na uczuciach Róży, ale co zrobić. Polubiłam ich, byli tacy mili i serdeczni. Końcowka była przesłodka. Wielki uśmiech rozjaśnił mi wtedy twarz.

Róża jest bardzo fajną osobą, choć trochę łatwowierną. Zupełnie nie rozumiem dlaczego Laura ma jej za złę, że umawia się z chłopakami i, że pomaga w domu, przez co, jak się Tygryskowi wydaje, domownicy bardziej ją kochają, choć wiadomo, że to nieprawda. Chodzi o to, że Pyza jest pomocna, serdeczna i lubi wyręczać dorosłych w ich pracach. Laura natomiast odwrotnie. Nie lubię zbytnio Tygryska... Ale co zrobić? Odziedziczyła charakter po ojcu. Okropne jest to jak Laura działa na Różę. Starsza siostra jest tak jakby kierowana młodszą przez co czasami robi źle dla siebie... Najbardziej właśnie tego nie lubię w Laurze. Wszyscy muszą robić to co ja chcę i w sposób jaki ja chcę. Wszyscy mają mi usługiwać. W sumie córeczki Gabrysi udały się Małgorzacie Musierowicz świetnie. Jak już wspominałam bardzo polubiłam braci Lelujków. Byli to tacy mili, grzeczni chłopcy. Fryderyka na początku nie lubiłam, ale z każdą kolejną stroną się do niego przekonywałam.

Podsumowanie:
Bardzo dobry i świetnie przedstawiony pomysł. Bardzo poodbała mi się ta część. Serdecznie polecam!

Ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Abc czytania (I)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.1 cm
52 książki roku 2016

czwartek, 7 kwietnia 2016

Read More Books Challenge: Artemis Fowl - Eoin Colfer

Informacja na szybko - usunęłam zakładkę Must Read bo po pierwsze nie uzupełniałam jej, a po drugie możecie się dowiedzieć ci chcę przeczytać poprzez lubimyczytać. Książki możecie mi teraz polecać w zakładkach Co tu znajdziesz?
i  O mnie

Do tego wyzwania nominowała mnie Meredith za co bardzo jej dziękuję. To moja pierwszanominacja do tego rodzaju zabawy ale mam nadzieję, że będzie ich więcej bo to bardzo fajna sprawa. Chodzi o to, że jakaś osoba wybiera dla nas książkę i mamy dwa tygodnie na jej przeczytanie i zrecenzowanie (nie udało mi się zmieścić w dwóch tygodniach - Meredith, mam nadzieję, że mi wybaczysz).
A ja nominuję:

Idalia Idalia - Druga Szansa Katarzyna Berenika Miszczuk
Arystea Książkoholiczka - Tajemny Ogień C. J. Daugherty, Carina Rozenfeld
bookworm - Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu John Flanagan
Storm Wind - Miasto Kości Cassandra Clare

Wszystkie książki (oprócz Tajemnego Ognia, mam nadzieję że ci sią spodoba Arystea) czytałam i bardzo mi się podobały. Jednak, jeśli byście chciały zmienić książkę - nie możecie jej dostać, już czytałyście lub bardzo nie chcecie przeczytać czy z jakiegoś jeszcze innego powodu to piszcie. Na pewno zmienię!
A teraz zapraszam na moją recenzję Artemisa!


Tytuł: Artemis Fowl
Autor: Eoin Colfer
Seria: Artemis Fowl
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 290
Poprzednia część: -
Następna część: Artemis Fowl. Arktyczna Przygoda

Opis: Artemis Fowl to największy geniusz świata, mający "sługę-przyjaciela-wojownika", odnoszący największe sukcesy przestępca - DWUNASTOLATEK. Tym razem jego celem jest złoto wróżek - bo choć wiele ludzi w nie nie wierzy naprawdę istnieją magiczne istoty. Do tego Artemis potrzebuje magicznej księgi elfów, ale jej zdobycie też nie jest łatwe, a potem użycie...

Holly Nieduża to wróżka-funkcjonariuszka SKRZAT (czyli policji). Jest to jedyna kobieta, którą komendant Bulwa sprawdza, sprawdza czy osobniki płci żeńskiej nadają się na policjantki. Kapitan Nieduża miała kilka upadków w swojej dotychczasowej karierze i Bulwa daje jej ostatnią szansę. Jednak wszystko idzie źle, Bulwa dowiaduje się, że Holly nie robiła od kilku lat Rytułału, który daje wróżkom moc. Jednak w czasie jego robienia wydarzyło się coś co na zawsze zmieni kontakt między wróżkami a ludźmi.

Opinia: Okładka nie jest tragiczna, ale też nie jest taka, którą po prostu muszę mieć na półce. Jest taka trochę nijaka i ja bym tutaj dała coś innego. I napis, że walczy z Harrym Potterem o pierwsze miejsce to ja bym usunęła. Mnie coś takiego szczerze odstrasza.

Fabuła jest bardzo ciekawa i dobrze skonstruowana. Autor pomyślał o wszyskim, stworzył własny świat, który jest co prawda osadzony w świecie rzeczywistym. Bardzo dobry pomysł i dobrze wykorzystany. Choć muszę wam powiedzieć, że akcja jakoś bardzo mnie nie porwała. Niby dobry pomysł, wszystko dobre, szybko czytało mi się tą książkę, ale jakoś... Już chyba wiem o co chodzi! Tą ksiażkę czytałam bez emocji, jakoś nie umiałam się wdrożyć w akcję i wszystko było takie bardzo...sztuczne? Czytając tą ksiażkę byłam taka obojętna. Pomysł był naprawdę dobry. Podziwiam autora za stworzenie czegoś własnego, nie schematowego: zatrzymywania czasu przez elfy czy Rytułału. Niby wszystko mi się podobało, ale nie była to najcudowniejsza książka świata i zupełnie nie porównywałabym jej do Harrego.

Może to bohaterowie coś popsuli? Mamy głównego bohatera Artemisa, którego nie polubiłam. Nic a nic. To, że wszyscy podporządkowywali się dwunastolatkowi i miał łeb jak geniusz sprawiło, że mnie po prostu odstraszał. Zresztą był on w książce postawiony w takim świetle, żeby chyba czytelnik go znienawidził. Chociaż myślę, że pod tą maską, kryje się dobry człowiek tylko, że Artemis nie umiał nim być. Zresztą autor pokazał nam chwile w których wydawało się, że chłopak jest wrażliwym dwunastolatkiem. Nie rozumiem też dlaczego Fowl nie pozwalał sobie na żarty. Humor wyluzowuje, a on cały czas był sztywny. Przejdźmy do Holly. To chyba jedyna bohaterka do której pałałam jakąkolwiek sympatią. W obliczu niebezpieczeństwa, choć nie musiała uratowała Butlera od śmierci. Nie chciała, żeby cokolwiek stało się Julii bo była niewinna. Chyba nie mówiłam kto to Julia? To siostra Butlera, pokojówka i służąca Angelinie Fowl, mamie Artemisa.

Styl...Może to przez styl akcja mnie nie porwała... Ale wydawało mi się że wszystko jest takie sztuczne... Autor moim zdaniem nie potrafił dobrze przedstawić otoczenia, emocji, akcji. Nie potrafiłam sobie dobrze wyobrazić tego wszystkiego i wiekszość rzeczy chyba sobie dopowiedziałam.

Podsumowanie: Nie wiem co myśleć o tej książce, bo choć mi się w miarę podobała - pomysł był bardzo dobry. To jednak akcja zupełnie mną nie porwała i skończyłam książkę i zaczęłam czytac co innego zupełnie o niej zapominając. Jednnak jak ktoś ma ochotę na fajną, niezobowiązującą opowieść to polecam. Z chęcią przeczytam następną część, żeby zobaczyć czy autor trochę sie rozwinął.

Ocena: 6/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Bez wątku miłosnego
Abc czytania (A)
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.5 cm
52 książki roku 2016






poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Jeżycjada #11: Córka Robrojka - Małgorzata Musierowicz



Wynik ankiety o harmonogramie postów był jednoznaczny. 71% na tak, 28 na nie. Dlatego terminarz powstanie jednak dopiero w najbliższy weekend = muszę mieć więcej czasu żeby się za to zabrać.

Tytuł: Córka Robrojka
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 219
Poprzednia część: Nutria i Nerwus
Następna część: Imieniny

Opis:
Firma Poligraficzna Roberta Rojka splajtowała (czy coś tam się z nią stało) dlatego mężczyzna wraz z córką Bellą musi przenieść się z Łodzi do Poznania, miasta swej młodości. Mieszkają w małym domku w ogrodzie dawnego kolegi Roberta. Muszą sami wyremontować mieszkanie a w zamian za to mogę mieszkać przez rok bez opłaty oraz Majrzchak daje Rojkowi pracę. Bella poznaje tam dwóch chłopaków - sąsiada Mateusza oraz syna Majchaków zwanego Przeszczepem, którego początkowo nie darzy wielką sympatią. W kocu wreszcie spotykają się z dawnymi przyjaciołami Robrojka i wszystko zaczyna się układać...

Opinia:
O okładce już wspominać nie będę - wiecie jakie mam na ich temat zdanie, choć ta jest znośna.

Wiecie co? Zawsze kibicowałam Robrojkowi i Anielce. Chciałam żeby Aniela wreszcie dostrzegła
tego chłopaka który ewidentnie był w niej zakochany, ale gdy im się nie udało i pojawił się Bernard
to również im kibicowałam. To smutne, że czytałam o Robrojku, który nie był z Anielą. Ale tak naprawdę nie była to książka o Robrojku, tylko o jego córce, więc przejdźmy do niej. Bellę bardzo polubiłam. Może nie zgadzałam się z nią w niektórych kwestiach, ale na pewno miała rację, z tym, że nie można się poddawać i trzeba walczyć nawet jak wszystko idzie źle. Mateusz nie był wspaniale wykreowaną postacią. Takim jakby dodatkiem, wiele nie znaczącym i nie zwraca się na niego większej uwagi. Przeszczep - czyli Czarek Majchrzak był naprawdę... dziwny. Po pierwsze jak Bella przyjechała to nie mógł się od razu w niej zakochać! Mógł mieć jakieś nadzieje, że ona trochę odmieni jego dotychczasowe życie, ale bez przesady. Był zupełnie inną osobą w listach i "na żywo". W listach był romantyczny, delikatny i zagubiony. A normalnie niemiły, krzykliwy... No ja rozumiem - miał duże problemy. Myślę, że wiele osób zachowuje się jak on - zakłada taką maskę w kontaktach między ludzkich i nie pokazuje innym siebie.

Chyba trochę odbiegłam od tematu. W każdym razie fabuła jest bardzo ciekawa. Jak już mogliście
zauważyć na początku recenzji bardzo lubię Robrojka i cieszę się, że wrócił. Fabuła była bardzo
ciekawa. Czytałam tą książkę bardzo krótko, może dlatego, że byłam wtedy chora... Naciekawsze było jak oni się ze sobą spotykali. To znaczy oczywiście Borejkowie i inni z Rojkami. Ida chodziła na spacer z synkiem i nawet nie wiedziała, że widziała Bellę córkę dawnego przyjaciela. A z Natalią też były dziwne rzeczy, bo ona była w ich domu ale się nie poznali (bo jak Robrojek przychodził do Borejków, to Nutria była mała) i dopiero pod koniec wizyty odkryli kto jest kim.

Podsumowanie:
Tą książkę polecam wszystkim! Bardzo miło spędziłam przy niej czas :D

Ocena: 7-/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Abc czytania (C)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.1 cm
52 książki roku 2016

sobota, 2 kwietnia 2016

Jeżycjada #10: Nutria i Nerwus - Małgorzata Musierowicz

Tytuł: Nutria i Nerwus
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 160
Poprzednia część: Dziecko piątku
Następna część: Córka Robrojka

Opis:Natalia Borejko wyjeżdża wraz z siostrzenicami - Pyzą (Różą) i Tygryskiem (Laurą) - (córkami Gabrieli) nad morze w celu ucieknięcia od pewnego chłopaka. Zapowiadają się przemiłe wakacje. Jednak w pociągu wszystko idzie na opak ponieważ pojawia się pewien dziwny chłopak, który przypina Nutrię do siebie kajdankami (wtf?). Na dodatek Tygrysek zna tego pana. Ten facet zmieni dziewczynom plany o 180 stopni. I będzie śledził je na każdym kroku.

Opinia:
Opis jest krótki bo książka też krótka. 160 stron to wcale nie tak wiele, lecz autorce udało się stworzyć bardzo ciekawą historię. Muszę Wam powiedzieć, że jak na razie nie była to najlepsza część, ale też nie najgorsza.

Co do okładki powiem tylko tyle, że jest nieładna ale pociąg i księżyc nawiązują do fabuły. Więcej nie będę gadać bo znacie już moje zdanie na temat tych okładek = nie podobają mi się.

Fabuła jest zaskakująca. Niektórych może zdziwić to, że 160 stron może być zaskakujące ale już prawie od samego początku są jakieś dziwne akcje. Nie wiem co mam w tej recenzji napisać, więc zapewne będzie dosyć krótka. Ciągle w tej książce są jakieś dziwne rzeczy. Całość skupia się na ucieknięciu od Filipa Bratka (tego faceta) i często było tak: Chyba już go zgubiłyśmy. Mam taką nadzieję. Ale nie tylko w związku z Filipem były jakieś akcje. Dziewczynki, a zwłaszcza Tygrys też dawały popalić Nutrii, która nie radziła sobie z nimi kompletnie.

A jak przy Nutrii jesteśmy to muszę Wam powiedzieć, że niezbyt ją lubię. Wiecznie niezdecydowana, nieporadna... Lubię ją najmniej ze wszystkich sióstr Borejko, co nie znaczy, ze wogóle jej nie lubię. Rozmumiem ją, bo każdy człowiek w życiu ma czasami wzloty i upadki, ale żeby sobie zupełnie nie radzić! (No dobra, niektórzy ludzie też tak mają, ale ja sądzę, że każdy powienien przynajmniej spróbować). Chyba nie jest to osoba stworzona do pracy z dziećmi, a już wogóle ze swoimi siostrzenicami. Co prawda Pyza słuchała jej i była grzeczna - jak to ona (jakby powiedział Tygrys)
natomiast Laura wogóle nie słuchała ciotki i miała ją po prostu głęboko gdzieś. Odstawiała jak
zwykle jakieś akcje i za nic nie można było jej powstrzymać. Nawet czasami śmieszyła mnie ta mała rozrabiaczka! I Pyza była taka uległa Laurze i Nutria. To dziecko powiem wam trochę mnie przeraża. Co do Filipa Bratka to nie polubiłam go. Wogóle nie liczył się z uczuciami Natalii. Myślał sobie, że co? Może tak po prostu przypinać się do niej kajdankami w pociągu? No nie do pomyślenia po prostu. Że co sobie myślał? Może Nutria nie chciała się żenić z tym Tuniem (czy jak mu tam). A jednak było coś pociągającego w tym  Nerwusie (jak to go Nutria nazywała)...

Podsumowanie:
Książka podobała mi się, choć nie jest to jakiś wielki fenomen. Lubię Jeżycjadę i lubię tych wszystkich bohaterów, którzy razem WSZYSCY razem tworzą wielką, piękną rodzinę - nawet jeżeli nie są spokrewnieni.

Ocena: 7/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016 Imię w tytule (może nie imię co przezwisko-Nutria, w sumie Nerwus też było przezwiskiem)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +0.9
52 książki roku 2016
Abc czytania: jako dodatek do N

piątek, 1 kwietnia 2016

Koniec z blogiem...

Niestety w moim życiu wydarzyła się wielka, rodzinna tragedia i zawieszam bloga. Może tu kiedyś wrócę, jak się ogarnę życiowo... Przepraszam, ale nie mogę inaczej...





Prima Aprilis, uważaj bo się pomylisz!
Kto się nabrał? Dajcie znać w komentarzach. Lubicie ten dzień? Nabraliście już kogoś?
Trochę krótki ten post, ale chciałam wam zrobić taki żart :D