Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

piątek, 31 marca 2017

Podsumowanie marca + WAŻNE pytanie

Marzec był dobrym miesiącem, chociaż dość ciężkim... Rozpoczęła się wiosna, czyli moja ulubiona pora roku z czego ogromnie się cieszę! Znów jest ciepło i słonko świeci :D Powoli trzeba bedzie się przenosić z książką na dwór. Jednak w marcu miałam strasznie dużo sprawdzianów, kartkówek i nauki, że nie przeczytałam zadowalającej mnie liczby książek, ale mimo wszystko nie jest tak źle: odnalazłam nowego męża Rhysanda, dostałam książkę z Book Touru (po wielkich przygodach z Pocztą Polską :/), śmiałam się przy Dożywociu i przeczytałam kolejną książkę Flanagana, którego jak wiecie po prostu uwielbiam! W sumie to tylko 5 książek, ale Dwór mgieł i furii miał pokaźną grubość, więc statystyczna liczba stron na dzień nie jest taka najgorsza :D Jeśli chodzi o wyzwania to troszkę poległam, szczególnie przy ABC, bo tylko jedna książka mi przypasowała literką... A teraz zapraszam na zestawienie statystyczne! Na końcu zadaję też WAŻNE pytanie, więc proszę zerknąć!

Ilość przeczytanych książek: 5
Dożywocie Marta Kisiel - 346 str.
Dwór cierni i róż Sarah J. Mass - 526 str.
Dwór mgieł i furii Sarah J. Mass - 766 str.
Niepowszedni. Porwanie Justyna Drzewiecka - 408 str.
Bitwa na wrzosowiskach John Flanagan - 397 str.
Liczba przeczytanych stron: 2 443
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 79
Najlepsza książka miesiąca: Nie potrafię wybrać jednej, bo wszystkie były cudowne <3
Najgorsza książka miesiąca: -
Ilość opublikowanych postów:  12
W tym recenzji: 8
Najpopularniejszy post: Recenzja Dworu mgieł i furii


PODSUMOWANIE WYZWAŃ 
Kitty's Reading Challenge: +6  Razem: 20/50
Abc czytania:  Wariant II: +1 (Flanagan) Razem: 8/22
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 
Zmierz się z tytułami z Olą K.: Niestety nic nie przeczytałam, ale zrecenzowałam Życie Pi :)
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



Teraz przyszła pora na to ważne pytanie. Może trochę przesadziłam z jego ważnością, ale chciałam, żeby większość zauważyła :D Ogólnie ostatnio zauważyłam, że podsumowania miesięcy cieszą się dość małą popularnością, czemu wcale się nie dziwię, bo takie statystyczne liczby nie są zbyt ciekawe, wiem to nawet z własnego doświadczenia. Zastanawiałam się czy nie zrezygnować z podsumowań, ale stwierdziłam, że to bardzo pomaga mi w uporządkowaniu wielu rzeczy i organizacji wyzwań. Dlatego mam do Was pytanie: Jak mogłabym urozmaicić podsumowania? Co chcielibyście w nich zobaczyć oprócz tego ile książek przeczytałam, ile stron itp.? A może wolelibyście zostawić w takiej formie? Dajcie znać co o tym sądzicie!

niedziela, 26 marca 2017

Dwór cierni i róż #2: Dwór mgieł i furii - Sarah J. Mass

Tytuł: Dwór mgieł i furii
Autor: Sarah J. Mass
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Seria: Dwór cierni i róż
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 766
Poprzednia część: Dwór cierni i róż
Następna część: A Court of Wings and Ruin

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Więcej niż 600 stron
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 5,8 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Wiecie już po mojej recenzji pierwszego tomu, że byłam zachwycona. Czy Dwór mgieł i furii sprostał moim oczekiwaniom, czy też mnie zawiódł, a może okazał się jeszcze lepszy niż poprzednik?

Po traumatycznych wydarzeniach z pierwszej części, Feyra wraca razem z Tamlinem do Dworu Wiosny. Ale nie wszystko układa się po ich myśli. Feyrze ciągle śnią się koszmary i nie może zapomnieć o wydarzeniach spod Góry. Mimo to, zakochani planują wesele. Feyra nie jest pewna czy dałaby radę do końca życia znosić te wszystkie dworskie uśmiechy, ale zgadza się na wszystko. Tymczasem pozostaje jeszcze umowa z Rhysandem, księciem Dworu Nocy, który jednak nie odzywa się już od trzech miesięcy. Nikt nie spodziewa się kiedy bezwzględny książę nadejdzie i ile zmieni w życiu naszej bohaterki.

Naprawdę nie wiem co w tej recenzji napisać. To znaczy wiem i ogólnie mam dużo rzeczy do napisania, ale nie wiem jak by to wszystko ubrać w słowa, żeby nie zrobiło się z tego masło maślane, stworzone tylko z ochów i achów :D Ale zacznijmy od początku...


"Pomyślałam, że może miłość jest zbyt słabym słowem na określenie tego, co czuł, co dla mnie zrobił. Na opisanie tego, co ja czułam do niego."


Pierwsze 50-60 stron to jakieś nieporozumienie. Już myślałam, że odłożę po prostu tą książkę. Bohaterowie stali się tacy rozlazli i zupełnie nie przypominali siebie z poprzedniej części. Feyra stała się jakimś duchem siebie i chodziła tylko po pałacu jak jakieś widmo. Zachowywała się tak zupełnie nic mnie nie obchodzi, róbcie co chcecie, ja się nie będę odzywać. Początek ogólnie jest jakiś ferelny bo i mało ciekawy, ale jak wiecie z początkami tak bywa... Na całe szczęście ze strony na stronę nasza główna bohaterka odzyskiwiała swoją charyzmę, pewność siebie i z powrotem stała się tą Feyrą, którą polubiłam w pierwszej części. Ale wiecie 60 słabych stron na 760 wszystkich stron to nie jest tak źle, zwłaszcza jeśli pozostałe 700 są cudowne <3 Fabuła książki niesamowicie wciąga i nawet nie zauważa się upływu czasu oraz dosyć pokaźnej liczby stron - przez tą pozycję się po prostu płynie. A to co autorka zrobiła mi w zakończeniu omal nie wywołało u mnie zawału serca! Ja po prostu nie dam rady czekać do września, kiedy ma być wydana kolejna część! Chociaż dobre i to, jakbym musiała czekać do 2018 to normalnie bym oszalała xD

Powtórzę jeszcze raz to, co mówiłam w recenzji ACOTARU (dla ułomnych, takich jak ja, bo nie wiedziałam z początku od czego ten skrót xD - jest on od angielskiego tytułu Dworu cierni i róż, ACOFAM - Dwór mgieł i furii). Świat stworzony przez panią Mass wchłania nas do siebie i nie pozwala wypuścić. To co ona tutaj stworzyła tak mnie onieśmiela i zadziwia, że brak mi słów. W poprzednim tomie mieliśmy przedstawiony Dwór Wiosny oraz miejsce Pod Górą. W tym autorka przedstawia nam niesamowity Dwór Nocy, razem z przepięknym Velaris i mały skrawek Dworu Jesieni. Mam nadzieję, że w następnych częściach pozostałe dwory nie zostaną pominięte, ale przypuszczam, że autorka ma na to jakiś pomysł, skoro podobno przewidziane jest aż 7 tomów. Wracając do tematu - tak jak w Szklanym tronie trochę brakowało mi barwnych opisów miejsc, tak tutaj są one doskonałe <3


"Kiedy spędzasz tak wiele czasu uwięziony w ciemności, Lucienie, odkrywasz, że ciemność zaczyna patrzeć na ciebie.



Jeżeli chodzi o bohaterów to mamy tutaj kilka spraw do omówienia. Jaką wolicie najpierw wiadomość? Dobrą czy złą? Z racji tego, że ludzie zwykle odpowiadają na to pytanie, że chcą złą, stwierdzam, że Wy też tak odpowiadacie mi przed ekranem swoich laptopów, komputerów, telefonów czy czego tam nie macie xD Ale dobra, do rzeczy - zła wiadomość jest taka, że pan Tamlin i pan Lucien wypadają z grona wspaniałych książkowych facetów i trafiają do grona najgorszych książkowych facetów. Dlaczego? A no dlatego, że Tamlin w tej części bardzo się zmienił. Przestał się liczyć z potrzebami ukochanej i zaczął traktować ją przedmiotowo. Nie będę mówiła za dużo, ale wiedzcie mi, że to nie jest Tamlin, którego pokochałyśmy za tą troskliwość i oddanie. Po tym co Feyra dla niego zrobiła, on... Dobra już nie mam słów, po prostu takich ludzi trzeba wieszać, a teraz już wybaczcie, ale nie będę się denerwować xD A do tego ten jego wielki przyjaciel Lucien, który był taki super w tamtym tomie teraz tylko Ja wiem, że on powinien robić inaczej, ale to Tamlin, mój Pan. No po prostu szlag może człowieka trafić! Eh, jeszcze ta wredna baba co im to wesela robiła, nie pamiętam jak się nazywała, ale normalnie.... Ale dobra, miałam się już nie denerwować, przejdźmy do przyjemniejszej części tej recenzji. 

Do Feyry mam tylko zarzut z początku książki, ale w sumie to pokazało jak bardzo wyniszczyła ją przygoda z Amaranthą i pozwoliło zbudować lepszy obraz psychologiczny jej osoby, więc wybaczam to autorce :D Tak po za tym Feyra jest wspaniała bohaterką i ogólnie została świetnie wykreowana! Dalej... Mor bardzo polubiłam, jest naprawdę ciekawą postacią, radosną, żywiołową i podziwiam ją, bo naprawdę wiele przeszła, a mimo to nie poddała się! Amrena to kolejna niezmiernie intrygująca dziewczyna i mam nadzieję, że będzie o niej więcej bo chcę się dowiedzieć, przede wszystkim kim ona jest! Kasjan i Azriel też są cudowni, a do tego mają rzecz, której strasznie im zazdroszczę - skrzydła.  Przyjemniejsza część tej recenzji za nami, teraz przyszła pora na najprzyjemniejszą! 


"- Zdradź mi sekret nieznany nikomu innemu, Władco Nocy, a ja zdradzę ci mój.
Przygotowałam się na usłyszenie jakiejś koszmarnej opowieści, ale Rhysand powiedział tylko: 
- Kiedy leje, strzyka mi w prawym kolanie. Roztrzaskałem je podczas wojny i od tej pory ciągle mnie boli."


Panie i Panowie, Chłopcy i Dziewczęta oto.... najlepszy, najbardziej uroczy, najwspanialszy, najodważniejszy i najbardziej niebezpieczy książę Prythianu jaki się dotąd narodził, Książę Dworu Nocy RHYSAND! <3 
Pewnie większość z dziewczyn od początku recenzji zastanawiała się kiedy o nim wspomnę, ale wiecie... Najlepsze zostawia się na koniec :D Moi Drodzy właśnie znalazłam męża książkowego, który zostaje postawiony na równi z Jace'em! Rhys jest po prostu spełnieniem mojego wyobrażenia o idealnym facecie pod słońcem! Jejku, mam o nim tyle do powiedzenia, a nagle mam pustkę w głowie. Ale jestem najzupełniej w świecie przekonana, że kiedy to przeczytacie zakochacie się w nim na zabój <3 W pierwszej części nutka tajemnicy, która otaczała Rhysa i sprawiała, że był bardzo intrygującą postacią, rozwinęła się i pokazała nam jego drugą stronę osobowości. Pokazała nam troskliwego meżczyznę, który nie trzyma swojej kobiety pod kloszem, ale wspólnie z nią podejmuje decyzje i daje jej nadzieję <3 Jeżeli chodzi o to, to zakochałam się w ich znikających liścikach <3 

Wątek miłosny ma w tym cyklu formę delikatnego trójkąta, ale nie jest takiem scricte trójkątem. Bo... Feyra nie waha się co do swojego wyboru. Ona doskonale wie z kim chce dzielić soją przyszłość. To jest tak jakby była sobie dziewczyna, która zerwała ze swoim chłopakiem i ma innego, którego bardzo kocha. Ale ten były ciągle o nią walczy i stara się jak najmocniej ją przeprosić, ale ona cały czas mimo wszystko go odtrąca. Więc wiecie... Mi ten wątek bardzo się spodobał, a najważniejsze jest to, że miłość nie przychodzi do naszych bohaterów z dnia na dzień. To jest cały proces, podczas którego oni się w sobie zakochują i (tutaj mówię specjalnie do Kitty) jest tutaj schemat od nienawiści do miłości <3 Muszę też powiedzieć kilka słów o wątku erotycznym, który ma miejsce w tej książce. I tutaj jest krótka piłka - ja tych scen nie czytałam, omijałam je wzrokiem. Dlaczego? Bo mnie takie sceny po prostu obrzydzają i wiecie, Kochani, ja mam 14 lat i nie sądzę, żeby mój wiek, był odpowiedni na czytanie tego typu scen, dlatego ja po prostu przekręcałam kartki bez zagłębiania się w to co widzę. Wiem, że dla niektórych może to być plus, dla mnie nie jest to plusem, ale no, mówię - to tylko moje odczucie. Ale to i tak nie zmieniło mojego odbioru tej książki, wszystko inne było cudowne, po prostu kilku stron nie przeczytałam, bo nie są dla mnie.

"- Za tych, którzy spoglądają w gwiazdy i marzą, Rhys.
Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają."

Mam nadzieję, że o wszystkim Wam powiedziałam i mam nadzieję, że chociaż trochę udało mi się to wszystko uporządkować. Nie pozostało mi nic innego jak tylko Wam tą książkę polecić z całego mojego serducha i wystawić jej ocenę, która nie może być inna niż: 

Ocena: 10/10



czwartek, 23 marca 2017

Niepowszedni #1: Porwanie - Justyna Drzewiecka (Booktour)

Tytuł: Niepowszedni. Porwanie
Autor: Justyna Drzewiecka
Tłumaczenie: -
Seria: Niepowszedni
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 408
Poprzednia część: -
Następna część: Niepowszedni. W potrzasku

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Nowopoznany autor nieamerykański
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,1 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Dzisiejsza recenzja opowiada o cudownej książce polskiej autorki, którą miałam okazję przeczytać dzięki KittyAilli, która zorganizowała BookTour <3

Nila i jej siostra Alla są Niepowszednimi. Niepowszedni rodzą się rzadko i dysponują różnymi mocami. Alla jest Bestiarką i potrafi układać zwierzęta oraz Gwarkiem, czyli potrafi posługiwać się każdym językiem. Nila to Żniwiarka. Jej moc pozwala leczyć ludzi. Pewnego dnia, podczas zabawy na polu zostają porwane przez okrutnych handlarzy Niepowszednimi. Razem ze swoimi przyjaciółmi: Dalko, Samborem i Wodniczką muszą uciec Okrutnym Złotnikom przed sprzedaniem. Uda im się czy zostaną rozdzieleni już na zawsze?


"- Jak z twoją pamięcią?
- Świetnie. Pamiętam, że się w tobie kocham."


Ogólnie książka bardzo mi się podobała. Sam pomysł na fabułę jest nieco schematyczny, a akcja momentami przewidywalna, ale powiem Wam szczerze - kompletnie mi to nie przeszkadzało! Uważam, że jest to naprawdę mądra, wzruszająca i prawdziwa historia o rodzinie, przyjaźni i miłości. Powieść czyta się trochę jak bajkę i w sumie samą fabułą bajkę przypomina, ale no Kochani! Kto nie kocha bajek? Ja uwielbiam i czytanie tej książki sprawiło mi ogromną przyjemność. Jest wiele wzruszających momentów (dla tych co czytali - w momencie z Wodniczką miałam łzy w oczach). Ogólnie mnie taki motyw rodziny, rodzeństwa bardzo wzrusza, bo sama mam takiego małego, sześcioletniego łobuziaczka w domku i nie wyobrażam sobie życia bez niego <3 Chciałabym też zauważyć, że pani Justyna od początku wszystko nam tłumaczy, każdy jakby to nazwać... Talent Niepowszednich. Już od początku wiemy kto co potrafi i ogólnie, choć tych wszystkich Niepowszednich mogłby być mniej, bo trochę się w tym wszystkim pogubiłam. Świat, ktory stworzyła autorka jest wspaniały, a poruszanie się po nim tazem z bohaterami bardzo ułatwia mapka na początku.


"Bo ja chcę ci powiedzieć, że gdybyś, no wiesz... chciała mnie za brata to ja bym skakał z radości! Ja umiem się opiekować, naprawdę! Szlag! Nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić, będę cię bronił. Przysięgam!"


Wątek miłosny nie przyćmiewa fabuły, dzieje się w tle, jest miłym dodatkiem i niesamowicie słodkim. Wyznania miłości Sambora i Nili są po prostu mistrzowskie, że nie da się nie uśmiechnąć. Delikatny romans, ale pokazujący co tak naprawdę jest w miłości najważniejsze.

Autorce udało sie wykreować oryginalnych bohaterów. Każdy z nich ma własny, niepowtarzalny charakter. Nila z początku trochę mnie denerwowała, bo za bardzo lamentowała i zupełnie nie myślała, ale z każdą kolejną stroną było już lepiej i koniec końców zyskała moją sympatię. Wodniczka od początku mnie intrygowała i po prostu ją podziwiam i uwielbiam :D Alla to trochę taka cicha woda. Z początku taka nieśmiała, ale polubiłam ją od momentu występu w Bawidle. Dała czadu! Sambor był mega słodki i kochany, również go uwielbiam <3 Ale na koniec zostawiłam najlepsze - Dalko <3 <3 Serduszkuję każdą jego wypowiedź, on jest po prostu genialny i cudowny!

Styl autorki jest lekki, a książkę czyta się błyskawicznie! Przeczytana w dwa wieczory :D Justyna Drzewiecka buduje piękne opisy, które tylko proszą byśmy je czytali.

Na koniec powiem tyle - Pani Drzewiecka po raz kolejny udowadnia, że Polacy potrafią pisać, bo choć to debiut to genialny! Może nie zaliczam tej ksiażki do ulubionych, ale na pewno będę ją miło wspominać :D

"- Jesteście rodziną?
- Teraz już tak
- Teraz już tak - powtórzył za nią mężczyzna. - Rozumiem. Dobrze cię rozumiem."


Ocena: 8/10 

poniedziałek, 20 marca 2017

REREAD, REWRITE, BURN BOOK TAG v.2

Powracam do Was z drugą odsłona TAGu, w którym decydujemy czy daną książkę przeczytamy jeszcze raz (reread), napiszemy sami ponownie (rewrite) czy spalimy (burn). Oczywiście pragnę dodać, że ja nie zamierzam żadnej książki spalać, bo oczywiście żadna na to nie zasługuje. To jest tylko taka "metafora" xD 


RUNDA 1
Dwór cierni i róż Silver Czerwona królowa
Nie no, nie wierzę! Pierwsz runda i już tak trudno? Zupełnie nie mogłam się zdecydować którą książkę mam spalić, ale ostatecznie stwierdziłam, że do Dworu ani Silver nie mam żadnych zastrzeżeń, a do Królowej trochę uwag mam, więc niestety ją spalę, chociaż nie była taka zła. Silver to wspaniała seria (pierwsze dwie części tylko czytałam i niestety słyszałam, że trzecia trochę słabsza), ale ja po pierwsze nie wysłałabym Jaspera do Francji w drugiej części, żebym mogła się nim nacieszyć oraz nie zrobiłabym takiego dupka z Henry'ego, który przecież na początku wydawał mi się taki cudowny... Dwór cierni i róż za to jest wspaniały w każdym calu, nie mam żadnych poprawek i z chęcią bym go przeczytała po raz kolejny :D


RUNDA 2
Dotyk Julii Marsjanin Królestwo łabędzi
A tym razem wylosowały się same średnie książki. Ale najłatwiej było odrzucić Królestwo, które jak możecie pamiętać z mojej recenzji, według mnie było fatalne. Ja Marsjanina napisałabym bez tych wszystkich naukowych drobiazgów, ale od razu mówię, że mi się mogł wydawać to trudne w odbiorze bo dopiero uczę się podstaw chemii i fizyki. Dotyk Julii mogłabym przeczytać raz jeszcze, chociaż bardziej bym chciała drugą część!


RUNDA 3
Dożywocie Życie Pi Gone
Dożywocie było bardzo zabawne, śmiałam się jak wariatka i zdecydowanie mogłabym to powtórzyć. Życie Pi napisałabym bez pierwszej połowy książki tzn. bez tej opowieści o życiu bohatera, tylko od razu przeszłabym do przygody na morzu. Gone nie było złe, ale ostatecznie to je postanowiłam spalić, bo to tylko kolejna młodzieżówka, która tak naprawdę nic nie wnosi i nie zapada na długo w pamięci.

RUNDA 4
Szklany tron Ja, diablica Magonia
Magonię oczywiście spalę, no kto by się zdziwił, szczególnie po mojej recenzji. Styl i bohaterowie - porażka. Ja, diablicę jak i całą trylogię napisałabym bez Piotrusia xD A Szklany tron z przyjemnością bym powtórzyła. No widzicie? Tutaj poszło całkiem łatwo i sprawnie.


 RUNDA 5
Rywalki Obsydian Heaven. Miasto elfów
To w sumie też nie było takie trudne. Heaven za niewykorzystanie potencjału, w Obsydianie parę rzeczy bym zmieniła i ogólnie napisałabym to po swojemu, a Rywalki, choć może to nie jest bardzo wybitna literatura przeczytałabym jeszcze raz :)


RUNDA 6
Skrzydła Laurel Rebeliant Czerwień rubinu
Sytuacja powtórzona z pierwszej rundy. Ja nie chcę niczego spalać! Ale ostatecznie zdecydowałam się na Czerwień rubinu, bo Gwen była czasem wkurzająca. W Rebeliancie zmieniłabym... W sumie chciałam napisać Wam zakończenie, ale stwierdziłam, że nie. To zakończenie nie był takie jakie ja sobie wymarzyłam, ale było odważne, naprawdę świetne i zaskakujące. Nie wiem co bym zmieniła. Skrzydła Laurel były świetne i chciałabym jeszcze raz powtórzyć przygodę z Laurel, ale raczej mi się to nie uda. Wolę poznawać nowe historie. 

Mam nadzieję, że TAG Wam się spodobał! Zgadzacie się z moimi odpowiedziami? Oczywiście nominuję wszystkich chętnych!

piątek, 17 marca 2017

Dwór cierni i róż - Sarah J. Mass

Tytuł: Dwór cierni i róż
Autor: Sarah J. Mass
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Seria: Dwór cierni i róź
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 526
Poprzednia część: -
Następna część: Dwór mgieł i furii

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Przeczytana zaraz po kupnie
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Tą książkę dostałam jako prezent, ale tak naprawdę w formie karty podarunkowej do Empika (najlepszy prezent ever - jak ja się cieszę, że moja rodzina w końcu zrozumiała, że albo się mnie spytaj, albo karta xD). Dzięki temu zdobyłam nie jedną, ale dwie części Dworu, więc możecie niebawem wyczekiwać recenzji kolejnej części, za którą zabieram się jak tylko skończę tą recenzję :)


"Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość"


Feyra mieszka razem z ojcem i dwiema siostrami w małej chatce, w ludzkiej wiosce. Strefa śmiertelników jest odgrodzona murem od tajemniczej krainy nieśmiertelnych fae z niesamowitymi mocami. Dziewczyna poluje w lesie, aby jej rodzina miała co jeść, ale jej bliscy mimo to nie są z niej zadowoleni. Pewnego dnia dziewczyna zabija w lesie wilka i sprzedaje na targu jego skórę. Jednak okazuje się, że nie był to zwyczajny wilk, bo wieczorem jeden z fae przychodzi do jej domu żądając zapłaty za zbrodnię. Albo śmierć, albo zamieszkanie w Prythianie, czyli świecie nieśmiertelnych do końca życia. Feyra wybiera oczywiście drugą opcję i wyrusza z nieznajomym w nieznane. Jak potoczą się jej dalsze losy?

W przypadku tej recenzji chcę porównywać Dworu cierni i róż ze Szklanym tronem, bo choć napisała to ta sama autorka, stworzyła ona zupełnie inną, niesmowitą historię, zupełnie inny, niesamowity świat i zupełnie innych, niesamowitych bohaterów. Ale chcę powiedzieć jedno - mimo  tej "niesamowitości" ta książka i tak nie przebija Szklanego tronu i mimo że jest tylko ociupinkę lepszy, to jest lepszy. Ale dobrze, koniec z porównywaniem do poprzedniego cyklu tej autorki - teraz przyszła pora na cudowny Dwór cierni o róż!


"Kiedy ponosisz odpowiedzialność za życie innych, nie tylko własne, robisz to, co trzeba."


Na początku chciałabym powiedzieć kilka słów o okładce. Ostatnio przestałam to robić, bo stwierdziłam, że mówię tylko ładna lub nieładna. Jednak tutaj muszę Wam coś powiedzieć - kiedy widziałam, tą książkę w internecie ta okładka wydawała mi się paskudna. Ten czerwony kolor, ta dziewczyna... Jakoś mi to nie pasowało. Ale gdy zobaczyłam ją w rzeczywistości i ujrzałam te wypukłe litery i ciernie, które połyskują w świetle, stwierdziłam - ta okładka jest cudna <3

Przejdźmy już do samej fabuły i świata stworzonego przez panią Mass, a mianowicie do chyba największego plusa tej historii. Od samego początku coś się dzieje, akcja porywa nas już od pierwszych stron i nie chce wypuścić ze swoich szponów. Bardzo podobało mi się to nawiązanie do Pięknej i Bestii, czyli do mojej ulubionej bajki z dzieciństwa :) Nie jest to zupełne przepisanie historii, ale jedynie inspiracja. Sam wątek główny jest podobny, ale autorka dodała też wiele od siebie. Niektóre rzeczy dało się przewidzieć, ale większość była totalnym zaskoczeniem! Czasami aż nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia. Tej historii się nie czyta, ją się po prostu połyka w całości. Świat w którym autorka osadziła całą akcję jest wprost niesamowity. Prythian to z pewnością cudowne miejsce i mam nadzieję, że w kolejnych częściach dowiemy się jeszcze więcej o nim i o jego początkach.


"Ciesz się swoim ludzkim sercem, Feyro. Żałuj tych, którzy nie czują już nic."


Teraz czas na bohaterów i już z góry uprzedzam Was, że trochę się rozpiszę. Zacznijmy od głównej bohaterki Feyry, którą bardzo polubiłam. Nie jest to irytująca nas wszystkich rozwydrzona panienka, ale dojrzała, odpowiedzialna i odważna dziewczyna. Nie jest idealna, popełnia błędy, ale to sprawia, że jest bardziej realistyczna. Teraz kolejny mega wielki plus tej historii - trzej  cudowni panowie! Zacznijmy od tego najbardziej niesamowitego - Rhysanda. No ludzie on jest świetny <3 Niby zły, a jednak dobry, tajemniczy i wspaniały. Uwielbiam go, tylko nie mogę zrozumieć tego momentu z nim, na końcu. Mam nadzieję, ze kolejna część mi wyjaśni tą sprawę. Lucien to kolejny mąż książkowy, którego znalazłam w tej książce. Sarkazm, humor, ironia to jego motto i mi to jak najbardziej pasuje! No i Tamlin - wspaniała Bestia <3 Jego też uwielbiam, ale to ci dwaj panowie wyżej najbardziej skradli me serce. Wszyscy bohaterowie są wspaniale wykreowani, widać, że autorka się do tego przyłożyła i wykonała swoją robotę znakomicie. Każdy ma indywidualny charakter, nawet pokojówka Feyry, czy jej siostry.

Zakończenie książki jest takie, że mogłaby być nawet jednotomówką i nic by się nie stało, gdyby nie ten wątek z Rhysem o którym już wspomniałam. Jednak cieszę się, że autorka zdecydowała się na kontynuację, która mam nadzieję, że utrzyma poziom. W sumie na końcu spodziewałam się takiego wielkiego szoku i mimo, że go nie dostałam, jestem usatysfakcjonowana z zakończenia.


"- Ty również nie próżnowałaś, jak mniemam?

- Co to ma niby znaczyć?
- Jeśli obiecam ci księżyc na sznurku, mnie też pocałujesz?"


Podsumowując polecam tą powieść wszystkim, którym Szklany tron się spodobał, albo chcę rozpocząć swoją przygodę z twórczościę pani Mass. Ja zdecydowanie nie  żałuję i z niecierpliwością czekam na moment w którym zacznę czytać drugą część (to już będzie za chwilkę, ale ciii)

Ocena: 9/10

wtorek, 14 marca 2017

Rozmyślanki #11: Co mnie denerwuje na blogosferze?

W dzisiejszych Rozmyślankach opowiem Wam o tym, co mnie denerwuje na blogosferze. Oczywiście nie chcę nikogo urazić, jeżeli np. ma na swoim blogu coś o czym ja powiem, lub robi coś takiego. 

1. Chamska reklama, czyli komentarze typu "obs za obs?", "Obserwujemy?" itp.
To musiało znaleźć się na pierwszym miejscu bo to jest coś najgorszego z możliwych najgorszych rzeczy. Szczerze Wam mówię, ludzie! Jeżeli coś takiego stosujecie to proszę, nie! Nie mówię Wam tego dlatego (teraz zwracam się do osób, które takie komentarze piszą), żeby Was obrazić. Mowię Wam to dlatego, żeby pomóc Wam wypromować waszego bloga, bo takie komentarze nie sprawiają, że zyskamy czytelników, a raczej ich stracimy. Takie komentarze nie przywołają nam obserwatorów, a raczej ich zniechęcą! Działa to przynajmniej w moim przypadku. Widząc taki komentarz nie wchodzę na bloga danej osoby, albo wchodzę z czystej ciekawości, ale raczej na dłużej nie zostaję. Bo uwierzcie mi - to zniechęca. Aż wstyd się przyznać, że ja też kiedyś to robiłam... Ale każdy uczy się na błędach :) Słabe jest też pisanie komentarzy w której ktos nawiązuje do treści posta, bez przeczytania go. Przykładowo mówię, że książka jest okropna i beznadziejna a ktoś pisze Mi też się bardzo spodobała lub Muszę to przeczytać!. To nie jest fajne...

2. Kiedy na blogu nie ma zakładki ze spisem recenzji itp. 
Zawsze gdy wchodzę na nowego bloga patrzę jakie książki dana osoba czyta, jakie lubi, czy czytamy podobne gatunki książek itd. Kiedy takiej zakładki nie ma, jestem zmuszona przeglądać archiwum a bardziej lubię jak wszystko jest tak zebrane do kupy. A jak już nie ma archiwum to dopiero jest katastrofa...

3. Literówki, brak interpunkcji i polskich znaków, błędów ortograficznych itd.
Ja rozumiem, literówki i błędy się zdarzają, nawet najlepszym. Ale kiedy widzę literówkę na literówce, błąd na błędzie itp. to już trochę przesada. Sprawdzajcie swoje teksty, sprawdzajcie słowa, jak nie wiecie jak dobrze napisać i przede wszystkim nie denerwujcie się jak ktoś wytknie Wam błąd. Konstruktywna krytyka jest jak najbardziej potrzebna, a taka mała uwaga do jakiegoś błędu czy coś nic Wam nie zrobi. Wystarczy poprawić i tyle :)

4. Gdy ktoś nie odpowiada na komentarze.
Ja rozumiem, nie zawsze jest czas, żeby odpowiedzieć na wszystkie komentarze, na niektóre się czasem nie da. Ale...żeby tak w ogóle? Wtedy jest taka więź z czytelnikami, ja na przykład bardzo lubię czytać odpowiedzi innych bloggerów na moje komentarze i bardzo lubię odpowiadać na komentarze u mnie. To zajmuje tylko kilka minut, a jest bardzo miłe :D

5. Braku kultury
Nie wiedziałam jak zatytułować ten punkt,  ale myślę, że to co chcę napisać to właśnie brak kultury. Nie cierpię komentarzy pod np. podsumowaniem miesiąca czy jakimś stosiku typu "o ty się tylko chwalisz! Po co w ogóle to piszesz? Kogo obchodzi ile książek przeczytałaś? Nikogo! Po co pokazujesz nam tyle książek? Może ktoś nie ma pieniędzy, żeby tyle kupować a ty sie chwalisz, że jesteś taka bogata! I chwalisz się współpracami!". Według mnie na takie komentarze to po prostu jeden wielki brak słów.


Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka mniej istotnych rzeczy, które mnie inrytują, ale postanowiłam napisać tylko o tych. A Was co denerwuje?


niedziela, 12 marca 2017

Następcy #2: Powrót na Wyspę Potępionych - Melissa de la Cruz

Tytuł: Powrót na Wyspę Potępionych
Autor: Melissa de la Cruz
Tłumaczenie: Anna Klingofer
Seria: Następcy
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 318
Poprzednia część: Wyspa Potępionych
Następna część: Rise of the Isle of the Lost

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Powieść na podstawie baśni
Abc czytania: Wariant II: D
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,4 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Po wspaniałej i baśniowej Wyspie Potępionych nie mogłam nie przeczytać drugiej części. Czy spodobała mi się tak samo jak pierwsza? Może bardziej? A może mnie rozczarowała? Zapraszam na recenzję!

Mal, Evie, Carlos i Jay zostają przeniesieni z Wyspy Potępionych do Auradonu, aby nauczyć się dobra. Bardzo podoba im się życie w tym miejscu. Zaprzyjaźnili się z mieszkańcami i zostali bardzo dobrze przyjęci. Jednak w pewnym momencie każde z nich dostaje dziwne wiadomości nakazujące powrót na wyspę złoczyńców. Przyjaciele boją się, że stoją za tym ich rodzice dlatego potajemnie wyruszają do swojego dawnego domu sprawdzić co jest grane. Czego się dowiedzą?

Fabuła brzmi nieco infantylnie. Wiem o tym. I w sumie trochę taka jest, bo to nic innego jak bajka. Ale za to cudowna bajka! Początek nie powala. Szczerze, niezbyt podobało mi się to sielskie życie w Auradonie. Wydawało mi się, że każdy z bohaterów stracił jakąś cząstkę siebie i zamienił się w słodkiego, dobrego i grzecznego dzieciaczka. Ale to były tylko pozory! Wraz z rozwinięciem akcji to wrażenie zniknęło, a wszyscy znowu zyskali indywidualne cechy. O wiele bardziej podobało mi się od momentu w którym pojechali już na tą wyspę i zaczęli rozwiązywać tą całą zagadkę, bo wtedy po prostu czytałam z zapartym tchem nie mogąc się oderwać. Ale spokojnie to nie trwało długo, bo tak mniej więcej przy 70-100 stronie się wkręciłam. Akcja nie jest jakoś bardzo nieprzewidywalna i oczywiście kończy się, jak to w bajkach bywa, happy-endem.

"Niektórzy ludzie naprawdę nie potrzebowali metamorfozy, tylko nieco więcej pewności siebie."

Trzeba jednak przyznać, że pojawił się wątek miłosny... Może nie było go dużo, nie przyćmiewał głównej akcji i nie był to na szczęście trójkąt. To znaczy było kilka wątków miłosnych, ale tym, który najbardziej mnie irytował była relacja Mal-Ben. No oni zupełnie do siebie nie pasują! I właśnie to było na początku książki i dlatego te pierwsze rozdziały mi się mniej podobały. Po prostu ten wątek jest zdecydowanie na nie. Zresztą ten chłopak Evie był tak masakrycznie nijaki, że aż się żygać chce... Carlos i Jay chyba nie mieli dziewczyn, ale te wszystkie wątki miłosne były tak beznadziejne, że nawet się w to nie zagłębiałam.

W sumie o bohaterach już nieco wspomniałam, ale co mi szkodzi wspomnieć raz jeszcze! Mal straciła trochę na swojej charyzmie, ale to było skutkiem eliminacji złych cech przez Auradon i, no wiecie, metamorfoza, które w bajkach są niesłychanie pożądane. Evie mnie nieco irytowała, chociaż trzeba powiedzieć, że dziewczyna umie myśleć. Carlosa lubię, ale bez jakichś większych fajerwerków, a Jay jest nadal nacudowniejszy ze wszystkich, chociaż muszę powiedzieć, że na początku autorka troszkę o nim zapomniała, takie miałam przynajmniej wrażenie. Ben jest niesamowicie irytujący i nie lubię go. W sumie reszta bohaterów nie jest jakoś specjalnie dobrze wykreowana i nie mam już co o nich mówić.

"Jednak nie musisz nieść tego ciężaru sama. Oprzyj się na przyjaciołach i pozwól, aby ich siła wsparła twoją."

Mówiłam już w poprzedniej recenzji (ogólnie ciągle czuję się jakbym się powtarzała), że styl autorki jest taki, że czujemy jakbyśmy byli małymi dziećmi i ktoś opowiadałby nam bajkę, a my byśmy słuchali i słuchali... Muszę Wam się przyznać, że trochę wykorzystałam tą historie do bajki na dobranoc dla mojego młodszego brata :)

Nie jest to wymagająca lektura, ale lekka i przyjemna hostoria na jeden-dwa wieczory, którą bardzo polecam na rozluźnienie, oderwanie się od rzeczywistości i powrót do lat dzieciństwa.

Ocena: 7/10 

piątek, 10 marca 2017

Dożywocie - Marta Kisiel

Tytuł: Dożywocie
Autor: Marta Kisiel
Tłumaczenie: -
Seria: Dożywocie
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 346
Poprzednia część: -
Następna część: Siła niższa

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Jedno słowo w tytule
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,6
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Nie spodziewałam się czegoś wielkiego po tej książce, ale szczerze mówiąc pani Kisiel trochę mnie zaskoczyła i to niezaprzeczalny dowód, że Polacy potrafią pisać. Zawsze sama piszę opis, ale w tym wypadku przytoczę Wam ten, z tyłu książki. Jest świetny (szczególnie ta jakby lista postaci :D).

Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia jest mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka (głównego bohatera tego dramatu) bynajmniej nie największy problem. Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona dotąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, gotyckiego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy oraz całym dobrodziejstwem inwertarza:

Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całrocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1
Mackami szefa kuchni i chrupiącym imieniu, przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8
Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba - sztuk 4
Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie
Wrednym różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny


"Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.


Fabuła tej książki to w nie jest jakaś taka napięta akcja, która prowadzi do jakiegoś większego celu. To po prostu różne perypetie Konrada i Dożywotników jak np. ich Boże Narodzenie. Rzadko czytam książki, w których coś takiego jest zastosowane, ale to nie znaczy, że mi się nie podoba. Bo wbrew pozorom ta historia opowiada o przywiązaniu, miłości do bliskich, bo Konrad, który może na początku z lekką niechęcią sprowadza się do Lichotki, z upływem czasu przywiązuje się do wszystkich osób, zaczyna traktować ich jak rodzinę i czuć się za nich odpowiedzialny. Powem Wam szczerze, że bardzo mi się spodobała ta pozycja i będę ją polecać każdemu. Niektóre rzeczy mnie zaskoczyły. Miła, lekka książeczka, ale świetna! Na początku jakoś mnie nie wciągnęła, ale potem poszło jak z płatka.

Konrad Romańczuk, głowny bohater tej książki, jest świetny!  Bardzo go polubiłam, chociaż raczej nie w kategorii miłosnej. Fajny gość :D wkurzało mnie tylko to wieczne: och, Majka! (To jego była dziewczyna...). Licho jest takie przecudowne i słodkie, a swoimi wypowiedziami mnie rozwalało. Bo wiecie, ono nie mówiło zrobiłem, tylko zrobiłom. Szczęsny irytował, ale uwierzcie, że to był świetny zabieg. Bo panicz jest wkurzający, ale na swój sposób wspaniały! Ja w sumie tak do końca nie wiem kim jest ten Krakers i jak to tam jest z nim, ale to nie jest jakiś wielki problem. Utopce  i Zmora zostali trochę zepchnięci na dalszy plan, tak mi się wydaje. Bohaterowie są zdecydowanie niezaprzeczalnym plusem tej książki.



"Dziergam szalik dla Licha i mam dylemat, jaką barwę wybrać - Podsunął Konradowi po nos kłębki mechatej włóczki. - Fuksja, amarant czy purpura?

- Bardziej oczojebnych nie było?"


Styl autorki jest specyficzny i długo nie mogłam się wkręcić, ale kiedy już się to stało przepadłam. Pani Kisiel pisze dziwnie, ale mi sie podobało! Na uwagę zasługuje też wszechobecny humor - nie polecam czytać w komunikacji miejskiej :D

Na zakończenie powiem, że po raz kolejny mam dowód na to, że polscy autorzy potrafią pisać książki. Jeśli ktoś nie wierzy - proszę przeczytać Dożywocie!

Ocena: 8/10


środa, 8 marca 2017

BE, ROOM, CLIFF BOOK TAG v2

Dzisiaj zapraszam Was na taką małą przerwę od recenzji w formie TAGu :)  W sumie może on być też formą postu na Dzień Kobiet, chociaż zorientowałam się już po tym jak go napisałam, ale jest tutaj mowa o nikim innym jak o dziewczynach, więc jak najbardziej pasuje do dzisiejszego święta. Chodzi o to, że wybieramy pewną liczbę bohaterów tej samej płci (liczba podzielna przez 3), losujemy 3 osoby w jednej rundzie i decydujemy czy chcemy kimś być (BE), z kimś zamieszkać w pokoju (ROOM) lub zrzucić kogoś z klifu (CLIFF). Zaczynamy!

Moje postacie:
Liv z Silver
June z Legendy
Wiki z Ja, diablica
Julia z Dotyku Julii
Katy z Obsydianu
America z Rywalek
Gwen z Czerwieni rubinu
Mal z Wyspy Potępionych
Laurel ze Skrzydeł Laurel
Taylor z Tajemnego ognia

Mare z Czerwonej królowej
Clary i Isabell z Darów Anioła
Calaena i Nehemia z Szklanego tronu

RUNDA 1
June Laurel Katy
Dopiero początek a już robi się trudno... Zdecydowałam się jednak odrzucić Katy bo chociaż lubiłam 
ją, czasami mnie irytowała. June była świetna! Pewna siebie, inteligenta i rozważna, chociaż czasami 
stawiała na ryzyko. Mogłabym nią być, w sumie myślę, że jesteśmy do siebie nieco podobne... Laurel bardzo lubiłam i myślę, że byśmy się dogadały.

RUNDA 2 
Wiktoria Gwen Taylor
To w sumie aż taki trudny wybór nie był, bo chociaż Taylor nie była zła, nie polubiłam jej na tyle, żeby nią być albo z nią mieszkać. Gwen lubiłam, chociaż w sumie migłabym ją zrzucić za te zawahania emocjonalne, to myślę, że bym się z nią dogadała... Ja bym była Wiktorią i mega się z tego cieszę bo uwielbiam ją! Szczególnie za to, że Beleth się w niej kocha, bo jakbym nią była to Beleth kochałby mnie <3 

RUNDA 3
Isabell Nehemia Mare
Tutaj było w sumie łatwo. Na starcie odrzuciłam Mare, bo chociaż w drugim tomie się poprawiła, nadal mnie nieco irytowała. Nehemia jest świetną przyjaciółką, patrząc po przyjaźni z Calaeną i zdecydowałam się, że również chciałabym taką przyjaciółkę. A Isabell była świetną dziewczyną, więc pozostało mi się tylko wcielić w jej postać.

RUNDA 4
Calaena Clary Ami
Ami była naprawdę fajna, lubiłam ją i w ogóle ale to Aspen czy Maxon? zadecydowało o tym, że spada z klifu. Miałam nieco problem z wyborem czy będę Calaeną czy Clary, ale w końcu zdecydowałam się na tą pierwszą. W sumie nie wiem dlaczego... może dlatego, że ona była bardzo dojrzała, jak na swój wiek (tak przynajmniej mi się wydaje, bo ja tam jestem od niej młodsza...). Natomiast taka zwariowana Clary na pewno umiliłaby mi czas spędzany w pokoju.

RUNDA 5
Liv Julia Mal
To chyba był najtrudniejszy wybór bo bardzo lubię wszystkie trzy dziewczyny, ale z bólem serca zdecydowałam się zrzucić Mal... Liv ogólnie na starcie trafiła na zielone, ale miałam problem z wyborem Julii czy Mal. W końcu stwierdziłam, że Julka byłaby chyba lepszą lokatorką, bo Mal miała te swoje humorki.

Dajcie znać co byście zmienili, a z czym się zgadzacie! Nominuję wszystkich, którym spodobał się ten TAG i chcieliby go wykonać u siebie!

poniedziałek, 6 marca 2017

Marsjanin - Andy Weir

Tytuł: Marsjanin
Autor: Andy Weir
Tłumaczenie: Marcin Ring
Seria: -
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 381

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Akcja na statku/w samolocie
Abc czytania: Wariant II: W
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,8 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

"Zgaduję, że możecie to nazwać "porażką", ale ja wolę termin "nabywanie doświadczenia"."

Dzisiaj recenzja książki, która bardzo mi się podobała, chociaż do lekkiej literatury nie należy. Dużo chemii, dużo fizyki i ogólnie całej nauki, że można się w tym było pogubić i muszę wam powiedzieć, że dalej nie rozumiem tych całych procesów, ale nie wpływa to na cały mój odbiór tej książki, która bardzo mnie wciągnęła...

Mark Watney razem ze swoją załogą wyrusza na Marsa na misję badawczą. Pewnego dnia zaczyna się dziać coś niedobrego - wiatr zaczyna przybierać na sile i trzeba odwołać misję. Wszystkim udaje się na czas dotrzeć do statku, tylko nie Watney'owi, który na skutek potwornego zbiegu okoliczności zostaje na Marsie, a cała załoga, ba, cały świat myśli, że nie żyje. Mark nie ma wystarczających zapasów żywności i wody by przeżyć do przybycia następnego statku. Musi coś wymyślić, ale nie ułatwia tego fakt, że nie ma żadnej łączności z Ziemią...

"Zacząłem dzień od herbaty nic. Herbata nic jest bardzo łatwa w zaparzaniu. Najpierw nalej trochę gorącej wody, potem dodaj nic."

Cała ta historia jest doskonale przemyślana i dopracowana - nie zauważyłam żadnych błędów logicznych. Ogólnie całość jest troszkę trudna w odbiorze, szczególnie jeśli chodzi o te wszystkie naukowe sprawy. Czasami jedno zdanie musiałam przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć o co w nim chodzi, a czasami nawet to mi się nie udawało. Ale nie oszukujmy się - uczę się chemii (bo tego tam było bardzoo dużo) dopiero od września tego roku szkolnego, więc wiecie - wiele rzeczy mogło mi umknąć. Niemniej, jak już wspomniałam powieść ogromnie mi się spodobała, pochonęła i wciągnęła do granic możliwości. Nie powiem, że połknęłam ją w jeden dzień, bo zdecydowanie tak nie było (musiałam sobie robić małe przerwy w czytaniu - czasami ten natłok informacji mnie przerastał...). Książka jest nieprzewidywalna, nieschematyczna i sprawia, że po jej przeczytaniu będziecie mieć szeroko otwarte oczy i usta ze zdumienia. Jestem pewna, że ja w życiu bym czegoś takiego nie wymyśliła.

"Może na­pi­szę opi­nię klien­ta. „Za­bra­łem go na po­wierzch­nię Mar­sa i prze­stał dzia­łać. 0/10”."

Nie będę omawiać wszystkich bohaterów po kolei, bo zabrałoby to zdecydowanie za wiele czasu. No wiecie - wszyscy członkowie załogi Watneya, wszyscy ludzie z NASA no i przede wszystkim nasz główny bohater, woęc jeśli pozwolicie to tylko na nim się skupię. Nie znaczy to jednak, że inni zostali pominięci. Właśnie chodzi o to, że mam tutaj tylu wspaniale wykreowanych bohaterów, którym należałoby się chociaż jedno zdanie, że ta recenzja potrwała by wieki... A zatem przejdźmy do sedna - Mark Watney jest facetem bez skrupułów. Odważny, sarkastyczny, inteligentny (przede wszystkim to jest ważne). Bardzo go polubiłam, aczkolwiek na pewno nie w kategorii "mężów książkowych".  Jest świetnym gościem i w sumie nieco mu współczuję, a nieco zazdroszczę tej przygody na Marsie - no ludzie, kto nie chciał by zostać sam, jeden, samiutki na planecie bez środków do życia? Ja raczej nie, ale wyobraźcie sobie - cała planeta jest wasza... No dobra, kończymy ten akapit bo już się zaczynam zagalopowywać.

"Nie mając pola magnetycznego, Mars nie ma żadnej ochrony przed promieniowaniem słonecznym. Jeśli byłbym na nie wystawiony, dostałbym takiego raka, że jeszcze ten rak miałby raka."

Niektórych rzeczy nie zrozumiałam, ale mimo to nie można zarzucić autorowi, że pisze niezrozumiele. Właśnie chodzi o to, że i tak dowiedziałam sie tylu rzeczy o których wcześniej nie miałam pojęcia. Niektóre rozdziały, te z dziennika, są posane przez Watneya inne, te z Ziemi,  przez narratora trzecioosobowego. Uważam, że to dobry zanieg, bo możemy poznawać całą tą opowieść od dwóch stron.

Podsumowując, uważam, że ta histora będzie dobrym wyborem dla tych, którzy interesują się astronomią, chemią i fizyką. Nie radzę sięgać po nią w pierwszej klasie gimnazjum - bo jestem pewna, że niewiele zrozumiecie. Nawet jeżeli ńie interesujecie się tymi przedmiotami, tak jak ja, polecam tą opowieść, bo zdecydowanie jest dobrze napisana i dopracowana. Z pewnością nie dołączyła do grona moich ulubionych książek, ale nie żałuję czasu z nią spędzonego.

Ocena: 8/10

sobota, 4 marca 2017

Życie Pi - Yann Martel

Tytuł: Życie Pi
Autor: Yann Martel
Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Seria: -
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 398

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Głównym bohaterem jest zwierze
Abc czytania: Wariant II: M
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,9 cm
Zmierz się z tytułami z Olą K: Życie
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Kiedyś oglądałam film na podstawie tej książki. No tak, ja wiem, że to nie do pomyślenia, ale no ludzie, byłam na obozie, lał deszcz, więc nam włączyli film. A po za tym to nawet nie wiedziałam, że jest książka - dopiero po jakimś czasie zauważyłam jej recenzję. Okazało się, że jest w mojej bibliotece, to wypożyczyłam i przeczytałam. No i przejdźmy do sedna - czy mi się spodobała? Na razie Wam nie powiem, dlatego, że sama nie wiem co o niej sądzić... Z jednej strony mi się podobała, ale z drugiej... Momentami się nudziłam, i to bardzo.

Piscine Molitor Patel (w skrócie Pi) to szesnastoletni wyznawca trzech religii: hinduizmu, islamu i chrześcijaństwa. Jego ojciec jest właścicielem zoo, więc chłopiec od małego wychowywał się wśród zwierząt. Pewnego dnia jego rodzice oznajmiają mu i jego bratu, że przeprowadzają się do Kanady. W trakcie rejsu statkiem, razem z wszystkimi zwierzętami z zoo, na Oceanie Spokojnym statek tonie, a z katastrofy ratuje się tylko Pi, będąc w szalupie ratunkowej razem z zebrą, ze złamaną nogą, orangutanicą - Soczystą Pomarańczą (to jej imię, jakby co), hieną oraz tygrysem zwanym Richardem Parkerem. Od początku skazany jest na śmierć, ale czy na pewno?

"Życie jest tak piękne, że śmierć się w nim zakochała zazdrosną, zaborczą miłością, która zgarnia wszystko, co się da."

Może zacznijmy od wyjaśnienia tego co mi się podobało, a co nie. Po pierwsze - początek historii jest nudny jak flaki z olejem. Główny bohater, który jednocześnie jest narratorem opowiada nam o swoim życiu, dzieciństwie, jak poznał Boga, jak zaczął wyznawać hinduizm, islam i chrześcijaństwo jednocześnie, o nauczycielach, szkole, znajomych... Dużo jest biologii, zoologii, dlaczego zwierzęta w zoo zachowują się tak, a nie inaczej, że ludzie myślą, że zwierzęta w zoo są nieszczęśliwe a one kochają życie tam itp. itd. No przyznajcie sami jest tu po prostu wszystko oprócz... ciekawej akcji! I ta pierwsza część trwa bodajże przez połowę książki. Już chciałam przestać to czytać tak momentami mnie to nudziło... Ale mówiłam sobie - dobra, w końcu ten statek musi zatonąć i może wtedy zrobi się bardziej interesująco. I owszem, zrobiło się bardziej interesująco, ale w sumie nie wiem, czy jest sens się męczyć przez połowę książki, żeby dotrzeć do czegoś ciekawego, co i tak mogłoby być lepsze. Drugą połowę książki da się znieść. No dobra, może jak ktoś lubi takie książki, które opowadają o życiu a cała (calutka!! - bo jakiekolwiek dialogi są sporadyczne) książka to przemyślenia głównego bohatera to może by mu się to spodobało. Ale ja oczekiwałam akcji, czegoś co mnie porwie, no wiecie, myślałam sobie, że to będzie bardzo ciekawe, jak on będzie na tej łódce z tym tygrysem i innymi... No i niby było to ciekawe, ale kto się spodziewał, że pierwsza połowa książki będzie w wszystkim, ale zarazem o niczym. I może czasami te refleksje głównego bohatera były nawet trafne, ale no ileż można?

Muszę jednak przyznać, że druga połowa powieści, już po zatonięciu statku jest naprawdę ciekawa! Czasami aż obrzydliwa, bo uwierzcie, niezbyt miło jest czytać jak tygrys rozrywa wnętrzności hieny na części pierwsze, albo główny bohater filetuje żółwia... Ale jedno jest najważniejsze - zrobiło się ciekawie i poczułam wreszcie jakieś emocje! Często z zapartym tchem przewracałam kolejne strony, żeby dowiedzieć się co będzie dalej! I chociaż, czasami jak naszego Pi dopadały różne bezsensowne przemyślenia znowu myslałam, że zaraz mnie coś trafi, druga część książki bardzo mi się podobała.

"Moje imię pochodzi od nazwy basenu. To dość dziwne, zważywszy, że moi rodzice nigdy nie przepadali za wodą"

Mogliście już zauważyć, że nie przepadam za głównym bohaterem i w rzeczywistości tak jest - po prostu nie przypadł mi koleś do gustu. Taki za bardzo ckliwy i nieco... dziwny ale jedno jest pewne - niesamowicie mu współczuję! Ta historia chyba nie jest podparta żadnymi dowodami, ale gdyby rzeczywiście była to chciałabym poznać tego człowieka (mimo, że niezbyt go lubię). Jeszcze jedno jest pewne - podziwiam jego wiarę w Boga i choć nie pochwalam trzech wyznań (ja jestem chrześcijanką i nie wyobrażam sobie np. wyznawać islam, ale nie chodzi mi o te wyznania, tylko o samą wiarę w Boga). Dla mnie Richard Parker (jakby ktoś zapomniał - tygrys) też jest głównym bohaterem. I muszę Wam powiedzieć, że lubię go. To znaczy nie wiem jak to jest lubić tygrysa, ale można powiedzieć, że przywiązałam się do niego, a końcówka książki złamała mi serce... 

Bardzo podobały mi sie informacje "od autora" na początku. Jest tam napisane, że autor naprawdę spotkał człowieka, który opowiedział mu taką historię, a on tylko ją spisał, ale jakoś w to nie wierzę. Po za tym jest również napisane, że nie ma na nią dowodów, ale może jest w tym trochę prawdy... 

Zdecydowanie jest to mądra książka, temu nie przeczę. Nie mogę jednak powiedzieć, że podobała mi się w 100% bo tak nie było. Jeżeli choć trochę Was ciekawi - przeczytajcie, jeśli nie to po prostu ją sobie odpuście. 

Ocena: 7/10



czwartek, 2 marca 2017

Następcy #1: Wyspa potępionych - Melissa de la Cruz





PROSZĘ O WYPEŁNIENIE ANKIETY NA TEMAT BOSSA KSIĄŻKOSFERY!!! BĘDZIE TO POMOCNE DLA MNIE I DLA KITTY KIEDY BĘDZIEMY ROBIĆ DRUGĄ EDYCJĘ - LINK





Tytuł: Wyspa potępionych
Autor: Melissa de la Cruz
Tłumaczenie: Anna Klingofer
Seria: Następcy
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 320
Poprzednia część: -
Następna część: Powrót na wyspę potępionych

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Okładka w kolorze twoich oczu
Abc czytania: Wariant I: W
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,4 cm
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Powiem Wam, że ja kocham bajki. Jako mała dziewczynka oglądałam wszystkie jakie tylko mogłam, a moimi ulubionymi były Piękna i Bestia oraz Śpiąca królewna. Teraz może nie oglądam tak nagminnie bajek, ale czasami coś obejrzę wraz z moim młodszym bratem. Kiedy tylko przeczytałam opis tej książki nie mogłam jej nie wypożyczyć z biblioteki. Czy mi się spodobała?

Krainą Auradon rządzi król Bestia razem ze swoją żoną królową Bellą. Ich syn, Ben ma niedługo objąć tron, ale wcale nie cieszy sie na ta myśl. Przeraża go spotkanie z pomocnikami: krasnoludkami Śnieżki, myszkami Kopciuszka czy wróżkami Aurory... Natomiast złoczyńcy z bajek zostali zesłani na Wyspę Potępionych otoczoną magicznym kloszem. Nie ma tam magii, a ludzie żyją w brudzie i jedzą odpadki z Auradonu. Mal, córka Diaboliny (ze Śpiącej królewny) musi ułożyć nikczemny plan i chce się zemścić na Evie, księżniczce, córce Złej Królowej (tej od Śnieżki i zaczarowanego jabłka). Pewnego dnia okazuje się, że Smocze Oko, berło Diaboliny przebudziło się. Nikt w to nie wierzy, ale Diabolina każe swojej córce je odnaleźć. Pomagają jej w tym Carlos - syn Cruelli de Mon i Jay - syn Dżafara. Razem z nimi wyrusza też Evie, ale Mal zabiera ją tylko i wyłącznie po to, żeby dokonać zemsty. Czy dzieci, wychowane na nikczemnych łotrów zdołają udowodnić, że nie mają tylko i wyłącznie zła w sercu i uda im się ze sobą zaprzyjaźnić?

"Po prostu bądź sobą. To więcej, niż trzeba."

Fabuła tej książki nie jest zbyt skomplikowana i zaskakująca. Głównym wątkiem jest poszukiwanie Smoczego Oka, ale tak naprawdę ważniejsze są tutaj inne rzeczy. Przede wszystkim dzieci z Wyspy zostały wychowane w cieniu swoich nikczemnych rodziców, którzy mają niemal obsesję na punkcie tego, żeby ich dzieci były takie jak oni. No wiecie, takie niespełnione ambicje rodziców. Mal, Evie, Jay i Carlos ciągle próbują udowodnić swoim rodzicom, że są godni bycia ich dziećmi. Dorastanie na Wyspie Potępionych źle odbiło się na ich psychice... Za to w Auradonie też nie jest lepiej. Tam dzieci są wychowywane z przeświadczeniem, że są najlepsze na świecie, nikt im nie dorównuje, a wszystkie niebezpieczeństwa zostały zgładzone.

Ta opowieść pokazuje też wartość przyjaźni. Relacja między Mal, Evie, Carlosem i Jay'em rozwija się stopniowo. Od niechęci i wredoty, przez przywiązanie do zaufania i zalążka przyjaźni. Dzieci, które były dla siebie tylko innymi mieszkańcami Wyspy, przez wspólne rozwiązywanie zagadki stały się dla siebie ważne.

"Poza tym co złego było w siedzeniu w domu? Dom był, no cóż, domem. Prawda? Może nie było tu miło, ale za to bezpiecznie. Względnie. Przytulnie. W niezupełnie tradycyjny sposób."

Książkę czyta się jak bajkę. Styl autorki jest taki baśniowy. Czujemy się jakbyśmy byli w tej historii. Na własne oczy widzieli Wyspę Potępionych. Muszę jeszcze powiedzieć, że w książce nie ma ani jednego wątku miłosnego! Dla niektórych to wada, dla niektórych zaleta. Dla mnie zdecydowanie to drugie. Czasami dobrze jest trochę odetchnąć od tych trójkątów, narzekań i pocałunków...

Bohaterowie są wykreowani nieźle. Mal bardzo polubiłam. Jest to pewna siebie, trochę kick-assowa dziewczyna, która zawsze musi mieć ostatnie słowo. Oczywiście przechodzi przemianę, podczas której jej nikczemne serduszko zmienia się w dobre. Ewie to była taka słodka książniczka, do której nie zapalałam jakąś wielką sympatią, ale nie jest tak, źe bardzo jej nie lubię czy coś... Carlos mógłby być wykreowany nieco lepiej, ale już się czepiam. Za to Jay <3 Złodziejaszek skradł moje serce... Trzeba wspomnieć jeszcze o Benie, który nieco mnie irytował. Ale co ja poradzę? Reszta bohaterów nie wyróżnia się jakoś z tłumu, ale może powiem jeszcze nieco o rodzicach głównych bohaterów. Zacznę może od Diaboliny, która mnie wprost bawiła tymi swoimi tekstami do Mal. Nie jesteś godna bycia moją córką. Lub Ja w twoim wieku zniewoliłam cały zamek... Zła Królowa również mnie bawiła, ucząc swoją córkę różnic pomiędzy różem a bronzerem.  Tak szczerze powiem, że ci wszyscy rodzice byli tacy trochę przesadzeni, ale to nie jest minus. Dżafar miał schizy dot. majątku a Cruella futer, co chyba nie jest jakimś zaskoczeniem, jeśli ktoś oglądał te bajki.

Na zakończenie muszę przyznać, że książka bardzo mi się podobała. Nie ma może jakiejś bardzo nieprzewidywalnej fabuły i zapierającej dech akcji, ale autorka miała niesamowity pomysł, który przypadł mi do gustu. Muszę Wam przyznać, że po napisaniu tej recenzji siadam do drugiej części :)

Ocena: 7+/10