Czaroziemie #2: Wiatrodziej - Susan Dennard

sobota, 24 lutego 2018

Prawdodziejka bardzo mi się podobała. Była to miła, ciekawa i wciągająca książka, ale w praktyce okazało się, że bardzo niewiele z niej zapamiętałam... W związku z tym, po niecałym roku przerwy, podchodziłam do Wiatrodzieja ze szczątkową wiedzą z poprzedniej części. Jednak wcale nie stanowiło to problemu, bo ta pozycja również bardzo przypadła mi do gustu :)

Czasem najmądrzejsze wyjście wydaje się tym najgłupszym.



Tytuł: Wiatrodziej
Autor: Susan Dennard
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Seria: Czaroziemie
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 398
Poprzednia część: Prawdodziejka
Następna część: Krwiodziej

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Co najmniej trzech głównych bohaterów
Abc czytania: Wariant fantastyczny (W)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ




Ze względu na to, że chciałabym uniknąć spoilerów przytaczam opis z Lubimy Czytać, jednak jeśli ktoś nie czytał tych książek, a ma w planach to polecam pominięcie tego akapitu. Reszta recenzji bez spoilerów :)

Życie Merika nie jest łatwe. Niedawno stracił najlepszego przyjaciela, a do tego właśnie spłonął jego okręt. Za wszystkim stoi jego siostra, Vivia, która za wszelką cenę chce się pozbyć młodego księcia i zasiąść na tronie. Czy wiatrodziej wyjdzie z tego starcia cało? Czaroziemie opanowuje wojna. Nubreveni pokładają nadzieję w tajemniczej postaci – Furii, ale Vivia nie ma zamiaru w nią uwierzyć.
Safi i Iseult, więziosiostry, wpadły w nie lepsze kłopoty. Przyjaciółki znowu zostały rozdzielone i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Safi towarzyszy cesarzowej, a piekielni bardowie depczą im po piętach. Każdy chce mieć potężną prawdodziejkę po swojej stronie. Jej moc może zdecydować o powodzeniu w politycznych rozgrywkach. Iseult po raz kolejny musi się zmierzyć z krwiodziejem. A może powinna mu zaufać?


Wolność ma różne odcienie. Całkowita wolność nie zawsze jest dobra, a jej brak nie zawsze zły.


Początek książki nie był dla mnie łatwy ze względu na to, że praktycznie nic nie pamiętałam. Jednak z czasem zostały wspomniane niektóre wydarzenia z poprzedniego tomu, mi zaczęło się trochę rozjaśniać w głowie, a wydarzenia wciągnęły mnie i nic nie było mnie w stanie oderwać od książki. Dobrze, że autorka postanowiła trochę poprzypominać czytelnikom, bo inaczej chyba bym się pogubiła w tej pędzącej akcji. Bo akcja zdecydowanie pędzi i nie daje chwili wytchnienia. Cały czas coś się działo i następowały zwrotu akcji. Nie mogę tej książce zarzucić przewidywalności, bo pewne rzeczy mnie zaskoczyły, ale z drugiej strony niektóre wydarzenia udało mi się przewidzieć. Żałuję, że autorka dalej nie przyłożyła się do kreacji świata. Owszem, mamy jakieś opisy miejsc, lecz są one szczątkowe i wcale nie pomagają w wyobrażeniu sobie tego świata. Bohaterowie cały czas się przemieszczają, ale ja jakoś tego nie odczułam. Gdyby nie mapka, to zdecydowanie bym się pogubiła...

Historię możemy śledzić teoretycznie z pięciu, ale w praktyce z trzech perspektyw. Chyba najbardziej lubię wątek Iseult i Aeduana. Jest to jeden z oryginalniejszych elementów tej książki. Relacja między bohaterami rozwija się stopniowo (wątek od nienawiści do miłości <3) i zdecydowanie bardzo intrygowała mnie tajemnica z Esme. Jednak bardziej rozwinięte są wydarzenia z udziałem Merika (jak sama nazwa książki mówi) oraz Vivii. Powiem szczerze, że w pierwszym tomie niekoniecznie przepadałam za tą dwójką natomiast tutaj ich perspektywa również bardzo mnie wciągnęła i wiele razy zaskoczyła. Ostatni wątek, czyli Safi wydaje mi się być najbardziej schematyczny. Dziewczyna z dużą mocą, którą każdy chce wykorzystać, polują na nią różni ludzie, a dziewczyna musi wykazać się sprytem by nie dać się pojmać. Jednak schematyczność i przewidywalność wydarzeń z Safi wcale nie sprawiły, że jej historię czytało się gorzej lub mniej przyjemnie, wręcz przeciwnie :D Wątek romantyczny Safi i Merika pozostaje jedynie w tle i ogranicza się jedynie do myśli, których wcale nie jest dużo. Dlatego zupełnie mi to nie przeszkadzało, a nawet stanowiło miły dodatek. 


Wszystko w tym świecie ma wiele kolorów. Wiele odcieni szarości niemieszczących się w twojej czarno-białej wizji świata, w której istnieje tylko prawda lub fałsz.


Bohaterowie to w sumie aspekt, który najlepiej pamiętałam z Prawdodziejki, co świadczy o ich wspaniałej kreacji. W tym tomie jeszcze bardziej się rozwinęli, każdy w pewien sposób się zmienił, dojrzał. Jeśli chodzi o więziosiostry, jak już wspomniałam, Safi jest dość schematyczną postacią, jednak i tak bardzo ją lubię. Odważna, sprytna i zadziorna dziewczyna! Natomiast według mnie o wiele ciekawszą bohaterką jest Iseult - cicha, tajemnicza, ale niezwykle inteligenta. Mam nadzieję, że będziemy mogli więcej dowiedzieć się o jej darze, który mnie intryguje. Aeduan również jest jedną z moich ulubionych postaci, jest genialny! Jestem ciekawa kolejnej części, o tytule Krwiodziej, bo to znaczy, że będzie więcej o nim! Merik, który nie zachwycił mnie poprzednio, teraz nabrał charakteru i udało mi się go polubić. Vivia też zyskała moją sympatie i kibicuję jej bardzo. Na uwagę zasługuje też Cam - ciekawy bohater!

Styl autorki jest lekki, młodzieżowy, ale w pozytywnym sensie. Książkę czyta się przyjemnie, Susan Dennard potrafi wciągnąć w opisywane przez siebie wydarzenia i robi to z nutką tajemniczości. Narracja jest prowadzona w 3 os. dzięki czemu mogłam śledzić wydarzenia z kilku perspektyw, ale nie pogubiłam się, jak to mogłoby się stać, gdyby narracja była pierwszoosobowa. Pojawia się trochę humoru, ale nie za dużo :)


Zmieniała tylko maski, mając nadzieję, że któraś wreszcie będzie pasować do jej twarzy, że któraś w końcu wypędzi z jej serca to dojmujące uczucie pustki


Podsumowując, jestem usatysfakcjonowana z tej lektury. Wydarzenia wciągnęły mnie, historia zaciekawiła, a bohaterowie zyskali moją sympatię. Zdecydowanie polecam!

Ocena: 8/10





Czytaj dalej »

Każda pizza jest jak książka Book TAG

środa, 21 lutego 2018

Do tego tagu nominowała mnie Ola K. Serdecznie dziękuję, tym bardziej, że uwielbiam pizzę!



1) Schiacciatina - chrupiąca pizza tylko z solą, pieprzem i cukrem - książka zbyt prosta i nieskomplikowana.
Ogólnie ja lubię proste i nieskomplikowane książki, więc ciężko było mi znaleźć zbyt prostą. Jednak myślę, że Rzeka autorstwa Emilii Kieraś taka była, a tym samym bardzo przewidywalna. To książka dla dzieci, z której praktycznie nic nie pamiętam oprócz tego, że wszystko wiedziałam o wiele wcześniej, niż główny bohater. 

2) Margherita - klasyka wśród pizzy-  z sosem pomidorowym, mozzarellą i bazylią - książka, którą należy przeczytać przynajmniej raz w życiu. 
Myślę, że Mały książę. Co prawda nie szaleję za tą historią, ale uważam, że jest bardzo mądra i po prostu warto to znać. Pochodzi stamtąd też wiele, wiele pięknych cytatów, między innymi jeden z nagłówka mojego bloga <3 

3) Marinara - popularna pizza z sardelkami - książka, która okazała się inna niż przypuszczałaś/eś.  
Niestety, muszę tutaj powiedzieć o Królu kruków Maggie Stiefvater. Oczekiwałam od niej bardzo dużo i trochę się przeliczyłam. Po tylu pozytynych opiniach myślałam, że będzie to cudowna historia, a okazała się przeciętną młodzieżówką.  

4) Capricciosa - uwielbiana i nienawidzona zarazem pizza z karczochami, grzybami i oliwkami - książka, która sprawiła Ci problemy. 
Hmm, problemy? Wszystkie książki Sienkiewicza... Ten styl, ten język - ja po prostu nie jestem w stanie przez to przebrnąć. Jakoś poradziłam sobie z W pustyni i w puszczy, dałam radę z Quo Vadis, ale Krzyżacy byli ponad moje siły.

5) Montanara - neapolitańska pizza z orzeszkami arachidowymi i parmezanem - książka wprost doskonała.
Zdecydowanie Historia prawdziwa kapitana Haka! Cudowna, doskonała, niesamowita <3 Od niedawna moja nowa książkowa miłość <3 

6) Pizza z nutellą -  książka, która jest słodka i przeurocza.
Pizza z nutellą? Tego jeszcze nie jadłam :P Ale dobra, ja tu nie o pizzy, ale o książkach :DZnowu mam mały problem, ale wybieram Rywalki. To taka prosta historia o miłości, księżniczkach i czasami właśnie była trochę słodka, a nawet przesłodzona... Ale bardzo ją lubię!



Nominuję wszystkich miłośników pizzy!

Czytaj dalej »

Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón

niedziela, 18 lutego 2018


O książkach Zafóna słyszałam bardzo dużo pozytywów. Czy ja również zostałam wciągnięta w świat tej powieści?



Tytuł: Cień wiatru
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Tłumaczenie: Beata Fabjańska-Potapczuk, Carlos Marrodan Casas
Seria: Cmentarz zapomnianych książek
Wydawnictwo: Wydawnictwo literackie MUZA SA
Liczba stron: 514
Poprzednia część: -
Następna część: Gra anioła

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: 
Abc czytania: Wariant autorski (Z)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 4 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



Młody Daniel Sempere na Cmentarzu Zapomnianych Książek odnajduje powieść zatytułowaną Cień wiatru. Oczarowany niesamowitą historią pragnie poznać inne książki Juliana Caraksa. Nie spodziewa się, że właśnie zaczyna się najniebezpieczniejsza, ale też najbardziej fascynująca przygoda w jego życiu. Daniel krok po kroku poznaje skomplikowane życie Juliana i miesza się w pełną intryg, tajemnic i zawiłości historię. 



Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.


Na samym początku muszę powiedzieć o stylu autora, który jest po prostu niesamowity! Książka wciąga, ale to wcale nie znaczy, że czyta się ją szybko. Wręcz przeciwnie, nad każdym zdaniem trzeba się chwilkę zastanowić, ale jest to wspaniałe. Tą opowieścią się delektujemy, a nie pochłaniamy ja w błyskawicznym tempie. Przeżywamy wydarzenia razem z bohaterami, a akcja wzbogacona jest o przepiękne opisy Barcelony. Czujemy się, jakbyśmy tam byli <3

Fabuła jest zagadkowa i tajemnicza. Razem z Danielem odkrywamy kolejne sekrety z życia Juliana. Nie da się przewidzieć kolejnych wydarzeń, nie wiemy kto jest tak naprawdę kim. To było wspaniałe, bo autor bawił się z nami w kotka i myszkę. Dawał jakieś wskazówki, a następnie akcja zmieniała się o 180 stopni. Historia była ciekawa i wciągająca. Książka jest oryginalna, a sam pomysł wspaniały. To opowieść o miłości, przyjaźni, zdradzie i poświęceniu. Momentami czułam się tak, jakby to Julian był głównym bohaterem  i może rzeczywiście tak jest. W końcu praktycznie całe jego życie, jego przemyślenia, jego rozterki zostają przedstawione na kartach tej powieści. Stopniowo poznajemy historię zaginionego pisarza, ale również i towarzyszymy Danielowi w jego życiu. Generalnie przeszkadzała mi jedna rzecz - perypetie miłosne Daniela. Oczywiście, wiadomo, jest on nastolatkiem, a co za tym idzie w jego życiu pojawiają się pierwsze fascynacje kobietami, ale jak dla mnie było tego po prostu zbyt wiele... Wątków miłosnych jest właściwie kilka: Daniela i Bei, burzliwy romans, którego wielką fanką nie zostałam, w zasadzie zakochali się w sobie w mgnieniu oka. Za to uroczy był wątek romantyczny Fermina i Bernardy, taki ciepły, miły i kochany. Jednak w miarę postępowania fabuły pojawiają się jeszcze wątki miłosne Juliana, Penelope, Nurii i Miquela, które nie działy się w zbyt dobrych okolicznościach, ale rozumiałam postępowanie bohaterów. 


W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.


Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Daniela (mimo mej niechęci do tego imienia :D) polubiłam, chociaż czasami rzeczywiście wykazywał się niemałą naiwnością i głupotą, to widział swoje błędy, zauważał je i starał się je naprawić. Zdecydowanie był prawdziwy, inteligentny, ale nie bez wad. Uwielbiam Fermina, który rozwalał mnie swymi wypowiedziami i naprawdę był wspaniałym, kochanym i mądrym facetem. Jeśli chodzi o Beę to zyskała moją sympatię, lecz nie od początku. Jednak z czasem się do niej przekonałam i zaczęłam dostrzegać jej pozytywy. Nuria Monfort również okazała się być dobrze wykreowana postacią i polubiłam ją za zdecydowanie i przetrwanie w wielu sytuacjach. Nie jednak ulega wątpliwości, że mocno skrzywdziła parę osób, ale ją również skrzywdzono... Pozostaje jeszcze jedna bohaterka żeńska, o której chcę wspomnieć, a mianowicie znienawidzona przeze mnie Klara Barcelo. Jak można być takim człowiekiem i wykorzystywać innych dla własnych przyjemności? 


Mówienie jest rzeczą głupców, milczenie- tchórzy a słuchanie rzeczą mędrców.


Podsumowując, książka bardzo mi się podobała. Wspaniały styl autora, wyraziści bohaterowie i przede wszystkim niesamowita historia Daniela i Juliana Caraksa sprawiają, że jest to oryginalna i niesamowita powieść! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać, to gorąco Wam ją polecam!

Ocena: 8/10




Czytaj dalej »

Drużyna #7: Kaldera - John Flanagan

piątek, 16 lutego 2018

John Flanagan to autor, którego książki wprost uwielbiam. Kocham obydwie jego serie i czekam na każdą kolejną wydawaną przez niego książkę. Czy najnowszą część Drużyny również pokochałam?


Tytuł: Kaldera
Autor: John Flanagan
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Seria: Drużyna
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 399
Poprzednia część: Nieznany ląd
Następna część: ?
Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Nieczytana książka ulubionego autora
Abc czytania: Wariant autorski (F)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,5 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Do Skandii przybywa dawny uciekinier, człowiek, który zdradził swoich kompanów oraz zostawił żonę i dziecko na pastwę losu. Przybywa do dawnego domu, ponieważ w jego dostatnim życiu na południu pojawiły się kłopoty i prosi o pomoc Hala, Stiga i całą drużynę "Czapli". Młodzi wojownicy w tajemnicy zgadzają się mu pomóc i ruszają na niebezpieczną wyprawę na przeciw piratowi Myrgosowi, aby uratować młodego cesarza.


"Rodziców zsyła nam los, ale za to przyjaciół możemy wybrać sobie sami"


Na samym początku muszę powiedzieć o rzeczy, która niesamowicie mnie zdenerwowała i nieco wpłynęła na ocenę tej książki. Bowiem zmieniono tłumacza, który ewidentnie nie zapoznał się z poprzednimi częściami cyklu i pozmieniał wiele zwrotów. Drużyna to teraz Bractwo, Lydia strzela dzirytami, a Hal trzyma w ręku rudel... Może są to małe rzeczy, dla niektórych nieistotne, lecz fan serii może być zirytowany. Dodatkowo korektor również się nie popisał, bo czasami zamiast Thorna, mieliśmy Horna, a Hal raz został nazwany Harrym. Było to bardzo denerwujące... Oczywiście sam styl Flanagana jest bez zmian - wspaniały jak zawsze <3

Sama historia jest jak zwykle wspaniała, chociaż zabrakło mi rozwinięcia pewnych wątków. Przede wszystkim zabrakło mi takiego klimatu Drużyny. Flanagan postawił na dużo opisów żeglugi: różnych manewrów czy samej pracy na pokładzie, lecz było mało opisywania relacji między bohaterami. Owszem, sprzeczali się tak jak kiedyś, ale jakoś zabrakło mi takiego rodzinnego, przyjacielskiego klimatu, jaki był zawsze. Liczyłam również na rozwinięcie wątku Hal-Stig-Lydia, lecz nie było o tym wspomniane ani słowem. Również relacja Stiga z ojcem nie była zbyt rozwinięta, a przecież powinien być to jeden z ważniejszych elementów tej powieści. Oczywiście wydarzenia śledziłam z wielką chęcią, z zapartym tchem czytałam kolejne przygody bohaterów, morskie walki czy strategie Hala, ale to już jakoś nie było to samo, co wcześniej. Odniosłam również wrażenie, że wszystko szło im zbyt gładko, a rozczarowanie czy niepowodzenie przychodziło bardzo rzadko...


"Moje miejsce jest tam, gdzie są moi bracia. Nawet jeżeli robią coś głupiego"


Bohaterowie również nieco mnie zawiedli. Jedynie Hal zachował swą wspaniałą kreację, lecz pozostali zostali potraktowani po macoszemu. Momentami czułam się jakby postaci drugoplanowych, czyli Edvina, Stefana, Jespera czy Ingvara tam nie było, a wspominani byli jedynie wtedy, kiedy byli do czegoś potrzebni. Lydii również było mało, nad czym bardzo ubolewam, bo lubiłam jej postać, a w tej części pojawiała się tylko wtedy, kiedy potrzebne było strzelanie do przeciwników... Sam Stig nie występował zbyt często, co mnie zdziwiło, bo przecież jego wątek był jednym z ważniejszych. Thorna dalej uwielbiam, ale zabrakło mi jego słownych potyczek z Lydią. Nowy bohater, Olaf był wykreowany na egoistę, który pragnie dobra dla siebie, ale w walce sprawuje się wspaniale i potrafi pomóc kolegom. Jego charakter też nie był barwny, jedynie zarysowany.

Ogólnie książka, była naprawdę wciągająca, a pomysł na historię cudowny, lecz czegoś mi tutaj zabrakło, tego co zawsze pozwalało mi bezgranicznie zakochać się w książkach Flanagana. Tutaj niestety tak się nie stało, mam parę zarzutów, przede wszystkim do bohaterów, którzy nieco mnie rozczarowali. Mimo wszystko nadal uwielbiam tego autora i mam nadzieję, że kolejne jego książki będą już na tym samym poziomie co poprzednie! Kaldera bardzo mi się podobała, ale po tym autorze oczekuję czegoś więcej. Ocena i tak jest wysoka, bo samą historię uwielbiam, ale w przypadku Flanagana to powinno być 10/10, tak jak zwykle...

Ocena: 9/10




Czytaj dalej »

Walentynkowy Book TAG

środa, 14 lutego 2018

Przesyłam Wam ogrom miłości i dobrej energii z okazji Walentynek! Z tej okazji zrobiłam TAG, który znalazłam w internecie i bardzo mi się spodobał. Nie wiem czy w moim przypadku jego wykonanie okaże się sukcesem, bo jak wiecie nie czytam zbyt wielu romansów, ale praktycznie większość książek ma w sobie wątek miłosny, więc może mi się uda :D




POMYŚL O KSIĄŻKOWEJ PARZE ...


1) którą chciałeś/aś zeswatać przez cały czas podczas czytania.
Długo myślałam nad tą kategorią i w końcu stwierdziłam, że idealnym przykładem jest Laurel i Tamani ze Skrzydeł Laurel. Od samego początku chciałam, żeby byli razem, a Dawid niemiłosiernie mnie wkurzał. Jednak czy moje zeswatanie się powiodło to Wam nie zdradzę, aby nie zaspoilerować :D

2) którą złączyła nieszczęśliwa miłość.
Nie wiem czy się liczy, ale może Aelin i Rowan ze Szklanego tronu? W końcu ich początkowa przyjaźń, a potem miłość, każdemu z nich przywróciła nadzieję i siłę, bo wcześniej byli na skraju załamania...

3) która nigdy ze sobą nie była, ale bardzo tego chciałeś/aś.
Ech, to chyba jednak nie są pytania dla mnie... :D Nie wiem, nic nie wymyślę :P


4) której bardzo nienawidziłeś/aś - do tego stopnia, że chciałeś, by przestała istnieć.
Może nie to, że nienawidziłam, ale nie lubię pary Mare i Cala z Czerwonej królowej. Dla mnie oni zupełnie do siebie nie pasują i chętnie pozbyłabym się tego wątku miłosnego z tej serii.

5) którą uwielbiasz.
Może powiedzmy, że Jace i Clary? Ja wiem, że to jest jeden z najbardziej przewidywanych wątków miłosnych, ale Jace usprawiedliwia wszystko <3 <3 <3




POMYŚL O KSIĄŻCE  (NIEKONIECZNIE ROMANTYCZNEJ)


1) której czytanie sprawiło, że czułeś/aś rozpływające się po Tobie ciepło.
Tego typu kategorie zawsze kojarzą mi się z Niepowszednimi! To taka ciepła, rodzinna książka!

2) której wątek miłosny bardziej cię przeraził niż rozczulił.
Tutaj też nie mam za bardzo pomysłu, ale może Romeo i Julia? Przerażające jest to, jak miłość tej dwójki doprowadziła do tragedii i co ludzie są w stanie zrobić, gdy kogoś kochają... Osobiście nie lubię tej książki, ale do tej kategorii mi pasuje. 

3) z wyraźnym wątkiem miłosnym, który bardzo cię wzruszył.
Coraz bardziej zaczynam się przekonywać, że to nie jest TAG dla mnie xD Ale, pomyślmy... Już wiem! Nie jestem pewna, czy to nie jest nadinterpretacja kategorii, ale według mnie wydarzenia z ostatniej części Zwiadowców sprawiają, że wątek miłosny Willa i Alyss staje się bardzo wzruszający...

4) której historia wydała się dla ciebie bardziej dziwna i nieprawdopodobna i głupia, niż romantyczna.
Ogólnie to ja lubię Trylogię czasu, ale wątek miłosny w tej książce jest zdecydowanie niewypałem. Bohaterowie zakochują się w sobie w błyskawicznym tempie, zresztą, oni niby się nienawidzą, ale nagle okazuje się, że się całują... Bardzo przewidywalne i nierealne :/

5) której wątek miłosny był według ciebie idealny.
Moja nowa miłość, jeśli chodzi o wątki romantyczne to, uwaga, trójkąt miłosny! Nigdy nie spodziewałam się, że do tego dojdzie, ale uwielbiam ten wątek w Fałszywym pocałunku. Lia, Kaden i Rafe dają czadu! Ja najbardziej uwielbiam oczywiście Rafe'a, kto czytał, może się domyślać dlaczego :P 




Uff, udało się! Jak dla mnie, praktycznie nieczytającej romansów, pytania były naprawdę trudne, ale jakoś sobie poradziłam :D 
Życzę powodzenia nominowanym dziewczynom!
Czytaj dalej »

Szamanka od umarlaków - Martyna Raduchowska

poniedziałek, 12 lutego 2018

O Szamance od umarlaków słyszałam wiele dobrego. Czułam, że to książka, która może mi się spodobać, szczególnie dlatego, że była polecana dla fanów książek Marty Kisiel, a ja zdecydowanie je uwielbiam. Czy rzeczywiście Szamanka spełniła moje oczekiwania?

Książkę przeczytałam dzięki Book Tourowi, który zorganizowała KittyAilla z Biblioteczki Ciekawych Książek :) 


Tytuł: Szamanka od umarlaków
Autor: Martyna Raduchowska
Tłumaczenie: -
Seria: Szamanka od umarlaków
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 350
Poprzednia część: -
Następna część: Demon luster

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Akcja w Polsce
Abc czytania: Wariant II (autorzy)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Ida Brzezińska, wychowana w magicznej rodzinie nie chce być wiedźmą. Chce prowadzić normalne, spokojne życie, wyjechać na studia do Wrocławia i nie mieć nic wspólnego z magią. Jednak Ida ma Pecha, a przez niego jej plany nie będą takie łatwe do spełnienia, bowiem Ida widzi zmarłych i może z nimi rozmawiać. Dodatkowo zaczynają dręczyć ją dziwne wizje... Czy dziewczyna ucieknie przed przeznaczeniem?


Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium nieposiadające za grosz powołania i w dodatku nieprzepadające za duchami... no cóż. Marzenia o lekkim, spokojnym życiu może wsadzić sobie w ...w buty.


Książka jest przede wszystkim napisana bardzo ciekawym stylem, który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Czyta się lekko, przyjemnie i wprost pochłania się kolejne strony. Zasób słownictwa autorki jest bardzo duży. Na uwagę zasługuje również humor - niejeden raz miałam na twarzy szeroki uśmiech :)

Pomysł autorki jest naprawdę ciekawy. To co wymyśliła, czyli magia, media, dusze, demony, bardzo mi się spodobało! Przede wszystkim jest to dokładnie wyjaśnione. Wiemy w jaki sposób wszystko się odbywa, bo poznajemy to razem z Idą. Pozycja jest na pewno oryginalna, nie ma typowych schematów czy rozwiązań, a Pech zapewnia nam masę zwrotów akcji, bo nie pozwala by bohaterom wszystko szło bez większych trudności. Fabuła w wielu momentach zaskakuje, dynamiczna akcja sprawia, że jak najszybciej chcemy poznać kolejne losy postaci. Na uwagę zasługuje fakt, że nie ma tutaj żadnego wątku miłosnego! Dla niektórych może być to minus, ale dla mnie to zdecydowanie zaleta - czasem warto odpocząć od takich wątków, które przecież pojawiają się w książkach prawie zawsze.


Ida zwyczajnie miała Pecha. Chociaż nie, to nawet nie było tak: Pech miał Idę. Trzymał mocno, nie puszczał, śledził jak cień, czepił się jak rzep psiego ogona, wierny niczym najlepszy przyjaciel, zawsze gotów, by pokrzyżować jej plany i zwalić pod nogi nie kłodę, a cały ich stos.


Bohaterowie również na plus, ponieważ są wspaniale wykreowani. Ida to taka trochę nieudaczniczka życiowa - nic jej nie wychodzi, ale mimo wszystko dziewczyna ze wszystkich niepowodzeń wychodzi z podniesioną głową. Uczy się na własnych błędach, czasami podejmuje głupie i nieprzemyślane decyzje, ale przecież każdemu się zdarza. Uwielbiam też Teklę i jej manierę mówienia do wszystkich w trzeciej osobie! Z początku nieco wkurzające, ale nadało tej postaci indywidualności. Zdecydowanie podobało mi się ucieleśnienie Pecha, który zastanawiał się, śmiał się i wynajdywał kolejne sposoby na uprzykrzenie Idzie życia. Na moją uwagę zasługuje też Gryzak - przekochany, lecz krwiożerczy :D Najbardziej wkurzał mnie Duch, Milenka śmieszyła, a Róża była dla mnie neutralna.

Książka ogromnie mi się spodobała! Pochłonęłam ją w dwa dni i nie mogę się doczekać dalszych losów Idy i pozostałych bohaterów. Może do książek Kisiel jeszcze trochę brakuje, ale na pewno będę Szamankę dobrze wspominać :)

Ocena: 8/10

















Czytaj dalej »

Złotowidząca #1: Ucieczka - Rae Carson

piątek, 9 lutego 2018


Pozytywne recenzje i ciekawy opis fabuły skusiły mnie do sięgnięcia po tę książkę. Czy Złotowidząca mnie zachwyciła czy raczej rozczarowała?



Tytuł: Ucieczka
Autor: Rae Carson
Tłumaczenie: Ewa Spidyrowicz
Seria: Złotowidząca
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 381
Poprzednia część: -
Następna część: Schronienie

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Otrzymana w prezencie
Abc czytania: Wariant fantastyczny (Z)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ







Leah Westfall mieszka wraz z rodzicami w małym domku. Ma wszystko czego jej potrzeba: ciepły
dom, kochającą rodzinę i najlepszego przyjaciela Jeffersona. Oprócz tego Lee ma pewien dar: potrafi wyczuwać złoto. Pewnego dnia całe jej dotychczasowe życie legło w gruzach i dziewczyna musi uciekać do Kalifornii przed ludźmi, którzy chcą wykorzystać jej dar.


Ludzie kłamią bez przerwy i to nie robi na mnie wrażenia. Ale jedno małe kłamstewko z twoich ust kompletnie zwala mnie z nóg.


Czytałam wiele pozytywnych recenzji, ale czasami narzekano na nudę. Czy ja również to zauważyłam? Może na początku, rzeczywiście, trochę nie mogłam wkręcić się w fabułę, ale nie trwało to długo. Nie wiem czy powodem nie jest coś, co bardzo, ale to bardzo mnie z początku irytowało - główna bohaterka na swojego ojca mówi tatko. I może nie byłoby źle, gdyby pojawiało się to jedynie co jakiś czas, ale ona ani razu nie nazwała go inaczej. Mała rzecz, ale mnie bardzo irytowała. Jednak kiedy Lee wyruszyła już w podróż, tatko nie pojawiał się już tak często, a ja bardzo się wciągnęłam i nie mogłam się oderwać. Książka jest oczywiście oparta na motywie podróży, w której towarzyszymy bohaterce od samego początku do końca. Dla jednych będzie to plusem, dla innych minusem, ale mi osobiście się to bardzo podobało. Autorka pokazała jak ludzie zmieniają się podczas podróży, jak zaczynają zawiązywać się relacje między członkami wyprawy, co niektórzy są zdolni zrobić po to by przetrwać. Zdecydowanie pomysł na to był bardzo dobry jak i również jego wykonanie. Jednak oprócz podróży mamy coś jeszcze: nasza bohaterka posiada dar wykrywania złota. Jednak wcale nie gra to tutaj pierwszych skrzypiec. Myślałam, że ten wątek będzie trochę bardziej rozwinięty, a sama moc Lee częściej wykorzystywana i cała historia będzie oparta właśnie na wykrywaniu złota. No cóż, myliłam się, autorka zdecydowanie bardziej skupiła się na podróży, ale nie mogę powiedzieć, że był to zły pomysł. Całość wyszła naprawdę dobrze, ale mimo wszystko mam nadzieję, że w kolejnej części wątek daru Lee będzie bardziej rozwinięty. Akcja dzieje się podczas kalifornijskiej gorączki złota, co nadało fabule bardzo ciekawe realia i chętnie czytałam o tym, jak wiele ludzie potrafią poświęcić dla bogactwa. Akcja nie pędzi, toczy się w umiarkowanym tempie, czasami poprzetykana zwrotami wydarzeń. Pewne rzeczy mnie zaskoczyły, inne mniej, ale nie mogę powiedzieć, że się nudziłam, a wręcz przeciwnie, śledziłam historię z zapartym tchem i byłam ciekawa co wydarzy się dalej.

Bohaterowie również są dobrze wykreowani. Lee jest odważną dziewczyną, nie boi się wyzwań i umiała sobie poradzić w ciężkich sytuacjach. Polubiłam ją, nie irytowała mnie i martwiłam się o jej losy. Jefferson to chłopak z ciężką przeszłością, współczułam mu i również zyskał moją sympatię, przede wszystkim upartością w dążeniu do celu. Therese również była ciekawą postacią. Z uśmiechem wspominam niektóre sytuacje z udziałem pani Joyner, która mogła irytować, ale robiła to z dobrej woli, więc koniec końców dało się ją polubić. Momentami miałam jednak wrażenie, że bohaterowie są nieco zbyt idealni. Lee wszystko cały czas się udawało, nie popełniała głupich decyzji, zawsze była tą najlepszą... Jefferson w sumie też był nieco wyidealizowany. Bohaterowie byli albo całkiem dobrzy, albo źli. Nie przeszkadzało mi to jakoś mocno, ale przez to nie miałam poczucia, że mogliby być oni prawdziwi.


Dziwne, jak pewnych rzeczy się nie zauważa, póki ich nie stracisz.


Pojawia się również delikatny wątek miłosny, rozgrywający się gdzieś w tle. Nie przyćmiewa fabuły, a stanowi jedynie dodatek. Oczywiście przewidywalny, ale na szczęście uczucie między bohaterami nie pojawiło się znikąd, a stanowiło efekt pogłębiania się ich relacji.

Styl autorki jest prosty, lekki, ale jednocześnie ciekawy. Rae Carson potrafi wciągnąć czytelnika w opisywane przez siebie wydarzenia, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko. Momentami pojawiały się również sceny humorystyczne.


Bezczynność kusi, chciałabym odpocząć, ale nie śmiem. Z bezczynnością przychodzą złe myśli.


Podsumowując, jestem bardzo usatysfakcjonowania tą lekturą. Wydarzenia wciągnęły mnie, a motyw podróży okazał się bardzo dobrze wykorzystany. Mam tylko nadzieję, że kolejny tom bardziej skupi się na mocy głównej bohaterki. To miła, ciekawa i przyjemna historia, którą bardzo Wam polecam :)

Ocena: 8/10


Czytaj dalej »

Poznaj swojego dożywotnika Book TAG

wtorek, 6 lutego 2018

Postanowiłam odpowiedzieć na kolejną nominację, tym razem od Kitty. Znów - przepraszam, że trochę długo to trwało :D Akurat skończyłam Nomen omen Marty Kisiel, więc stwierdziłam, że to idealny moment na zrobienie TAGu dotyczącego Dożywocia tej autorki, które uwielbiam <3 A więc, zaczynajmy!

Testament, czyli poznaj swojego dożywotnika
(stworzenie, najlepiej z książki fantasy)
Książka: Buntowniczka z pustyni Alwyn Hamilton
Moim dożywotnikiem jest buraqi. Dla niewtajemniczonych jest to taki... magiczny, pustynny koń. Wspaniale, bo buraqi to były cudowne zwierzęta <3 

Talent, czyli specjalna umiejętność twojego dożywotnika
(umiejętność)
Książka: Imperium burz Sarah J. Maas
Magia. No i pięknie! Czyli z pustynnego konia zrobił mi się pustynny jednorożec? Jak miło <3 

Lichotka, czyli odziedziczone z dożywotnikiem lokum
(miejsce, najlepiej budynek)
Książka: Fałszywy pocałunek Mary E. Pearson
Miejsce naszego zamieszkania nie jest jednak zbyt wygodne, bo będziemy mieszkać w ruinach. Mogłoby być gorzej, ale i lepiej. Mam tylko nadzieję, że mój buraqi wyczaruje nam jakieś miłe poduszki, kocyki i różne takie rzeczy i stworzymy z tych ruin przytulne mieszkanko. 

Krakers, czyli niespodziewany lokator, który będzie przygotowywał posiłki
(istota, stworzenie lub osoba)
Książka: Nomen omen Marta Kisiel
Gotować będzie nam Basia! Z Basią na pokładzie na pewno nie będzie nudno. W sumie to jeszcze nie objawiła talentu do gotowania, ale kuchni może nam nie spali. Jeśli w ogóle w tych ruinach jest jakaś kuchnia... :D

Panicz Szczęsny, czyli duch, który postanowi spędzić z tobą resztę życia (oczywiście twojego)
(osoba)
Książka: Pieśń jutra Samantha Shannon
Pamiętam, że Tom był miły i inteligenty, więc może nie będzie źle!

Carmilla, czyli najbliższa ci osoba, która będzie próbowała wyjaśnić wszystko racjonalnie
(osoba)
Książka: Dziewczyna z Dzielnicy Cudów Aneta Jadowska
No i sprawy nieco się pokomplikowały bo za nic w świecie nie chciałabym, żeby moją najbliższą osobą była Irena. Już wolę się zakumplować z Tomem, naprawdę! Ale skoro będzie wszystko wyjaśniała racjonalnie to powiem jej, że my tutaj takich nie przyjmujemy, a mój buraqi sprzątnie ją swoim rogiem xD Ale racjonalność i Irena? Jakoś mi to nie pasuje, ona była psychiczna...

Licho i bamboszki, czyli co otrzymasz od swojego dożywotnika
(przedmiot)
Książka: Kamień i sól Victoria Scott
Nie no, dzięki buraqi, naprawdę, ale po co mi pompowany ponton w ruinach...? No, chyba, że wyczarujesz mi jakiś basen czy coś...

Tesco, czyli twoja oaza spokoju od codzienności dożywocia
(miejsce)
Książka: Dwór mgieł i furii Sarah J. Maas
Dwór Lata. Zdecydowanie jestem na tak! Jak to miło, że raz na jakiś czas opuszczę te przeklęte ruiny i będę sobie odpoczywać na Dworze Lata. W sumie to nawet kojarzy się z wakacjami. O, wiem! I wezmę mój ponton, coby sobie popływać w jakichś jeziorach na tym dworze... :D

Turu Brząszczyk, czyli kto będzie podtrzymywał dobry nastrój wśród dożywotników
(osoba lub stworzenie, istota)
Książka: Diabolika S. J. Kincaid
Nie jestem pewna czy Nemezis podtrzymywałaby dobry nastrój, bo ona tylko cały czas się zamartwiała i zastanawiała, czy być diaboliką czy jednak człowiekiem... Ale jakieś tam poczucie humoru miała, więc jeśli zostawi swoje własne rozterki to z chęcią ją przygarnę :)

Tsadkiel, czyli lokator-perfekcjonista, który będzie uprzykrzał wszystkim życie
(osoba lub stworzenie)
Książka: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender Leslye Walton
Wydaje mi się, że Gabe nie uprzykrzał innym życia, a wręcz pomagał we wszystkich pracach w gospodarstwie itd. Ale, może rzeczywiście był perfekcjonistą i jak zacznie nam w tych ruinach rozkazywać to chyba się nie pozbieramy. Ale był zdecydowanie milszy, niż Tsadkiel, więc chyba nie będzie tak źle :)

Dożywocie, czyli jak podoba ci się twoja nowa reszta życia? 
W sumie to zapowiada się wspaniale. Pustynny jednorożec buraqi władający magią, wakacje na Dworze Lata z pontonem, kuchnia Basi i przytulne mieszkanko w ruinach. Czego chcieć więcej? :D Tylko z tą Ireną trzeba coś zrobić, bo po pierwsze nie potrzebujemy racjonalnie myślących, a po drugie nie chcemy jej tutaj. Ale tym zajmie się buraqi, więc jestem spokojna :D

Forum opiekunów dożywotników, czyli kogo jeszcze nominujesz do otrzymania testamentu:
Wszystkich, którzy uwielbiają książki Marty Kisiel i Dożywocie! Poczujcie się jak Konrad, który po raz pierwszy pojawił się w Lichotce :D 



Czytaj dalej »

Historia prawdziwa kapitana Haka - Pierdomenico Baccalario

sobota, 3 lutego 2018




Zakochałam się! Moja miłość zaczęła się od momentu gdy zobaczyłam tę przepiękną okładkę. Niestety nie było mi dane ujrzeć jej na żywo, bo czytałam książkę w formie e-booka i ubolewam nad tym, bo podobno wnętrze również jest pięknie wydane. Jednak moja miłość trwa nadal, bo treść książki również jest przecudowna <3


Tytuł: Historia prawdziwa kapitana Haka
Autor: Pierdomenico Baccalario
Tłumaczenie: Marzena Radomska
Seria: -
Wydawnictwo: Olesiejuk
Liczba stron: 316

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Powieść/fikcja historyczna
Abc czytania: Wariant autorski (B)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,4 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





28 kwietnia 1829 roku w Windsorze rodzi się dziecko, które może odmienić losy Anglii. To nieślubny syn króla Jerzego IV i z tego powodu niemowlę i jego matka muszą natychmiast opuścić dwór. James Fry wchodzi na pokład statku, gdy ma zaledwie trzynaście lat i od tego momentu rozpoczyna życie pirata – wkrótce stanie się najbardziej poszukiwanym człowiekiem imperium brytyjskiego. Ten wyjęty spod prawa wygnaniec ma przy sobie stary zegarek – klucz do swojej przeszłości. Do historii przejdzie jako Młody Lord, Bosy, Książę Mórz… Nikt jednak nie wie, że jest prawdziwym kapitanem Hakiem. (opis z lubimyczytać.pl)


"Byli głupi, że ze sobą nie rozmawiali. Że wszystko trzymali w tajemnicy. Gdyby tylko mogli porozmawiać we właściwym momencie. Ale właściwy moment nie istniał. Życie było sekwencją niewłaściwych momentów."


Tym razem pozwoliłam sobie skopiować opis, bo jest to tak ładnie napisane, a sama nie potrafiłam tego tak opisać. Każdy z Was słyszał pewnie o kapitanie Haku? Od razu jak dowiedziałam się, że to o tej postaci jest ta książka, zapragnęłam ją przeczytać, ponieważ go uwielbiam. Historia Jamesa od samego początku przypadła mi do gustu. Kibicowałam chłopcu w spełnianiu marzeń, z zapartym tchem śledziłam jego losy. Lubię takie marynistyczne elementy w książkach, więc pod tym względem również byłam zachwycona - statek, marynarze, burze, sztormy, abordaże... W fabułę wplecione są fakty historyczne, co też w pewien sposób mnie zaciekawiło. Nie jest to oczywiście oparte na prawdziwych wydarzeniach, ale historycznych postaciach i faktach. Sama historia jest jednak tak napisana, że praktycznie możnaby uwierzyć, że wszystko stało się naprawdę. Najlepsze jest to, że czytelnik przez całą książkę wie, że James powinien być królem Anglii, a został piratem, natomiast sam bohater ciągle zadaje sobie pytanie: kim tak naprawdę jest? Jest to też powieść o przyjaźni, bo na statku nawiązały się bardzo bliskie relacje. Załoga Jamesa nigdy go nie opuściła, jego przyjaciele zawsze przy nim byli i wspierali go nawet w trudnych i ciężkich dla niego momentach. Fabuła zawiera dużo momentów grozy, szybką akcję, ale też przemyślenia Jamesa, wzruszenia, marzenia oraz humorystyczne sytuacje.

Dodatkowo nie ma tutaj żadnego wątku romatycznego. Jest pokazana miłość dziecięca, ale romansu na szczęście tutaj nie zobaczymy. Bo rzeczywiście, kto widział kiedykolwiek pirata, który próbowałby zdobyć względy jakiejś panny romantycznymi eposami? :)


"Jeśli ktoś nie znajduje czasu na czytanie, to znaczy, że po prostu nie ma na to ochoty."


Oczywiście najlepiej wykreowaną postacią jest sam James. Towarzyszymy mu do momentu narodzin do samej starości. Możemy patrzeć jak rośnie, rozwija się, jak z niepozornego chłopca staje się dojrzałym mężczyzną. Widzimy, jakie sytuacje ukształtowały jego charakter i wpłynęły na to, że był takim, a nie innym człowiekiem. Jamesa nie da się nie polubić! Osobiście bardzo mu kibicowałam i byłam pełna podziwu dla jego postaci - został wykreowany bardzo prawdziwie. Jednak nie tylko główny bohater zasługuje na moją uwagę. Każdy członek załogi ma swój własny charakter. Również o ich losy się martwiłam i przejmowałam się co się z nimi stanie. Jedną z moich ulubionych postaci jest jeszcze Florence, chociaż poznajemy ją dopiero pod koniec, jest wspaniałą i pozytywną bohaterką, podobał mi się jej upór w dążeniu do celu.

Styl autora również jest niesamowity! Przez książkę się płynie, zupełnie tak jak Gwiazda Zaranna pokonywała morskie fale. Jako dowód mam to, że pochłonęłam ją w jeden dzień. Pan Baccalario potrafi wciągnąć czytelnika w wydarzenia które opisuje, pozostawia nutkę tajemniczości i napięcia, tak, że nie można się od książki oderwać.


"Czasem bardzo czegoś pragniemy, marzymy o tym dniami, tygodniami, miesiącami, nie wierząc w duchu, że nasze marzenie kiedykolwiek się ziści, a gdy może się stać rzeczywistością, jesteśmy przerażeni i sparaliżowani."


Jest to wspaniała powieść, w której totalnie się zakochałam! Wspaniały styl autora, nawiązanie do historii Angli, motywy pirackie i genialna postać Jamesa sprawiają, że nie można przejść obok tej pozycji obojętnie. Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić, a do tego jest jeszcze ta cudowna okładka <3

Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia