Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

niedziela, 30 kwietnia 2017

Podsumowanie kwietnia






















Kwiecień był dosć zakręconym miesiącem. Pod koniec niestety skończyły mi się już zapasowe posty, a zupełnie nie miałam czasu na czytanie i pisanie, dlatego troszkę sobie to zaniedbałam. Oprócz tego zaniedbałam fanpage'a, bo jakoś tak... O nim zapomniałam xD Jeszcze nie jestem przyzwyczajona, że muszę tam coś wrzucić... Oczywiście gorąco Was tam zapraszam, bo już wracam do tego! Ogólnie zdajecie sobie sprawę, że już tylko dwa miesiące pozostały do wakacji! A do tego, teraz jest majówka, a potem za chwilę mam zioloną szkołę, więc będzie się działo! Wobec tego, muszę sobie napisać jakieś naprawdę zapasowe posty w tą majówkę, żeby w czasie gdy będę na zielonej szkole, nie był tu pusto :) Co się jeszcze u mnie działo? Założylam hodowlę fasoli na biologię i rośnie mi już tak, że nie wiem czy nie zmarnieje do tego wyznaczonego terminu... Pochwalę się nawet zdjęciem, a co!




Ponadto, jak widzicie postarałam się trochę urozmaicić podsumowanie i dodać coś innego niż suche liczby! Jak macie jeszcze jakieś pomysły na urozmaicenie podsumować to dzielcie się nimi w komentarzach! Po za tym za wszystkie propozycje pod poprzednim podsumowaniem serdecznie dziękuje :)




A co przeczytałam?


Na początku miesiąca przeczytałam Prawdodziejkę. Recenzja jest już na blogu, a można w niej przeczytać, że niesamowicie mi się spodobała! 
Następnie miałam okazję poznać Dom pod pękniętym niebem. Nie podobało mi się zupełnie, a więcej o tej powieści przeczytacie w recenzji.
Malfetto. Mroczne Piętno bardzo mi się spodobało, zresztą jak wszystkie książki Marie Lu. Recenzja.
Potem zabrałam się za Firstlife. Pierwsze życie, które spodobało mi się mimo małej schematyczności. Recenzja.
Potem udało mi się przeczytać drugą część Malfetto, Drużynę Róży. Niedługo będzie recenzja tej książki i zobaczycie jakie wywarła  na mnie wrażenie. 
A potem totalne zauroczenie miesiąca - Zakazane życzenie! Ta książka była cudowna, niesamowita i magiczna, ale po więcej ochów i achów zapraszam do recenzji, która już niedługo pojawi się na blogu!



Teraz pora na trochę satystyk! Nie powiem, że jestem z nich jakoś bardzo zadowolona, bo bywało lepiej, jednak kwiecień, mimo świąt, był bardzo zakręconym miesiącem! Niemniej 75 stron na dzień to i tak bardzo dużo!

Ilość przeczytanych książek: 6
Liczba przeczytanych stron: 2 262
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 75
Najlepsza książka miesiąca: Zakazane życzenie
Najgorsza książka miesiąca: Dom pod pękniętym niebem
Ilość opublikowanych postów: 10
W tym recenzji: 5
Najpopularniejszy post: Fit książkoholik



Jeśli chodzi o wyzwania to, jak co miesiąc, poszło mi nawet nieźle! Jeśli chodzi o Kitty's Reading Challenge to idzie mi chyba najlepiej :D Abc czytania trochę mnie zawodzi, bo ciągle mi się powtarzają literki!! Z przeczytam tyle, ile mam wzrostu, też nie jest źle! A jeśli chodzi o tytułowe wyzwanie, to tak po kolei wyczytuję sobie pozycje z listy zrobionej do tego wyzwania!

PODSUMOWANIE WYZWAŃ 

Kitty's Reading Challenge: +6  (razem: 26/50)
Abc czytania: Wariant I: +3 (razem: 10/22)     Wariant II: 0 (razem: 8/22)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +18cm (razem: 79,6/167cm)
Zmierz się z tytułami z Olą K.: 1 książka: Dom pod pękniętym niebem (razem: 4/20)
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ 



Postanowiłam wprowadzić również Cytat miesiąca. Stwierdziłam, że zawsze będę wybierać chytat z najlepszej książki danego miesiąca, czyli w tym wypadku z Zakazanego życzenia! Jeżeli w danym miesiącu nie będę w stanie wybrać jednej najlepszej książki to będzie kilka cytatów miesiąca  :D 

W tym miesiącu zakochałam się w tym oto cytacie: 

"Czyż bowiem nie poucza poeta, że jeden przyjaciel od serca cenniejszy jest od dziesięciu tysięcy wielbłądów dźwigających złoto i drogie kamienie."




 A co w maju?
Na pewno chcę przeczytać książki, które mam z biblioteki, czyli Koronę i Trzecią księgę snów. Muszę też przeczytać Quo Vadis, bo to moja lektura szkolna. Może wrócę do Szklanego tronu i przrczytam trzecią część? To się jeszcze zobaczy :D 





A jak Wam minął kwiecień? Pochwalcie się wynikami czytelniczymi w komentarzach! Życzę wszystkim owocnego maja!

czwartek, 27 kwietnia 2017

Firstlife. Pierwsze życie - Gena Showalter









Na samym początku muszę wspomnieć o tym, że troszeczkę sobie zaniedbałam niestety bloga :( Ostatnio nie mam na nic czasu, co skutkuje też małą aktywnością u Was. Ale postaram się wszystko nadrobić! Niestety nie mam już "zapasowych postów" i muszę pisać na bieżąco, a ostatnio tak nas cisną w tej szkole, że... Ale wracam już z pełną parą i postanowiłam również odnowić fanpage'a na którego zapraszam (link w zakładce z boku), bo ostatnio tam również nie wrzucałam postów... Tymczasem zapraszam na recenzję!


Firstlife już z samego opisu trochę kojarzyło mi się z Ja, diablicą. I muszę przyznać, że po kilku pierwszych rozdziałach te książki zdawały mi się być bardzo podobne i może rzeczywiście trochę tak jest. Tematyka podobna, wszechobecny humor i Killian przypominający Beletha ale... Trzeba również przyznać, że mimo tych podobieństw jest to inna historia, z inną fabułą i innymi bohaterami. Jednak czy spodobała mi się równie bardzo jak książka Katarzyny Miszczuk?


Tytuł: Firstlife. Pierwsze życie
Autor: Gena Showalter
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Seria: Firstlife (?)
Wydawnictwo: Harper Collins
Liczba stron: 432
Poprzednia część: -
Następna część: - jeszcze :D

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Humor na pierwszym miejscu
Abc czytania: Wariant I: F
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,3 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Życie składa się z dwóch żyć - pierwszego i drugiego. Pierwsze odbywa się w Krainie Żniw. Trzeba tam wybrać i podpisać umowę z jedną ze sfer - Trojką lub Miriadą, w których będzie się prowadzić Drugie Życie po Pierwszej Śmierci. Każda ze sfer coś oferuje - Trojka to światłość, liczy się tutaj przyjaźń, rodzina i przykłada się dużą wagę do życia ludzkiego. Miriada to totalne przeciwieństwo - żyje się tutaj w ciemności i wyznaje zasadę, że siła to potęga. Jeżeli ktoś nie może zdecydować do jaka sfera bardziej mu odpowiada lub po prostu nie chce, nazywa się go Niezwerbowanym, a po Pierwszej Śmierci idzie do Krainy Wielu Końców, miejsca dręczenia dusz. Tenley właśnie taka jest - Niezwerbowana. Ale oboe sfery będą o nią walczyć, bo ma sobie coś, co każda z nich chce mieć. Wysyłają zatem swoich najlepszych ludzi - Kiliana z Miriady i Archera z Trojki - by przekonali ją do swoich racji. Któremu się uda?

– Co teraz? – pytam. 
– Mógłbym zdjąć koszulkę i zrobić parę pompek, żeby ci zaimponować moją samczą siłą.


Opis chyba mi trochę nie wyszedł, ale chciałam żebyście ogólnie pojęli o co chodzi z tym światem, a jednocześnie zaciekawić Was samą historią. Bo pomysł autorki jest naprawdę dobry! Wiele rzeczy w pewnym stopniu mnie zaskoczyło, ale części się domyśliłam. Jednak te schematy i przewidywalne rzeczy nie zepsuły mi przyjemności jaką daje ta lektura! Co prawda niektórych spraw autorka ni wyjaśniła dokładnie, chcę się dowiedzieć czegoś więcej o tych całych Spięciach i o Drugiej Śmierci, ale liczę na to, że drugi tom mnie zadowoli w tym aspekcie! Czyta się z zapartym tchem i wiecie co jest najlepsze? Do końca tak naprawdę nie wiemy którą sferę wybierze Ten i czy ją w ogóle wybierze! Ogólnie przez całą lekturę zastanawiałam się co ja bym zrobiła, co ja bym wybrała, Trojkę czy Miriadę. I tak naprawdę to dalej nie jestem pewna, bo każda z nich ma wiele zalet, ale są też wady... Ale myślę, że ja z moją bezinteresowną chęcią niesienia pomocy bardziej pasuję do Trojki niż do Miriady, chociaż z drugiej strony Kilian jest Miriadczyjkiem... No właśnie, a skoro jesteśmy przy Kilianie to poznajcie naszych dwóch cudownych panów!

Kilian (piękne imię, nie sądzicie? :D) jest takim dość schematycznym bohaterem, w którym wszystkie czytelniczki się zakochują i niestety ja również złapałam się w jego sidła i mimo, że jest schematyczny to - uwielbiam go! Świetnie się patrzyło jak ten chłopak się zmienia, otwiera i zaczyna patrzeć inaczej na świat... No jest po prostu kochany <3 Archera też uwielbiam i nadal nie mogę uwierzyć w to co się  stało na końcu... Niemniej on był też taki trochę dziwny, ale oryginalny. Bardzo podobalo mi sie jego zamiłowanie do wierszy :D Za to Ten... No właśnie - Ten. Co Wam to przypomina? Może jakieś angielskie słowo? Tak! Zgadliście! Ten-dziesięć-10 Otóż nasza mała główna bohaterka ma obsesję na punkcie liczb. Co i rusz gdy usłyszy jakiś numerek daje nam całą etymologię tej cyfry, skąd pochodzi, co oznacza itd. I wiecie co? Najpierw mnie to denerwowało, ale potem doceniłam to, bo jeszcze nigdy się z czymś takim nie spotkałam i na pewno jest to cecha rozpoznawcza tej książki. Ale wracając do samej Ten... Polubiłam ją. I wiem, że może się Wam wydawać, że cała ta książka jest jednym wielkim przemyśleniem na temat wyboru gdzie chcę iść, ale mylicie się. Bo Tenley to nie jest taka dziewczyna która na pięć stron rozwodzi sie nad jednym tematem! Waha się bo się waha, ale ja też bym się na jej miejscu wahała! Ten jest prawdziwa, nie sztuczna i naprawdę bardzo ją lubię!


Chcę powiedzieć: „Myślę, że zmarnowaliśmy
sobie nawzajem już dość czasu. Pora się rozejść”. Ale on patrzy na mnie, te długie rzęsy tak bardzo mnie kuszą, że w końcu mówię:
– Powinieneś obciąć sobie rzęsy, bo odwracają uwagę. Dobranoc. 


Wątek milosny jest ogólnie przewidywalny od pierwszych stron tej powieści, ale mimo wszsytko jest dobrze zrobiony. Bo bohaterowie nie zakochują się w sobie od tak, co prawda flirtują trochę, ale to jest tylko zauroczenie, pierwsze dobre wrażenie spowodowane samym wyglądem zewnętrznym.  Jednak naprawdę miło jest patrzeć na to jak się ta relacja między nimi rozwija i kształtuje, jak ze strony na stronę lepiej się poznają i rozumieją.

Pragnę również zwrócić uwagę na humor, który jest wszechobecny na kartach tej powieści. Autorka pisze lekko, zwięźle, nie owijając w bawełnę. Jej styl przypadł mi do gustu, jest taki, jakby to nazwać, młodzieżowy... Wiele razy się uśmiechnęłam a kilka nawet zaśmiałam!



- Chcesz wiedzieć, co o tobie pomyślałam, kiedy się poznaliśmy?

– „Killianie, błagam, pocałuj mnie”.

Ha!
– Blisko, naprawdę blisko. Otóż pomyślałam, że nigdy nie widziałam tak pięknego chłopaka... i że powinnam zainwestować w pas cnoty.

  

Na zakończenie powiem, że mimo tej małej schamtyczności jest to naprawdę dobra książka z którą miło spędziłam czas! Polecam! Ja na pewno sięgnę po inne książki tej autorki.

Ocena: 8/10





sobota, 22 kwietnia 2017

Malfetto #1: Mroczne Piętno - Marie Lu





Odkąd przeczytałam trylogię Legenda tej autorki, bardzo chciałam poznać również inne jej książki, bo bardzo ciekawiło mnie czy trzymają poziom. Dlatego też wypożyczyłam Malfetto z biblioteki i muszę powiedzieć, że autorka podniosła sobie poprzeczkę dużo wyżej. A czy udało jej się sprostać moim oczekiwaniom?



Tytuł: Mroczne Piętno
Autor: Marie Lu
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Malfetto
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 381
Poprzednia część: -
Następna część: Drużyna róży

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Książka z biblioteki
Abc czytania: Wariant I: M
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,9 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Adelina jest naznaczona Mrocznym Piętnem. Na skutek zarazy, która opanowała kraj, kiedy dziewczyna była mała, umarła jej matka, a ona sama straciła oko. Poniżana przez ojca i wychowana w świetle swej pięknej młodszej siostry Violetty, Adelina musi walczyć o swoje prawa. Pewnego dnia  postanawia uciec, uwolnić się od tego życia i wtedy zdarza się coś niezwykłego.

Oczekiwania były duże. Legenda mnie oczarowała, ale spodziewałam się czegoś jeszcze lepszego! I ogólnie to dostałam, ale po lekturze pozostaje mi pewnien niedosyt i mam nadzieję, że drugi tom rozwieje moje wątpliwości. Ale od początku!

"Nie ma sensu wierzyć w to, co się widzi, jeśli widzi się tylko to, w co się wierzy."

Marie Lu miała ciekawy i oryginalny pomysł, który bardzo mi się spodobał. Fabuła jest intrygująca, akcja szybka, ciągle się coś dzieje. Jest dużo zwrotów akcji i zaskakujących momentów, ale mimo wszystko niektóre wątki są przewidywalne. Ogólnie miałam trochę wrażenie jakby autorka się w tym wszystkim pogubiła. Bo z jednej strony super sobie wszystko wymyśliła, ale z drugiej... Czegoś mi brakowało. Może lepszej kreacji świata przedstawionego? Bo tak jak w Legendzie, polityka całego kraju, ludzkość i opisy miejsc były świetne, tak tu autorka bardziej skupiła sią na fabule niż na tym aspekcie i to trochę kuleje, ale może w kolejnej części będzie lepiej! Jednak mimo to cały pomysł jest świetny i książkę czyta się z zapartym tchem.

Główna bohaterka, Adelina jest bardzo dobrze wykreowana. Jej charakter jest indywidualny i ogólnie polubiłam ją, choć bardzo mnie zdenerwowała jedna jej decyzja, bo ta dziewczyna przez swoją głupotę doprowadziła do... No nie będę mówiła czego, ale to było serio niemądre i przez to trochę moja sympatia do niej upadła. Reszta bohaterów mogłaby być wykreowana lepiej, chociaż nie jest źle. Wszystkich z Bractwa Sztyletów polubiłam, oprócz takiego jednego, który obrażał Adelinę (nie pamiętam imienia :D). Victoria, siostra naszej głównej bohaterki niesamowicie mnie wkurzała, chociaż też trochę jej współczuję. Koniec końców bohaterowie są nieźle wykreowani, ale mimo wszystko mogłoby być lepiej.

"Nikt tak naprawdę nie chce, byś była sobą. Chcą, byś była taka, jaka im się podobasz."

Muszę powiedzieć, że autorka jest odważna, bo robi wiele takich scen, które rozkruszają nasze serce na milion kawałeczków. Pamiętacie zakończenie Legendy? To co Marie Lu tam zrobiła to był jakiś koszmar. Tutaj też jest jedna taka scena, która mnie rozwaliła. Ogółem nie przywiązujcie się do bohaterów, bo szybko ich tracimy. Ale wiecie co? Ja podziwiam za to autorkę. Bo sztuką jest potrafić tak pisać i nie bać się krytyki ze strony fanów. Nie ma tutaj za dużo humoru, a przydałby się, choć i bez tego było super!

Podsumowując, jeżeli spodobała wam się trylogia Legenda to nie wahajcie się tylko czytajcie tą, bo jest naprawdę świetna! Bardzo mi się spodobała, wciągnęła mnie i wiele razy zaskoczyła. Zdecydowanie polecam!

Ocena: 8/10


środa, 19 kwietnia 2017

Dom pod Pękniętym Niebem - Marcin Mortka





O Marcinie Mortce słyszałam dużo dobrego. Kiedy zobaczyłam tą ksiażkę w bibliotece, bez czytania opisu, wzięłam ją bo mój wzrok przyciągnęło nazwisko autora. Kiedy wróciłam do domu mój entuzjazm trochę przygasł, bo przeczytałam to co jest napisane z tyłu książki i szczerze mówiąc mnie to nie zachwyciło. Ale stwierdziłam, że spróbuję. Czy się zawiodłam?



Tytuł: Dom pod pękniętym niebiem
Autor: Marcin Mortka
Tłumaczenie: -
Seria: Dom pod Pękniętym Niebem
Wydawnictwo: Zielona sowa
Liczba stron: 267
Poprzednia część: -
Następna część: Droga pod Pękniętym Niebem

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Literatura polska
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,8 cm
Zmierz się z tytułami z Olą K: Dom
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Siódemka przyjaciół wybiera się na wycieczkę w góry, w tajemnicy przed rodzicami. W nocy dzieje się coś dziwnego - ziemia się trzęsie. A rano na naszych bohaterów czeka niespodzianka - brak internetu i prądu oraz tajemnicze stwory pojawiające się w lesie. Czyżby był to początek Końca Świata?

A więc powiem Wam tak - zawiodłam się. Niezmiernie się rozczarowałam. Bo zamiast dostać mrożącą krew w żyłach historię, dostałam młodzieżowy bełkot na temat chłopaków, Tweetera i tego, jakie to straszne nie mieć dostępu do internetu. Początek był do bani. Książka kompletnie mnie nie zaciekawiła, ale czytałam ją i brnęłam przez kolejne rozdziały, bo wzięłam ją do szkoły a nic innego oprócz czytania nie miałam do roboty. No i tak się ciągnęło i ciągnęło i może przez ostatnie 50 stron nawet mnie wciągnęło. Widać było, że autor miał pomysł. Cały koncept tej powieści był, ale miałam wrażenie, że pan Marcin się w tym wszystkim pogubił. Bo z jednej strony kreuje nam dzień końca świata, jakieś istoty zombiopodobne i dodatkowo moce, które otrzymali bohaterowie. Ale co z tego, skoro tak naprawdę my nic o tym nie wiemy. Autor miał głowę pełną pomysłów, ale zamiast poświęcić czas na dopracowanie choć jednego pomysłu, wrzucił je do tej książki, niewiele o nich myśląc. Nie wiemy tak naprawdę jak działają te ich moce i chociaż próbowano mi to jakoś wyjaśnić, poszło do dosyć marnie. W pewnym momencie bohaterowie doszli już mniej więcej do rozwiązania tej zagadki o końcu świata i specyfice życia tych istot, ale mam wrażenie, że nie pociągnięto tego tematu dalej. Jeden z bohaterów wyciągnał jakieś wnioski, ale za chwilę zupełnie go pominięto, raze z tymi jego wnioskami.

Jeżeli jesteśmy już przy bohaterach to należy wspomnieć o tym, że jest ich zdecydowanie za dużo. To znaczy tak jak teraz patrzę, to nie ma ich aż tak wiele, ale powiem Wam jak to na początku jest. Zostajemy wrzuceni do akcji, w której główną rolę gra aż siódemka bohaterów - przyjaciele ze szkoły. Imion już zupełnie nie pamiętam, ale to moja skleroza :D No i szczerze mówiąc, żaden z tej siódemki wspaniałych (no może nie do końca) nie ma jakoś szczególnie wykreowanego charakteru. Główna bohaterka jest nijaka, zresztą jak wszyscy. Potem pojawiają się nowi bohaterowie, którzy zostają odnalezieni gdzieś w lesie, ale wiemy o nich tylko tyle, że mają jakieś imie.

Książka jest napisana bardzo młodzieżowo, bo i dla młodzieży napisana została. Mimo wszystko ja nie lubię takiego stylu. Jakoś w tej książce zupełnie mi to nie odpowiadało i uważam, że gdyby autor naposał to bardziej takim opisówym językiem, byłby mi to o wiele przyjemniej czytać. Opisy miejsc są nijakie, w sumie to trudno było mi sobie nawet wyobrazić ten tytułowy Dom.

Powiedziałam, że ostatnie 50 stron mnie wciągnęło, bo i tak było, ale nie nastawiajcie się na wiele. Po prostu nagle zaczęło się coś w tej książce dziać, ale nie czytałam tego z zapartym tchem. Jak widzicie, nie mam dla Was cytatów - po prostu nie znalazłam nic wartego uwagi :/

Mimo niewypału jakim okazała się być ta pozycja nie skreślam tego autora. Chciałabym przeczytać jego Karaibską krucjatę. Po kolejną cześć tej trylogii nie sięgnę i nie mogę jej Wam z czystym sercem polecić. Niestety pomysł był dobry, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Jak dla mnie to po prostu niewykorzystany potencjał.

Ocena: 5/10 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Pomaluj pisankę BOOK TAG by Magic Wizard

Witam Was w ten wielkanocny poranek! Z okazji dzisiejszego mam dla Was mój autorski tag, który mam nadzieję, przypadnie Wam do gustu :D Ten TAG nie jest taki jak pytania, odpowiedzi itd. Nuda! Mam nadzieję, że udało mi się stworzyć coś bardziej kreatywnego i myślę, że wyobraźnia jest tu bardzo potrzebna!

                                       


O co chodzi? W tym TAGu stworzymy 4 pisanki :D W jaki sposób? Należy wybrać sobie 4 bohaterów z ulubionych książek i każda z tych pisanek będzie "należeć" do danej postaci. Ale w jaki sposób tą pisankę pomalujemy? Może to zabrzmi dziwnie ale nasze pisanki będą pomalowane słowami! Z książki z której pochodzi dany bohater trzeba wylosować 5 cech charakteru, wyglądu, osobowości (chodzi mi np. odważny, przystojny, małomówny itp.), a następnie pozostało nam już tylko stwierdzić czy pasują one do danego bohatera czy też nie. Możecie, tak jak ja, zrobić grafiki z pisankami z napisanymi słowami, albo bez obrazków, po prostu napisać co się na danej pisance znajduje, ale myślę, że z obrazkami ciekawiej i bardziej wielkanocno! Ja do tego te słowa które nie pasowały zrobiłam ciemniejszym kolorem, a te które pasowały, jaśniejszym, ale ten aspekt już zostawiam waszej inwencji twórczej :D Moje graficzki nie są jakieś specjalnie piękne, ale to tylko moje mistrzostwo w Paincie xD



PISANKA RHYSANDA z Dworu cierni i róż

Przyszła pora na nocną pisankę! Gwiazdki są, a czerwony kolor jest symbolem mojej miłości do tego pana <3

Pisanka jest udekorowana takimi oto słowami:

~ Piękny +
Oczywiście, że jest to prawda. Z tego co słyszałam od Feyry Rhys jest oszałamiająco przystojny i tak też go sobie wyobrażam!

~ Wiarygodny +
Wydaje mi się, że Rhys nie rzucał słów na wiatr. Jak coś obiecał to dotrzymywał słowa, a do tego nie decydował za kogoś, ale pozwalał innym podejmować decyzje za siebie co było takie wspaniałe! Może z początku nie sprawiał takiego wrażenia ale wierzcie mi - można było na nim polegać i mu wierzyć, tego jestem absolutnie pewna!

~ Słaby -
No to chyba jakiś żart. Może Rhys nie był aż tak silny emocjonalnie, bo doświadczenia z Amaranthą pozostawiły wiele śladów na jego psychice, zresztą jak i u innych, ale nie poddawał się. Walczył i starał się nie pozwolić, żeby to Amarantha wygrała.

~ Płochliwy -
Tutaj też nie mam żadnych wątpliwości, że to słowo zupełnie do niego nie pasuje. Rhysand był pewny siebie, przebojowy,  ironiczny i nie łatwo było go przestraszyć  :D

~ Delikatny + 
Tak, pozory mylą. Bo jak się patrzy na Rhysanda, jako bezwzględnego księcia Dworu Nocy to ni w ząb nie widać tej delikatniści, ale ja zapewniam Was, że ona w nim jest. Ale trzeba  zajrzeć w głębię jego duszy, żeby ją odnaleźć. A do tego trzeba przeczytać drugi tom, do którego lektury bardzo zachęcam, bo jest cudowny <3



PISANKA WIKTORII z Trylogii o Wiktorii Biankowskiej 
Fioletowa pisaneczka. Dlaczego taki kolor? Nie wiem, po prostu jakoś tak pasuje mi do tej dziewczyny . I nie mam pojęcia dlaczego dałam tutaj te gwiazdki, znaczki cokolwiek to jest xD spodobały mi się po prostu. Pragnę również nadmienić, że fioletowy/liliowy to mój ulubiony kolor, więc bardzo mi się osobiście ta pisanka podoba. 

Zdobią ją następujęce słowa:

~ Drapieżna + 
No w końcu Wiki była diablicą (i niedoszłą anielicą, ale pomińmy), a diablice raczej powinny być drapieżne :D Po za tym jak ją wkurzysz  to radzę uciekać!

~ Zmęczona -
Nie sądzę aby Wiktoria była zmęczona, bo jak pamiętam to tryskała energią! No chyba, że męczyła ją obecność Piotrusia - wtedy zrozumiem xD

~ Piekielna +
Jak zobaczyłam to słowo to pomyślałam  - tak, doskonale, że je wylosowałam, bo ono do Wiktorii pasuje idealnie i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego?

~ Znerwicowana +
Nie wiedziałam czy dać tutaj plus czy minus. Bo z jednej strony kojarzy mi się to z takim "chorym znerwicowaniem" czyli, że ktoś się mega dziwnie zachowuje bo jest tak czymś zdenerwowany,  ale z drugiej strony jest to słowo charakteryzujące kobietę-wieczny-okres, a Wiki troszkę z takiej miała xD Koniec końców dałam plus!

~ Przeurocza + 
Mimo tej całej piekielnej obstawki Wiki czasami była taka słodka i niewinna i tak jakoś to mi do niej pasuje :D
  



  

PISANKA CALAENY ze Szklanego tronu
Ta oto pisanka jest udekorowana diamentami, bo kojarzą mi się z doskonałością i precyzją, a taka właśnie była Calaena. Walczyła idealnie! A niebieski dlatego, bo kojarzy mi się z takim spokojem, ale też z niezależnością, co również było cechami tej panienki :D

A słowa, które tutaj wylosowałam to:
~ Doskonała +
Już wspominałam o tym, że Calaena doskonała w swojej walce, wszystko chciała zrobić idealnie i nie znosiła niepowodzeń. Dlatego tutaj nie miałam żadnych wątpliwości.

~ Spięta -
Nie sądzę. To znaczy każdy jest czasami zestresowany czy coś, ale ona często była taka na luzie, ironiczna itd.

~ Nieszczera +
Tu niewiedziałam. Bo nieszczera może oznaczać, że nie mówiła prawdy, co troszkę się zgadza przy tajemnicach z korytarzykiem, ale może też oznaczać bardziej negatywną cechę, że po prostu kłamała w żywe oczy. Ale myślę, że zaznaczę tutaj plusa, bo jakoś mi tak nie pasuje do niej szczerość xD

~ Przerażona -
No raczej nie xD Odwaga, pewność siebie, nie odczuwanie strachu to cechy Calaeny, a nie jakieś tam przerażenie!

~ Zaintersowana +
W tym wypadku się zgadzam, dlatego że zabójczyni była bardzo ciekawska, i jeżeli chodzi o tajemnice ze Znakami Wyrda, z Nehemią, z Chaolem... Zawsze chciała o wszystkim wiedzieć!



PISANKA HALTA

A tym razem na pisance znalazły się takie wyrazy:
~ Dobry +
No pewnie, że tak! Halt był taki prostoduszny, bezinteresowny, wyrozumiały i kochany :D No może czasami nie, często przy szkoleniu Willa trochę odwrotne cechy się u niego przejawiały, ale ostatecznie na 100% był dobrym człowiekiem!

~ Pewny +
Zdecydowanie Halt był pewny tego co robi, pewny, że to co robi jest słuszne i pewny, że robi to dobrze. Ogólnie szkolenie zwiadowcze wymagało tego, żeby zwiadowca był pewien, że nikt go nie widzi i, że strzała trafi w cel. Pewność to jedna z cech zwiadowców po prostu :)


~ Zdeterminowany + 
  Oczywiście! Do każdego działania Halt był zdeterminowany, był gotów poświęcić wszystko na jakiś ważny cel. Zawsze był przygotowany do działania i do ustalania akcji. 

~ Bezmyślny - 
To chyba jakaś pomyłka xD Przed chwilą mówię, że Halt był pewien, że wszystko robi dobrze i jest zdeterminowany do działania, a zaraz, że nie myśli? No chyba coś tu się nie zgadza xD

~ Silny +
Może w otwartej walce by Horace'a nie pokonał, a zresztą po co miałby z nim walczyć skoro są przyjaciółmi? No właśnie, złe porównanie. No to może... W otwartej walce pewnie nie pokonałby Morgaratha (no, teraz trafiłam xD), ale zdecydowanie jest silny, i psychicznie, i fizycznie :D


Nominuję:
I każdego kto tylko ma na to ochotę :D

I jak się Wam podoba? Ktora pisanka wyszła najlepiej?


piątek, 14 kwietnia 2017

Rozmyślanki #12: Jakie książki czytałam w dzieciństwie? Od jakich historii zaczęła się moja przygoda z czytaniem?

Pragnę Was powiadomić, że to 300-setny post na moim blogu. Wow, jestem z siebie dumna, że tyle tego dla Was naskrobałam :D


Dzisiaj przedstawię Wam książki, które czytałam i uwielbiałam jak byłam mała :D Będzie to taki luźniejszy post, ale myślę, że niektórych zaciekawi! Z góry przepraszam za mega słabą jakość zdjęć, ale nie jestem jakąś ekspertką i nie mam profesjonalnego sprzętu itd. Trochę je przyciemniłam i wyostrzyłam i myślę, że wyglądają znośnie :D






 Jako pierwszą mam dla Was zdecydowanie moją wielką miłość dzieciństwa - Ania z Zielonego Wzgórza. Za sobą mam już wszystkie części Ani, ale tylko pierwszą, najpopularniejszą, bo to szkolna lektura, mam w domu. Dostałam ją za pomoc pani bibliotekarce szkolnej :D Ania to taka radosna, żywiołowa dziewczynka i po prostu uwielbiam ją! Aż mi się zachciało wrócić do tej serii... 

Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami też była niesamowita! Czytałam to kilka razy i zawsze podobało mi się tak samo! Z tego co pamiętam opowiada o dziewczynce, która przeprowadza się do jakiejś nieznanej ciotki, która prowadzi cukiernię. Bohaterka na początku jest negatywnie nastawiona, ale potem wszystko się zmienia. Dostaje rolę w przedstawieniu teatralnym. Koniec końców zaczyna uwielbiać swoją ciotkę i całą cukiernię. No, wiele nie pamiętam, ale jedno weszło mi w pamięć - były tam przepisy na różne słodkie potrawy i kilka z nich wykorzystałam :)

 Księga dżungli to książka, którą chyba wszyscy znają. Pamiętam, że bardzo mi się podobała o też czytałam ją z kilka razy. W sumie to nie mam pojęcia skąd wzięła się u mnie w domu, pewnie byłam za mała, żeby to pamiętać :D

Astrid Lindgren Dzieciom to taki zbiór różnych opowiadań dla dzieci. Jak mogliście skojarzyć Astrid Lindgren to autorka Dzieci z Bullerbyn, które też uwielbiałam i dlatego dostałam też tą książeczkę.  Historyjki  w niej zawarte są  świetne, ale w pamięć zapadła mi jedna, taka trochę straszna i smutna, dlatego takie wrażliwe dziecko jak ja się popłakało. Nie pamiętam do końca o czym było, ale do tej pory mam taki strach przed pożarami, bo tam chyba jakieś dziecko zginęło w pożarze czy coś... Więc jak macie wrażliwe dzieciaki to może wstrzymajcie się z tą pozycją, albo pomińcie po prostu to opowiadanie. 



 Piątka z Zakątka! Jakie to wspomnienia! Pamiętam, że dostałam te króciutkie, ale jakie zabawne książeczki, pod choinkę. To są naprawdę świetne przygody piątki przyjaciół, które małe dzieci będą czytać z zapartym tchem!

 Kojarzycie taką serię Zaopiekuj się mną? Figa tęskni za domem to jedna z książeczek z tej serii, ale reszta wybyła już z mojego domu do młodszej kuzynki. Pieski, kotki, słodkie zwierzaczki to coś, co kochają małe dziewczynki, a ta seria nie tylko bawi, ale i uczy jak powinno się obchodzić ze zwierzętami. 

Kolejna książeczka o zwierzętach - Celinka i koty. No ja mała uwielbiałam koty i naprawdę kochałam tą książeczkę. Ale teraz zupełnie nie pamiętam o czym była... :D


 Zosia z ulicy Kociej. Jejku jak ja to uwielbiałam! Ta Zosia to był mój taki autorytet, ja chciałam robić wszystko tak jak ona i ją naśladować. Naprawdę świetne przygody, polecam dla takich małych dziewczynek! 
Magiczne Drzewo za to, czytam nadal. Bo to są książki dla dzieciaków, ale ja mam do nich taki sentyment, że mimo wszystko dalej mogłabym je czytać i czytać. Zawsze dostawałam na święta nową książkę tego cyklu i najpierw czytałam wszystkie od początku, tyle że już razem z tą nową. Potem zrobiło się ich już trochę za dużo i nie czytałam całego cyklu od początku, ale i tak go uwielbiam! 






To były moje książki z dzieciństwa. Takie ulubione, bo  oczywiście dużo ich czytałam. A wy, jako dzieci czytaliście coś z tych pozycji? A może czytacie swoim dzieciom? Lub sami, tak dla przyjemności by sobie przypomnieć chwile dzieciństwa? 

środa, 12 kwietnia 2017

Prawdodziejka - Susan Dennard






Dzisiaj mam dla Was książkę, której trochę się bałam. Bo z jednej strony chciałam ją przeczytać, a z drugiej trochę obawiałam się, że mnie zawiedzie. Dlatego nie nastawiałam się jakoś na szczególnie wybitną historię, ale na coś przeciętnego. A co dostałam?


"Safi nienawidziła mew - zawsze musiały narobić jej na głowę."



Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Susan Dennard
Tłumaczenie: Regina Kołek, Maciej Pawlak
Seria: Czaroziemie
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 384
Poprzednia część: -
Następna część: Wiatrodziej

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Została wydana w 2016 roku
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,9 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Safiya i Iseult są więziosiostrami. Safi to prawdodziejka, umie wyczuć prawdę i kłamstwo. Jest to niezwykle rzadka umiejętność, więc dziewczyna musi pozostać w ukryciu, żeby tego nie odkryto i nie wykorzystano w walce miedzy imperiami. Iseult to więziodziejka. Widzi więzi innych, które pokazują uczucia, ale też różni się trochę od innych czarodziejek z tą umiejętnością. Jej moc pozostaje zagadką dla wszystkich i dla niej samej. Dziewczyny po raz kolejny wpadają w kłopoty, z których może wyciągnać je tylko książę Nebrevny, Merik. Ale są ścigane przez krwiodzieja, więc nie będzie to takie proste.


"- Jesteś skuta.

- Wkurzyłam pana admirała.

- Nie wątpię."



Mam wielką nadzieję, że napisałam to bez spoilerów, a jednocześnie ciekawie. Bo cała fabuła tej książki, jest naprawdę świetna! Akcja jest już od pierwszych stron, nie ma takiego powolnego początku, ale zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń. Na początku trochę trudno było mi się oswoić z tymi wszystkimi nazwami: więziodziej, wiatrodziej, krwiodziej (co do tego, to te nazwy są takie kiczowate... xD), Kamienie więzi, te wszystkie imperia, miejsca itd. Autorka mogła to wszystko wyjaśnić wcześniej, a nie ja przez kilka pierwszych rozdziałów się główkowałam, przez co trochę trudniej było mi się wbić w fabułę. Ale koniec końców, jak już powoli zaczynałam ogarniać kto jest kim i o co tu chodzi to ze strony na stronę podobało mi się coraz bardziej. Nie jest to jakaś oryginalna i nieprzewidywalna fabuła, ale część wydarzeń naprawdę mnie zaskoczyła. Mam nadzieję, że drugi tom odpowie na nurtujące mnie pytania. Mam jednak pewną uwagę - autorka mogla bardziej przyłożyć się do świata przedstawionego, bo to był trochę niedopracowane.

Co do bohaterów Safi od razu skradła moją sympatię. Taka żywiołowa, energiczna, spontaniczna, jest świetna! Iseult polubiłam tak w połowie książki. Na początku moj stosunek do niej był obojętny, a potem dopiero zobaczyłam, że ona też jest dość ważna dla całej akcji. Merik to dla mnie zagadka. Bo z jednej strony pokochałam go w momentach i rozmowach z Safi (<3 Kocham ten wątek miłosny, z  nienawiści do miłości), ale z drugiej strony nie przekonał mnie wizerunkiem Pana Idealnego Kapitana i Księcia walczącego o swój lud. Krwiodziej, Aeduan (? Nie jestem pewna czy dibrze zapisałam jego imię) bardzo mnie intryguje, chciałabym dowiedzieć się o nim więcej! Z innych bohaterów, polubiłam ciotkę Merika.


" - Jedz domno... O, chwileczkę! Byłbym zapomniał. - wyjął łyżkę z kieszeni płaszcza.- Pełen serwis, co? Wiesz, ilu ludzi na górze zabiłoby za łyżkę?

- A wiesz - wypaliła - ilu ludzi mogłabym zabić łyżką?"
  

Bardzo podobał mi się wątek więziosióstr - Safi i Iseult. Było widać, że dziewczyny się kochają jak rodzina i zrobiłyby dla siebie wszystko. Uwielbiam takie rodzinne wątki... Jednak co do więziobraci - Merika i Kullena (o ile dobrze pamiętam jego imię) to nie było to już takie przekonujące. Jakoś wydawało mi się nieco sztuczne, ale może autorka uznała, że nie jest to aż takie ważne, żeby specjalniej to rozwijać.

Styl autorki jest lekki, taki dość młodzieżowy. Całą książkę czyta się błyskawicznie, pewnie przez ogromną ilość akcji. Co najważniejsze jest humor - i to nie za dużo nie za mało. Jak widzicie mam trochę więcej cytatów niż zwykle, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie wstawić :D



" - A która lwica przyzna się, że gryzie?

- Proszę, proszę - mruknęła, posyłając mu najbardziej koci ze swoich uśmieszków. -Więc jednak ma poczucie humoru.

- Proszę, proszę - zaripostował. - Próbuje odwrócić kota ogonem."
  

Na zakończenie powiem, że po prostu mnie zaczarowała i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. (Premiera chyba w maju, więc niedługo  :D). Autorka nie podjęła się łatwego zadania, ale mimo tego wyszło jej świetnie!

Ocena: 8/10



"- Gdzie jest twój magiczny wicher, kiedy jest potrzebny?

- Musiałem zostawić go na okręcie! – Napiął mięśnie brzucha i zbliżył swoją twarz do jej. – Zaraz obok cierpliwości do twojego nieustannego skrzeczenia!"


  





niedziela, 9 kwietnia 2017

Wiosenny TAG książkowy



Do tego tagu nominowała mnie KittyAilla. Jak jeszcze jej nie znacie to szybko wpadajcie na jej bloga! Kalendarzowa wiosna zaczęła się już 21 marca, ale dopiero teraz znalazłam czas by odpowiedzieć na tą nominację. Wiosna to moja ulubiona pora roku i jestem przeszczęśliwa, że już się zaczęła <3

Wszystkie obrazki (razem z bannerem) pochodzą z Google Grafika


1. Bocian, czyli książka, do której co roku wracasz.
Co roku dostaję na święta nową książkę Andrzeja Maleszki, z serii Magiczne Drzewo i może nie wracam co roku do całej serii ale do pojedynczych części na pewno.



2. Przebiśnieg, czyli pierwsza książka, którą przeczytałaś tej wiosny.
Tej wiosny przeczytałam dopiero jedną książkę a była to Bitwa na wrzosowiskach Johna Flanagana!
  
  
  
  
  3. Marzanna, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła.
Patrzę na książki przeczytane od początku roku i z radością stwierdzam, że takiej nie ma :D Dlatego dam tu coś dawnego - Królestwo łabędzi za czas, który poświęciłam dla tej książki, a kompletnie go zmarnowałam.

    
  
  4. Motyl, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś.
Bezkonkurencyjnie - Justyna Drzewiecka oczarowała mnie swoimi Niepowszednimi!



  5. Krokus, czyli piękna i wyjątkowa książka.
O dużo jest takich xD Ale stwierdziłam, że dam tutaj klasykę - Opowieści z Narni jest i piękna, i wyjątkowa, i jedna z moich ulubionych!




  6. Zawilec, czyli książka, którą spotykasz wszędzie.
Ostatnio wszędzie spotykam Dwór cierni i róż. Recenzje tej książki są praktycznie wszędzie! Ale w sumie się nie dziwię, bo to świetna książka!



  


  7. Cudowne skowronki, czyli osoby, które nominuję do wykonania tagu!
Nominuję wszystkich, którzy kochają wiosnę <3

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zwiadowcy. Wczesne lata #2: Bitwa na wrzosowiskach - John Flanagan





Zwiadowcy to jedna z moich ulubionych serii i jestem pewna, że już na zawsze będę ją pamiętać jako jedną z tych najlepszych. Po książki Flanagana mogę sięgać już w ciemno - wiem, że mi się spodobają. Dzisiaj dość krótka recenzja, ale po prostu nie chcę Was zapachać samymi ochami i achami. Tak naprawdę nie ma wad, po prostu jest świetna <3



Tytuł: Bitwa na wrzosowiskach
Autor: John Flanagan
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
Seria: Zwiadowcy. Wczesne lata
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 397
Poprzednia część: Turniej w Gorlanie
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Nieczytana książka ulubionego autora
Abc czytania: Wariant I: B
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Ukryty w górach deszczu i nocy Morgarath werbuje armię niedźwiedziowatych istot, wargali aby ruszyć na osłabioną armię Duncana. Halt podejmuje się trudnej misji - wyrusza w nieznane terany by zbadać plany wroga. A król Duncan, razem ze zwiadowcą Crowleyem muszą wymyślić plan na zgładzenie Morgaratha. Czy uda im się pozbyć zbuntowanego barona?



"- Jeśli nadal chcesz zostać zwiadowcą, zgłoś się do nas za klika lat.

- Tak zrobię, Halcie - odpowiedział (Gilan).
- Wstawię się z tobą - obiecał. - Mam pewne wpływy u dowócy korpusu.
Crowley z zaskoczeniem uniósł brwi.
- Naprawdę? Pierwsze słyszę.
Halt klepnął go w plecy.
- Zawsze o wszystkim dowiadujesz się ostatni - odparł."



Flanagan ma głowę pełną niesamowitych pomysłów, które tylko czekają by przelać je na kartki papieru. Tak samo było z tą pozycją. Wiecie, że ja uwielbiam te takie średniowieczne klimaty: zamki, rycerzy, bitwy itd. Autor naprawdę wymyślił taki świat, że normalnie nie da się robić nic innego jak tylko podziwiać! Ogólnie jestem ciekawa, czy od początku myślał nad tym, żeby zrobić takie Wczesne lata, czy dopiero przyszedł mu ten pomysł po skończeniu głównego cyklu. W tej książce poznajemy młodego Gilana. Bardzo miło było mi czytać o nim, takim roztrzepanym dzieciaczku, podczas gdy ja znam go już jako dorosłego zwiadowcę. Zakończenie tej książki jest takie słodkie... Ale nie chodzi mi, że takie cukierkowe, tylko takie, że mimowolnie się uśmiechasz :)

Nie wiem czy jestem w stanie napisać coś więcej o bohaterach. Wszyscy mi są już dobrze znani, ale to jest naprawdę super pomysł, że mogłam czytać o ich młodości. Dialogi Halta i Crowleya - mistrzostwo! Ogólnie wiecie, że ja uwielbiam Halta <3 Crowleya zresztą też, ale rozumiecie. Halt to Halt! Gilan też jest świetny... Może już przestanę, bo zaraz naprawdę uśniecie mi od tego nadmiaru ochów i achów!



"Nie możemy oczekiwać zwycięstwa w każdej bitwie [...]

Wystarczy, że zwyciężymy w ostatniej."



Styl Flanagana jest taki jak zwykle - cudowny! Tego już po prostu nie da się zmienić! Ja po prostu kocham jego styl! I wszechobecny humor zawarty na kartkach jego powieści! Normalnie cudo <3

Kończymy, bo już więcej nie mam do powiedzenia. Mam tylko jeden zarzut - Panie Johnie, pisze Pan za wolno te swoje książki! Ja chcę więcej!

Ocena: 10/10

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Fit książkoholik, czyli jakie sporty uprawia Magic Wizard?


Wiosna już między nami! Jak tam u Was? Słoneczko świeci? Zaczynacie powoli wychodzić na dwór w wolnym czasie? Jak tak to super, bo dzisiejszy post będzie dotyczył głównie aktywnego spędzania czasu wiosną. Post powstał z inicjatywy KittyAilli i Justyśki, na których blogi serdecznie zapraszam :D Chciałyśmy przede wszystkim pokazać Wam wszystkim, że nie siedzimy tylko w książkach ale również trochę się ruszamy! Jesteści ciekawi jak u mnie z aktywnością fizyczną? Czytajcie dalej! Od razu zaznaczam, że aktualnie nie mogę niestety uprawiać żadnych sportów ze względu na kontuzję kolana, ale mimo wszystko mam trochę do powiedzenia w tej kwestii :D

Przede wszystkim kiedy robi się ciepło i słonecznie od razu chce się wyjść na dwór, pobiegać czy pospacerować. Kiedy tylko widzę, że wiosna już puka do moich drzwi, wyjmuję z garażu i w zupełności przerzucam się na rower. Do szkoły - na rowerze, do sklepu - na rowerze, na zajęcia dodatkowe - na rowerze :) No chyba, że pada deszcz, ale uznajmy, że nie pada xD Dlaczego to robię? Przede wszystkim dlatego, że szybciej. Bo do szkoły na piechotę mam 15 min, rowerem 5 min. Dlatego jak człowiek 10 minutek zaśpi to nie ma tragedii :D Krótko ujmując, jeżeli macie problem ze wstawaniem na czas, a idzie wiosna, to rower jest dla Was idealną opcją. A jeżeli nie do szkoły, bo np. macie tak daleko, że jeździcie autobusem, pociągiem czy innym tramwajem, to mam dla Was jeszcze inne argumenty! Po drugie - przyjemność. Kto nie lubi poczuć tego wiatru we włosach? Ja uwielbiam! Szczególnie, że przy moim domu jest las, przy którym jest mało uczęszczana ścieżka rowerowa i tam można sobie jeździć tak szybko jak chcecie! Tylko proszę, nie przesadzajcie z tą szybkością xD Do tego kocham wycieczki rowerowe do lasu czy na jakieś dłuższe dystanse. Kiedyś byłam na takim rajdzie rowerowym z różnymi zagadkami itd. i zajęłam razem z tatą chyba 3 miejsce, a było dużo uczestników. I tym samym przechodzimy do zdrowia i sylwetki. Wiecie jak na tym rajdzie mnie bolały uda? Ale o to właśnie chodzi - żeby połączyć przyjemne z użytecznym. Po za tym rower też pozytywnie wpływa na nasze zdrowie. Podsumowując naprawdę warto na wiosnę przerzucić się z samochodu na rower. I korzystniejsze dla środowiska! 

Teraz chciałabym przedstawić Wam propozycję dla totalnych laików w tym temacie. A mianowicie spacery! Kto nie lubi spacerować z rodziną i z pieskiem do lasu, parku czy na lody? Jeżeli chodzi o mnie, to psa może nie mam, ale spacery uwielbiam! Tak jak rower pomaga mi dać upust mojej energii, tak spacery mnie uspokajają i zawsze robi mi się tak miło i przyjemnie. Można pooddychać świeżym powietrzem, zregenerować się i wybrać w jakieś urokliwe miejsce. To naprawdę miła alternatrywa do ciągłego pośpiechu i stresu. 

Jeżeli chodzi o mnie, to ja nie biegam bo jakoś tego nie lubię. Z innych takich wiosennych sportów to czasami tam pójdę na rolki czy coś takiego ale teraz chciałabym opowiedzieć o sporcie, który nie jest może do końca wiosenny, bo i w zimię można go uprawiać, ale... Chętnie go w tym poście zawrę. Przedstawiam Wam pływanie! Uwielbiam pływać czy to właśnie na basenie, w morzu czy w jeziorze. Nie tylko zapewnia nam smukłą sywetkę, ale też zrowy kręgosłup i przyjemność. Naprawdę polecam i osobiście staram się zacząć chodzić na basen jakoś bardziej regularnie i myślę, że wiosna może być do tego idealna, nie tylko dla mnie, ale i dla Was!

Podsumowując warto by to wszystko zebrać jakoś do kupy. Wszystkie sporty, niezależnie jakie warto uprawiać chociażby dla zdrowia i płaskiego brzucha na lato, ale mogą one sprawiać nam także przyjemność i musimy o tym pamiętać jak wybieramy aktywność fizyczną dla siebie. Bo jak coś nie będzie dla nas przyjemne, szybko stracimy motywację. A przecież warto czasami oderwać nos od książki i trochę się wyżyć! Mam nadzieję, że mój post do kogoś przemówił i zaraz wsiądziecie na rower i pojedziecie na basen a potem pójdziecie na spacer do lasu!