Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

piątek, 30 grudnia 2016

Maraton czytelniczy - Dzień 5 - Podsumowanie



Małe kłamstewko, bo post jest ustawiony na 30, a jak to piszę jest już po północy, ale spóźniłam się zaledwie 20 minut, więc chyba nie jest tak źle. No cóż... Przed chwilą skończyłam Ja, potępioną. Kocham tą trylogię, kocham książki p. Miszczuk a przede wszystkim kocham Beletha <3 Jeju, dlaczego ja nie mam takiego Beletha w prawdziwym życiu... Dotyku Julii nawet nie zaczęłam. Stwierdziłam, że książkę o Wiktorii przeczytam dzisiaj na pewno, bo wiadomo, że ta książka jest mega, a z Dotykiem nie wiadomo jak będzie i w końcu nie zakończę tego maratonu wynikiem 4/5, ale 3/5, a wcale tego nie chciałam. 

Także uzyskałam wynik 4/5 :D Ogólnie to jestem z siebie dumna, bo w ostatnich dniach miałam sporo różnych rzeczy na głowie. Wiadomo mogłam przeczytać wszystkie książki, to byłby w ogóle wyczyn, ale i tak raczej dużo przeczytałam :) Wiecie jaką motywacją jest maraton? Zapewne gdyby nie on, to nie ruszyłabym w ogóle książek, a tak w czasie 5 dni przeczytałam aż 4 :) Dla wielu ludzi to jest pewnie niepojęte :D 

A jak tam u was poszło z czytaniem?


czwartek, 29 grudnia 2016

Świąteczny Maraton Czytelniczy - Dzień 4



Ufff, zdążyłam przed pólnocą :D Ale tak naprawdę to nawaliłam. Ale... od poczatku.

Wczoraj wieczorem pisałam wam, że nie skończyłam jeszcze Szklanego miecza i będę go kończyła przed snem. Niestety trochę się przeliczyłam :( Mało spałam, więc o 11 już po prostu odpłynęłam. Byłam taka wykończona, że nawet rąbnęłam się w matmie. Chodzi o to, że kiedy pisałam notkę byłam ok. 150 strony w Szklanym mieczu. Książka w ebooku ma ogólnie 350 stron. A mądra ja, stwierdziła, że mam jeszcze tylko 100 stron do końca, a nie 200. Więc wieczorem, kiedy już nie byłam w stanie czytać, bo usypiałam (nie dlatego, że książka była nudna, bo była genialna <3) stwierdziłam, że te nawet nie 100 stron, bo jeszcze jakieś 20 przeczytałam, skończę sobie rano, a potem zabiorę się za Dotyk Julii. Rano, już wyspana obudziłam się i gdy trzeźwo popatrzyłam na liczbę stron, dopiero do mnie dotarło, jaka byłam głupia. I przez to w ogóle mi się odechciało czytać. Dlatego zajęłam się czym innym, potem pojechałam na rehabilitację na kolano, a jak wróciłam do domu zaczęłam czytać do końca Szklany miecz i właśnie przed chwilą skończyłam. Niestety Dotyku Julii nie udało mi się przeczytać, ale na pewno zrobię to jutro. Mam nadzieję, że będzie się to szybko czytało i uda mi się również przeczytać Ja, potępioną (chociaż wątpię :/) bo mimo wszystko chciałabym zakończyć ten maraton sukcesem. Ale nawet jak zaliczę 4/5 to będę zadowolona.
Jeszcze słówko o Szklanym mieczu - jest po prostu genialny. O wiele lepszy od pierwszej części, końcówka mnie po prostu... zamurowała.


środa, 28 grudnia 2016

Świąteczny Maraton Czytelniczy - Dzień 3



"Szklany miecz" mniej więcej po 100 stronach mnie bardzo wciągnął :) Jeszcze nie skończyłam ale zaraz to zrobię, raczej przed północą zdążę :D Jutro"Dotyk Julii". Nie mogę się doczekać bo czekałam na przeczytanie tej książki! Mam nadzieję, że będzie to udana lektura :) A wam jak idzie w maratonie?


wtorek, 27 grudnia 2016

Świąteczny maraton czytelniczy - dzień 2



Jak wam idzie? No mi całkiem nieźle :) Skończyłam przed chwilą Inwazję A. Maleszki, ale rano przeczytałam przez pomyłkę 50-60 stron Szklanego miecza bo coś mi się ubzdurało, że to właśnie
mam dzisiaj przeczytać xD Także z dzisiejszego dnia jestem bardzo zadowolona. Tak jak też pisałam wczoraj wieczorkiem udalo mi się przeczytać do końca Podarunek, który jednak coś w sobie świątecznego miał, a akcja działa się przed świętami, w trakcie przygotowań, więc chyba mi się to raczej zalicza, skoro wyzwanie brzmiało "akcja w czasie świąt". Ale muszę przyznać, że ta książka pana Evansa, tak jak czytany podczas maratonu rok temu - Najcenniejszy dar, również bardzo mi się podobała i skłoniła mnie do refleksji. Z reguły po takie książki nie sięgam, ale te autorstwa tego pana to wyjątek. Bardzo podoba mi się jego styl i to, o czym pisze, bo często porusza trudne tematy. W przypadku Podarunku jest to nieuleczalna choroba.    Co do Inwazji to również, mimo, że jest to książka dla dzieci podobała mi się, chociaż wszystko wiedziałam o wiele szybciej niż bohaterowie. Jutro będę musiała skończyć zaczęty już Szklany miecz, ale nie wiem czy mi sie uda bo jakoś początek nie zachęcił mnie do dalszego czytania. Ale pamiętam, że przy Czerwonej królowie też tak było, więc nie skreślam tej pozycji. Ale no dobra, koniec mojego gadulstwa. Do napisania!





poniedziałek, 26 grudnia 2016

Świąteczny maraton czytelniczy - dzień 1


Dzisiaj nie miałam za bardzo czasu na czytanie, bo drugi dzień świąt spędzałam na obiedzie z rodziną, ale przeczytałam chyba ze 150 stron Podarunku i jeszcze przed snem będę czytać, więc raczej skończę. Tylko muszę powiedzieć, że na razie, mimo opisu, to nijak ma się do świąt niestety. Ale ogólnie na razie mi się podoba :) Jutro zaczynam rehabilitację na kolano (jak ktoś pamięta to miałam je skręcone, już jest dobrze ale miejsca na rehabilitację były dopiero po świętach, a chciałabym w ferie pojechać na narty, więc muszę ćwiczyć) ale myślę, że uda mi się przeczytać Magiczne Drzewo bo książki z tej serii czyta się w ekspresowym tempie.



sobota, 24 grudnia 2016

Drużyna Świętego Mikołaja Book Tag by Magic Wizard

Dzisiaj jest Wigilia. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam święta Bożego Narodzenia. Kocham przygotowania i całą tą atmosferę. Dlatego chciałabym życzyć Wam wspaniałych, pięknych, błogosławionych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Życzę Wam, abyście znaleźli chwilę na spędzenie tego czasu z bliskimi. Chociaż raz w roku, chyba możemy sie oderwać od książek, no nie? Oczywiście mam nadzieję, że znajdziecie swoje wymarzone prezenty pod choinką, ale pamiętajcie - to nie jest w tych świętach najważniejsze!



A teraz zapraszam na małą niespodziankę!

Nadszedł ten dzień, kiedy zrobiłam autorski tag! Jestem z siebie dumna. Nie jest jakiś bardzo długi i zajmujący, ale no wiecie to mój pierwszy raz :D 
Zasady są chyba proste. Chodzi o to, że wybieramy 6 książek i przypasowujemy je poprzez losowanie do danej kategorii. (Można napisać kategorie i tytuły na karteczkach i losować, ale ja zrobiłam to tak, że każdej książce przyposałam numerek i wylosowałam te numerki, a kolejność kategorii była niezmienna). Potem otwieramy na losowej stronie i pierwsze imię które zobaczymy zostaje przypisane do postaci z kategorii. A nam pozostało już tylko ocenić czy ta osoba by się w tej roli sprawdziła! Pewnie coś nie do końca wytłumaczyłam, ale mam nadzieję, że w miarę rozumiecie. A teraz zobaczcie jak to wygląda u mnie!



Święty Mikołaj 
Czerwień rubinu K. Gier - Pan George

Powiem szczerze, nie tego się spodziewałam :D Ja tak szczerze, za bardzo tych wszystkich ludzi zamieszanych w ten krąg nie rozróżniam, bo autorka jakoś nie bardzo ich wykreowała, ale nie wyobrażam sobie Pana Georga jako Świętego Mikołaja...



Renifer
Zwiadowcy J. Flanagan - Will

Wbrew pozorom, w tej kategorii może być też człowiek :D A Will zdecydowanie nadaje się na renifera. Umiejętność ukrycia się, rozpoznania w terenie i wyciągania właściwych wniosków to
najlepsze cechy, jakie może sobie wymarzyć renifer!



Pomocnik św. Mikołaja
Smocza krew. Wybraniec M. Marków - Velwel

Hahaha, przy Velwelu ten Mikołaj to by się szybciej zmęczył niż odpoczął, ale Velwel w swoim sposobie bycia ma coś takiego, co zdecydowanie tutaj pasuje. Jeżeli byłby tak oddany Mikołajowi, jak był oddany Drasanowi to zdecydowanie byłby wspaniałym pomocnikiem, podnoszącym na duchu i wprawiającym wszystkich w dobry humor.



Bałwan
Ja, anielica K. Miszczuk - Azazel

Nie no, nie mogę. No tego się nie spodziewałam, po Azazelu, chociaż z nim to nigdy nic nie wiadomo. Jak nie podbój świata, to bałwan. Wspaniałe rozwiązanie :D Ciekawe co by Kleopatra powiedziała...


Królowa śniegu
Miasto szkła C. Clare - Clary

Jakoś mi tutaj Clary pasuje, w sumie nie wiem dlaczego bo niby ona taka nieogarnięta często, ale jak trzeba to umiała się wykazać zimną krwią. Ale myślę, że by się nadawała. A śniegowym królem byłby Jace <33333 Jeju, ja nawet o nim mówię, jak w tagu nc o nim nie ma, ale trudno :D



Elf
Legenda. Rebeliant M. Lu - Day

Day był sprytny, zwinny i pracowity, ale jakoś nie wyobrażam go sobie w stroju elfa. Myślę, że dobrze by się sprawdził w tej roli :)



Nominacje
 http://houseofreaders.blogspot.com
http://biblioteczkaciekawychksiazek.blogspot.com
http://coraciemnosci.blogspot.com
https://strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com
https://fan-of-books.blogspot.com

czwartek, 22 grudnia 2016

Przygotowania do świąt Book TAG + mój TBR na maraton

Zbliżają się święta! Już od dłuższego czasu się zbliżają, a ja chyba jeszcze nie zrobiłam na blogu takiego świątecznego posta, ale już nadrabiam zaległości i przychodzę do was ze świątecznym tagiem oraz  moim TBR na maraton (26-30 grudnia).
 Po za tym usuwam ten beznadziejny harmonogram, bo nie wyrabiam się z tym wszystkim. Nie czytam praktycznie książek, może kilka stron dziennie i nie mam już siły na pisanie postów, a już tym bardziej do odwiedzania waszych blogów. Blog nieco ucierpiał niestety :( Ale obiecuję poprawę. Powiem wam, że będzie bardzo świątecznie i już do końca roku nie będzie recenzji (nie ma książek, nie ma recenzji :/) ale nudzić się nie będziecie, bo maraton i jeszcze dwa tagi świąteczne mam do zrobienia, a może przyjdzie więcej ;) Ale dobra, koniec mojego gadulstwa, zapraszam na post!

 Trochę długi tag, ale damy radę :)


 Jak byłam mała to robiłam koślawymi literami i z błędami napis BORZE NARODZEŃE (jeju, jak to fatalnie wygląda XD) i go wieszałam nad moim regałem z książkami (teraz tytuły się nieco zmieniły), ale teraz jedynie stawiam takiego mikołajka w kuli, w której się sypią płatki śniegu, więc nie ma co oglądać za bardzo.

1. Książki
2. Rysowanie/malowanie
3. Bloga
4. Święta
5. Spanie
6. Herbatę

 Ja kocham grubaśne książki <3 Jak nie są nudne są przyjemne :D

 Niestety nikt z moich bliskich nie czyta dużo książek, więc nikogo nimi nie obdaruję :/

 Musiałabym się zastanowić, ale stawiam na Wybrańca Magdaleny Marków :)

 Jeszcze nie skończyłam (ale już prawie), ale powiem o Magonii. Wkurza mnie styl autorki i opisy różnych zbędnych rzeczy (no ludzie tam na pół strony opis jarzeniówki XD), ale książka jest ogólnie w miarę spoko.

 Nie lubię zimy, ale kocham śnieg. Wiem, dwie sprzeczności ale uwielbiam patrzec na zaśnierzony las lub góry czy jeździć na nartach i łyżwach ale nie lubię gdy mi zimno, a to w zimie nieuniknione.

Jestem leniwa i mi się nie chce. Po za tym nie mam niestety własnych egzemplarzy moich ulubionych książek. Większość czytam z biblioteki.

 Ostatnio mało czytam z mojej domowej biblioteczki, niestety, ale pamiętam, że tak było z Zelaznym królem. Dostałam tą książkę kiedyś  i jakoś nie miałam na nią ochoty, ale w koću ją przecztałam i okazała się fajna :)
Śnieg (mam nadzieję, że jeszcze spadnie :/), choinka oraz prezenty :)

Chyba nie było takiej książki, która aż tak by mnie zmieniła.

Zdecydowanie kocham styl Johna Flanagana <3

Nie przypominam sobie :/

Nie wiem czy kiedyś taką czytałam...

Z dzieciństwa - Gdy śliczna panna, a aktualnie - Maleńka miłość  (piękna, musicie posłuchać)

Posprzątam, choinka już ubrana, pomogę mamie i babci w przygotowaniach potraw.

Zwiadowcy i HP <3

Nie wyczekuję premier bo ja i tak nigdy nie wiem kiedy co będzie, ale posty z innych blogów mnie w tym uświadamiają.

Pierogiiiiiiiiiiii <3

Znowu powiedziałbym o Zwiadowcach, bo Will miał świetnych przyjaciół, ale nie zrobię wam tego i wspomnę tutaj o wielkiej rodzinnej serii - Jeżycjadzie.

Nie potrafię wybrać jednej książki, a już na pewno jednego momentu.

Prawo Mojżesza. Na praktycznie wszystkich blogach to było, że aż nabrałam ochotę na przeczytanie tego, choć to nie mój typ literatury.

No oczywiście Kevin sam w domu :D

Jedyne co sobie przypominam to Pies, który jeździł koleją.

Wszystkich, którzy mają na to ochotę :D




A teraz zapraszam na mój TBR na maraton :)





Może się po okładce tak nie wydaje, ale po opisie sądzę, że jest to o Bożym Narodzeniu:
Natan Hurst, cierpiący na Syndrom Tourette’a pracownik działu ochrony sieci sklepów muzycznych, nienawidzi świąt Bożego Narodzenia. Choinka i prezenty od lat przypominają jedynie o tragicznych wydarzeniach, które zniszczyły mu dzieciństwo. Kolejną zbliżającą się Gwiazdkę spędziłby zapewne samotnie, gdyby nie zamieć śnieżna, odwołany przedświąteczny lot i przypadkowe spotkanie z młodą kobietą i jej dziećmi. Podarunek to również historia niezwykłego chłopca, który zmienił życie bliskich mu osób, pomagając im zrozumieć siebie i świat. To lektura pełna ciepła, zrozumienia i nadziei. 





Magiczne Drzewo to już tradycja, że kolejna część jest wydawana w okolicy listopada/grudnia, a ja dostaję ją pod choinkę (tym razem czekała na mnie pod poduszką w Mikołajki). Może jestem już za duża na tą serię, ale nie zmienia to faktu, że ją uwielbiam, bo to ona rozpoczęła moją czytelniczą przygodę i zawsze kojarzyła mi się z takimi rodzinnymi klimatami.





Tutaj padło na drugi tom "Czerwonej królowej". Zobaczymy co w tym tomie wymyśli główna bohaterka i powięm wam, że trochę się boję, że się rozczaruję, ale trzeba spróbować!





Nie wiem czy ta książka mrozi krew w żyłach, ale samo to, że ktoś może mieć dotyk, który zabija trochę mnie przeraża. Jestem bardzo ciekawa tej książki!






Myślę, że i Wiktoria i Beleth (<3) lubią dobrą zabawę, więc ta książka na pewno jest odpowiednia do tej sylwestrowej kategorii!





No i koniec. Myślę, że mam dość ambitne plany, bo książki są dość grube (jeju w co ja się pakuje). Mam nadzieję, że podołam wyzwaniu, ale jakoś zaczynam w to wątpić, biorąc od uwagę to, że ostatnio bardzo mało czytam :(
A wy bierzecie udział w tym maratonie? Zachęcam!

czwartek, 15 grudnia 2016

Rozmyślanki #8: Zakończenia

Wiem, że zgodnie z poprzednim harmonogramem (już zaaktualizowałam) miał być teraz inny post, Rozmyślanki miały być 14, a 12 Magonia, ale się nie wyrobiłam. (Myślalam, że do tego czasu już przeczytam Magonię, a recenzja będzie już dawno napisana, ale przeczytałam zaledwie pierwszy rozdział). Miałam nadzieję, że grudnień będzie owocnym miesiącem i będę już w takiej pełnej atmosferze świątecznej, ale niestety tempo w szkole nie zwalnia i na czytanie książek (a tym bardziej na pisanie postów i wasze blogi) nie mam czasu. Wiem, że to słaba wymówka, ale tylko taką posiadam :D Niech pan od historii będzie przeklęty, że robi nam sprawdzian w czwartek, ostatniego dnia szkoły przed świętami i pan od geografii, który robi nam sprawdzian w środę...  :( Ale no trudno, takie jest życie, mimo to mam nadzieję, że znajdę choć chwilkę czasu, żeby coś przeczytać, bo na razie nie wiem jak z tym będzie. W ogóle w tym roku przerwa świateczna jest taka krótka, bo Wigilia jest w sobotę więc mamy mało wolnego :(

Ale może przejdźmy już do tematu dzisiejszych Rozmyślanek, a mianowicie do zakończeń książek. Wiadomo, że jest to bardzo ważna część książki, która może diametralnie zmienić nasze wcześniejsze nastawienie i przypuszczenia i może naz zachęcić do siegnięcia po kolejne tomy. Ale niestety zakończenie czasami jest zupełnie beznadziejne, nic nowego nie wnoszące i odpychające nas od kolejnej części. Ale jakie my lubimy zakończenia? Takie w których wszystko słodko się kończy czyli tak zwany "happy end" czy może nie do końca dobre zakończenie, jak w bajeczce dla dzieci lecz smutne, dające do myślenia czy nawet tragiczne...

Happy end
Ja osobiście nie lubię kiedy wszystko kończy się zbyt cukierkowo. No bo wyobraźcie sobie, że przez całą fabułę książki bohaterowie trudzą się, szukają odpowiedzi na jakieś pytanie, walczą o życie czy jeszcze cos tam innego, a tu nagle, jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, wszystko się układa i kończy się wspaniale. Nie. To jest zbyt proste. Oczywiście w książkach jest najczęściej dobre zakończenie, ale ja lubię coś skończyło się dobrze, ale nie do końca. Na przykład bohater kogoś lub coś stracił, albo siły zła z którymi walczyli nie zostały jednak do końca pokonane. Lubię kiedy w dobrym zakończeniu, mimo wszystko jest jakaś nutka goryczy, a nie kiedy wszystko kończy się wspaniale. Ale co z książkami w których zakończenie nie jest wcale dobre?

Smutne zakończenie
Niewiele jest takich. Najczęściej autorzy (nie wiem czemu przed chwilą napisałam autorowie :D Pomińmy to) nie decydują się na tragiczne, smutne zakończenie. Dlaczego? No bo wyobraźmy sobie, że na koniec główny bohater umiera, albo umiera jego najlepszy przyjaciel, czy ukochana osoba. Przecież ludzie zaraz schejtują autora za to, że uśmiercił ich ulubioną postać z książki! Dlaczego? Bo może chcą kolejnej części, a ze śmiercią głównego bohatera no, nie da się. Może ludzie właśnie pragną takich cukierkowych zakończeń... Nie wiem. Ale na pewno wiem, że kiedy autor zdecyduje się na coś takiego, to trzeba to uszanować i pogratulować odwagi. Bo przecież sam autor jeszcze bardziej przywiązuje się do swoich bohaterów niż my. Ale kiedy już autor uśmierca któregoś z głównych bohaterow musi to zrobić umiejętnie. Na przykład czytałam taką książkę, nie będę mowić jaką, bo to spoiler, ale wydawało mi się, że tam śmierć głównego bohatera była wymuszona i na siłę. Jakby autorka stwierdziła, że jej książka jest beznadziejna i postanowiła zrobić coś zupełnie zaskakującego. No zaskoczenie było, ale raczej niepozytywne. I to nie dlatego, że polubiłam główną bohaterkę. Pamiętajmy, że smutne zakończenie to może być nie tylko śmierć, ale jakakolwiek inna tragedia. Ale no dobrze, czy ja lubię smutne zakończenia? Myślę, że tak, ale wtedy kiedy jest przemyślane. Lubię takie smutne zakończenia skłaniające do refleksji, takie przy których łza by mi się zakręciła w oku, takie przez które mój stosunek do tej książki by się zmienił.

Niedopowiedziane zakończenie 
Tutaj znów wracamy do dopracowania i przemyślenia szczegółów. Czasami niedopowiedziana książka, aż się prosi o jakieś wyjaśnienie, przez co kiedy ją kończymy zupełnie nie wiemy o co chodziło autorowi, a to fajne nie jest. Niedopowiedziane zakończenia są dobre wtedy, kiedy książka kończy się takim akcentem, który sprawia, że chcemy się dowiedzieć co było dalej, ale kolejnej części nie ma. Wtedy sami probujemy sobie to zakończenie dopowiedzieć i wymyślić, a najlepsze jest to, że każdy ma inną wizję. Niedopowiedziane to nie znaczy smutne, ale często to się łączy. Czy lubię? Tak, ale tylko wtedy kiedy ono tutaj pasuje. Nie cierpię kiedy na koniec nic,  a nic się nie wyjaśnia, bo przez całą książkę liczyłam na jakieś szczegóły a ich nie dostałam. Gdy jest kolejna część, jeszcze można wybaczyć, bo jest jeszcze szansa na jakieś wyjaśnienia. Ale kiedy kolejnego tomu nie ma, to nie jest za ciekawie... 

Mam nadzieję, że podobał wam się ten post. Napiszcie co sądzicie o niedopowiedziach, happy endach i smutnych zakończeniach!

sobota, 10 grudnia 2016

Rzeka - Emilia Kiereś


Tytuł: Rzeka
Autor: Emilia Kiereś
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 189

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1,2 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza


Wypożyczyłam tą książkę z biblioteki szkolnej, z polecenia bibliotekarki. Jednak wydaje mi się bardziej, że jest to książka dla dzieci, a nie dla młodzieży. Jest taka infantylna i ogólnie przewidywalna, chociaż raczej dla młodszego czytelnika byłaby to zaskakująca powieść, bo wiadomo, że dzieci raczej nie znają tych wszystkich schematów. Ale o tym za chwilkę...

Okładka bardzo mi się podoba. W pierwszej chwili sugeruje obyczajówkę, ale ta książka taka nie jest. Myślę, że bardzo pasuje do tej opowieści. Bardzo mi też podobają te kolory zachodzącego słońca.

Kilian odkąd pamiętał zawsze czekał na ojca, który dawno temu wyruszył jako dowódca na wojnę. Pewnego dnia nie mogąc dłużej znieść czekania wyrusza na poszukiwania. Podczas swojej wędrówki spotyka wielu miłych, ale także podstępnych ludzi. Jednym z jego sprzymierzeńców i pomocników jest mówiący sokół, z którym chłopiec bardzo się zaprzyjaźnia.

Jak już mówiłam książka jest bardzo przewidywalna. Ogólem tylko jedna rzecz mnie zaskoczyła, a reszty domyśliłam się przed Kilianem. Po prostu nie mogłam pojąć dlaczego ten dzieciak jest aż taki naiwny i zupełnie niemyślący. Nie miał tej umiejetności wiązania faktów se sobą i dopiero kiedy ktoś mu to wytłumaczył coś tam mu w głowie świtało. Ale nie zapominajmy, że nasz bohater to jeszcze dziecko. Chyba nie było powiedziane ile ma dokładnie lat, ale podejrzewam, że około 10-12. (Dobra ja sama mam 13, ale to nie zmienia faktu, że Kilian zachowywał się o wiele bardziej dziecinnie). Podobała mi się jednak jego chęć dążenia do celu. Miał wyznaczony cel i do niego brnął bez względy na przeciwności losu. Był też bardzo honorowy, bo gdy popełnił błąd przyznawał się i nie zatajał tego, co zrobił. Mimo jego wad, polubiłam tego chłopca. Reszta bohaterów niestety była pominięta. Mamy tylko narzucone kto jest dobry, a kto zły, ale nie mają oni jakiś złożonych charakterów. To mi trochę przeszkadzało. Jednak moją uwagę przykuł gadający sokół, którego bardzo polubiłam.

Książka jest bardzo krótka, a litery są ogromne (co jeszcze bardziej podpowiada mi, że to książka dla dzieci), więc czyta się ją po prostu błyskawicznie. Humoru nie ma, ale nie wydaje mi się on jakoś bardzo potrzebny. Polecam młodszym czytelnikom, bo myślę, że im na pewno sprawi ta książka wielką frajdę :)

Ocena: 6/10




czwartek, 8 grudnia 2016

Legenda #1: Rebeliant - Marie Lu

Tytuł: Rebeliant
Autor: Marie Lu
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Legenda
Wydawnictwo: Zielona sowa
Liczba stron: 298
Poprzednia część: -
Następna część: Wybraniec

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza

Biorąc tą książkę z biblioteki zupełnie nie wiedziałam o czym to jest. Ale koleżanka polecała, więc wzięłam. A czy mi się podobało? Zaraz się przekonacie. Na poczatku jeszcze powiem o okładce. Nic nadzwyczajnego i wyróżniającego sie z tłumu, ale zdecydowanie pasującego do książki :)

June jest cudownym dzieckiem. Otrzymała maksymalną ilość punktów na Próbie, którą przechodzą wszyscy, po ukończeniu 10 roku życia. Jej starszy brat Metias jest żołnierzem Republiki. Rodziców stracili w wypadku.
Day to chłopak, który zawalił Próbę. Takie dzieci wysyłane sa do obozów pracy, ale Day uciekł i stał się najbardziej poszukiwanym przestepcą w Republice. Razem ze swoją przyjaciółką mieszka na ulicy, kradnie i robi wszystko, by tylko zaszkodzić własnemu kraju.
W Republice panuje epidemia, która powoduje śmierć wielu osób. Gdy brat Daya zostaje zakażony ten za wszelką cenę próbojue znaleźć lekarstwo, przez co pakuje sie w ogromne tarapaty i spotyka sie z June, niestety w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Jakie tajemnice kryje przed nimi Republika?

Muszę powiedzieć, że ta książka bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się aż tak porywajacej i wciagającej historii, jaką dostałam. Pomysł bardzo mi się spodobał, a potencjał został wykorzystany w prawie 100%. Oczywiście jest trochę schematów, ale muszę powiedzieć, że jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Nie jest to książka przewidywalna, no może oprócz wątku miłosnego, jednak na szczęście nie wysuwa sie on na pierwszy plan i nie został jakoś bardzo zepsuty. Wiadome jest to, że oni sie w sobie zakochają i bla, bla, bla, ale no muszę powiedzieć, że im kibicuję bo naprawde do siebie pasują.

Nie wiem co więcej powiedzieć o fabule, więc przejdę do bohaterów. Od razu mówię, że zyskałam kolejnego książkowego męża. Day jest wspaniały <3 Wbrew pozorom nie jest takim złym przestępcą, ale wrażliwym chłopcem, który walczy o swoje życie i życie własnej rodziny. Ogólnie to bardzo mu współczuję, ale również podziwiam go za wszystko co zrobił. Co do June to też ją bardzo polubiłam. Trzeźwo myśląca dziewczyna, ze wspaniałymi pomysłami i określonym planem działania, która dąży do osiągnięcia swojego celu. Myślę, że bym się z nią dogadała :) O reszcie bohaterów nie będę za wiele mówić, bo nie odgrywaja jakiejś ważnej roli. Autorka świetnie poradziła sobie z kreacją głownych bohaterów, ale tych pobocznych nieco sobie odpuściła. Są jedynie zarysowani, ale chociaż dobrze, że June i Day są świetni.

Narracja jest pierwszoosobowa, czasami z perspektywy June, czasami z Day'a. Uważam, że to był bardzo dobry zabieg, ponieważ mogliśmy patrzeć na akcję z dwóch stron. Często to autorom nie wychodzi, ale Marie Lu poradziła sobie z tym w miarę nieźle. Nie musiałam sobie przypominać kto akurat opowiada, bo bohaterowie mieli określone charaktery, przez co i inny sposób narracji. Humoru za wiele nie ma, ale nie uważam, że to jakiś wielki minus, ponieważ ta książka nie jest do tego, żeby się przy niej śmiać.

Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy jeszcze jej nie czytali :)

Ocena: 8+/10

wtorek, 6 grudnia 2016

Pokemon Book Tag




Na początek, życzę wspaniałych prezentów pod poduszką, w bucie czy skarpecie czy gdziekolwiek z okazji dzisiejszych Mikołajek :D 



W Pokemony nie gram, a szał na nie już chyba minął ale skoro zostałam nominowana to czemu bym miała nie wykonać! Dziękuję serdecznie 
Oli Z. za nominację do tego tagu. Pożyczyłam również graficzkę, mam nadzieję, że się nie obrazisz :)







1. Twój startowy Pokemon – pierwsza książka, która rozpoczęła twoją przygodę czytelnika.
Czytania tak po prostu to pewnie jakiś bajki, ale takiego nałogowego to seria Magiczne Drzewo Andrzeja Maleszki.

2. Pojawienie się legendarnego Pokemona – książka podpisana przez autora.
Mam Ścieżki Avenidów podpisane przez autorkę Agnieszkę Grzelak, której książki serdecznie polecam :D


3. Magickarp ewoluował w Gyaradosa! – książka, której początek był słaby, ale okazało się, że jest bardzo dobra.
Nie mogę sobie przypomnieć, żebym miała tak z jakąś książką, którą czytałam niedawno, ale
pamiętam, że takie odczucia miałam po Czerwonej królowej Victorii Aveyard.

4. Jigglypuff śpiewa – książka, która sprawia, że zasypiasz.
Niestety teraz czytam taką dosyć nudną książkę w której niby coś sie dzieje, ale jednak nic, a jest to (recenzja też zapewne już jest) Królestwo łabędzi autorstwa Zoë Marriot.

5. Skitty przyciąga swoją uwagę – książka, w której ostatnio jesteś zakochany.
Ostatnio skończyłam Wybrańca z serii Smocza krew (wydaje mi się, że jak to czytacie to recenzja jest już na blogu, więc można zerknąć) i jestem wniebowziąta!

6. Elitarna czwórka – twoje cztery ulubione książki.
Nie nawidzę takich pytań! Ale no dobrze, wybiorę Zwiadowców, Drużynę, HP i Trylogię o Wiktorii Biankowskiej.

7. Twój Pokedex – zdjęcie książek, które już „złowiłeś”.
Mam książki porozrzucane po całym domu, więc raczej trudno będzie zrobić ich zdjęcie :D Ale mam nadzieję, że kiedyś, w przyszłości będę miała taki pokój przeznaczony na biblioteczkę i tam będą regały z masą książek i miły kącik do czytania :)

8. Masterball – książka, którą chcesz mieć tak jak trenerzy Pokemonów Masterball.
Wiele jest takich ale aktualnie bardzo cgciałabym przeczytać Dotyk Julii, Szklany tron oraz trzecią część Trylogii o Wiktorii Biankowskiej - Ja, potępiona.

9. Wyzwij kolejnych, co najmniej pięciu trenerów do TAG-u.
Amelię z bloga Osobisty ósmy księżyc
Wioletę S. z bloga Zapoczytalna
Alexsis z bloga Fan of books
Avellime z bloga Moment Of Dreams
Meredith z bloga Strefa czytania

niedziela, 4 grudnia 2016

Smocza krew #1: Wybraniec

Tytuł: Wybraniec
Autor: Magdalena Marków
Tłumaczenie: -
Seria: Smocza krew
Wydawnictwo: Pearlic
Liczba stron: 500
Poprzednia część: -
Następna część: Będzie, na razie jest w trakcie "autorskich poprawek".

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,5
52 książki roku 2016 Olimpiada czytelnicza:

Za możliwość przeczytania tej książki w formie ebooka dziękuję autorce :)

Nie wiem czemu ale do tej książki podchodziłam dość sceptycznie. Czytałam ją tak po troszku, kilka stron dziennie. Ale nagle... jakoś się wciągnęłam i zanim się obejrzałam już był koniec. Tak mniej więcej na 50-60 stronie akcja już się rozkręciła i nie mogłam się oderwać, a ostatnie strony czytałam do 1 w nocy :D Na szczęście kolejnego dnia nie szłam do szkoły, bo miałam chorą nogę (tzn. jak to piszę to jeszcze jest chora ale jak to czytacie to mam nadzieję, że już nie). Ale... o czym to w ogóle jest?

Drasan to książę Sheardon. Jego matka chciałaby, żeby prowadził normalne, spokojne życie, ożenił się i potem przejął rządy w królestwie. Jednak nic nie jest taki proste. Podczas jednej ze swoich samotnych wypraw na ukochanym koniu Drasan wpada w zasadzkę wilkołaka i dowiaduje się o sobie dziwnych rzeczy, poznaje skrywane przed nim tajemnice, a przez to musi sobie w końcu zadać pytanie: kim właściwie jest? Jakie jeszcze skrywa w sobie zagadki świat elfów, smoków, wilkołaków, czarownic i jednorożców?

Bardzo się starałam niczego ważnego wam nie zdradzić, a było to trochę trudne, biorąc pod uwagę to,  w jak szybkim tempie rozwija się akcja. Ale do rzeczy. Pomysł jest bardzo oryginalny. Ta książka wciągnęła mnie do granic możliwości, tyle razy zaskoczyła, chyba nic nie udało mi się przewidzieć, bo ciągle są jakiś zwroty akcji. Po moim opisie zapewne możecie się domyślać, że autorka stworzyła złożony świat i masę różnych ras... Pamiętacie może jak w listopadowych rozmyślankach o wątkach mówiłam o tym, że na fantastykę trzeba mieć jakiś swoj pomysł? Magdalena Marków go miała.

Elfy są tutaj przedstawione jako zimne, bezuczuciowe istoty, których nie polubiłam, a wręcz znienawidziłam ich przedstawicielkę, ale ich kreacja jest świetna. Chociaż jest o nich jedynie jeden/dwa rozdziały wiemy o nich bardzo, bardzo dużo. Wiemy jak chodzą ubrane, wiemy, że kogo darzą szacunkiem, kogo potępiają, wiemy jak zbudowane jest ich miasto, po prostu wiemy jacy są.

Smoki są bardzo rozwiniętym wątkiem w tej historii, chociaż ich przedstawicieli jest zaledwie dwóch. Dowiadujemy się o historii smoków, o tym w jaki sposób wyginęły, wiemy jaka jest natura smoków. Muszę powiedzieć, że uwielbiam smoki i bardzo się cieszę, że autorka poruszyła tutaj ten wątek. Niemniej jednak czasami wzdrygałam się gdy było napisane o odgłosie łamanych kości biednego króliczka i całym procesie zjadania go przez smoka.

Jednorożce. Pradawna rasa, najstarsza ze wszystkich. Najważniejsza jest dla nich równowaga. Jeżeli ktoś ją zaburza, po prostu go usuwają. Jednak nie ingerują w wojny, tylko zostawiają sprawom własny obrót. One mnie po prostu irytowały. Jak można widzieć, że wali się świat i nie pomóc? Jak można nie zauważyć, że ktoś jest już na skraju wytrzymałości i po prostu sobie go olać? Jak można być takim nieczułym na krzywdę innych? Jedynym z nich którego polubiłam był jedynie Ashkan (chyba tak miał na imię, nie mam pamięci do takich rzeczy). On jako jedyny nie przejawiał tych cech, o których przed chwilą napisałam, a raczej było z nim odwrotnie.

Jeżeli chodzi o wilkołaki to mamy okazję poznać bliżej jednego z nich - Borisa. Nie cierpię tego gostka. Tak działał mi na narwy. Tak chciał po prostu patrzeć jak ktoś umiera przez niego. Chciał zadawać ból. Kochał to po prostu. Straszne...

Magia. Czarownice. Niektóre dobre, niektore złe ale mamy okazją bliżej poznać Dhalię, akurat przedstawicielkę tych złych. Nienawidzę jej. Właśnie ten wilkołak, wcześniej przeze mnie wspomniany był jej "podopiecznym", a cechuje ją to samo co jego. Uwielbiała zadawać ból. Tortury - kochała torturować. Zrobiłaby wszystko aby tylko osiągnąć swój cel. Zabiłaby wszystkich, którzy stanęliby jej na drodze do przejęcia władzy. Inne czarownice, które mogliśmy poznać to Tanara, akurat jest ale nie była jakoś bardzo rozwnięta. Chciała pomóc, ale miała za małą moc by jej wyszło. Waya. Matka Drasana. Również dobra czarownica, chciała tylko dobra swego syna i zeobiła wszystko co w jej mocy by mu pomóc. Chociaż pewnie niepotrzebnie skrywała przed nim najważniejszą tajemnicę o jego życiu.

Charakter każdego bohatera książki jest zarysowany. Mimo, że tylko wspomniany, ale wiemy jaki jest. O każdym właścicielu zajazdu coś wiemy, o każdym wojowniku, którego imię jest wspomniane.

Teraz chwilka o bohaterach, a raczej nie chwilka bo jest ich pełno. Najpierw na warsztat weźmy głównego  bohatera - Drasana. Z jednej strony go bardzo polubiłam, ale z drugiej strasznie mnie irytował. Z nim jest taka sytuacja, że był czasami tak bezmyślny, pakował się w pułapki wiedząc, że się w nie pakuje, nie słuchał tego co się do niego mówi i nie wyciągał wniosków ze zdarzeń z przeszłości. Za to jego plusy to na pewno wrażliwość. Mimo, że tego nie pokazywał wszystkim my wiemy, że miał też delikatniejszą stronę osobowości. Przeżył bardzo wiele i to na swoj sposób go zmieniło. Wydaje mi się, że przez całą książkę się uczył, popełniał błędy, ale po to by w końcu zrozumieć kim jest i to zaakceptować. Lubię tą jego skrytą osobowość a nie tą bezmyślną. Mam nadzieję, że w kolejnej części (mam nadzieję, że autorka wyda ją jak najszybciej bo bardzo chcę przeczytać!), będzie ukazana ta strona Drasana, którą polubiłam i nie będzie już mnie irytował swoim dziecinnym zachowanie. Myślę, że wtedy mógłby się stać moim książkowym mężem (kolejnym :D). Na razie za bardzo mnie irytował i to nie chodzi o to, że popełniał błędy, bo każdemu może się zdarzyć. Chodzi o to, że nie słuchał mądrzejszych od siebie, był tak egoistyczny i zadufany w sobie, że wydawało mu się, że on wie wszystko najlepiej. Mam nadzieję, że doświadczenia z przeszłości czegoś go nauczyły. Dobra, bo się rozgadałam o Drasanie, a jeszcze tyle bohaterów przed nami. Postaram się już trochę krócej o nich wspomnieć :D

Neila to mogłaby być moja przyjaciółka. Sarkastyczna i inteligentna zabójczyni. Odważna ale i rozważna. Dążyła do celu. Bardzo ją polubiłam i w ogóle mnie nie denerwowała. Autorka bardzo dobrze poradziła sobie z jej kreacją. Velwel (czy coś w tym stylu :D Naprawdę przepraszam ale imiona są dosyć trudne) to taka postać niby komiczna, niby nierozsądna, niby natrętna ale jednak wiemy o jego drugiej stronie charakteru, ale muszę powiedzieć, że obie polubiłam :) Wierny przyjaciel i towarzysz, gotowy zrobić dla innych wszystko. Gaenor - smok. Lubię go. Może za to, że był właśnie taki obojętny na wszystko i reagował tak jakby wszystko przewidział ale to było na swój sposób momentami dosyć śmieszne i takie ciepłe. Nie wiem czy powinnam go lubić bo z jednej strony nie jest przedstawiony jako postać całkowicie po dobrej stronie, ale mimo to go lubię. Nie darzę natomiast sympatią czarownika podążającego razem z nimi bo mam pewne podejrzenia w stosunku do niego... Jeśli chodzi o najlepszego przyjaciela Drasana Yarreda to mam takie mieszane uczucia. Bo z jednej strony fajny przyjaciel i w ogóle mógł zrobić dla niego wszystko, czyli taki wzór przyjaciela ale z drugiej strony nie lubiłam momentów z nim związanych i wydaje mi się taki trochę...hm...zbędny. Nie wiem może jeszcze będzie mógł się jakoś wybić. Za to już zupełnie nie lubię tej jego dziewczyny Mary, bo niby miała okropną przeszłość, ale nie sądzę, żeby wyciągnęła z niej jakieś wnioski i no po prostu nie skradła mego serca. Każdy bohater jest wspaniale wykreowany, myślę, że autorka bardzo dobrze sobie z tym poradziła.

Książka na pewno nie jest dla osób delikatnych. Jest wiele takich momentów dosyć wstrząsających i niekiedy obrzydliwych, przy których niekiedy się wzdrygnęłam. Ale to zdecydowanie według mnie nie jest minusem tej powieści. Dobrze, że autorka odważyła się coś takiego w swojej książce zawrzeć.

Zmierzając już naprawdę do końca tej mega długiej recenzji, chciałabym powiedzieć coś na temat bardzo delikatnego i subtelnego wątku miłosnego. Dzieje się bardzo powoli, małymi kroczkami. Bohaterowie się poznają z każdym dniem lepiej. Ten wątek nie wysuwa się na pierwszy plan i choć bohaterowie tego nie przyznają wiemy, że coś do siebie czują, ale na razie jest to naprawdę malutki zalążek tego czegoś :)

Niestety powieść ma mały minus, a mianowicie zakończenie. Oczekiwałam czehoś takiego mocnego, a dostałam no... to co doostałam. Może  nie jest jakiś bardzo złe i bezbarwne i na pewno zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, ale czegoś mi w nim zabrakło.

Muszę jeszcze powiedzieć co nieco o stylu, który mnie zaczarował. Autorka wspaniale opisuje wszystkie miejsca czy zdarzenia. Dialogi nie są wymuszone, nie jest ich ani za dużo, ani za mało. Humor jest, choć w dosyć małej ilości, ale to mi nie przeszkadza :)

Naprawdę przepraszam za to, że ta recenzja jest taka długa, ale musiałam o tym wszystkim powiedzieć. Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca i, że nie zanudziłam was jakoś bardzo. Książka ma naprawdę wiele wątków, ale wszystkie są dopracowane. Autorka miała pomysł, którego potencjał w całości wykorzystała. Bardzo polecam wszystkim miłośnikom fantastyki! Po za tym to kolejny dowód na to, że polacy umieją pisać wspaniałe książki!

Ocena: 9+/10 (mam nadzieję, że kolejna cześć to będzie już 10/10)

Po za tym życzę wszystkiego dobrego z okazji Mikołajek :D

piątek, 2 grudnia 2016

Laurel #4: Moc przeznaczenia - Aprilynne Pike

Tytuł: Moc przeznaczenia
Autor: Aprilynne Pike
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Seria: Laurel
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Liczba stron: 268
Poprzednia część: Złudzenie
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza

Przyznaję, hejtowałam okładki tej serii ale ta jest niezła. Gdyby wszystkie okładki były w tym stylu tzn. nie pokazywały przerysowanej twarzy jakiejś dziewczyneczki podobałyby mi się. Tutaj mamy dziewczynę tyłem, ale to chyba dobry zabieg skoro robią tym dziewczynom takie twarze :D To zdecydowanie najlepsza okładka z tej serii, ale również i najlepsza część.

Ostatnia finałowa część wspaniałego cyklu o Laurel! Avalonowi i wróżkom zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo! Laurel musi znaleźć jakiś sposób żeby ocalić życie swoje i innych. U swojego boku ma Tamaniego i Dawida. Jednak dla którego z nich znajdzie miejsce w przyszłości?

Opis jest bardzo krótki, ale nie dało się tu napisać czegoś więcej bo w sumie wszystko to byłby spoiler. Jeśli nie do tej części, to do poprzedniej, więc...wolałam wam tego oszczędzić :) Żeby było łatwiej zacznę od końca. Końcówka tej książki była... N I E S A M O W I T A     i    N I E P R Z E W I D Y W A L N A ! ! ! ! !   To o czym przeczytałam na końcu sprawiło, że mój pogląd na tą całą sytuację, na całą historię bardzo się zmienił. Dalej nie mogę się po tym otrząsnąć. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Emocje, które towarzyszyły mi przy czytaniu tej książki sprawiły, że to nie była zwykła opowieść o wróżkach. Teraz patrzę na całość z zupełnie innej perspektywy. Powiem tak - spodziewałam się takiego wyniku trójkąta miłosnego, ale nie tego! Zupełnie nigdy nie przyszło mi takie rozwiązanie do głowy. A z tego co wiemy od autorki pisała od początku ten cykl właśnie z zamiarem zakończenia go w ten sposób. Ale dobra, koniec zachwycania się końcem :D

Książka nie jest długa, ale działo się w niej bardzo dużo! Ogólnie to wszystko się tak pięknie ze sobą składa i kiedy już znam wyjaśnienie tej całej historii to wydaje mi się tak banalnie prosta, ale jednocześnie strasznie skomplikowana. Przez tą książkę pędziłam jak wiatr, aż nagle prys...skończyła się. Przeczytałam ją w jeden dzień jakby ktoś pytał :) Laurel tutaj już kompletnie mnie zachwyciła i no po prostu bardzo ją lubię. Super dziewczyna, która wie czego chce, wie na czym stoi, umie myśleć  (co w dzisiejszym świecie bardzo rzadko się zdarza). Nad Tamanim nie będę się już rozwodzić. Kocham go po prostu! Za to Dawid... Jeżeli myślicie sobie, że teraz go zhejtuję na maksa, powiem, że mnie strasznie denerwował, wkurzał i go nienawidzę to jesteście w wielkim błędzie. No dobrze był denerwujący, szczególnie czymś takim: Wiesz, że gdyby nie on mogłoby nam się udać, ale fakt faktem bardzo przyplusował. Nie dość, że walczył to jeszcze no... współczuję mu po prostu. Polubiłam go trochę właśnie przez to, że przecież on chciał dobrze, chciał jak najlepiej, starał się i przede wszystkim kochał Laurel. Wspominałam w recenzji trzeciej części, że miłość Tamaniego do Laurel jest z gatunku tych prawdziwych, myślę, że miłość Dawida też była prawdziwa. Ale to co się stało na końcu! (Dobra znow do tego wracamy ale inaczej się nie da) To właśnie pokazało mi to o czym wam teraz mówię. Chwilka należy się również Chelsea, którą naprawdę bardzo polubiłam i myślę, że bez niej to by nie było to samo. Gdyby Laurel nie miała przyjaciółki, nie zeobiłaby tego co zrobiła. Po za tym końcówka (znowu) też by się bez niej nie udała, więc jednak miała jakiś swój wkłas w tą historię.

Pewnie ta recenzja jest bardzo chaotyczna, ale mam nadzieję, że udało mi się was zachęcić do całej serii, którą naprawdę mocno wszystkim polecam!!

Ocena: 10/10