Szamanka od umarlaków - Martyna Raduchowska

poniedziałek, 12 lutego 2018

O Szamance od umarlaków słyszałam wiele dobrego. Czułam, że to książka, która może mi się spodobać, szczególnie dlatego, że była polecana dla fanów książek Marty Kisiel, a ja zdecydowanie je uwielbiam. Czy rzeczywiście Szamanka spełniła moje oczekiwania?

Książkę przeczytałam dzięki Book Tourowi, który zorganizowała KittyAilla z Biblioteczki Ciekawych Książek :) 


Tytuł: Szamanka od umarlaków
Autor: Martyna Raduchowska
Tłumaczenie: -
Seria: Szamanka od umarlaków
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 350
Poprzednia część: -
Następna część: Demon luster

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Akcja w Polsce
Abc czytania: Wariant II (autorzy)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Ida Brzezińska, wychowana w magicznej rodzinie nie chce być wiedźmą. Chce prowadzić normalne, spokojne życie, wyjechać na studia do Wrocławia i nie mieć nic wspólnego z magią. Jednak Ida ma Pecha, a przez niego jej plany nie będą takie łatwe do spełnienia, bowiem Ida widzi zmarłych i może z nimi rozmawiać. Dodatkowo zaczynają dręczyć ją dziwne wizje... Czy dziewczyna ucieknie przed przeznaczeniem?


Medium ma w życiu przerąbane. Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób. Medium nieposiadające za grosz powołania i w dodatku nieprzepadające za duchami... no cóż. Marzenia o lekkim, spokojnym życiu może wsadzić sobie w ...w buty.


Książka jest przede wszystkim napisana bardzo ciekawym stylem, który zdecydowanie przypadł mi do gustu. Czyta się lekko, przyjemnie i wprost pochłania się kolejne strony. Zasób słownictwa autorki jest bardzo duży. Na uwagę zasługuje również humor - niejeden raz miałam na twarzy szeroki uśmiech :)

Pomysł autorki jest naprawdę ciekawy. To co wymyśliła, czyli magia, media, dusze, demony, bardzo mi się spodobało! Przede wszystkim jest to dokładnie wyjaśnione. Wiemy w jaki sposób wszystko się odbywa, bo poznajemy to razem z Idą. Pozycja jest na pewno oryginalna, nie ma typowych schematów czy rozwiązań, a Pech zapewnia nam masę zwrotów akcji, bo nie pozwala by bohaterom wszystko szło bez większych trudności. Fabuła w wielu momentach zaskakuje, dynamiczna akcja sprawia, że jak najszybciej chcemy poznać kolejne losy postaci. Na uwagę zasługuje fakt, że nie ma tutaj żadnego wątku miłosnego! Dla niektórych może być to minus, ale dla mnie to zdecydowanie zaleta - czasem warto odpocząć od takich wątków, które przecież pojawiają się w książkach prawie zawsze.


Ida zwyczajnie miała Pecha. Chociaż nie, to nawet nie było tak: Pech miał Idę. Trzymał mocno, nie puszczał, śledził jak cień, czepił się jak rzep psiego ogona, wierny niczym najlepszy przyjaciel, zawsze gotów, by pokrzyżować jej plany i zwalić pod nogi nie kłodę, a cały ich stos.


Bohaterowie również na plus, ponieważ są wspaniale wykreowani. Ida to taka trochę nieudaczniczka życiowa - nic jej nie wychodzi, ale mimo wszystko dziewczyna ze wszystkich niepowodzeń wychodzi z podniesioną głową. Uczy się na własnych błędach, czasami podejmuje głupie i nieprzemyślane decyzje, ale przecież każdemu się zdarza. Uwielbiam też Teklę i jej manierę mówienia do wszystkich w trzeciej osobie! Z początku nieco wkurzające, ale nadało tej postaci indywidualności. Zdecydowanie podobało mi się ucieleśnienie Pecha, który zastanawiał się, śmiał się i wynajdywał kolejne sposoby na uprzykrzenie Idzie życia. Na moją uwagę zasługuje też Gryzak - przekochany, lecz krwiożerczy :D Najbardziej wkurzał mnie Duch, Milenka śmieszyła, a Róża była dla mnie neutralna.

Książka ogromnie mi się spodobała! Pochłonęłam ją w dwa dni i nie mogę się doczekać dalszych losów Idy i pozostałych bohaterów. Może do książek Kisiel jeszcze trochę brakuje, ale na pewno będę Szamankę dobrze wspominać :)

Ocena: 8/10

















Czytaj dalej »

Złotowidząca #1: Ucieczka - Rae Carson

piątek, 9 lutego 2018


Pozytywne recenzje i ciekawy opis fabuły skusiły mnie do sięgnięcia po tę książkę. Czy Złotowidząca mnie zachwyciła czy raczej rozczarowała?



Tytuł: Ucieczka
Autor: Rae Carson
Tłumaczenie: Ewa Spidyrowicz
Seria: Złotowidząca
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 381
Poprzednia część: -
Następna część: Schronienie

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Otrzymana w prezencie
Abc czytania: Wariant fantastyczny (Z)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ







Leah Westfall mieszka wraz z rodzicami w małym domku. Ma wszystko czego jej potrzeba: ciepły
dom, kochającą rodzinę i najlepszego przyjaciela Jeffersona. Oprócz tego Lee ma pewien dar: potrafi wyczuwać złoto. Pewnego dnia całe jej dotychczasowe życie legło w gruzach i dziewczyna musi uciekać do Kalifornii przed ludźmi, którzy chcą wykorzystać jej dar.


Ludzie kłamią bez przerwy i to nie robi na mnie wrażenia. Ale jedno małe kłamstewko z twoich ust kompletnie zwala mnie z nóg.


Czytałam wiele pozytywnych recenzji, ale czasami narzekano na nudę. Czy ja również to zauważyłam? Może na początku, rzeczywiście, trochę nie mogłam wkręcić się w fabułę, ale nie trwało to długo. Nie wiem czy powodem nie jest coś, co bardzo, ale to bardzo mnie z początku irytowało - główna bohaterka na swojego ojca mówi tatko. I może nie byłoby źle, gdyby pojawiało się to jedynie co jakiś czas, ale ona ani razu nie nazwała go inaczej. Mała rzecz, ale mnie bardzo irytowała. Jednak kiedy Lee wyruszyła już w podróż, tatko nie pojawiał się już tak często, a ja bardzo się wciągnęłam i nie mogłam się oderwać. Książka jest oczywiście oparta na motywie podróży, w której towarzyszymy bohaterce od samego początku do końca. Dla jednych będzie to plusem, dla innych minusem, ale mi osobiście się to bardzo podobało. Autorka pokazała jak ludzie zmieniają się podczas podróży, jak zaczynają zawiązywać się relacje między członkami wyprawy, co niektórzy są zdolni zrobić po to by przetrwać. Zdecydowanie pomysł na to był bardzo dobry jak i również jego wykonanie. Jednak oprócz podróży mamy coś jeszcze: nasza bohaterka posiada dar wykrywania złota. Jednak wcale nie gra to tutaj pierwszych skrzypiec. Myślałam, że ten wątek będzie trochę bardziej rozwinięty, a sama moc Lee częściej wykorzystywana i cała historia będzie oparta właśnie na wykrywaniu złota. No cóż, myliłam się, autorka zdecydowanie bardziej skupiła się na podróży, ale nie mogę powiedzieć, że był to zły pomysł. Całość wyszła naprawdę dobrze, ale mimo wszystko mam nadzieję, że w kolejnej części wątek daru Lee będzie bardziej rozwinięty. Akcja dzieje się podczas kalifornijskiej gorączki złota, co nadało fabule bardzo ciekawe realia i chętnie czytałam o tym, jak wiele ludzie potrafią poświęcić dla bogactwa. Akcja nie pędzi, toczy się w umiarkowanym tempie, czasami poprzetykana zwrotami wydarzeń. Pewne rzeczy mnie zaskoczyły, inne mniej, ale nie mogę powiedzieć, że się nudziłam, a wręcz przeciwnie, śledziłam historię z zapartym tchem i byłam ciekawa co wydarzy się dalej.

Bohaterowie również są dobrze wykreowani. Lee jest odważną dziewczyną, nie boi się wyzwań i umiała sobie poradzić w ciężkich sytuacjach. Polubiłam ją, nie irytowała mnie i martwiłam się o jej losy. Jefferson to chłopak z ciężką przeszłością, współczułam mu i również zyskał moją sympatię, przede wszystkim upartością w dążeniu do celu. Therese również była ciekawą postacią. Z uśmiechem wspominam niektóre sytuacje z udziałem pani Joyner, która mogła irytować, ale robiła to z dobrej woli, więc koniec końców dało się ją polubić. Momentami miałam jednak wrażenie, że bohaterowie są nieco zbyt idealni. Lee wszystko cały czas się udawało, nie popełniała głupich decyzji, zawsze była tą najlepszą... Jefferson w sumie też był nieco wyidealizowany. Bohaterowie byli albo całkiem dobrzy, albo źli. Nie przeszkadzało mi to jakoś mocno, ale przez to nie miałam poczucia, że mogliby być oni prawdziwi.


Dziwne, jak pewnych rzeczy się nie zauważa, póki ich nie stracisz.


Pojawia się również delikatny wątek miłosny, rozgrywający się gdzieś w tle. Nie przyćmiewa fabuły, a stanowi jedynie dodatek. Oczywiście przewidywalny, ale na szczęście uczucie między bohaterami nie pojawiło się znikąd, a stanowiło efekt pogłębiania się ich relacji.

Styl autorki jest prosty, lekki, ale jednocześnie ciekawy. Rae Carson potrafi wciągnąć czytelnika w opisywane przez siebie wydarzenia, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko. Momentami pojawiały się również sceny humorystyczne.


Bezczynność kusi, chciałabym odpocząć, ale nie śmiem. Z bezczynnością przychodzą złe myśli.


Podsumowując, jestem bardzo usatysfakcjonowania tą lekturą. Wydarzenia wciągnęły mnie, a motyw podróży okazał się bardzo dobrze wykorzystany. Mam tylko nadzieję, że kolejny tom bardziej skupi się na mocy głównej bohaterki. To miła, ciekawa i przyjemna historia, którą bardzo Wam polecam :)

Ocena: 8/10


Czytaj dalej »

Poznaj swojego dożywotnika Book TAG

wtorek, 6 lutego 2018

Postanowiłam odpowiedzieć na kolejną nominację, tym razem od Kitty. Znów - przepraszam, że trochę długo to trwało :D Akurat skończyłam Nomen omen Marty Kisiel, więc stwierdziłam, że to idealny moment na zrobienie TAGu dotyczącego Dożywocia tej autorki, które uwielbiam <3 A więc, zaczynajmy!

Testament, czyli poznaj swojego dożywotnika
(stworzenie, najlepiej z książki fantasy)
Książka: Buntowniczka z pustyni Alwyn Hamilton
Moim dożywotnikiem jest buraqi. Dla niewtajemniczonych jest to taki... magiczny, pustynny koń. Wspaniale, bo buraqi to były cudowne zwierzęta <3 

Talent, czyli specjalna umiejętność twojego dożywotnika
(umiejętność)
Książka: Imperium burz Sarah J. Maas
Magia. No i pięknie! Czyli z pustynnego konia zrobił mi się pustynny jednorożec? Jak miło <3 

Lichotka, czyli odziedziczone z dożywotnikiem lokum
(miejsce, najlepiej budynek)
Książka: Fałszywy pocałunek Mary E. Pearson
Miejsce naszego zamieszkania nie jest jednak zbyt wygodne, bo będziemy mieszkać w ruinach. Mogłoby być gorzej, ale i lepiej. Mam tylko nadzieję, że mój buraqi wyczaruje nam jakieś miłe poduszki, kocyki i różne takie rzeczy i stworzymy z tych ruin przytulne mieszkanko. 

Krakers, czyli niespodziewany lokator, który będzie przygotowywał posiłki
(istota, stworzenie lub osoba)
Książka: Nomen omen Marta Kisiel
Gotować będzie nam Basia! Z Basią na pokładzie na pewno nie będzie nudno. W sumie to jeszcze nie objawiła talentu do gotowania, ale kuchni może nam nie spali. Jeśli w ogóle w tych ruinach jest jakaś kuchnia... :D

Panicz Szczęsny, czyli duch, który postanowi spędzić z tobą resztę życia (oczywiście twojego)
(osoba)
Książka: Pieśń jutra Samantha Shannon
Pamiętam, że Tom był miły i inteligenty, więc może nie będzie źle!

Carmilla, czyli najbliższa ci osoba, która będzie próbowała wyjaśnić wszystko racjonalnie
(osoba)
Książka: Dziewczyna z Dzielnicy Cudów Aneta Jadowska
No i sprawy nieco się pokomplikowały bo za nic w świecie nie chciałabym, żeby moją najbliższą osobą była Irena. Już wolę się zakumplować z Tomem, naprawdę! Ale skoro będzie wszystko wyjaśniała racjonalnie to powiem jej, że my tutaj takich nie przyjmujemy, a mój buraqi sprzątnie ją swoim rogiem xD Ale racjonalność i Irena? Jakoś mi to nie pasuje, ona była psychiczna...

Licho i bamboszki, czyli co otrzymasz od swojego dożywotnika
(przedmiot)
Książka: Kamień i sól Victoria Scott
Nie no, dzięki buraqi, naprawdę, ale po co mi pompowany ponton w ruinach...? No, chyba, że wyczarujesz mi jakiś basen czy coś...

Tesco, czyli twoja oaza spokoju od codzienności dożywocia
(miejsce)
Książka: Dwór mgieł i furii Sarah J. Maas
Dwór Lata. Zdecydowanie jestem na tak! Jak to miło, że raz na jakiś czas opuszczę te przeklęte ruiny i będę sobie odpoczywać na Dworze Lata. W sumie to nawet kojarzy się z wakacjami. O, wiem! I wezmę mój ponton, coby sobie popływać w jakichś jeziorach na tym dworze... :D

Turu Brząszczyk, czyli kto będzie podtrzymywał dobry nastrój wśród dożywotników
(osoba lub stworzenie, istota)
Książka: Diabolika S. J. Kincaid
Nie jestem pewna czy Nemezis podtrzymywałaby dobry nastrój, bo ona tylko cały czas się zamartwiała i zastanawiała, czy być diaboliką czy jednak człowiekiem... Ale jakieś tam poczucie humoru miała, więc jeśli zostawi swoje własne rozterki to z chęcią ją przygarnę :)

Tsadkiel, czyli lokator-perfekcjonista, który będzie uprzykrzał wszystkim życie
(osoba lub stworzenie)
Książka: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender Leslye Walton
Wydaje mi się, że Gabe nie uprzykrzał innym życia, a wręcz pomagał we wszystkich pracach w gospodarstwie itd. Ale, może rzeczywiście był perfekcjonistą i jak zacznie nam w tych ruinach rozkazywać to chyba się nie pozbieramy. Ale był zdecydowanie milszy, niż Tsadkiel, więc chyba nie będzie tak źle :)

Dożywocie, czyli jak podoba ci się twoja nowa reszta życia? 
W sumie to zapowiada się wspaniale. Pustynny jednorożec buraqi władający magią, wakacje na Dworze Lata z pontonem, kuchnia Basi i przytulne mieszkanko w ruinach. Czego chcieć więcej? :D Tylko z tą Ireną trzeba coś zrobić, bo po pierwsze nie potrzebujemy racjonalnie myślących, a po drugie nie chcemy jej tutaj. Ale tym zajmie się buraqi, więc jestem spokojna :D

Forum opiekunów dożywotników, czyli kogo jeszcze nominujesz do otrzymania testamentu:
Wszystkich, którzy uwielbiają książki Marty Kisiel i Dożywocie! Poczujcie się jak Konrad, który po raz pierwszy pojawił się w Lichotce :D 



Czytaj dalej »

Historia prawdziwa kapitana Haka - Pierdomenico Baccalario

sobota, 3 lutego 2018




Zakochałam się! Moja miłość zaczęła się od momentu gdy zobaczyłam tę przepiękną okładkę. Niestety nie było mi dane ujrzeć jej na żywo, bo czytałam książkę w formie e-booka i ubolewam nad tym, bo podobno wnętrze również jest pięknie wydane. Jednak moja miłość trwa nadal, bo treść książki również jest przecudowna <3


Tytuł: Historia prawdziwa kapitana Haka
Autor: Pierdomenico Baccalario
Tłumaczenie: Marzena Radomska
Seria: -
Wydawnictwo: Olesiejuk
Liczba stron: 316

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Powieść/fikcja historyczna
Abc czytania: Wariant autorski (B)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,4 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





28 kwietnia 1829 roku w Windsorze rodzi się dziecko, które może odmienić losy Anglii. To nieślubny syn króla Jerzego IV i z tego powodu niemowlę i jego matka muszą natychmiast opuścić dwór. James Fry wchodzi na pokład statku, gdy ma zaledwie trzynaście lat i od tego momentu rozpoczyna życie pirata – wkrótce stanie się najbardziej poszukiwanym człowiekiem imperium brytyjskiego. Ten wyjęty spod prawa wygnaniec ma przy sobie stary zegarek – klucz do swojej przeszłości. Do historii przejdzie jako Młody Lord, Bosy, Książę Mórz… Nikt jednak nie wie, że jest prawdziwym kapitanem Hakiem. (opis z lubimyczytać.pl)


"Byli głupi, że ze sobą nie rozmawiali. Że wszystko trzymali w tajemnicy. Gdyby tylko mogli porozmawiać we właściwym momencie. Ale właściwy moment nie istniał. Życie było sekwencją niewłaściwych momentów."


Tym razem pozwoliłam sobie skopiować opis, bo jest to tak ładnie napisane, a sama nie potrafiłam tego tak opisać. Każdy z Was słyszał pewnie o kapitanie Haku? Od razu jak dowiedziałam się, że to o tej postaci jest ta książka, zapragnęłam ją przeczytać, ponieważ go uwielbiam. Historia Jamesa od samego początku przypadła mi do gustu. Kibicowałam chłopcu w spełnianiu marzeń, z zapartym tchem śledziłam jego losy. Lubię takie marynistyczne elementy w książkach, więc pod tym względem również byłam zachwycona - statek, marynarze, burze, sztormy, abordaże... W fabułę wplecione są fakty historyczne, co też w pewien sposób mnie zaciekawiło. Nie jest to oczywiście oparte na prawdziwych wydarzeniach, ale historycznych postaciach i faktach. Sama historia jest jednak tak napisana, że praktycznie możnaby uwierzyć, że wszystko stało się naprawdę. Najlepsze jest to, że czytelnik przez całą książkę wie, że James powinien być królem Anglii, a został piratem, natomiast sam bohater ciągle zadaje sobie pytanie: kim tak naprawdę jest? Jest to też powieść o przyjaźni, bo na statku nawiązały się bardzo bliskie relacje. Załoga Jamesa nigdy go nie opuściła, jego przyjaciele zawsze przy nim byli i wspierali go nawet w trudnych i ciężkich dla niego momentach. Fabuła zawiera dużo momentów grozy, szybką akcję, ale też przemyślenia Jamesa, wzruszenia, marzenia oraz humorystyczne sytuacje.

Dodatkowo nie ma tutaj żadnego wątku romatycznego. Jest pokazana miłość dziecięca, ale romansu na szczęście tutaj nie zobaczymy. Bo rzeczywiście, kto widział kiedykolwiek pirata, który próbowałby zdobyć względy jakiejś panny romantycznymi eposami? :)


"Jeśli ktoś nie znajduje czasu na czytanie, to znaczy, że po prostu nie ma na to ochoty."


Oczywiście najlepiej wykreowaną postacią jest sam James. Towarzyszymy mu do momentu narodzin do samej starości. Możemy patrzeć jak rośnie, rozwija się, jak z niepozornego chłopca staje się dojrzałym mężczyzną. Widzimy, jakie sytuacje ukształtowały jego charakter i wpłynęły na to, że był takim, a nie innym człowiekiem. Jamesa nie da się nie polubić! Osobiście bardzo mu kibicowałam i byłam pełna podziwu dla jego postaci - został wykreowany bardzo prawdziwie. Jednak nie tylko główny bohater zasługuje na moją uwagę. Każdy członek załogi ma swój własny charakter. Również o ich losy się martwiłam i przejmowałam się co się z nimi stanie. Jedną z moich ulubionych postaci jest jeszcze Florence, chociaż poznajemy ją dopiero pod koniec, jest wspaniałą i pozytywną bohaterką, podobał mi się jej upór w dążeniu do celu.

Styl autora również jest niesamowity! Przez książkę się płynie, zupełnie tak jak Gwiazda Zaranna pokonywała morskie fale. Jako dowód mam to, że pochłonęłam ją w jeden dzień. Pan Baccalario potrafi wciągnąć czytelnika w wydarzenia które opisuje, pozostawia nutkę tajemniczości i napięcia, tak, że nie można się od książki oderwać.


"Czasem bardzo czegoś pragniemy, marzymy o tym dniami, tygodniami, miesiącami, nie wierząc w duchu, że nasze marzenie kiedykolwiek się ziści, a gdy może się stać rzeczywistością, jesteśmy przerażeni i sparaliżowani."


Jest to wspaniała powieść, w której totalnie się zakochałam! Wspaniały styl autora, nawiązanie do historii Angli, motywy pirackie i genialna postać Jamesa sprawiają, że nie można przejść obok tej pozycji obojętnie. Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić, a do tego jest jeszcze ta cudowna okładka <3

Ocena: 10/10



Czytaj dalej »

Podsumowanie stycznia

środa, 31 stycznia 2018


Ze stycznia jestem bardzo zadowolona. Miałam wspaniałe ferie i udało mi się sporo przeczytać oraz napisałam dużo postów na bloga, więc zapraszam. Będą pojawiać się co 3 dni :) Blog również przeszedł sporo zmian. Prawdopodobnie zauważyliście nowy szablon na blogu. Mam nadzieję, że się Wam podoba, a został wykonany przez cudowną KittyAillę za co jeszcze raz dziękuję! Jednak mogliście również zauważyć inną zmianę, bowiem nie nazywam się już Magic Wizard, a Magicienne. Myślę, że jest to korzystna zmiana, bo przede wszystkim lepiej brzmi :P Wiem, że kojarzycie mnie już pod starym nickiem, ale zmiana nie jest jakoś bardzo drastyczna i mimo wszystko może mnie rozpoznacie :P Przede wszystkim mi bardziej się podoba :D


Ilość przeczytanych książek: 6

Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson: Genialna książka z jednym z najlepszych wątków miłosnych jakie czytałam. Więcej o niej w recenzji.

The Call. Wezwanie - Peadar O'Guilin: To było niestety małe rozczarowanie. Pomysł fajny, ale przeszkadzał mi styl autora. Zdecydowanie niewykorzystany potencjał :( Recenzja

Nomen Omen - Marta Kisiel: Oczywiście zabawna i pełna absurdy, jak zwykle u Kisiel. Wspaniała historia o rodzince Przygodów. Wolę Dożywocie, ale Nomen Omen też miało w sobie to "coś" :D Recenzja

Historia prawdziwa kapitana Haka - Pierdomenico Baccalario: Wspaniała, tajemnicza i magiczna historia, choć wcale nie o magii, a o genialnym kapitanie Haku! Niedługo recenzja :)

Złotowidząca. Ucieczka - Rae Carson: Miła powieść oparta na motywie przygody. Wciągnęła mnie i bardzo mi się spodobała :D Recenzja wkrótce!

Kaldera - John Flanagan: Po Flanaganie jednak spodziewałam się czegoś więcej! Oczywiście nadal uwielbiam tego autora i całą serię, ale w Kalderze czegoś mi zabrakło. Zapraszam na recenzję, która już niedługo.



Liczba przeczytanych stron: 2212
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 71
Najlepsza książka miesiąca: Historia prawdziwa kapitana Haka lub Fałszywy pocałunek
Najgorsza książka miesiąca: The Call
Ilość opublikowanych postów: 14
W tym recenzji: 8
Najpopularniejszy post: Social media Book TAG

PODSUMOWANIE WYZWAŃ 
Kitty's Reading Challenge: 6/50
Abc czytania: Wariant autorski: 3/22    Wariant fantastyczny: 3/22
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 17,1/168 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



A jak Wasz styczeń? Rozpoczęliście rok 2018 na spokojnie czy trochę poszaleliście? 


Czytaj dalej »

Nomen omen - Marta Kisiel

poniedziałek, 29 stycznia 2018




Książki Marty Kisiel są znane z tego, że jest tam dużo, dużo humoru. Nomen Omen było jedym z moich planów już od dawna i w końcu udało mi się poznać tę pozycję. Wszechobecny humor, niesamowity styl, wspaniali bohaterowie i zaskakująca fabuła = Nomen Omen!



Tytuł: Nomen Omen
Autor: Marta Kisiel
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 336

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Humor na pierwszym miejscu
Abc czytania: Wariant autorski: K
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,6 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Przygoda czai się za rogiem. A imię jej Salomea! Salomea Przygoda ucieka od zwariowanej rodziny, chcąc rozpocząć samodzielne życie. Gdy okazuje się, że jej stancja przypomina posiadłość z filmów grozy klasy B, prowadzona jest przez trzy siostry w dość podeszłym wieku i papugę, a w telefonie słychać głosy, Salka zaczyna zastanawiać się, czy to aby na pewno był dobry pomysł. Pojawienie się młodszego brata jedynie komplikuje i tak niełatwą już sytuację – zwłaszcza, gdy pewnego dnia próbuje utopić siostrę w Odrze... (opis z lubimyczytać.pl



"Młody człowieku, czy ty masz dno? - zwróciła się do niego.
- Teoretycznie. - Wysiorbał z miseczki resztki śmietany po mizerii.
- A praktycznie?

- Nie wiem - przyznał szczerze - ale jestem otwarty na eksperymenty."


Tym razem opisu nie napisałam sama, dlatego, że ten bardzo mi się podoba i przywodzi na myśl styl pani Kisiel, od którego chciałabym zacząć. Oczywiście chodzi o humor, który sprawiał, że wiele razy się uśmiechałam czy nawet wybuchałam śmiechem. Jednak sam styl autork jest wspaniały - trochę ironiczny, zagadkowy, ale i piekny, bo Kisiel ma wielki zasób słownictwa. Książki tej Pani są napisane w dość specyficzny sposób, ale ja osobiście go pokochałam. 

Jednak nie tylko o humor czy styl tutaj chodzi! Fabuła, którą stworzyła Ałtorka (błąd zamierzony - Kisiel sama siebie tak nazywa :D) jest zdecydowanie świetna i oryginalna. Dziwny dom, osobliwe staruszki, upiory z przeszłości - czego chcieć więcej! Wstawki z Warcrafta były dla mnie nieco niezrozumiałe, ale na szczęście nie byłam jedyną osobą, która nie ogarniała tego fenomenu, bo na szczęście nie wszyscy bohaterowie w to grali :D Dodatkowo wpleciony jest wątek historyczny, bo możemy dowiedzieć się co nieco o losach Wrocławia podczas okupacji wojennej. Bardzo mi się to podobało, szczególnie przeżycia babci Isi oraz pani Matyldy. Przy tej książce można się pośmiać, ale również czegoś nauczyć! Pojawia się również wątek romantyczny, a nawet dwa! Relacja między Salką, a Bartkiem to przykład spokojnego uczucia, które rozwija się stopniowo i cały czas wzrasta. Natomiast zupełne przeciwieństwo, czyli wybuchowa miłość od nienawiści miedzy Niedasiem i Basią również przypadła mi do gustu.


"Nie można przeżyć życia za kogoś innego, choćby nie wiem co. Nie można mu mówić, co ma robić, a czego nie, ani brać na własne barki konsekwencji cudzych czynów. Nikomu to nie wychodzi na dobre. Każdy decyduje za siebie... i tylko za siebie potem dostaje od życia po głowie."


Bohaterowie to kolejny wielki plus! Salka to odważna, energiczna i zdecydowana dziewczyna, nieco zakompleksiona i momentami zbyt emocjonalna, ale zdecydowanie ją polubiłam. Jednak jeśli chodzi o postacie żeńskie wygrywa Basia ze swoim buntowniczym nastawieniem w filigranowym ciele. Uwielbiam tę dziewczynę! Bartek też zyskał moją sympatię, przede wszystkim tym, że myślał. Za to jego zupełne przeciwieństwo, Niedaś, kompletnie nie myślał, nic, a nic. W sumie irytował, ale mimo wszystko jakoś dało się go lubić, coś w sobie miał. Jednak nagrodę bohatera roku wygrywa papuga o niezwykłym imieniu Roy Kaene! Co to był za ptak - pożerający wafelki, rzucający się z pazurami na tego, kto zalazł mu za pióra i towarzysz gry w Warcrafta! Zdecydowanie najlepsza postać <3 Każdy z bohaterów czymś się wyróżnia, każdy jest oryginalny i indywidualnie wykreowany.


"Czy pani wie, co to litość, pani Jadwigo?
- A wiem, wiem! Widziałam raz hasło w słowniku!


Podsumowaując, jestem bardzo zadowolona z tej lektury. Pani Kisiel zdecydowanie sprostała wyzwaniu i stworzyła niezamowitą historię pełną humoru i przygód w wykonaniu rodzinki Przygodów!

Ocena: 8/10



Czytaj dalej »

The Call. Wezwanie - Peadar O’Guilin

sobota, 27 stycznia 2018




Słyszałam dużo pozytywnych opinii, ale też kilka negatywnych. Wraz z samą premierą tej książki miałam na nią wielką ochotę, ale potem mój zapał nieco osłabł. Jednak gdy zobaczyłam ją w bibliotece to stwierdziłam, że mogę spróbować! 



Tytuł: The Call. Wezwanie
Autor: Peadar O' Guilin
Tłumaczenie: 
Seria: -
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 348

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Wydana w 2017 roku
Abc czytania: Wariant fantastyczny: T
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,3 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Wezwanie to moment, który czeka każdego nastolatka. Wojownicy Sidhe przychodzą po każdego, a żeby uwolnić się od ich szponów ma się jedynie trzy minuty. Nessa nie może biegać, przez kontuzję nóg. Chodzi do specjalnej szkoły przygotowującej do przetrwania w Szaroziemiach, ale nikt nie wierzy, że jej się uda. Jednak dziewczyna się nie poddaje i ćwiczy dalej. Czy osiągnie swój cel?

Na samym początku książka kompletnie mi się nie spodobała. Chyba przez styl autora. Wydaje mi się taki płytki, szorstki. Pozbawiony jakichkolwiek emocji. Wszystko jest przedstawione jakbyśmy czytali sprawozdanie z faktów jakie miały tam miejsce. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, co jest akurat plusem, bo możemy śledzić wydarzenia z kilku perspektyw, ale nie jestem pewna czy czas teraźniejszy był dobrym wyborem. Czasami jakoś gubiłam się przez to w całej fabule. Język jest młodzieżowy, czego akurat się spodziewałam, ale nie przepadam za czymś takim. Wypowiedzi bohaterów były często infantylne i takie mało poważne. Ale to młodzieżówka, więc wybaczam. Jednak sam styl autora nie w moim guście.

Przejdźmy do fabuły, czyli tego czego byłam ciekawa najbardziej. Ze wszystkich recenzji i opisów nie do końca jaso wynikało co to w ogóle jest to wezwanie i byłam tym zaintrygowana. Muszę powiedzieć, że tutaj moje oczekiwania zostały spełnione. Z napięciem śledziłam kolejne wydarzenia, próbowałam zgadnąć, który nastolatek zostanie wezwany jako kolejny i czy uda mu się przetrwać. Wiele razy zostałam zaskoczona i sam pomysł bardzo mi się spodobał. Na początku jakoś nie mogłam się wgryźć w akcję, ale potem już wciągnęłam się w wydarzenia i nie mogłam się oderwać. Jest to ponura książka, która przedstawia okrutną rzeczywistość i to, jak nastolatkowie musieli przezywciężać swoje lęki, aby przeżyć. Mogliśmy śledzić jak bohaterowie dojrzewają, jak zmienia się ich punkt widzenia na całą tę sytuację na którą nie mieli wpływu. Ale również dorośli byli często na skraju załamania nerwowego, bo nie wiedzieli co mają zrobić, żeby ochronić tych najmłodszych. Fabuła była ciekawa, pomysł oryginalny, a akcja zaskakująca.


Naród musi przetrwać.


Jednak bohaterowie to niestety kolejny minus. Wydaje mi się, że autor za bardzo się skupił na rozwinięciu tego pomysłu z wezwaniem i nieco o nich zapomniał.  Niby starał się nadać im jakieś cechy, ale to było za mało, żebym potrafiła kogoś polubić albo znienawidzić. Nessa okazała się być najlepiej wykreowaną postacią, co nie jest dziwne, skoro była główną bohaterką. Była kaleką, co utrudniało jej przetrwanie, musiała być silna, jeśli chciała przetrwać wyzwanie, a nie było na to dużych szans, a mimo to marzyła o życiu po tym wszystkim. Czasami irytowała mnie swoimi głupimi decyzjami. Jednak to zarysowanie jej osobowości nie pozwoliło mi jej polubić, znielubić, przejąć się jej losem. Była, bo była. Podobnie jak reszta bohaterów, o których w sumie nie mam nic więcej do powiedzenia. Meghan mnie irytowała, a Anto niczym się nie wyróżniał.

Nie obyło się bez wątku miłosnego, który był taki jakiś płytki. Nie wiadomo skąd i dlaczego bohaterowie się w sobie zakochali... Ale na całe szczęście ten wątek nie przyćmił głównych wydarzeń w fabule i dział się jedynie w tle.

Podsumowując, nie była to najlepsza książka jaką kiedykolwiek czytałam, ale też nie najgorsza. Fabuła i pomysł na plus, lecz cała reszta się moim zdaniem nie udała. Najbardziej przeszkadzał mi styl i język autora. W sumie zastanawiam się o co tyle szumu, bo dla mnie to zwykły przeciętniak, z potencjałem, lecz niewykorzystanym. A szkoda.

Ocena: 5/10




Czytaj dalej »

LBA #17

środa, 24 stycznia 2018

Za tę nominację dziękuję Alex z Fan of Books. Znów muszę przeprosić, że dopiero po tak długim czasie odpowiadam, ale nazbierało mi się trochę tych nominacji i nie starsza mi czasu na to wszystko!



1. Jeśli miałbyś/aś możliwość przeczytania książki w dowolnym miejscu na świecie, jaką książkę i miejsce byś wybrał/a? 
Wyspa Dominika - jednym z moich marzeń jest to, żeby tam pojechać. Po pierwsze ze względu na to, że nawiązuje do mojego imienia, a po drugie jest tam podobno pięknie <3 Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wybrać. A co bym chciała tam przeczytać? Cóż, nie jest to łatwe pytanie, ale gdybym mogła zabrałabym wszystkie książki Flanagana i czytała, czytała, czytała <3

2. Wyobraź sobie, że możesz być dowolnym bohaterem książki, kto by to był? 
W sumie to bohaterowie książek często mają ciężko w życiu... Ale gdybym mogła to chciałabym być Lią z Fałszywego pocałunku. Wiem, że miała ciężko jako księżniczka i potem zresztą też, ale... Tak jakoś sobie pomyślałam xD

3. Nagle pojawia się czarodziej i zleca Ci niebezpieczną misję, jaka jest Twoja reakcja i co robisz? 
Moja reakcja następuje w takiej kolejności: zaskoczenie, ekscytacja, strach :D Ale no oczywiście poszłabym na tę misję i dałabym z siebie wszystko!

4. Dostajesz w prezencie urodzinowym szklaną kulę, która pokaże Ci przyszłość, ale możesz zadać tylko 3 pytania, jak będą one brzmiały? 
Nie mam pojęcia... Nie chciałabym znać teraz swojej przyszłości, wolę poznawać ją po kolei :D Do głowy przychodzi mi tylko jedno pytanie: czy będę szczęśliwa?

5. Kim byś był/a w magicznym świecie? 
Zawsze chciałam być elfem. Nie wiem dlaczego. Najlepiej z jakąś mocą związaną z wodą czy coś takiego :D

6. Ludziom grozi niebezpieczeństwo, możesz wybrać 5 bohaterów z książek o pomoc. Kto nimi będzie? 
Calaena ze Szklanego tronu, bo umiała dobrze walczyć, Halt ze Zwiadowców bo wymyśliłby jakąś strategię. Percy z Percy'ego Jacksona, żebyśmy mogli liczyć na pomoc bogów i herosów, Paige z Czasu żniw, bo przydałby nam się jasnowidz i może jeszcze Amani z Buntowniczki z pustyni - dobra była!

7. Masz może ulubiony mem książkowy lub około książkowy? 
Chyba nie, przeglądam czasem jakieś memy, ale nie sądzę abym miała ulubiony :P

8. Jaki jest Twój ulubiony sos do pizzy? 
Czosnkowy <3

9. Jaki jest Twój ulubiony bohater, którego wszyscy nienawidzą?
Może nie wszyscy, ale większość ludzi narzeka na Feyrę z Dworów. Nie powiedziałabym też, że jest to moja ulubiona bohaterka, ale nie widzę powodów do narzekania. Owszem, czasami popełniała błędy, ale lubiłam ją.

10. Jaką książkę ostatnio czytałeś/aś? I jakie budzi wobec Ciebie uczucia? 
Ostatnią książką jaką przeczytałam na moment robienia tego posta jest Fałszywy pocałunek. Recenzję już pewnie widzieliście, a jak nie to zapraszam. Jakie budzi we mnie uczucia? Na pewno pozytywne, bo uwielbiam tę książkę! Cudowna była <3

11. Twój ulubiony serial? 
Nie oglądam seriali :)


To by był na tyle! Dziekuję za przeczytanie posta! Nikogo nie nominuję, ale jeśli ktoś chce to myślę, że można odpowiedzieć na te pytania co ja, bo są ciekawe, a myślę, że Alex się nie obrazi :) Pozdrawiam!
Czytaj dalej »

Kroniki ocalałych #1: Fałszywy pocałunek - Mary E. Pearson

niedziela, 21 stycznia 2018







Słyszałam masę pozytywnych opinii o tej książce. Od samej premiery miałam na nią ochotę i wreszcie udało mi się ją poznać, a tym samym była to moja pierwsza książka w tym roku. Czy rok 2018 zapoczątkowałam cudowną czy słabą książką? Czy Fałszywy pocałunek mi się spodobał czy raczej mnie rozczarował? Przekonacie się czytając tę recenzję.

"Eristle nauczyła mnie słuchać, zamykać oczy nawet podczas największej nawałnicy, nawet gdy moje serce trzęsło się ze strachu, nawet gdy w mojej głowie było pełno codzienny hałasów. Nauczyła mnie być cicho i słuchać tego czym chciał się podzielić ze mną świat."





Tytuł: Fałszywy pocałunek
Autor: Mary E. Pearson
Tłumaczenie: Emilia Skowrońska
Seria: Kroniki ocalałych
Wydawnictwo: Initium
Liczba stron: 432
Poprzednia część: -
Następna część: ?

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Abc czytania: Wariant fantastyczny: F
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: + 3,3 cm
Kitty's Reading Challenge: Narracja wielotorowa
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Lia jest księżniczką Morrighan, a zarazem Pierwszą Córką. Ten tytuł oznacza dla niej wiele różnych obowiązków, na które nie zawsze ma ochotę. Jednym z nich jest małżeństwo z księciem z innego królestwa, w celu zawarcia sojuszu politycznego. Jednak dziewczyna nie ma zamiaru postępować wraz z tradycją, lecz poślubić kogoś z miłości. Ucieka do małej wioski i rozpoczyna nowe życie. Jest jednak wielu ludzi, którzy pragną ją zabić... Czy dziewczyna przetrwa? Czy uchyli się przed przeznaczeniem? Dodatkowo do wioski przybywa dwóch przystojnych mężczyzn, którzy wydają się aż nadto zainteresowani Lią. Zabójca, książę oraz Lia, która nic nie wie o ich przeszłości i nagle okazuje się, że zaczyna się... zakochiwać.


"Pewnego razu był sobie człowiek tak wspaniały jak bogowie. Ale nawet to, co wspaniałe, może drżeć ze strachu. Nawet to, co wspaniałe, może upaść."


Powiem Wam tak - zdecydowanie rozpoczęłam ten rok książką cudowną i mam nadzieję, że kolejne będą równie dobre. Nie spodziewałam się po niej wiele. Myślałam, że okaże się zwykłą młodzieżówką, z wątkiem fantastycznym i romantycznym. I mimo, że tak jest, to jednak Fałszywy pocałunek ma w sobie to coś. To, przez co wciągamy się w wydarzenia i nic nie może nas oderwać, że zakochujemy się w bohaterach i przeżywamy z nimi wszystkie rozterki, że chcemy poznać ciąg dalszy, rozwiązać wszystkie zagadki, tajemnice i po prostu czytać! Uwielbiam takie klimaty. Pierwsza połowa książki była swego rodzaju wprowadzeniem do całej historii. Nie było dużo akcji, ale to nie sprawiło, że książka nie była ciekawa, wręcz przeciwnie - bardzo miło się czytało, chociaż bez większych emocji. Jednak nagle tępo akcji wzrosło, ja zaczęłam się coraz bardziej wciągać i ani się obejrzałam, już książka się skończyła. Nie mogę powiedzieć, że cokolwiek przewidziałam, autorce udało się mnie wiele razy zaskoczyć! Zdecydowanie książka była nieprzewidywalna i w punkcie kulminacyjnym po prostu nie mogłam otrząsnąć się ze zdziwienia: ale jak to? Świat, który wykreowała pani Pearson jest wspaniały. Mamy dwa królestwa: Morrighan i Dalbreck, które od lat prowadzą ze sobą wojny, a połączyć ma je sojusz, czyli małżeństwo. Jest jeszcze Venda, kraj barbarzyńców, który nie może sobie pozwolić na to, żeby tak silne królestwa zawarły sojusz. Wszystkie opisy miejsc i świata były dobrze dopracowane, tak, że łatwo mogłam sobie to wszystko wyobrazić. Przede wszystkim na uwagę zasługuje również pomysł - na magię, która nie do końca jest magią oraz te wszystkie starożytne języki i tajemnice z nimi związane.



"Gdybym tylko mogła wyciągnąć rękę i sięgnąć gwiazd, posiadłabym całą wiedzę. Zrozumiałabym.

Co byś zrozumiała, kochanie?

To, odparłabym, przyciskając dłoń do piersi."
  
Mogliście już zauważyć, że często krytykuję wątki miłosne, a już tym bardziej trójkąty! Jednak jakimś cudem, była to książka, w której trójkąt był bardzo dobrze zrobiony i dzięki temu podobał mi się! Przede wszystkim dlatego, że nie był taki oczywisty, Lia nie była niezdecydowaną, płaczliwą nastolatką zastanawiającą się kogo wybrać, ba, nawet nie przyszło jej do głowy, żeby miała któregokolwiek wybierać. Na obu jej zależało, ale mądrze do tego podchodziła. Zresztą panowie również byli nieoczywiści, ale o tym za chwilkę ;) Wracając do miłości - widziałam, że uczucie pojawiające się między bohaterami jest prawdziwe, że nie wzięło się znikąd, że nie była to „miłość od pierwszego wejrzenia”, lecz stopniowe poznawanie siebie. Tak właśnie pisze się wątki miłosne!

Bohaterowie są kolejnym cudownym elementem tej powieści. Lia, nasza główna bohaterka, to dziewczyna zdecydowana, odważna, inteligenta i po prostu chcąca spełniać swoje marzenia. Popełnia też błędy, nie wszystkie jej decyzje pochwalałam, ale bardzo ją polubiłam. Pauline to taka kochana, skromna dziewczyna. Moją ulubienicą jest Berdi - wspaniała kobieta! Pokochałam ją od pierwszego słowa, jakie wypowiedziała w tej książce! Obaj męscy bohaterowie są cudownie skonstruowani! Rafe jest taki wspaniały, uwielbiam go! Za jego wrażliwość, ale też za charyzmę <3 Za to Kaden również podbił moje serce, tym razem faktem, że jego sposób bycia tak nie pasował do tego kim był. Jestem bardzo ciekawa przeszłości i tajemnic tego bohatera. Nie potrafię powiedzieć, który z nich urzekł mnie bardziej, jednak skłaniam się bardziej ku Rafe'owi. Dlaczego wcześniej powiedziałam, że panowie są nieoczywiści? A to dlatego, że od początku nie wiemy kto jest kim. Autorka bawi się z nami w kotka i myszkę i w pewnym momencie naprawdę nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Dopóki wszystko się nie wyjaśniło, nie byłam pewna który z nich jest księciem, a który zabójcą.



"- Ja widzę tylko przypomnienie faktu, że nic nie trwa wiecznie, nawet wspaniałość.
- Niektóre rzeczy trwają
Spojrzała na niego.
- Naprawdę? Co na przykład. 
- To, co jest ważne." 


Styl autorki jest taki tajemniczy. Bardzo mi się podobał. Od pierwszej strony się wciagnęłam. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, najczęściej z perspektywy Lii, ale również z punktu widzenia Kadena, Rafe'a i chyba raz Pauline. Często gubię się w takich zabiegach, ale tutaj wyszło to bardzo dobrze. Humoru nie ma za wiele, ale przy takiej fabule wcale nie jest to duży minus.

Podsumowując, jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Mam nadzieję, że udało mi się Was zachęcić do przeczytania tej powieści. Mnie zaskoczył, przede wszystkim, wątek romantyczny, którego się obawiałam, a ostatecznie wyszedł świetnie!

Ocena: 9/10


Czytaj dalej »

Magiczne Drzewo #8: Berło - Andrzej Maleszka

czwartek, 18 stycznia 2018




Do serii Magiczne Drzewo mam ogromny sentyment. Jest to seria, która tak naprawdę rozpoczęła moją czytelniczą przygodę. Mimo, że to książki dla dzieci, to ich czytanie nadal sprawia mi wielką przyjemność.


Tytuł: Berło
Autor: Andrzej Maleszka
Tłumaczenie: -
Seria: Magiczne Drzewo
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 433
Poprzednia część: Inwazja
Następna część: ?

Książka bierze udział w wyzwaniach:  (2017)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: + 2,6 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Kuki, Gabi, Blubek, Alik, Idalia biorą udział w szkolnym przedstawieniu. Jednak podczas malowania dekoracji stroje wszystkich aktorów zostają zniszczone, a premiera spektaklu jest następnego dnia. Dzieci idą do wypożyczalni strojów, a oprócz nich znajdują tam magiczne berło, które spełnia rozkazy tego kto je trzyma. Alik bierze to berło, jednak pod jego woływem zaczyna się dziwnie zachowywać. O co chodzi? Kto jeszcze chce zdobyć magiczne berło? Czy dzieci i pies Budyń dadzą radę zapobiec dostaniu się berła w niepowołane ręce?

Fabuła jest prosta, nieskoplikowana i nieco przewidywalna. Jestem pewna, że dzieci czerpałyby pełną przyjemność z czytania i odgadywania wszystkich zagadek razem z bohaterami. Dla mnie większość z nich nie stanowiła zaskoczenia. Jednak czytało mi się książkę szybko, przyjemnie i muszę powiedzieć, że mnie wciągnęła i jak najszybciej chciałam poznać dalsze losy bohaterów. Zaskoczenie stanowi dla mnie zakończenie, ponieważ wszystkie poprzednie części opowiadały praktycznie jedną historię, a tutaj mamy zwrot akcji i trzeba czekać, żeby zobaczyć co będzie dalej.

Osobiście bardzo lubię wszystkich bohaterów. Moją ulubienicą cały czas jest Gabi. Kuki również jest ciekawą postacią, patrzymy jak zmienia się z każdym kolejnym tomem. Niezbyt przepadam z Blubkiem, bo jest dla mnie zbyt "zakomputerowany"... Idalię też lubię, odważna i zdecydowana dziewczynka, jednak czasami zachowywała się dość głupio. Alik jest taki cichy, ale mądry :) I moj ulubieniec, czyli Budyń <3 Kocham tego psa!

Styl pana Maleszki jest prosty i lekki. Książkę czyta się po prostu błyskawicznie, może też ze względu na duże litery... Pojawia się też nutka humoru, który dla młodszych pewnie będzie bardziej śmieszny, niż dla mnie ;)

Podsumowując, mimo, że to książka dla młodszych czytelników, ja bardzo chętnie po nią sięgnęłam i z wielką przyjemnością przeczytałam!

Ocena: 7/10
Czytaj dalej »

Tajemnica gwiazdkowego puddingu - Agatha Christie

poniedziałek, 15 stycznia 2018




Po ciekawym i tajemniczym Morderstwie w Boże Narodzenie sięgnęłam po kolejną książkę Christie, czyli Tajemnicę gwiazdkowego puddingu. Nie wiedziałam, że są to opowiadania, co mnie zaskoczyło, bo niebyt lubię taką formę. Jednak... Tutaj wyszło to naprawdę dobrze!


Tytuł: Tajemnica gwiazdkowego puddingu
Autor: Agata Christie
Tłumaczenie: Krystyna Bockenheim
Seria: Herkules Poirot
Wydawnictwo:Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 264

Książka bierze udział w wyzwaniach:  (2017)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: + 2cm
Zmierz się z tytułami z Olą K: Tajemnica
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Nie będę pisała opisu, bo w sumie nie ma jak, w związku z tym, że jest to zbiór opowiadań. Będę oceniać je po kolei, bo każde jest trochę inne i mam o nich różne opinie ;)


"Tajemnica gwiazdkowego puddingu" - jest to pierwsze opowiadanie, a zarazem tytuł książki. W sumie to tylko to nawiązuje do Bożego Narodzenia. Bardzo mi się podobało, takie rodzinne, ciepłe i ciekawe ;)


"Jedni popełniają morderstwa, drudzy bywają wmieszani w morderstwa, jeszcze innym morderstwa narzucają się same."


"Zagadka hiszpańskiej skrzyni" - W tym opowiadaniu znowu zostaje popełnione morderstwo, a ofiara zostaje schowana w hiszpańskiej skrzyni. Ciekawe opowiadanie, nie byłam do końca pewna tożsamości sprawcy, a dedukcja Poirota znów mnie zaskoczyła!

"Popychadło" - Tutaj zamordowany zostaje pewien pan, a jego siostrzeniec oskarżony o morderstwo. Jednak żona poszkodowanego twierdzi inaczej, dlatego prosi Poirota o pomoc. Znowu mnie zaskoczyło, chociaż połowicznie, bo trochę się tego spodziewałam...

"Dwadzieścia cztery kosy" - Herkulesa Poirota zaniepokoiło odstępstwo od zwyczajów żywieniowych pewnego pana, który później został zamordowany. Tej zagadki bez pomocy Poirota bym nie rozwiązała... Chociaż nie zostałam wielką fanką tego opowiadania.


"To godne pożałowania, ale muszę przyznać, że ja, Herkules Poirot, jestem zupełnie zbity z tropu."



"Sen" - To opowiadanie bardzo mi się podobało, chyba najbardziej z całego zbioru. Pewien mężczyzna co noc ma sen, w którym popełnia samobójstwo. Któregoś dnia okazuje się, że naprawdę popełnił on to samobójstwo. Jednak, czy na pewno? Znowu Poirotowi udało się mnie zaskoczyć.

"Szaleństwo Greenshawa" - W tej historii nie występował Poirot, a zagadkę rozwiązywała panna Marple. Powiem Wam szczerze, że to opowiadanie podobało mi się najmniej. Trochę było przewidywalne i po prostu niebyt przypadło mi do gustu. Może dlatego, że chyba nie polubiłam panny Marple.


Podsumowując zbiór opowiadań uważam za bardzo udany. Większość opowiadań mi się podobała i dalej jestem pełna podziwu dla Poirota. Bardzo lubię jego sposób i podejście do sprawy. Za to opowiadanie z panną Marple niezbyt mi się podobało ;)

Ocena: 7/10



Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia