środa, maja 15, 2019

[PREMIEROWO] Szklany tron #6: Królestwo popiołów - Sarah J. Maas

[PREMIEROWO]  Szklany tron #6: Królestwo popiołów - Sarah J. Maas
Finał Szklanego tronu! Każdy z nas spodziewał się czegoś niesamowitego, czegoś genialnego i wbijającego w fotel! Czy Maas podołała zadaniu i godnie zakończyła tę serię?

Z racji tego, że jest to już tom szósty całej serii w recenzji mogą pojawić się spoilery do tomów poprzednich. Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał tej serii, a ma ją w planach, to zachęcam do odwiedzenia zakładki "Recenzje" i przeczytanie moich opinii o poprzednich tomach :) 
OSOBY, KTÓRE NIE CZYTAŁY SERII, A MAJĄ JĄ W PLANACH ZAPRASZAM NA KONIEC RECENZJI DO PODSUMOWANIA CAŁEJ SERII - TAM NIE MA ŻADNYCH SPOILERÓW :)
Do samego Królestwa popiołów w recenzji nie ma spoilerów! (są zamazane, by nie walnąć komuś spoilerem w twarz, ale nie mogłam się powstrzymać, by nie napisać o kilku scenach)


Tytuł: Królestwo popiołów (Część I i II)
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 734 + 510
Poprzednia część: Imperium burz
Następna część: -
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4,5 cm + 3,7 cm


"Dawno, dawno temu w pewnej krainie już dawno zrównanej z ziemią żyła sobie księżniczka, która bardzo kochała swe królestwo..."

Jeśli to czytacie to prawdopodobnie wiecie, co stało się na końcu Imperium burz. Według mnie było to bardzo zaskakujące zaskoczenie, co tylko wzmacniało moją ciekawość do tego tomu. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, z drugiej, tak bardzo nie chciałam kończyć mojej ukochanej serii i żegnać się z ulubionymi bohaterami. Wiecie jak to jest - koniec serii, tutaj wszystko się okaże, zostaną rozwiązane wszystkie wątki i wreszcie będziemy mogli się dowiedzieć jak przebiegnie ta ostateczna bitwa, więc emocje są naprawdę duże. Dla nikogo nie będzie to żadnym zaskoczeniem, że powiem, że Królestwo popiołów zostało podzielone na dwie części. Pierwsza ma ponad 700 stron. Nie ma tutaj szybkiej akcji, bo to dopiero wprowadzenie do tych końcowych wydarzeń. Druga część jest o wiele bardziej emocjonująca, dużo więcej się dzieje i sprawia to, że nie możemy oderwać się od czytania. Ogólnie książka bardzo mnie wciągnęła i całe Królestwo popiołów przeczytałam chyba w dwa dni (i noce :P). Mamy tutaj rozdziały z pięciu perspektyw i postanowiłam, że najłatwiej będzie, gdy po kolei omówię każdą z nich i bohaterów, którzy w nich występują. 

Pierwsza perspektywa to wątek Aelin. Przebywa ona w Doranelle i jest torturowana przez jednego ze sług Maeve. Nie było tych rozdziałów dużo i gdy czytałam o innych bohaterach często zastanawiałam się 'kiedy wreszcie będzie ta Aelin!', bo w końcu to ona jest główną postacią. Jeśli chodzi o same sceny tortur to muszę przyznać, że wzbudzały we mnie bardzo negatywne emocje. Nie chodzi o to, że mi się nie podobały, a po prostu było mi przykro czytać o jej cierpieniu. Natomiast zupełnie nie podobała mi się jedna ze scen [SPOILER], czyli moment kiedy Aelin uciekała z Doranelle. Było to dla mnie jakieś takie nierzeczywiste, że po takich torturach nagle była w stanie biec taki kawał drogi z pogrzebaczem (?) w rękach... Według mnie, ciekawym elementem był również ten mrugający kod, który Aelin wypracowała z Fenrysem, podobało mi się to.[KONIEC SPOILERA]. Lubię postać Fenrysa, który wspierał Aelin w tych strasznych chwilach. Momentami było to bardzo wzruszające. Może jeszcze kilka słów, o Aelin, która dla wielu z Was jest irytującą postacią. Ja zawsze starałam się przymykać oko na jej wady i, mimo, że w tym tomie, zirytowały mnie jej niektóre decyzje, nadal jestem zwolenniczką tej postaci i uwielbiam jej intrygi i sposób bycia. 


"Śmierć była jej klątwą, jej darem i jej przyjacielem od wielu długich lat. Cieszyła się, że znów może się z nią spotkać w blasku złocistego, porannego słońca."

Kolejna grupa osób to poszukiwacze Aelin, którzy na czele z Rowanem próbują ją znaleźć. Mamy tutaj przede wszystkim wątek Elide i Lorcana, który naprawdę bardzo lubię i z chęcią o nim czytałam. Według mnie jest to najlepszy wątek miłosny z całej tej serii. Może dlatego, że nie jest aż tak bardzo przewidywalny, jak reszta, a to, że bohaterowie się w sobie zakochali jest wyrzeczeniem z obu stron. Oboje są zupełnie inni, ale ich relacja pięknie się rozwija. Z ich udziałem jest jedna z moich ulubionych scen, [SPOILER], gdzie Elide wyruszyła w samobójczą wyprawę na koniu po rannego Lorcana. Podczas czytania tej sceny towarzyszyły mi wielkie emocje i bardzo mi się ten moment podobał. [KONIEC SPOILERA]. W wyprawie poszukiwawczej wzięli także udział Gavriel, którego w sumie w całej książce było bardzo mało, oprócz jego wątku ojcostwa. Trzeba też powiedzieć o samej postaci Rowana, którego do tej pory uwielbiałam, a tutaj jest zła na Maas za to, jak poprowadziła tę postać. Miałam wrażenie, że Rowan stracił swój dawny blask i był tutaj tylko po to, żeby być, ratować i wspierać Aelin. 




Następnym wątkiem są wiedźmy, a raczej Trzynastka dowodzona przez Manon, które mają za zadanie zjednoczyć wszystkie wiedźmy i Krochan do wspólnej walki. Muszę Wam powiedzieć, że zawsze lubiłam Manon i wątek wiedźm i tutaj też bardzo lubiłam czytać tę perspektywę. W pamięć zapadła mi jedna ze scen, przy której bardzo się wzruszyłam, ale myślę, że nie muszę nikomu, kto czytał książkę tłumaczyć, która scena z udziałem wiedźm mnie wzruszyła, więc obejdzie się bez spoilera. Manon bardzo lubiłam od samego początku, gdy (bodajże w trzeciej części) pojawił się jej wątek i dalej była jedną z moich ulubionych bohaterek w tej serii. Wraz z wiedźmami jest również Dorian - bohater, który podczas całej serii przeszedł chyba największą przemianę ze wszystkich postaci. Stał się naprawdę dojrzałym i inteligentnym mężczyzną, a jego pomysły mnie zaskakiwały. Zdecydowanie bardzo udana postać z bardzo rozbudowanym charakterem. 

Mamy też oczywiście perspektywę z dworu Terrasenu, gdzie Aedion, Lysandra i inni dostojnicy Terrasenu przygotowują się do wojny z siłami Erawana. Jest to dość smutny wątek, bo przedstawia to najokrutniejsze oblicze tej wojny, gdzie ludzie po prostu idą na śmierć, a sami głównodowodzący nie mogą z tym nic zrobić. Szczerze mówiąc, nie jestem fanką wątku miłosnego między Aedionem i Lysandrą. Jak zawsze uwielbiałam Aediona, tak w tym tomie mnie nieco denerwował. Lysandrę nadal bardzo lubiłam, natomiast ten romans był dla mnie strasznie przewidywalny i taki powtarzalny. Ogólnie rzecz biorąc, nie da się ukryć, że Maas jest nieco schematyczna, szczególnie w wątkach romantycznych. 

Już ostatnią perspektywą jaką chcę Wam opisać jest ekipa z Wieży Świtu, czyli przybywająca na ratunek armia z Południa oraz Chaol i Yrene. Te postacie zdecydowanie zyskały moją sympatię we wspomnianej książce i nadal bardzo chętnie o nich czytałam. Jestem natomiast zawiedziona tym, ze autorka zupełnie pominęła postać Nesryn, która w całym Królestwie popiołów ma zaledwie dwa albo trzy rozdziały. Nie to, żebym była wielką miłośniczką Nesryn, ale tak po prostu się nie robi, zwłaszcza, że w Wieży Świtu Nesryn grała jedną z głównych ról. 




Oczywiście wszystkie te wątki, w kulminacyjnym momencie się ze sobą łączą, bohaterowie się ze sobą spotykają i często są to bardzo miłe i wzruszające spotkania. Tym sposobem mniej więcej omówiłam fabułę oraz bohaterów, bo napisałam o wszystkich, o których chciałam. Poruszę jeszcze wątki bitewne, bo skoro jest to wojna to tych bitew jest naprawdę sporo, a czasem wydawało mi się wręcz tego za wiele. Myślę jednak, że te sceny zostały napisane bardzo dobrze oraz nie brakuje w nich emocji i napięcia. Trzeba też przyznać, że w całej książce jest sporo scen, które są po prostu niepotrzebne i nic by się nie stało, gdyby Maas po prostu je usunęła. Nie zmieniłoby to nic w fabule, a zaoszczędziłoby nieco irytacji i znudzenia.

Samo zakończenie mi osobiście się podobało i właśnie takiej końcówki oczekiwałam. Jest one nieco przesłodzone, ale ja właśnie chciałam, by w ten sposób się to zakończyło. Mimo wszystko Maas nie boi się uśmiercić niektórych postaci, a przede wszystkim na każdym z bohaterów zostają niezagojone blizny i rany, z którymi muszą zmierzyć się po tej morderczej wojnie. Jeśli chodzi o Króleswto popiołów, to słyszałam dużo opinii, że Maas zepsuła ten tom. Ja jednak jestem przeciwnego zdania, bo książkę czytało mi się świetnie. Nie jest ona bez wad, ale myślę, że jest w miarę dobrym zakończeniem całego Szklanego tronu. Ocena nie mogłaby być inna <3

Ocena: 10/10


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

PODSUMOWANIE CAŁEJ SERII (BEZ SPOILERÓW)

Wiecie, że ja jestem wielką fanką Maas, a przede wszystkim Szklanego tronu. Dwory także czytałam i bardzo mi się podobały, ale to jednak ST zajmuje pierwsze miejsce w moim osobistym rankingu. Zaczęło się bardzo niepozornie, bo mam wrażenie, że pierwsza część była tylko niezłą młodzieżówką do przeczytania na raz. Z każdym kolejnym tomem moje nastawienie do tej serii się zmieniało, a pokochałam go całkowicie około trzeciej części, a potem było już tylko lepiej! Maas przede wszystkim tworzy wspaniałych bohaterów, z którymi mocno się zżyłam i bardzo nie chciałam ich opuszczać. Są to jedni z moich ulubionych bohaterów książkowych. W całej serii nie brakuje wszelkiej maści błędów logicznych, dziwnych czy niepotrzebnych scen, ale myślę, że gdy przymknie się na to oko, można czytać Szklany tron z wielką przyjemnością. Sarah J. Maas stworzyła świetne uniwersum, bardzo złożoną i dopracowaną fabułę oraz wspaniałych bohaterów. Czego chcieć więcej? Ja jestem zachwycona i uwielbiam tę serię i z całego serca ją Wam polecam <3



A Wy czytaliście Szklany tron? Lubicie czy jednak niekoniecznie? A może wolicie Dwory albo dopiero planujecie sięgnąć po książki tej autorki? Koniecznie napiszcie w komentarzach!




niedziela, maja 12, 2019

Podsumowanie kwietnia

Podsumowanie kwietnia
Przepraszam, że to podsumowanie jest dopiero teraz, ale wcześniej zupełnie nie miałam czasu go napisać. Liczyłam na to, że w maju będę miała więcej czasu na wszystko, ale niestety się przeliczyłam, bo ze względu na zbliżające się wystawianie ocen, mam teraz od groma popraw, sprawdzianów, plakatów i prezentacji na polepszenie ocen i brakuje mi czasu na cokolwiek innego. Wracając do kwietnia, na początku praktycznie nic nie czytałam, za to nadrobiłam to już po egzaminach i skończyło się na 5 przeczytanych książkach, z czego jestem bardzo zadowolona :) Na blogu nie pojawiało się za wiele, również ja niezbyt często zaglądałam do Was. Niestety od dłuższego czasu towarzyszy mi stan "wypalenia blogowego" i nie wiem już co z tym faktem zrobić. 


W kwietniu przeczytałam 5 książek, a tak naprawdę 4, bo Królestwo popiołów jest po prostu podzielone na dwa tomy i szczerze mówiąc nie wiedziałam, czy powinnam je liczyć jako jedną czy dwie książki, ale stwierdziłam, że skoro są to odrębne części to można je potraktować jako dwie książki. 

Przeczytałam bratu kolejną część Magicznego Drzewa, Berło, z którą zeszło nam się dużo dłużej, niż z poprzednimi. Ja czytałam ją po raz kolejny i już kiedyś ją recenzowałam - tutaj. Równolegle czytałam Alyssę i czary, która ogromnie mi się spodobała! Pomysł na wykorzystanie Krainy Czarów był niesamowity. Moja recenzja tutaj. Następnie sięgnęłam po Wundermistrza, czyli kontynuację cudownej historii o Morrigan Crow, której recenzję znajdziecie tutaj. Koniec kwietnia bardzo przyjemnie spędziłam z Królestwem popiołów i rozstałam się z moim ukochanym Szklanym tronem :( Recenzja jeszcze nie pojawiła się na blogu, ale myślę, że niedługo będziecie mogli ją przeczytać. Na razie powiem tylko tyle, że było pełno emocji, wzruszenia i zaskoczeń :D

W kwietniu obejrzałam też dwa seriale. Zaczęłam od Rzymskich dziewczyn, czyli jedynie 6-odcinkowego serialu, ale poruszającego poważny temat i do tego z włoskim językiem <3 Potem obejrzałam The Umbrella Academy, które bardzo mi się podobało. Świetny pomysł i wykonanie. 

Później miałam nieco fazę na filmy romantyczne, co w ogóle było dziwnym odczuciem dla mnie, ale chyba musiałam odreagować po egzaminach. Obejrzałam The Kissing Booth, Wynajmij sobie chłopaka, Do wszystkich chłopców, których kochałam oraz Sierra Burgess jest przegrywem. Zdziwiło mnie najbardziej to, że w prawie wszystkich tego typu filmach główną postać gra ten sam aktor xD Ale ogólnie filmy bardzo przyjemne. Obejrzałam też film Fatamorgana, który mi się podobał, chociaż oczekiwałam po nim czegoś lepszego. 



Jeśli chodzi o plany na maj, to moim priorytetem jest niestety szkoła i oceny, a dopiero potem książki, blog i seriale, więc pewnie znowu mój wynik nie będzie należał do najlepszych. Nie wiem też na ile będę w stanie pisać coś tutaj czy odwiedzać Was... Postaram się jednak, by to miejsce nie upadło jeszcze całkowicie... ;) Mam nadzieję, że będę częściej aktywna na Instagramie, więc będziecie mogli mnie tam od czasu do czasu znaleźć. Pojawię się też na Warszawskich Targach Książki, więc jeśli ktoś chciałby się spotkać w sobotę to piszcie :) 

A jak u Was rozpoczął się maj? Jak wspominacie kwiecień?

sobota, maja 04, 2019

Nevermoor #2: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow - Jessica Townsend

Nevermoor #2: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow - Jessica Townsend
Pierwsza część o przygodach Morrigan ogromnie mi się spodobała. Jeśli jeszcze  nie widzieliście recenzji to zapraszam tutaj :) Nie mogłam się doczekać, aż będę mogła zabrać się za kolejną część i z powrotem zanurzyć się w niesamowitym klimacie Nevermooru. I po raz kolejny jestem totalnie zachwycona!



Tytuł: Wundermistrz. Powołanie Morrigan Crow
Autor: Jessica Townsend
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz
Seria: Nevermoor
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 463
Poprzednia część: Przypadki Morrigan Crow
Następna część: ?
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,1 cm


Opis może zawierać spoilery do poprzedniego tomu. 

Po dostaniu się do Towarzystwa Wunderowego Morrigan musi udowodnić, że jej dar wcale nie jest przekleństwem. Wszyscy traktują ją jako niebezpieczną istotę i nie cieszy się ona zaufaniem i przyjaźnią wśród członków swojej jednostki. Dodatkowo szkolenie, które wydawało się być takie interesujące, zupełnie odbiega od wyobrażeń Morysi, która ma jedynie nudne zajęcia, podczas gdy jej towarzysze doskonale bawią się na swoich. Gdy w Nevermoorze dochodzi do tajemniczych zniknięć różnych osób Morrigan zaczyna interesować się tym tematem. Czy uda jej się dowieść, że jest dobrym i godnym zaufania Wundermistrzem? 

Dalsza część recenzji bez spoilerów!



Klimat tej książki jest naprawdę wspaniały. Jeszcze raz powtarzam to, co pisałam w recenzji pierwszej części. Wydaje się, że wyobraźnia autorki po prostu nie ma granic. Nevermoor to jest świat tak wspaniały, oryginalny, magiczny i niesamowity, że  nie da się tego wyrazić słowami. Oprócz genialnego hotelu Deukalion, Wundermetra z Parasolejką, Wunderząt i Zoorząt mamy jeszcze Zbytki, czyli ulice na których nie wiadomo co może cię spotkać. Zaczniesz unosić się w powietrzu, zacznie brakować ci powietrza albo nagle ulica zacznie się zwężać. Dodatkowo w tym tomie bardziej poznajemy samą naturę wunderu i sposób władania nim. Książka skupia się przede wszystkim na szkoleniu jednostki 919, do której należy Morrigan. Bardzo ciekawiło mnie, jak będą wyglądać lekcje, jak to wszystko jest zorganizowane i co czeka juniorów podczas nauki. Zdecydowanie zostałam usatysfakcjonowana rozwiązaniami autorki i znowu śmiem twierdzić, że wszystko wymyśliła idealnie. W całej książce nie ma miejsca na niedopowiedzenia czy brak logiki. Wszystko jest tutaj dopracowane i dopięte na ostatni guzik, a dla czytelnika zanurzanie się w kreatywności autorki jest doskonałą zabawą. 

Fabuła jest bardzo wciągająca. Nie mogłam się oderwać od tej książki i chciałam jak najszybciej poznać dalsze losy Morrigan. Skończyłam ją w jeden dzień, co dowodzi temu, jak bardzo mnie pochłonęła. Muszę przyznać, że niektóre rzeczy udało mi się przewidzieć. Jeden wątek był dla mnie jasny już od momentu, kiedy się pojawił i tylko czekałam, aż bohaterowie poznają jego rozwiązanie, a było to dopiero na końcu i miało chyba stanowić element wow, a ja wiedziałam już o tym dawno temu, ale zupełnie nie zabrało mi to przyjemności z czytania i nie uważam tego za minus. Oczywiście, były też rzeczy, których totalnie się nie spodziewałam i bardzo mnie zaskoczyły. 


W tej części zdecydowanie skupiamy się na członkach jednostki 919, a więc na niesamowitej dziewiątce nowo zaprzysiężonych członków Towarzystwa Wunderowego. Bardzo podobało mi się, jak autorka ukazała ich relację, która na początku była bardzo słaba i podchodzili do siebie z niechęcią i wrogością, by w końcu zacząć nabierać do siebie zaufania. Przede wszystkim każdy z nich jest inny. Mamy tutaj całą masę ciekawych charakterów i wspaniale wykreowanych postaci. Dobrze wiecie, że bardzo lubię główną bohaterkę, Morrigan i momentami bardzo jej współczułam tego, jak była traktowana, kibicowałam jej i trzymałam kciuki, by się to zmieniło. Uwielbiam Hawthorna <3 To chłopak, który jest bardzo przyjacielski i można na nim polegać, a jednocześnie jest takim rozbrajającym wszystkich zawadiaką. Moją sympatię zdobyła również Cadence, a także Lambert, bo obie były bardzo ciekawymi bohaterkami. Pozostałych członkowie jednostki nie od razu polubiłam. Na początku niektórzy byli mi obojętni, a potem wręcz nie pałałam do nich sympatią, ale koniec końców jestem na tak, jeśli chodzi o wszystkich z nich. Jestem także fanką Jupitera, bo jest po prostu przekochany. Podobał mi się również pomysł na postacie Wychowawczyń oraz Konduktorki. 

Styl autorki jest bardzo lekki i prosty w odbiorze. Książka idealnie nadaje się dla młodszych czytelników, ale jak widzicie, ja także bawiłam się przy niej doskonale. Przez wydarzenia wręcz się płynie i nie sposób się oderwać od tej historii. Jest tutaj też masa humoru i emocji. 

Podsumowując, jestem totalnie zakochana w tej serii. Ogromnie Wam ją polecam i gwarantuję Wam świetną zabawę w towarzystwie Morrigan i całej reszty. Wyobraźnia autorki tworzy niesamowite rzeczy, które wprawiają czytelnika w zachwyt, a książka niemiłosiernie wciąga. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!

Ocena: 10/10



wtorek, kwietnia 23, 2019

Alyssa z innej krainy #1: Alyssa i czary - A. G. Howard

Alyssa z innej krainy #1: Alyssa i czary - A. G. Howard
Osobiście bardzo lubię Alicję w Krainie Czarów, dlatego byłam ciekawa tej książki od samego początku. W pierwszym momencie zachwyca ona okładką, a potem tym, co znajduje się w środku. Chcecie przekonać się jak mi do gustu przypadła interpretacja Krainy Czarów w wykonaniu A. G. Howard? Zapraszam do czytania!


Tytuł: Alyssa i czary
Autor: A. G. Howard
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Seria: Alyssa z innej krainy
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 445
Poprzednia część: -
Następna część: Alyssa i obłęd
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,3 cm

Alyssa jest potomkinią słynnej Alicji Liddel, która zainspirowała Lewisa Carrolla do napisania "Alicji w Krainie Czarów". Na wszystkich kobietach z jej rodziny ciąży klątwa. Widzą i słyszą różne dziwne rzeczy, rozmawiają z owadami i popadają w chorobę psychiczną. Alyssa nie chce podzielić losu matki i trafić do szpitala psychiatrycznego, dlatego wyrusza na niebezpieczną wyprawę do króliczej nory, by zdjąć ze swojej rodziny klątwę i uratować swoją matkę. Jednak Kraina Czarów okazuje się być dużo mroczniejsza, niż w opowieści o Alicji i pełna niespodzianek, które mogą okazać się bardzo zgubne dla Alyssy.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim genialny pomysł autorki, która wykorzystała Krainę Czarów Lewisa Carrolla, ale przedstawiła ją zupełnie inaczej i w innym świetle. Tutaj ten świat jest dużo mroczniejszy, złowrogi i niebezpieczny. Autorka rozszerzyła tę krainę i nadała jej innego charakteru. Książka zawiera wspaniałe opisy, które pochłaniałam i dzięki nim mogłam sobie bardzo dokładnie wyobrazić miejsca wydarzeń. Byłam pod wrażeniem całego świata przedstawionego wykreowanego przez autorkę i jej niesamowitych pomysłów i wyobraźni. Fabuła książki wciąga, w kulminacyjnym momencie wręcz nie można się od niej oderwać, a przede wszystkim wydarzenia zaskakują. Mamy tutaj sporo zwrotów akcji, ciekawych rozwiązań poszczególnych wątków i masę nieprzewidywalnych sytuacji. Chciałam wiedzieć co będzie dalej, a tym samym czytałam, czytałam i czytałam... 

"Bez względu na to, co się wydarzy, znowu odnajdziemy się nawzajem. Jesteś moją linią bezpieczeństwa. I zawsze będziesz."

Trzeba przyznać, że w książce znajdziemy trójkąt miłosny, co często jest bardzo irytującym schematem, ale na szczęście tutaj nie przeszkadza tak bardzo. Nie jest to główny wątek, a jedynie dodatek. Bohaterka nie jest w ciągłej rozterce i książka nie jest przesycona jej monologami wewnętrznymi, którego bardziej kocha. Co więcej, obaj panowie są bardzo ciekawymi postaciami, choć zdecydowanie bardzo schematycznymi, bo w trójkątach miłosnych najczęściej jeden jest tym dobrym, szlachetnym i uczciwym, a drugi jest tym złym, ale ujmującym. Natomiast obu udało mi się polubić, więc ogólnie, mimo trójkąta miłosnego, jest to w miarę przyjemny wątek. 


Bohaterowie książki są naprawdę dobrze wykreowani. Główna bohaterka nie jest irytująca, a inteligenta i charakterna. Kibicowałam jej i z ciekawością śledziłam jej losy. Radziła sobie w trudnych sytuacjach, nie poddawała się, choć była trochę naiwna. Jeba na samym początku nie bardzo polubiłam, bo wydawał mi się taki oschły i odrzucał Alyssę od siebie nie zważając na jej uczucia. Natomiast później, gdy wszystko się wyjaśnia, Jeb staje się kochany i bardzo oddany i tę jego wersję uwielbiam. Morpheus jest przede wszystkim intrygujący. Jego tajemniczość i urok osobisty sprawiają, że można się w nim zauroczyć i tak też się stało ze mną. Uwielbiam go, choć jest czasem irytujący. Myślę, że nie ma co rozwodzić się nad resztą bohaterów, ale musicie wiedzieć, że są wykreowani znakomicie i jestem pod wielkim wrażeniem, jak autorka sobie z tym poradziła. Szczerze mówiąc, jestem troszkę zawiedziona jej przedstawieniem Szalonego Kapelusznika, którego zawsze uwielbiałam, a w tej książce jest trochę pominięty i można było lepiej wykorzystać potencjał tej postaci.

Styl autorki jest bardzo plastyczny. Umie budować napięcie i zaciekawić czytelnika. Buduje także wspaniałe opisy świata przedstawionego. Książkę czyta się szybko, jest lekka i przyjemna w odbiorze, a do tego zachwycająca. Jest pisana w pierwszej osobie, oczywiście z perspektywy Alyssy, w czasie teraźniejszym, co sprawiło, że mogłam przeżywać wszystko razem z bohaterką i było to według mnie bardzo dobre rozwiązanie.

Podsumowując, polecam tę książkę wszystkim fanom Alicji w Krainie Czarów i nie tylko. Jeśli jesteście ciekawi, jak autorka przedstawiła i rozszerzyła ten świat i całą historię i chcecie przeczytać dobrą książkę w tych klimatach to bez wahania możecie sięgać po tę pozycję. Ja jestem oczarowana <3 

Ocena: 9/10



poniedziałek, kwietnia 15, 2019

Fantastycznie zaserialowana #2: Dom z papieru (La Casa de Papel) i Szkoła dla elity (Elite)

Fantastycznie zaserialowana #2: Dom z papieru (La Casa de Papel) i Szkoła dla elity (Elite)
Jak już mogliście zauważyć jakiś czas temu bardzo wciągnęłam się w oglądanie seriali. Oczywiście nie znaczy to, że zrezygnowałam z książek, bo cały czas je czytam i uwielbiam, ale prawdą jest to, że ostatnio muszę w jakimś stopniu godzić seriale czy filmy z książkami. Nie mówię, że to źle, a po prostu inaczej, bo wcześniej nie oglądałam tak dużo. Myślę jednak, że dużo łatwiej jest popatrzeć się w ekran komputera, niż poczytać książkę i po męczącym dniu często wybieram właśnie tę opcję. W najbliższym czasie, oprócz książkowych recenzji, będą się tutaj pojawiać także posty o serialach oraz filmach. Postaram się jednak, żeby nie było to za często, bo ten blog nadal jest blogiem przede wszystkim o książkach, jednak nie ukrywam, że na razie mam dużo więcej recenzji seriali, niż książek... 

Jesteście też pewnie ciekawi jak poszło mi na egzaminie gimnazjalnym :) Przede wszystkim dziękuję Wam bardzo za komentarze pod podsumowaniem marca, gdzie życzyliście mi powodzenia! Z egzaminów jestem ogólnie zadowolona, z wyjątkiem przedmiotów przyrodniczych, bo ich nie napisałam. W czwartek rano obudziłam się z jakimś zatruciem pokarmowym: bólem brzucha, biegunką i wymiotami, więc nie poszłam na pierwszy egzamin, a dotarłam dopiero na matematykę. Było to dla mnie bardzo ciężkie doświadczenie, ale już pogodziłam się z tym, że ten test napiszę w czerwcu. 

Przejdźmy jednak do seriali, o których dzisiaj Wam opowiem. Zestawiłam ze sobą te dwie produkcje, ponieważ są one podobne jeśli chodzi o język hiszpański i powielających się niektórych aktorów, mimo, że ich tematyka jest zupełnie inna ;) Opis pod tytułem pochodzi z filmwebu.




 DOM Z PAPIERU - LA CASA DE PAPEL


Ośmioro zamaskowanych przestępców napada na hiszpańską mennicę narodową. Ich przedstawicielem jest tajemniczy Profesor, który prowadzi negocjacje z policją. 

Dom z papieru to chyba najlepszy serial, jaki do tej pory oglądałam. Zupełnie się nie spodziewałam, że aż tak mi się spodoba i wywoła we mnie takie emocje. Na uwagę zasługuje przede wszystkim pomysł. Pomysł, który jest tak świetny, że czasami aż nie możecie uwierzyć, jak ktoś mógł na coś takiego wpaść. Plan Profesora, ale tak naprawdę twórcy serialu jest niesamowity. Napastnicy są idealnie wyszkoleni, są przygotowani na każdą ewentualność, nic nie może pójść nie tak i wydaje się, że wszystko zostało dokładnie przemyślane i przywidziane. Fabuła serialu to po prostu jedno wielkie wow

Napastnicy mają zakaz ulegania emocjom, a tym samym zakaz łączenia się w pary, zakaz miłości. Oczywiście po tak długim czasie stają się dla siebie bardzo bliscy, pojawia się między nimi przyjaźń, a tym samym inne uczucia. Serial pokazuje, że nie da się wyeliminować emocji ze swojego życia, bo między bohaterami pojawia się miłość, a nawet Profesor jej ulega. Jest to jednak element, który może wszystko zniszczyć. Cały misterny plan napaści mogą zepsuć właśnie emocje i uczucia.

Postacie są wykreowane i ukazane przez aktorów naprawdę wspaniale. Każdy z ósemki napastników jest inny, inaczej odbiera napad i ulega innym emocjom. Gra aktorska jest na naprawdę wysokim poziomie i jestem pod wrażeniem, jak aktorzy poradzili sobie z odgrywaniem scen tego serialu. Nie będę opisywać każdego bohatera po kolei, a jedynie tych, którzy naprawdę są charakterystyczni i mogę o nic sporo powiedzieć. Na pierwszy ogień idzie Tokio (Úrsula Corberó), która mnie osobiście bardzo irytowała. Stawiała na szali cały plan, jej irracjonalne i głupie decyzje mogły wszystko popsuć, a ona egoistycznie narażała innych na niebezpieczeństwo. Rio (Miguel Herrán) denerwował mnie tak samo mocno. Nie widział świata po za Tokio i robił wszystko dla niej, a przy tym zupełnie nie myślał, co w ogóle robi. Moim ukochanym bohaterem jest Denver (Jaime Lorente), którego naprawdę uwielbiam <3 Berlin (Pedro Alonso) to idealny obraz psychopaty i uwielbiam twórców za tego bohatera. Jest ganialny! Nairobi (Alba Flores) ma wspaniały charakter. Pokochałam także Moskwę (Paco Tous), a Helsinki (Darko Peric) i Oslo (Roberto García Ruiz) wzruszali mnie swoją relacją. Jednak moim ukochanym bohaterem, który jest naprawdę niesamowity jest oczywiście Profesor (Álvaro Morte), bez którego ten serial nie byłby taki sam. Jest to genialna postać. Bardzo polubiłam też Raquel (Itziar Ituño).

Bardzo się wciągnęłam w ten serial. Oglądałam odcinek za odcinkiem i musiałam wiedzieć co będzie dalej! Jest to jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy serial, jaki oglądałam i bardzo Wam go polecam. Ja nie mogę się już doczekać trzeciego sezonu, który już w lipcu! <3










 SZKOŁA DLA ELITY - ELITE

Kiedy do ekskluzywnej hiszpańskiej szkoły trafia trójka pochodzących z klasy robotniczej uczniów, dochodzi do tragedii.


Szkołą dla elity zainteresowałam się przede wszystkim dzięki aktorom, których znałam z Domu z papieru i to w sumie dlatego postanowiłam obejrzeć ten serial, nawet nie wiedząc o czym tak naprawdę jest. Serial opowiada o hiszpańskiej szkole, do której chodzą dzieci z bogatych rodzin. Dochodzi tam do tragedii, gdyż jedna z uczennic zostaje zamordowana. Mamy tutaj przede wszystkim historię sprzed zabójstwa i zostaje nam ukazane jak do niego doszło i jakie sytuacje do niego doprowadziły, ale także momenty śledztwa, w których policja stara się dowiedzieć, kto tego dokonał. Tożsamość zabójcy zostaje nam wyjawiona dopiero w ostatnim odcinku i muszę Wam powiedzieć, że nie udało mi się tego przewidzieć i mnie to zaskoczyło. 



Serial mi się podobał, choć nie jest szczególnie wybitny. Od początku wiemy, że Marina została zamordowana, więc nie jest to żaden spoiler, ale muszę powiedzieć, że ten zamysł twórców jakoś nie przypadł mi do gustu. Chyba wolałabym o tym nie wiedzieć, choć z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że chodziło właśnie o to, żeby widz zastanawiał się, kto ją zabił i jak do tego doszło. Sama historia to w sumie przede wszystkim szkolna rzeczywistość nastolatków, romanse i konflikty. Momentami kojarzyło mi się to z Trzynastoma powodami, bo tematyka była nieco podobna, chociaż przyczyna śmierci dziewczyny inna. 

Szczerze mówiąc, nie polubiłam głównej bohaterki Mariny (María Pedraza). Jakoś niezbyt podpasował mi jej charakter i mnie denerwowała. Tak samo Samuel (Itzan Escamilla) był taki dziwny, niezbyt wyrazisty i ogólnie nie zapałałam do niego wielką sympatią. Nie znaczy to, że ci bohaterowie byli beznadziejni i nie mogłam ich znieść. Po prostu nie wywołali we mnie dużo emocji i tak sobie się z nimi polubiłam. Zdecydowanie inaczej mają się sprawy z Nadią (Mina El Hammani) i Guzmanem (Miguel Bernardeau), których uwielbiam i naprawdę są świetnymi bohaterami! Z zaciekawieniem śledziłam ich losy i bardzo ich polubiłam. Ciekawymi postaciami są także Nano (Jaime Lorente) oraz Omar (Omar Ayuso), a także Carla (Ester Expósito) i jej chłopcy, czyli Polo (Álvaro Rico) i Christian (Miguel Herrán). Gra aktorska bohaterów jest bardzo dobra. Świetnie odwzorowują emocje i relacje między sobą.

Podsumowując, jest to bardzo ciekawy i przyjemny serial. Miło mi się go oglądało, wiele elementów mnie zaskoczyło. Jest wciągający i trzyma w napięciu. Polecam, szczególnie fanom Domu z papieru, bo mimo, że to nie ta sama tematyka to ciekawie jest zobaczyć tych samych aktorów w innej produkcji. 



Copyright © 2016 Zaczytana w Fantastyce i nie tylko... , Blogger