piątek, marca 22, 2019

Zbrodnia i Karaś - Aleksandra Rumin

Zbrodnia i Karaś - Aleksandra Rumin
Myślałam, że ta książka to będzie taki lekki i przyjemny kryminał. Spodziewałam się śledztwa, tajemnicy, detektywistycznych zagadek i szukania mordercy, choć przedstawione w zabawny sposób. Byłam bardzo ciekawa tej książki! Dostałam jednak coś zupełnie innego, niż oczekiwałam...




Tytuł: Zbrodnia i Karaś
Autor: Aleksandra Rumin
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 300
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2 cm


Na terenie Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego dochodzi do morderstwa. Dwie sprzątaczki znajdują w łazience ciało profesora Ernesta Karasia. W czasie tego wydarzenia na terenie kampusu uniwersyteckiego przebywało tylko 10 osób. Jedna z nich prawdopodobnie zabiła profesora, ale okazuje się, że był on nielubiany i znienawidzony przez wszystkich. Policja jednak uznaje śmierć Karasia za nieszczęśliwy wypadek, co z ulgą przyjmuje do wiadomości cała dziewiątka podejrzanych. Tylko morderca zastanawia się, czy aby nie poszło zbyt łatwo...


Zbrodnia i Karaś okazała się być tak naprawdę opowieścią o życiu ludzi, zamieszanych w całą sprawę z Karasiem. Pierwsza połowa książki opisuje losy bohaterów w 2006 roku, kiedy dochodzi do morderstwa. Potem mamy ich historie 12 lat później, czyli w roku 2018. Widzimy jak wydarzenia z przeszłości wpłynęły na ich postępowanie, jak zmieniło się ich życie. Sama fabuła bardzo mnie wciągnęła. Co prawda, jak już wspominałam, nie jest to trzymający w napięciu kryminał, ale ciekawie i nieco satyrycznie przedstawione zwykłe życie. Najlepsze jest to, że do samego końca nie wiemy kto zabił profesora. Autorka przez całą książkę mówi o nim po prostu "morderca". I muszę Wam przyznać, że nie udało mi się zgadnąć! Opowieść jest naprawdę bardzo interesująca i wciągająca, co potwierdza fakt, iż przeczytałam ją w jeden dzień.

Chciałabym jeszcze powiedzieć trochę o miejscu akcji, a mianowicie o Bielanach oraz samym Uniwersytecie. Aleksandra Rumin tworzy naprawdę wspaniałą atmosferę tej dzielnicy Warszawy. Czułam się jakbym naprawdę była tam razem z bohaterami. Świetne jest też przedstawienie samego UKSW, który autorka nazywa Uksfordem, a studenci tej uczelni to zwykli nieudacznicy, którym po prostu nie udało się dostać gdzieś wyżej... Stary, rozwalający się budynek, profesorowie, studenci i Bielany sprawiały, że książka ma w sobie ten klimat, ma w sobie "to coś". 


W powieści występuje naprawdę cała masa bohaterów. Każdy rozdział mówi o jednym z nich, o jego przemyśleniach i wydarzeniach z jego udziałem. Najbardziej polubiłam cudowną panią sprzątaczkę, Jadwigę. Genialna, ciepła i wyluzowana kobieta! Ciekawą postacią był też sam Karaś - mimo, że nieżywy, to nadal świetnie wykreowany. Pokochałam też Stefana, aczkolwiek jego imię może mylić, bo jest to po prostu kot. Ale możemy też śledzić to co dzieje się w jego głowie, co naprawdę mi się podobało. Nie będę opisywać tutaj wszystkich bohaterów, bo pewnie wcale nie interesuje Was kogo bardziej polubiłam, a kogo mniej, jak nawet niewiele Wam mówią ich imiona, ale uwierzcie mi na słowo - kreacja postaci jest znakomita. Każdy ma inny charakter, inną życiową historię, inny sposób bycia i o wszystkich czyta się naprawdę z wielkim zainteresowaniem. 

Trzeba jeszcze przyznać, że styl Aleksandry Rumin jest co najmniej genialny. Autorka naprawdę umie pisać, wie, jak to robić by zaciekawić czytelnika. Poznawanie tej książki to jest także dobra zabawa, mamy tutaj sporo humoru, ironii i takiego satyrycznego przedstawiania rzeczywistości. Pani Rumin ma duży zasób słownictwa i bawi się językiem. Momentami jej styl kojarzył mi się z Martą Kisiel, ale i tak jest to coś innego i oryginalnego. 

Zdecydowanie polecam tę książkę! Jeśli chcecie poznać ciekawie zbudowaną historię, dobrze się pobawić i spędzić miły wieczór z intrygującą powieścią to Zbrodnia i Karaś będzie idealna. I przede wszystkim ciekawi samo zakończenie - kto okaże się mordercą?! :D

Ocena: 9/10


poniedziałek, marca 18, 2019

Dożywocie #3: Oczy uroczne - Marta Kisiel

Dożywocie #3: Oczy uroczne - Marta Kisiel
Wiecie, że uwielbiam książki Marty Kisiel. Przeczytałam chyba wszystkie, wydane do tej pory i z każdą kolejną książką Ałtorka mnie zachwyca i zaskakuje. Oczy uroczne czytałam spory kawał czasu, ale zdecydowanie nie ze względu na to, że mi się nie podobało (a wręcz przeciwnie, podobało mi się bardzo), ale kompletnie nie miałam na tę książkę czasu, mimo, że bardzo chciałam ją czytać, czytać i czytać...


Tytuł: Oczy Uroczne
Autor: Marta Kisiel
Tłumaczenie: -
Seria: Dożywocie
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 318
Poprzednia część: Szaławiła
Następna część: ?
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,2 cm

Oda Kręciszewska jest człowiekiem (albo i nieczłowiekiem) o bardzo zmiennych nastrojach. Raz to wesoła, uśmiechnięta i pełna energii pani doktor, a innym razem to wybuchowa, zrzędliwa i kłótliwa kobieta. Dodatkowo Oda mieszka na polanie z dala od cywilizacji i zasięgu, a ma na głowie czorta z wadą wymowy oraz kochaną Kuleczkę. Jakby tego było mało kręci się wokół niej trzech panów: mrukliwy i małomówny Roch, dziecinny i zajadający problemy słodyczami Krzyś oraz młody Michałko, który przejmuje rolę opiekunki nad "kozą". Co wydarzy się w życiu Ody w ten dziwny czas przesilenia i co szaławiła dowie się o swojej przeszłości?




Oczy Uroczne to trzeci tom Dożywocia, choć nie ma w nim bohaterów z poprzednich tomów, czyli między innymi Konrada i Licha, to miejsce akcji pozostaje niezmienne. Mimo, że nie jest to konieczne, by dobrze bawić się przy lekturze tej powieści, najpierw radzę zapoznać się z Dożywociem, Siłą niższą oraz opowiadaniem Szaławiła, w którym poznajemy Odę Kręciszewską, czorta Bazyla, Kuleczkę i mrukliwego Rocha. Oczy uroczne to kontynuacja tego opowiadania. Akcja dzieje się w okresie świątecznym, a tak naprawdę w czasie Przesilenia Zimowego, przez które nasi bohaterowie mają spore kłopoty. Książka zachwyca przede wszystkim atmosferą. Słowiańskie demony, stwory i potwory to jedno, ale jest tu też taki cudowny, tajemniczy klimat, który sprawia, że tę książkę aż chce się czytać dalej.  Pomysł jest genialny. Zaczyna się spokojnie, ale bardzo ciekawie, a potem akcja przyspiesza i nie można się od niej oderwać. Samo zakończenie i rozwiązanie całej fabuły bardzo przypadło mi do gustu.


" - (…) No? To czego ci ukroić, piernika, sernika czy makowca?
- TAK"


Bohaterowie są wykreowani świetnie. Odę bardzo polubiłam. Jej charakter i charyzma to zdecydowanie to co lubię w książkowych postaciach. Jest bardzo uparta, dąży do postawionego sobie celu i za nic w świecie nie odpuszcza. W naszym zwariowanym gronie jest jeszcze cudowny Bazyl, którego nie da się nie pokochać, a jego jedyną wadą jest wada wymowy. Czasami trzeba było mocniej pochylić się nad tym o co małemu czortowi chodzi, ale jego przekręcanie słów jest słodkie i zrobione naprawdę po mistrzowsku. Uwielbiałam czytać jego przekomarzanki z Odą. W tej części było zdecydowanie za mało Rocha! Ten mrukliwy płanetnik ciągle gdzieś umykał, uciekał, unikał naszej głównej bohaterki, a tym samym czytelnika. Niezbyt polubiłam Krzysia, który jakoś mnie irytował, natomiast zostałam fanką Michałki - nowego przyjaciela i opiekuna Bazyla. Moje serce skradła też pani Gienia, pracująca w przychodni.


Wiadomo, że książki Kisiel czyta się nie tylko dla genialnej fabuły, a także dla cudownego stylu i humoru. Wiele razy się uśmiechnęłam, a nawet wybuchłam śmiechem :D Kisiel pisze, moim zdaniem, perfekcyjnie. Jej styl jest oryginalny, bardzo plastyczny, po prostu nie do podrobienia. 

Po Oczach urocznych wiem jedno - chcę więcej! Przy tej książce bawiłam się doskonale, przeżywałam razem z bohaterami wszystkie sytuacje, a sam pomysł genialny. Uwielbiam!

Ocena: 9/10



czwartek, marca 07, 2019

Podsumowanie lutego

Podsumowanie lutego
Nawet nie wiem kiedy ten czas minął... Dawno mnie tutaj nie było, bo niestety ostatnio co jakiś czas mój blog przechodzi taki kryzys i jakoś muszę z tym żyć. Pod koniec lutego byłam chora i mimo, że siedziałam w domu, to i tak nie miałam na nic siły, a ponadto ostatnio wciągnęłam się w Riverdale i mogłabym nie robić nic innego, tylko oglądać ten serial. Niestety nie ma tak łatwo, bo dodatkowo wielkimi krokami zbliża mi się egzamin gimnazjalny, więc ostatnio książki, które czytam to w większości repetytoria gimnazjalne. Dlatego też podejrzewam, że w marcu znowu nie będę tutaj zbytnio aktywna, jednak postaram się, żeby chociaż pojawiać się na bookstagramie, na którego serdecznie Was zapraszam (@zaczytanawfantastyce) :)


Jeśli chodzi o książki to luty był pod tym względem lepszy niż styczeń, chociaż i tak nie było najlepiej. Przeczytałam zaledwie 4 książki i to do tego niezbyt wielkie objętościowo. Jednakże i tak jestem z siebie zadowolona, bo w lutym miałam naprawdę dużo roboty, więc cieszę się, że chociaż na tyle znalazłam czas. Wszystkie książki, które przeczytałam mi się podobały i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Antologia Fantazmatów - Dragoneza, to zbiór naprawdę fantastycznych opowiadań dla każdego fana smoków! Ja byłam tą antologia wprost oczarowana. Wiecie, że uwielbiam Alcatraza, więc kolejna część jego przygód również bardzo mi się podobała. Nevermoor. Przypadki Morrigan Crow to pozycja, po której nie oczekiwałam wiele, a okazała się miłym zaskoczeniem i totalnie się w niej zakochałam! Natomiast krótki zbiór króciutkich opowiadań Nanofantazje to dobre 10 historii na jeden wieczór ;)


A co w marcu? Cóż, priorytetem jest dla mnie niestety vademecum do egzaminu gimnazjalnego, ale mam nadzieję, że oprócz tego uda mi się przeczytać chociaż książki recenzenckie, czyli Oczy uroczne (które w sumie niedługo skończę), Zbrodnię i Karaś oraz pierwszą część Royal Valentiny Fast. Nie są to pozycje duże objętościowo, dlatego myślę, że powinnam się z nimi w tym miesiącu wyrobić. Więcej nie planuję, bo obstawiam, że zabrakłoby mi czasu :D


A jak Wasz luty? Dużo czytaliście?

środa, lutego 20, 2019

Nanofantazje 1.0 - antologia

Nanofantazje 1.0 - antologia
Wiecie, że bardzo lubię antologie Fantazmatów i przeczytałam do tej pory już wszystkie, oprócz Nanofantazji. Jakoś mnie do nich nie ciągnęło, bałam się, że tak krótka forma zupełnie nie przypadnie mi do gustu. Czy rzeczywiście tak było? 


Tytuł: Nanofantazje
Autorzy: Krzysztof Rewiuk, Łukasz Krukowski, Adam Dura, Wiktor Orłowski, Zbigniew Bierzyński, Emilian Sornat, Krzysztof Matkowski, Alicja Tempłowicz, Magdalena Świerczek-Gryboś, Anna Maria Wybraniec
Tłumaczenie: -
Seria: Nanofantazje
Wydawnictwo: Fantazmaty
Liczba stron: 87
Poprzednia część: -
Następna część: Nanofantazje 2.0
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +0,6 cm


Zdecydowałam, że w przypadku tej antologii nie będę oceniała opowiadań oddzielnie, gdyż ze względu na ich bardzo krótką formę, nie mam o nich za wiele do powiedzenia, więc trudno byłoby mi to zrobić. Po ich przeczytaniu z reguły miałam w głowie jedno zdanie. Ogólnie obawiam się, że recenzja będzie krótka, bo i cała książka ma małą objętość. 

W Nanofantazjach znajduje się 10 krótkich opowiadań. Są to opowiadania bardzo zróżnicowane, inspirowane różnymi dziedzinami czy gatunkami, ale nadal wszystkie mają ten jeden motyw przewodni - oczywiście fantastykę. Pierwsze dwa opowiadania, czyli Oddział dla opętanych i Chwyt to opowiadania filozoficzne, które nie przypadły mi do gustu w 100 procentach. Chociaż miały ciekawe zakończenia. Kosmiczny biznes, to opowiadanie naukowe, zdecydowanie dla osób fascynujących się fizyką, ale mi też się podobało. Starsza pani musi zniknąć to historia, która podobała mi się chyba najbardziej! Opowiada o pewnej denerwującej teściowej i o tym jak synowa sobie z nią poradziła - ten sposób jest jednak nieco przerażający… :D Książę łabędzi to baśniowe opowiadanie, takie trochę w formie legendy czy bajki. Ćmy to okropna historia o inwazji ciem... Brrr… Modlitwa do Archimedesa to opowiadanie z bardzo ciekawym pomysłem. Komar i sito to historia bardzo, bardzo dziwna..., a Muetre Blanco to również dziwne opowiadanie, ale podobało mi się zdecydowanie bardziej. Ostatnie opowiadanie, Granica Roche'a, nawiązuje do słowiańskich wierzeń i występuje w nim Szeptucha, a ja lubię takie klimaty, choć w tak krótkiej formie nie do końca udało się stworzyć z tego ciekawą historię. 

Jak widzicie, o samych opowiadaniach nie mam nic szczególnego do powiedzenia. Są one naprawdę krótkie, więc nie da się zbytnio poznać historii i bohaterów, tak jak w dłuższych opowiadaniach, a co dopiero w pełnych książkach. Osobiście, wszystkie opowiadania przeczytałam w jeden dzień, jest ich tylko 10, a czyta je się bardzo szybko. Uważam, że można je potraktować jako przerywnik między książkami. W tych opowiadaniach intrygowały mnie też zakończenia - często stanowiły jakiś zwrot akcji, taki niespodziewany element i po prostu zostawiały historię niedokończoną, niedopowiedzianą i dawały do myślenia, co było naprawdę ciekawe.

Mam wrażenie, że te opowiadania nie zostaną ze mną na dłużej. Zaraz pewnie o nich zupełnie zapomnę, bo przez swoją długość, a raczej jej brak, nie wywarły na mnie jakiegoś super wrażenia. Jednak doceniam inicjatywę Fantazmatów. Krótkie opowiadania zwykle giną w antologiach, dlatego dobrze jest wspierać takich twórców, bo niektórzy z nich mają naprawdę dobre i intrygujące pomysły. Antologię można pobrać całkowicie za darmo ze strony Fantazmatów

Ocena: 7/10




niedziela, lutego 17, 2019

Nevermoor #1: Przypadki Morrigan Crow - Jessica Townsend

Nevermoor #1: Przypadki Morrigan Crow - Jessica Townsend
Nevermoor niespodziewanie dostałam jeszcze w... listopadzie od wydawnictwa Media Rodzina, za co bardzo dziękuję. Była to naprawdę miła niespodzianka, choć kompletnie nie miałam czasu na tę książkę. Dałam radę ją przeczytać dopiero teraz (za co ogromnie przepraszam!) i bardzo żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej!


Tytuł: Przypadki Morrigan Crow
Autor: Jessica Townsend
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Seria: Nevermoor
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 430
Poprzednia część: -
Następna część: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm

Morrigan Crow to przeklęte dziecko. Przynosi ludziom pecha, a jej rodzina wolałaby, żeby w ogóle jej nie było. Wszyscy wiedzą, że przeklęte dzieci umrą w Wieczór Przesilenia, który nadchodzi szybciej, niż się spodziewano. Morrigan dostaje jednak szansę rozpoczęcia czegoś od nowa, szansę poznania przyjaciół, posiadania domu i prawdziwej rodziny. 

Ta książka oczarowała mnie od pierwszych stron. Historia o Morrigan jest bardzo magiczna, cudowna i ciekawa. Pochłaniałam kolejne strony w mgnieniu oka, tak bardzo się wciągnęłam, że chciałam tylko czytać i czytać o losach naszej bohaterki i nie mogłam się oderwać od tej powieści. Najbardziej zaskakujące i zarazem fascynujące momenty to czas Prób. Morrigan starała się dostać do Towarzystwa Wunderowego, a żeby zostać jego członkiem trzeba mieć do czegoś dryg, a także dowieść, że jest się osobą kreatywną, trzeźwo myślącą i inteligentą. Próby bardzo mnie ciekawiły i nie mogłam się ich doczekać. Muszę przyznać, że parę rzeczy przewidziałam, w końcu jest to książka bardziej dla młodszych czytelników, ale zupełnie nie przeszkadzało to w czytaniu i czerpaniu radości z lektury. 


- Nevermoor - szepnęła.
Podobała jej się ta nazwa. Była jak sekret, jak słowo należące tylko do niej.


Ta książka to przede wszystkim intrygujący świat - Nevermoor. Jest to Wolny Stan, zupełnie inny od miejsca skąd pochodziła Morrigan. Tutaj wszystko jest takie magiczne i cudowne! Hotel Deukalion z całą swą intrygującą postacią i Parasolejka, czyli transport publiczny parasolkowy, zrobiły na mnie największe wrażenie! Spotkamy tutaj także gadającego, wielkiego kota, karłowatego wampira (Tfu! Karła wampirzego!), żyrandol zmieniający kształt i wiele innych niesamowitych pomysłów autorki wrzuconych do jednej książki :D Autorka bardzo dopracowała swój świat i sprawiła, że książkę po prostu chce się czytać! Ludzie, którzy mieszkają w Nevermoorze także są inni, a członkowie Towarzystwa Wunderowego są jeszcze bardziej inni! Cała ta magiczna otoczka dopełniła historię i nadała jej tego czarującego blasku. 

Bohaterowie są wprost cudowni! Przede wszystkim bardzo polubiłam Morrigan. To mądra dziewczynka i momentami bardzo jej współczułam, że była w ten sposób traktowana przez swoją rodzinę, a później niezrozumiana przez mieszkańców Nevermooru, bo pochodziła z daleka. Morrigan jest po prostu sobą, jest czarująca, inteligenta i naprawdę wzbudziła moją sympatię. Resztę postaci także bardzo polubiłam. Fenestra jest tak kochana <3 Moim ulubieńcem jest Jupiter, bardzo ekscentryczny człowiek, choć momentami mnie irytował, gdy unikał odpowiedzi na pytania Morysi, bo tak nazywał Morrigan. Wszystkie postacie, wszyscy kandydaci do Towarzystwa, a także pozostali bohaterowie są wykreowani znakomicie, na osoby o bardzo złożonym charakterem!


Dziwnie było ufać człowiekowi, którego się poznało dwa dni wcześniej, ale Morrigan czuła, że jeszcze trudniej byłoby jej mu nie zaufać.


Styl autorki jest bardzo przystępny. Książkę czyta się błyskawicznie, lekko i przyjemnie. Mamy trochę humorystycznych sytuacji, kilka razy udało mi się uśmiechnąć czy nawet wybuchnąć śmiechem! Przez tę powieść się po prostu płynie i naprawdę nie można się od niej oderwać.

Podsumowując, nie wiem czy udało mi się pokazać w stu procentach, jak na książka jest wspaniała. Jak dla mnie jest po prostu REWELACYJNA! Jest to cudowna, czarująca i magiczna opowieść, w której zakochałam się od pierwszej strony! <3 Fascynująca przygoda, którą musicie przeżyć razem z Morrigan Crow!

Ocena: 9/10


Copyright © 2016 Zaczytana w Fantastyce i nie tylko... , Blogger