Cytat miesiąca

"Powiem ci, że muzyka jest jak morze. Stoimy na jednym brzegu i widzimy dal, ale drugiego brzegu dojrzeć niepodobna"

wtorek, 20 września 2016

Uśmiech madeline - Darien Gee


Tytuł: Uśmiech Madeline
Autor: Darien Gee
Tłumaczenie: 
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 632

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Abc czytania
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4,9 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza

Kiedy byłam na wakacjach to wzięłam sobie za mało książek (myślałam, że trzy wystarczą :D), dlatego mama dała mi jakąś swoją. Nie byłam za bardzo przekonana co do niej, ale lepsze to niż nic. Czy mi się podobało?

Okładka nie jest nadzwyczajna. Po prostu zwykła, nic oryginalnego. Jest jak większość okładek tego typu książek, więc nie będę się rozdrabniać.

W miasteczku Avalon, w herbaciarni Madeline często odbywają się spotkania Klubu Miłośniczek Albumów założonego przez Bettie Shelton. Mowa tutaj o scrapbookingu czyli ozdabianiu albumów ze zdjęciami i wspomnieniami. Dla niektórych te są dobre, ale dla innych niekoniecznie. Poznajemy Isabel, która przeżyła zdradę męża, a po dwóch miesiącach od tego wydarzenia jego śmierć, Avę samotnie wychowującą syna, kobietę w trudnej sytuacji materialnej, Yvonne, kobietę-hydraulik, która tak bardzo pragnie zapomnieć o przeszłości, ale nie jest to dla niej łatwe oraz Frances, matki trójki chłopców, która nie może się doczekać adoptowanej przez nich dziewczynki z Chin, chociaż nie
spodziewa się ile będzie to ją kosztować. Jest też Connie, pomocniczka Madeline w herbaciarni o której przeszłości też możemy się nieco dowiedzieć. Ich wszystkich łączy Bettie. Zaprasza każdego na spotkania klubu i dzięki temu dziewczyny spotykają się i dzięki jej radom zaczynają porządkować swoją przeszłość i wspomnienia właśnie poprzez scrapbooking.

Jak już mówiłam nie lubię i nie czytam takich historii. Jakieś tam życie mieszkańców, miłości, zdrady, przyjaźnie (jedynie spodobała mi się tego typu seria Jeżycjada). Jednak tutaj zastosowany został ciekawy element, a mianowicie ten cały scrapbooking. Dużo uwagi zostało temu poświęcone, ale moim zdaniem to duży plus, bo bardzo mnie to zaciekawiło. Przenoszenie swoich wspomnień do albumu, zachowywanie tych najważniejszych chwil naszego życia i w ogóle cała ta zabawa bardzo mnie zaintrygowała. Naprawdę już chciałam sobie kupić cos takiego i robić. I może gdybym miała
więcej zapału to mój entuzjazm nie minąłby po tygodniu/dwóch, tylko po pół roku, ale naparwdę bym się w to wkręciła. I szczerze to chciałabym coś takiego zrobić, chociaż jeden taki album, ale na razie to czas mi na to nie pozwala.

Ale wracając do samej fabuły. Jeśli chodzi o te wszystkie zawiłowania miłosne to jakoś szczególnie mnie to nie wkręciło. Bardzo współczułam Isabel zdrady i utraty męża. Natomiast Avę, czyli tą jego kochankę jakoś tak znielubiłam. Może właśnie dlatego, że nią była? Ale czasami naprawdę doporowadzała mnie do szału. Chciałabym wam wreszcie powiedzieć, do czego zmierzam. A mianowicie bardzo zainteresowała mnie relacja Isabel+Ava. Żona Billa+Kochanka Billa. Kobieta, która nie mogła mieć z Billem dzieci+Matka dziecka Billa. Interesowało mnie jak to się im wszystko ułoży i bardzo podziwiam Isabel, że potrafiła zdobyć się na cos takiego co było na końcu. Ale muszę też powiedzieć, że uznanie należy się też Avie. Również wiele poświęciła.

Muszę wam jednak powiedzieć, że akcja czasami mnie nudziła i nie chciało ki się już tego czytać. To jednak nie to samo co fantastyka i przygodówki w których akcja pędzi ze zdania na zdanie. Minusem
jest też to, że jest tutaj bardzo wielu bohaterów. Mam wrażenie, że wiele z nich jest niepotrzebnych i zostało wprowadzonych na siłę. Tak naprawdę przez pierwszą połowę ksiązki ciagle poznajemy nowych ludzi. Autorka zamiast skupić się na tych poprzednich. Wprowadzała nowe osoby, o których życiu wiele się dowiadujemy, ale tak naprawdę nie wnoczą nic nowego do powieści.

Jeśli chodzi o bohaterów, to wypowiedziałam się już trochę na temat Isabel i Avy. Powiem jeszcze, że bardzo polubiłam Frances i jej męża. Wspaniali ludzie, gotowi na każde poświęcenie dla dobra bliskich. Yvonne polubiłam i zainteresowała mnie jej historia, ale nie złączyłam się z nią jakiś szczególnie. I najważniejsze - Bettie Shelton! Co to była za kobieta! Polubiłam ją od pierwszych stron i nie mogłam po prostu uwierzyć w to wszystko co się potem stalo! Bądź, co bądź ale ta historia mimo wszystko była zaskakująca.

Co do stylu autorki to był przyjemny, idealny do tej książki, która  (o dziwo!) prowadzona była w czasie teraźniejszym. Nie spotkałam się jeszcze chyba (a może kiedyś...) z czymś takim ale tutaj naprawde to pasowało. Było takie małe zamieszanie czasowe bo akcja  w teraźniejszości, a wspomnienia grające bardzo ważną rolę w przeszłości, ale jednak wszystko ze sobą współgrało.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z lektury, bo nie spodziewałam się po niej tego, czego dostałam. Przeczuwałam, że będzie to przeciętna powieść z płaskimi bohaterami i denną fabułą, ale wiele rzeczy mnie tutaj zaskoczyło. Polecam, najbardziej fanom obyczajówek, ale też tym, którzy podobnie jak ja nie mają z tym gatunkiem wiele wspólnego.

Ocena: 8/10



5 komentarzy:

  1. Ja i tak się nie skuszę, zwłaszcza z tymi zawirowaniami miłosnymi. Ale Ava kojarzy mi się już chyba tylko z Avą Lavender z Osobliwych i cudownych przypadków :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi dość ciekawie :D
    Może się skuszę :D

    Buziaki
    coraciemnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest źle, postaram się ją zapamiętać i poszukać w bibliotece. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieee, obyczajówki to jednak nie moje klimaty, słuchaj :')
    A prawdę mówiąc okładka mi się bardzo podoba XD Może nie jest jakaś wymyślna, ale taki minimalizm mi pasuje :)
    Straaasznie lubię kiedy pojawia się dużo bohaterów! Ale, oczywiście, muszą to być dość ciekawi - i nie jednowarstwowi XD - bohaterowie :))
    Ech, nie lubię książek w czasie teraźniejszym :(
    Pozdrawiam serdecznie <3
    P.S. LUJU! Ile ja mam u Ciebie zaległości! Już nadrabiam :DDD

    OdpowiedzUsuń