niedziela, 12 sierpnia 2018

Przepowiednia Reinkaanyiuki #1: Więź płomienia - Kalina Bobras

Opis tej książki bardzo mnie zaintrygował. Byłam ciekawa tej historii i liczyłam na to, że bardzo mi się spodoba. Czy rzeczywiście tak było?



Tytuł: Więź płomienia
Autor: Kalina Bobras
Tłumaczenie: -
Seria: Przepowiednia Reinkaanyiuki
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 450
Poprzednia część: -
Następna część: ?

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Autorka  która prowadzi głównego bohatera faceta
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,4 cm 
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Wiele lat temu Dusza Słońca uwięził swojego brata Duszę Mroku. Według prastarej legendy Dusza Mroku uwolni się, a powstrzymać może go tylko Reinkaanyiuki - nowe wcielenie i reinkarnacja Duszy Słońca. Żaden z mieszkańców Ybezmaru nie spodziewa się, że legenda może być prawdziwa. A jednak Reinkaanyiuki istnieje i musi zebrać drużynę Wybrańców, aby stawić czoła siłom Mroku. 

Autorka miała zdecydowanie dobry i oryginalny pomysł na tę powieść. Bardzo spodobał mi się cały świat i jego zasady. Bohaterowie cały czas podróżują, więc mamy okazję poznać wszystkie królestwa Ybezmaru. Niestety nie ma mapki, która w przypadku tej książki jest praktycznie niezbędna. Gdybym mogła śledzić wędrówkę bohaterów na mapie lektura okazałaby się o wiele przyjemniejsza, a ja lepiej poznałabym ten świat. Tutaj każdy człowiek ma jakąś moc, niektórzy większą, a inni mniejszą. Miałam takie wrażenie, że wszyscy młodzi ludzie z tej książki mają jakąś misję. Misja - to słowo występuje bardzo często na kartach tej powieści i czasami mnie już to denerwowało. Misja po misji i to dosłownie wszyscy mają te misje. Dla nikogo nie jest dziwne, że nagle kilkoro uczniów znika ze szkoły na kilka miesięcy, bo jest na misji. Dla mnie natomiast było to trochę nienaturalne.

Fabuła nie pędzi, a rozgrywa się w umiarkowanym tempie. Wiele rzeczy przewidziałam (chyba przeczytałam już za dużo takich książek i mało co potrafi mnie zaskoczyć :P), ale momentami nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Na kartach tej powieści opisany jest cały rok, jednak ja wcale nie czułam upływu czasu. Występowały określenia takie jak "minęły dwa tygodnie" czy "minął miesiąc". I co się przez ten czas działo? Nie wiemy, ale bohaterowie są mniej więcej w tym samym punkcie co ten "miesiąc" wcześniej. To trochę nielogiczne. Czasami natomiast było zupełnie odwrotnie, bo w jednej chwili działo się kilka rzeczy na raz. Dla przykładu na tej samej stronie bohaterowie beztrosko prowadzą rozmowę, żartują i śmieją się, a nagle dzieje się coś strasznego i w następnym zdaniu już umierają, by kilka słów potem ktoś ich cudownie uratował z opresji. 


"- "Reinkaanyiukowanie"?
- Tak sobie wymyśliłem. Ale równocześnie mogę nazwać to bohaterowaniem albo "niewiarygodny egoista sam zamierza uratować świat"."



Z bohaterami również nie było zbyt kolorowo. O każdym z nich wiele nie wiemy i mimo tego, że niby mają jakoś zarysowane cechy, to nie bardzo da się ich scharakteryzować. Można powiedzieć, że wiemy o nich tylko tyle, ile jest potrzebne. Headley, nasz główny bohater jest skryty i martwi się o przyjaciół, ale kompletnie nie nadaje się na przywódcę, którym wyznaczył go los i często podejmuje bardzo głupie i nieodpowiedzialne decyzje. Trochę mnie denerwował swoim egoizmem i ciągłym zastanawianiem się jak to się stało, że to właśnie on ma uratować świat i chyba kilkanaście razy czytałam praktycznie taki sam wywód o tym, jaki to on biedny i jak bardzo mu trudno. Młoda piratka, Yohual to chyba najbarwniejsza postać z całej książki. Zdecydowanie najbardziej ją polubiłam. Jest twardą dziewczyną i mimo, że była najmłodsza, to chyba najmądrzejsza i najbardziej odpowiedzialna z całej grupy Wybrańców. Vayleany mnie dość mocno irytowała. Miała bardzo zmienny nastrój i obrażała się bez powodu. Wyobraźcie sobie, że przez połowę książki była śmiertelnie obrażona i wręcz nienawidziła chłopaka, w którym tak naprawdę była zakochana. Ale nie odzywała się do niego i wmawiała sobie, że jest na niego zła, jednocześnie czując motyle w brzuchu na jego widok. Reszta bohaterów też nie była świetnie wykreowana i jakoś nie udało mi się z nimi zżyć czy ich polubić. Czasami miałam wrażenie, że mają oni po dwanaście, a nie osiemnaście lat, bo często zachowywali się głupio i nieodpowiedzialnie. 

Relacje między nimi też nie były dobrze zbudowane. Co prawda, książka pokazuje siłę przyjaźni, bo bohaterowie są w stanie się dla niej poświęcić i oddać za siebie życie, ale chodzi mi tutaj o szybkość w nawiązaniu tej relacji. Było to na zasadzie "O, jesteś Wybrańcem? To teraz będziemy się przyjaźnić do końca życia!". Jasne, wspólna misja i przebywanie ze sobą tyle czasu łączą ludzi, ale nie w tak szybkim czasie. Jest też ten wątek miłosny, który dzieje się w tle i nie przyćmiewa fabuły, ale też nie zostałam jego fanką. 

Została jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi tutaj przeszkadzała, a mianowicie styl autorki. Pojawiały się nielogiczne zdania, papierowe dialogi. Miałam wrażenie, że autorka pisze trochę bez emocji, bez polotu, młodzieżowym językiem, który trochę gryzł się z realiami tego świata. To debiut, więc myślę, że autorka powinna po prostu ćwiczyć i wyrobić sobie pióro. Jednak na tę chwilę styl bardzo mnie męczył, ale po ok. 100 stronach jakoś udało mi się do niego przyzwyczaić i dotrwałam do końca. 

Mam wrażenie, że tak strasznie narzekam, ale tak szczerze mówiąc to mimo wszystko ta książka mi się w miarę spodobała i naprawdę nie była taka zła... Czytałam o wiele lepsze pozycje, ale także dużo gorsze. Myślę, że jest to książka z ciekawym, wręcz wspaniałym pomysłem, który ma wprost ogromny potencjał. Fabuła bardzo mi się spodobała, przydała by się jeszcze tylko mapka, poprawa stylu i kreacji bohaterów i wyszłaby z tego bardzo dobra książka. Mimo tych wszystkich minusów jestem ciekawa dalszych losów postaci i liczę, że autorka poprawi swój warsztat i kolejne części będzie mi się czytało dużo lepiej. Nie wiem ile tomów ma liczyć seria, ale myślę, że przeczytałabym kontynuację tej opowieści. Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana z lektury, ale dla samego pomysłu i fabuły można po nią sięgnąć. Po prostu nie nastawiajcie się na coś świetnego, a na lekką historię, idealną na wakacje :)

Ocena: 6/10



czwartek, 9 sierpnia 2018

Wojna lotosowa #3: Głosząca kres - Jay Kristoff

Pierwsza część Wojny lotosowej - Tancerze burzy - spodobała mi się ogromnie! Pokochałam ten świat, bohaterów i całą tę historię. Niestety potem przyszło rozczarowanie w postaci Bratobójcy, który nie sprostał moim oczekiwaniom i nieco mnie rozczarował. Czy Głosząca kres przywróciła poziom z pierwszego tomu?




Tytuł: Głosząca kres
Autor: Jay Kristoff
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Seria: Wojna lotosowa
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 686
Poprzednia część: Bratobójca
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Abc czytania: Wariant fantastyczny (G)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +4,1 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Przed Yukiko i jej towarzyszami najważniejsza bitwa. Buntownicy przygotowują się do starcia z Gildią Lotosu i jej morderczą bronią - Miażdżycielem. Shimę atakują Gajini. Czy z nimi też będą musieli się zmierzyć? Muszą szukać jak najwięcej sojuszników, by wygrać tę wojnę. Czy sprostają wyzwaniu?

Głosząca kres zdecydowanie spodobała mi się bardziej niż poprzednia część. Od początku o wiele więcej się działo. Nie było tutaj już takiego zbyt długiego wstępu. Od pierwszej strony śledzimy akcję z wielkim napięciem. Wiele, wiele razy autorowi udało się mnie zaskoczyć, a niektóre zwroty akcji wręcz wbiły mnie w fotel. Momentami nie mogłam uwierzyć, że właśnie tak potoczyła się ta historia, a autor łamał mi serce śmiercią moich ulubionych bohaterów. Nadal obecny jest tutaj klimat Japonii, który uwielbiam! Tak jak na początku ciężko mi było zrozumieć zasady tego świata, ogarnąć nowe słowa i zwroty, tak tutaj już wcale nie potrzebowałam słowniczka (który nadal znajdziemy na końcu książki). Bardzo podobało mi się przypomnienie bohaterów i ich ostatnie znane miejsce pobytu. Mamy tutaj również wątki miłosne, które nie wysuwają się naprzód, dzieją się w tle. Relacje między bohaterami nie wzięły się znikąd i są skutkiem poznawania siebie. 

Zakończenie historii jest wprost oszałamiające! Gdy to wszystko czytałam byłam po prostu w szoku i nie mogłam się doczekać, aż dowiem się co będzie dalej. Autor wszystko dopracował i dopiął na ostatni guzik. Podobało mi się to, że fabuła się nie urywa. Nie mamy tutaj niedopowiedzianego zakończenia. Wszystko jest wyjaśnione, mamy również rozdział z tym jak potoczyło się życie bohaterów dalej, już kilka lat później. 


"Nawet wśród całej tej śmierci jest życie. (…) Jest miłość."


Jeżeli czytaliście moją recenzję Bratobójcy, wiecie, że niezbyt polubiłam się z nowymi bohaterami, których tam poznaliśmy. Mam tutaj na myśli Hanę i Yoshiego. Na szczęście w Głoszącej kres zyskali moją całkowitą sympatię! Hana wcześniej mnie wkurzała, teraz bardzo ją polubiłam i uważam, że była naprawdę wspaniałą dziewczyną. Podobnie Yoshi, który w tej części musiał uporać się z wielką stratą i bardzo mu współczułam.  Akichito jest cudownym facetem i mądrym człowiekiem. Yukiko nadal bardzo lubię, uważam, że to świetnie wykreowana postać. Buruu jest moją miłością, uwielbiam go! <3 Też chcę takiego latającego tygrysa gromu! Bardzo interesujący był dla mnie wątek jego przeszłości, od samego początku byłam go niezmiernie ciekawa. Pozostał jeszcze Kin, który stracił moje zaufanie pod koniec poprzedniej części, w tym tomie miałam co do jego postępowania wiele wątpliwości i była to dla mnie wielka zagadka. Czy ostatecznie odzyskał moje zaufanie, musicie dowiedzieć się sami ;) Ogólnie bohaterowie są wykreowani bardzo dobrze. Każdy z nich ma własny, złożony charakter. Nie są to postacie bezbarwne i papierowe! To po prostu prawdziwi bohaterowie z krwi i kości, którzy popełniają błędy, ale starają się z nich wyciągać dobre wnioski i żyć, tak jak potrafią najlepiej. 

Styl autora stał się dużo mniej opisowy, w porównaniu z tym, co było w Bratobójcy, jednakże nadal mamy wszystko pięknie wyjaśnione. Autor posiada duży zasób słownictwa, plastyczny styl i naprawdę bardzo dobrze czyta się tę książkę. Humoru za wiele nie ma, za to jest nieco brutalności, która mi osobiście nie przeszkadzała. 


"Kiedy cię spotkałem, byłem zagubiony. Straciłem wszystko, czym byłem. Ale ty mnie znalazłaś: w tym całym mroku, w tej całej rozpaczy. Ty, która nadałaś mi imię. Tylko ty. Moja siostra. Moje wszystko."


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z lektury! Niezmiernie się cieszę, że finał trylogii okazał się być takim strzałem w dziesiątkę! Uwielbiam te książki przede wszystkim za japoński klimat, ale także za zaskakującą fabułę oraz nietuzinkowych bohaterów. Polecam z całego serca! I nie zrażajcie się, jeśli Bratobójca nie przypadnie Wam do gustu. Według mnie Głosząca kres wszystko wynagradza :D

Ocena: 10/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Uroboros :)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Skąd się biorą moje oceny książek, czyli co biorę pod uwagę przy ocenianiu.

Cześć! Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym opiszę jak wygląda moje ocenianie książek i co decyduje o tym, jaką ocenę dostanie dana pozycja :) Zapraszam!





Beznadziejna
Przede wszystkim książka powinna mieć ciekawą fabułę, dobrze wykreowanych bohaterów i być napisana przystępnym stylem. Jeżeli żaden z tych elementów nie spełnia moich oczekiwać, a książka jest wręcz okropna, wtedy dostałaby ocenę 1. Taka pozycja musiałaby być okropna pod każdym względem, a jej czytanie byłoby dla mnie katorgą. Takiej oceny jeszcze nie dałam żadnej książce i mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy takiej wystawić. 



Zła
W takiej książce jeden z powyżej wymienionych elementów musiałby być dobry albo przynajmniej nie uważałabym książki za kompletną katastrofę. Taka lektura również nie należałaby do przyjemnych, a z książką musiałabym się męczyć. Na szczęście również takiej oceny jeszcze nie musiałam nigdy wystawić. 



Bardzo słaba
Książka oceniona na 3 musiałaby być słaba, a nawet bardzo słaba. Zupełnie by mi się nie podobała, ale dostrzegałabym w niej jakieś nikłe pozytywy np. pomysł przypadłby mi do gustu, ale wykonanie byłoby beznadziejne i książka byłaby po prostu źle napisana. Trójki żadna książka też jeszcze nie dostała :)


Słaba
Czwórkę kiedyś postawiłam! Wychodzi na to, że była to najgorsza książka jaką kiedykolwiek przeczytałam, chociaż wydaje mi się, że ta ocena była spowodowana ogromnym rozczarowaniem jakie mnie spotkało w przypadku tej książki. Mowa o Więźniu labiryntu. Czytałam tyle pozytywnych opinii, tyle pochwał i zachwytów, a książka dla mnie okazała się być po prostu słaba. Pomysł może i był, ale styl autora i przede wszystkim bohaterowie to była istna porażka... Książka na 4 to właśnie takie wielkie rozczarowanie lub po prostu pozycja, która najzwyczajniej w świecie była słaba i nieudana. 


Przeciętna
Piątka to przeciętniaki. Taka ocena pojawiła się kilka razy na moim blogu. Dostały ją The Call, bo mimo ciekawego pomysłu, nie spodobała mi się ta historia, Porwana pieśniarka, za bycie największym przeciętniakiem jakiego czytałam, Dom pod pękniętym niebem, za zupełnie nietrafiony pomysł, wykonanie i zawód na tym autorze, Magonia za brak wyrazu i wreszcie Wierna - czyli beznadziejna książka z najgorszą bohaterką jaką w życiu spotkałam. Najlepsze jest to, że Wierna zepsuła w mojej głowie obraz całej trylogii. Przed chwilą, gdy analizowałam wszystkie oceny okazało się, że Niezgodna i Zbuntowana dostały ode mnie odpowiednio oceny 8 i 9. Byłam w szoku, bo po tym co czytałam w Wiernej nie pamiętałam, że te pierwsze dwie mi się podobały, a cały cykl oceniałam na beznadziejny. Zdecydowanie Wierna zupełnie zepsuła tę trylogię, a zepsuła to nudą, bohaterką i zakończeniem, bo nagle autorce przypomniało się, że książka powinna być ciekawa. Ale dobra, za dużo się rozgadałam. Piątka to po prostu książki przeciętne i rozczarowujące.



Dobra
Ocena 6/10 pojawiała się już częściej, dlatego podam jedynie kilka przykładów. Król kruków dostał ją za ogromne rozczarowanie, ale mimo wszystko książka nie była aż taka zła, Wybrani mi się podobali, ale to po prostu zwykła młodzieżówka, Trzecia księga snów mnie nieco zawiodła, Panika nie była rewelacyjna, a Czerwona królowa mi się podobała, ale nie zachwyciła. Ogólnie te wszystkie książki były zwyczajnie dobre. Nie wystrzałowe, nie rewelacyjne i cudowne, ale też nie złe i słabe. To książki, które mi się spodobały, ale nie wywarły większego wrażenia. W których dostrzegam sporo plusów, ale też dużo minusów. 



Bardzo dobra
Książka na siódemkę to książka, która bardzo mi się podobała. Większość elementów była dobra, ale zdarzyło się parę minusów i niedociągnięć. Często to książki, w których dostrzegam potencjał i liczę na jego rozwinięcie w kolejnych tomach. Taką ocenę dostały np. Mrok, Księga luster, Poszukiwaczka, Wyspa mgieł czy Zaklinacz ognia. To książki bardzo dobre, ale po prostu nie miały w sobie "tego czegoś" za co bym je pokochała całym sercem, a jedynie jego cząstką :D



Rewelacyjna
Ta ocena niewiele różni się od poprzedniej i dzieli je naprawdę maleńka granica. Przykładowe książki, które dostały ode mnie 8/10 to Wyścig śmierci, Pojedynek, Szamanka od umarlaków, Złotowidząca czy Nomen Omen. To książki, które były świetne, bardzo mi się podobały i po prostu dostrzegłam w nich mniej minusów, niż w tych ocenionych siódemką :)



Wybitna
9/10 dostają książki, które kocham i zapamiętam do końca życia. Wyróżniają się one spośród tłumu innych. Brakuje im tylko jednego małego pierwiastka do osiągnięcia perfekcji. Taką ocenę dałam m. in. Przeklętym Świętym, Tancerzom burzy, Mojej Lady Jane, Szeptusze i Fałszywemu pocałunkowi. To książki wspaniałe, w których każdy z elementów jest genialny, ale mogą zdarzyć się małe potknięcia, które i tak wybaczam :D


Arcydzieło
Książka z 10 to książka praktycznie bez wad, książka genialna, wspaniała i cudowna, w której zakochałam się bezgranicznie. To książka, która mnie po prostu oczarowała tym, jaka jest. Taką ocenę dałam większości książek Flanagana, z serii Dary Anioła czy Szklany tron, a także Historii prawdziwej kapitana Haka, Duchom rebelii, Toni, Pierwszemu rogowi, Piątej porze roku, Zakazanemu życzeniu i wielu innym, które wywarły na mnie wielkie, ogromne wrażenie!



Czy odpowiedziałam na pytanie "Jak oceniam książki?" nie wiem. Czasami, a nawet bardzo często to intuicja podpowiada mi, jaką ocenę powinnam dać książce. Emocje, które towarzyszą przy czytaniu mają na to wielki wpływ. Teraz, gdy to analizowałam, czasami się dziwiłam, że danej książce dałam taką ocenę, a nie inną. Przy niektórych książkach to się po prostu wie, przy niektórych się waham i zaczynam analizować wszelkie plusy i minusy danej pozycji. Często mimo, że wszystkie podstawowe elementy (fabuła, bohaterowie, styl) są świetne, książka po prostu nie przypadnie mi do gustu tak bardzo, jak książka z licznymi minusami, ale posiadająca "to coś" co sprawia, że w danej historii zakochuję się nad życie. Moje oceny są subiektywne, są kierowane emocjami, ale zawsze daję książce taką ocenę, na jaką według mnie zasługuje. 

A Wy jak oceniacie książki? W ogóle robicie to w takiej liczbowej formie? A może stosujecie skalę 1-5? Dajcie znać, jak to wygląda u Was!


piątek, 3 sierpnia 2018

Triskel #1: Gwardia - Krystyna Chodorowska

Triskel fascynowała mnie opisem i pomysłem na fabułę, dlatego postanowiłam dać jej szansę? Czy autorka sprostała wyzwaniu?






Tytuł: Krystyna Chodorowska
Autor: Triskel. Gwardia
Tłumaczenie: -
Seria: Triskel
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 350
Poprzednia część: -
Następna część: ?

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Abc czytania: Wariant autorski (C)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,2 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Sinead to dziewczyna, która opuściła swój rodzinny kraj i wyjechała by studiować. Jest ona obdarzona tajemniczą mocą i pod pseudonimem MayDay wstępuje do Gwardii, która chroni bezpieczeństwo mieszkańców. Razem z przyjaciółmi Burzą i Kretem będzie musiała stawić czoła tajemnicom związanym z dziwną organizacją o nazwie Lazur. Dziewczyna tęskni za swoim przyjacielem Duncanem, żołnierzem, walczącym o wolną Sidheanię. Czy te sprawy jakoś się ze sobą łączą?

Na początku kompletnie nie mogłam się wciągnąć w historię. Opowieść o Duncanie jakoś mnie nie zafascynowała i trochę nudziła. Natomiast gdy głównym wątkiem stała się postać Sinead i jej moc od razu było lepiej, a ja z większym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Pomysł naprawdę mi się spodobał i liczę na to, że w kolejnych tomach będzie jeszcze bardziej rozwinięty. Ta część to bardziej wprowadzenie i mam wrażenie, że następne będą coraz lepsze. Mam nadzieję, że autorka mnie nie zawiedzie. Zauważyłam, że to co najpierw mnie nudziło nagle nabrało barwy i już nie było mi takie obojętne. Myślę, że autorka mogłaby popracować nad światem przedstawionym i lepiej opisać te całe moce oraz Lazur. Ale jak już wspomniałam, liczę, że to wszystko rozwinie się w następnych częściach. Na razie pomysł uważam za dobry, z ogromnym potencjałem i mam nadzieję, że autorka go wykorzysta. 


"Inne wymiary to wszystkie możliwe równoległe światy. Ukształtowane na takich samych zasadach jak nasze, z tymi samymi prawami fizyki, z tej samej materii."


Bohaterowie są wykreowani dobrze, poprawnie. Nie mamy tutaj bardzo porywających postaci, ale każda z nich ma zarysowany swój własny charakter i nikt nie pozostaje obojętny czy nijaki. Niezbyt polubiłam Duncana, natomiast Sinead bardzo! To świetna dziewczyna, kibicowałam jej i z napięciem śledziłam jej losy. Uwielbiam też Burzę za jej temperament i charakter, a Kret jest według mnie uroczy. Polubiłam też Klarę (chyba tak się nazywała :P) - koleżankę Sinead ze studiów i jestem ciekawa ojca Patricka. 

Styl autorki przypadł mi do gustu. Czytało się bardzo dobrze. Pani Krystyna nie ma trudności z opisywaniem tego, co wymyśliła. Jest też wprowadzona nutka humoru, co umilało lekturę.


"Szary garnitur wyglądał na drogi, ale ruchy mężczyzny były twarde, zdecydowane. Żołnierz, uznała Sinead, albo coś jeszcze gorszego."


Podsumowując, jestem bardzo usatysfakcjonowana. Pomysł mi się spodobał, wykonanie również i czekam na rozwinięcie w kolejnych tomach :)

Ocena: 7/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros :)


wtorek, 31 lipca 2018

Podsumowanie lipca


Lipiec to był dla mnie zdecydowanie wakacyjno-wyjazdowy miesiąc, a na książki zupełnie nie miałam czasu. Najpierw byłam na kolonii, na której bardzo mi się podobało i zdecydowanie będę ją dobrze wspominać. Następnie pojechałam do uzdrowiskowego miejsca w górach Rabki-Zdrój. Odwiedziłam również moją kochaną przyjaciółkę (poznaną dzięki blogowi i książkom :D) w Poznaniu i był to cudowny czas <3 A kiedy ten post się publikuje ja jestem w samolocie do Grecji na Zakynthos! Ale myślę, że plaża, leżak i relaks będą doskonale sprzyjały czytaniu :D W lipcu po prostu sobie odpuściłam. Z jednej strony nie miałam czasu czytać, a co za tym idzie pisać postów na blogu (co tylko potwierdza fakt, że w tym miesiącu nie pojawiła się tutaj żadna recenzja), ale najzwyczajniej w świecie nie miałam na to ochoty. Zrobiłam sobie takie małe wakacje od bloga, bo stwierdziłam, że nie ma sensu się zmuszać i robić tego na siłę, a będę po prostu korzystać z wakacji pełną parą. I myślę, że dobrze mi to zrobiło, bo teraz mogę do Was powrócić z nową energią i siłami do pisania (mam nadzieję, że już regularnego). Jak widzicie, książkę przeczytałam jedną, więc wyniki nie są powalające i zupełnie nie ma się czym chwalić, ale podsumowanie zrobić trzeba, więc jest!

Ilość przeczytanych książek: 1

Triskel. Gwardia - Krystyna Chodorowska: Przez początek jakoś nie mogłam przebrnąć, jednak potem historia mnie wciągnęła, a pomysł uważam za ciekawy i bardzo udany. Recenzja wkrótce :)


Liczba przeczytanych stron: 350
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 11
Ilość opublikowanych postów: 6
W tym recenzji: 0
Najpopularniejszy post: Opinia czy recenzja? 



PODSUMOWANIE WYZWAŃ 
Kitty's Reading Challenge: 0 (31)
Abc czytania: Wariant autorski: 1 (11)    Wariant fantastyczny: 0 (11)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +2,2 cm (102,3/168)
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Wyzwania to oczywiście też porażka, więc może to przemilczmy i porozmawiajmy o planach na sierpień! W Grecji mam zamiar dokończyć Głoszącą kres, która bardzo mi się podoba i jest tak wciągająca, że chyba będę leżeć na leżaku i to czytać całe dnie. Z jednej strony chcę to dokończyć, a z drugiej nie chcę :P Liczę jednak na to, że to przeczytam i zabiorę się za Przepowiednię Reinkaanyiuki Kaliny Bobras. Następnie mam jakieś luźne plany w stylu Opowieści niesamowitych Marcina Rusnaka, a potem zobaczymy :D Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować te plany, ale jest na to duża szansa, po sierpień będzie raczej luźniejszy ;)

A jak Wasze wakacje? Co porabiacie? Książkowo, wyjazdowo czy może dwa w jednym?