piątek, 18 maja 2018

Jeżycjada #22: Ciotka Zgryzotka - Małgorzata Musierowicz

Zaczytana w fantastyce czytająca Musierowicz? Czy coś takiego w ogóle ma rację bytu? Toż to obyczajówka i romans, bez cienia fantastyki, mojego ulubionego gatunku. Ja zaczytująca się w Jeżycjadzie? To paradoks, absurd i groteska! :D A jednak! Jeśli śledzicie już od jakiegoś czasu mojego bloga wiecie, że Jeżycjada ma pewne miejsce w moim sercu i zawsze będzie je mieć! Ja zawsze stroniłam od takich książek i unikałam ich szerokim łukiem, ale pani Musierowicz udało się mnie oczarować! <3





Tytuł: Ciotka Zgryzotka
Autor: Małgorzata Musierowicz
Tłumaczenie: -
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 306
Poprzednia część: Feblik
Następna część: Chucherko

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Literatura polska
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1,5 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Nora to córka Patrycji i Florka Górskich. Na koniec wakacji wyjeżdża do domku swojej ciotki Idy, potocznie nazywanym Ruinką, gdyż ciocia robi tam wielki remont. Nora pragnie odpocząć od swoich wiecznie niezadowolonych rodziców. Na miejscu okazuje się, że niechcący utopiła komórkę ciotki w kuble, a swoją zgubiła w pokrzywach. Dodatkowo wydaje jej się, że ktoś ją śledzi. Oprócz perypetii nastoletniej dziewczyny śledzimy przygotowania do przybycia kolejnego dziecka w rodzinie - Agi i Ignasia oraz do ślubu Doroty i Józka. Zdecydowanie emocji jest wiele, a bohaterowie wcale łatwo nie mają. 

Na tę recenzję mam pewien pomysł, bo gdybym chciała napisać zwykłą opinię, podzieloną na akapity o fabule, bohaterach i stylu autorki to recenzja byłaby bardzo krótka. Myślę, że jako bohaterów scharakteryzuję tylko tych nowych, o stylu rozwodzić się nie będę, natomiast o fabule powiem najwyżej kilka zdań. Postanowiłam, że samą Ciotkę Zgryzotkę opiszę w jednym akapicie, a reszta będzie poświęcona ogólnie Jeżycjadzie. Bo chciałabym Was zachęcić do sięgnięcia po nią!

Uważam, że Ciotka Zgryzotka to bardzo miła część Jeżycjady. Nie jest najlepsza, nie jest najciekawsza i nie jest wspaniała, ale bardzo przyjemna. Zdecydowanie miło było powrócić do rodzinki Borejko i powspominać razem z nimi różne sytuacje. Na początku zupełnie nie pamiętałam kto jest kto, kto jest z kim i jak mają na imię ich dzieci, ale powoli wszystko się wyjaśniło i przypomniało. Ta część opowiada historię piętnastoletniej Nory. To dziewczyna, która dopiero uczy się wielu rzeczy, nie rozumie zachowania swoich rodziców, a szczególnie ojca, który strofując ją i przywołując do porządku, tylko się o nią martwi i chroni. Nora postanawia sobie, że nigdy się nie zakocha, ale jak można się domyślić, dzieje się zupełnie odwrotnie. Mamy tutaj dwóch chłopców - jeden, przystojny, który bardzo się dziewczynie podoba, lecz ona jest dla niego zupełnie obojętna, i drugi, który właśnie jest w Norze zakochany, ale za to ona nie bardzo się nim interesuje. Wątek miłosny ma małą formę trójkąta, ale zdecydowanie nie jest podobny do tych ze znanych nam młodzieżówek. Nora wie czego chce i zdaje sobie sprawę, że miłość to nie jest zakochanie od pierwszego wejrzenia. Bardzo ją polubiłam, jak również Podeszwę. W przeciwieństwie do Gaudentego. Zdecydowanie ciekawym elementem całej książki jest wesele Dorotki i Józinka. Zjeżdża się cała rodzina, a czytelnik może sobie przypomnieć i powspominać przygody każdego z nich. 

To chyba tyle, jeśli chodzi o tę część. Ogólnie bardzo mi się podobała i przyjemnie było wrócić do tej rodzinnej atmosfery tej serii :)

Ocena: 8/10


Teraz postawię pytanie, na które w kilku punktach postaram się odpowiedzieć.
Dlaczego warto przeczytać Jeżycjadę?

1. Zmiany czasów i pokoleń. 
Jeżycjada ma swój początek w czasach PRL-u, a akcja teraźniejszych tomów to już XXI w. (w przypadku Ciotki Zgryzotki jest to 2017 r.). Ten przedział czasowy idealnie odzwierciadla to, jak bardzo zmieniły się czasy w których żyjemy. Można też zauważyć różnicę w mentalności ludzi, w dorastającej młodzieży. To, jak bardzo postęp elektroniki, komputery, telefony komórkowe zmieniły świat. Pierwsze tomy opowiadają o dzieciństwie bohaterek (mówię tutaj o czterech siostrach Borejko: Gabrysi, Idzie, Natalii i Patrycji), które aktualnie już są dorosłe i mają swoje dzieci, a nawet wnuki. Niesamowite jak ten czas leci i miło jest przyglądać się życiu tych bohaterów od samego początku do dnia dzisiejszego.

2. Rodzinna atmosfera.
W Jeżycjadzie panuje taka wspaniała, ciepła, rodzinna atmosfera. Momentami czujemy się tak, jakbyśmy należeli do ich rodziny. Naprawdę książki czyta się wspaniale, właśnie dzięki temu klimatowi, atmosferze i miłości jaka otacza wszystkich bohaterów.

3. Wyraziści bohaterowie.
Mimo mnogości i dużej liczby postaci (a rodzina cały czas się powiększa) każdy z nich jest inny. Obserwujemy zachowania, perypetie i dorastanie każdego bohatera. Nie ma powtarzalności czy schematów jeśli chodzi o kreację bohaterów. Są to prawdziwe postacie, z wadami, zaletami i indywidualnym charakterem.

4. Listy!
Uwielbiam czytać jeżycjadowe listy! Kiedyś listy - teraz maile, ale dalej tak samo zabawne i ciekawe. Najwięcej możemy zaobserwować korespondencji między czterema siostrami. Widzimy też w tym momencie ich różnorodność i gdy zaczynami czytać wiemy już kto daną wiadomość pisze. Naprawdę, listy to jedna z najlepszych rzeczy w Jeżycjadzie!

5. Mądre przesłanie dla młodzieży.
Chcę jeszcze powiedzieć (napisać!) o mądrych wartościach, jakie można z lektury tych książek wynieść. Autorka skupia się na młodzieży i na problemach dorastających nastolatków. Zdecydowanie seria ukazuje elementarne wartości, ponadczasowe i niezmienne na przestrzeni lat.


Na zakończenie powiem tyle - sięgając po pierwszą część Jeżycjady nie sądziłam, że OBYCZAJÓWKA tak mnie wciągnie. Zdecydowanie uwielbiam tę serię i będę czytała każde kolejne tomy! Więc tak - zaczytana w fantastyce czasami zmienia się w zaczytaną w obyczajówkach i jest to możliwe! Jednak to chyba tylko Musierowicz tak do mnie trafia :D


Kto będzie jutro (w sobotę) na WTK? Jeśli mielibyście ochotę się spotkać to dajcie znać :D

niedziela, 13 maja 2018

Wyścig śmierci - Maggie Stiefvater

Po tygodniowej przerwie wracam do Was z kolejną recenzją. Ostatni tydzień był dla mnie dość ciężki stąd ta mała aktywność wszędzie, ale postaram się to jakoś poprawić... ;)

O Maggie Stiefvater słyszałam wiele pozytywnych opinii. Jednak jej książka, którą miałam okazję przeczytać jako pierwszą, czyli Król kruków, niezbyt przypadła mi do gustu. Mimo to postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i przeczytać Wyścig śmierci. Czy była to dobra decyzja? Jak najbardziej!








Tytuł: Wyścig śmierci
Autor: Maggie Stiefvater
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Seria: -
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 492

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Jednotomówka
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,1 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



Puck Connolly mieszka na wyspie, na której co roku odbywa się przerażający Wyścig Skorpiona. Uczestnicy ścigają się na niebezpiecznych koniach wodnych, by zdobyć wysoką nagrodę pieniężną. Wielu z nich niestety ginie. Puck nie ma wyboru - musi wystartować w wyścigu, bo jej rodzina nie ma już pieniędzy na życie. Jednak wszystko wydaje się być nie tak. Puck jest pierwszą dziewczyną w historii, która bierze udział w wyścigu i nie jest to mile widziane przez innych uczestników i mieszkańców wyspy. Dziewczyna ma jednak wsparcie w Seanie Kendricku - miłośniku koni i czterokrotnym zwycięzcy. Kto wygra, a kto poniesie straty?


Są chwile, które zostają w pamięci na całe życie, są też takie, które spodziewamy się zapamiętać, jednak tak się nie dzieje.


Na samym początku muszę przyznać, że pomysł jak najbardziej na plus i bardzo mi się spodobał. Konie wodne, czyli (jak dowiadujemy się z końcowego wyjaśnienia od autorki) nawiązanie do legendy o tych stworzeniach. Pierwszy raz w ogóle o czymś takim słyszałam, ale ciekawe było dla mnie poznawanie natury tych koni i sposób ich ujarzmiania. Sam początek jakoś mi się dłużył. Zanim akcja rozwinęła się na dobre, przez pierwszych 100 stron trochę się nudziłam i nie czytałam z takim zapałem, jak później. Nie miałam też wtedy zbyt wiele czasu na czytanie, więc może dlatego tak mi się wydawało. Wyspa, na której mieszkali bohaterowie była bardzo dobrze opisana. Mogliśmy zobaczyć dwie postawy wobec tego miejsca - sentymentalne nastawienie Puck, która miała z wyspą wiele wspomnień i nie wyobrażała sobie jej opuścić i postawa jej brata, który się tam po prostu dusił, marzył, żeby stamtąd wyjechać i zacząć życie gdzieś indziej. Dobrze było pokazane życie mieszkańców, to, że każdy każdego znał, taka rodzinna atmosfera, ale nie zabrakło też nieporozumień i walki o swoje.

Najgorsze było dla mnie oczekiwanie na ten cały wyścig. Bo wiecie, ja sięgając po tę książkę spodziewałam się, że ten wyścig to od razu się zacznie i będzie bardziej opisywany jego przebieg, jakieś zagrywki, utarczki między uczestnikami. Myślałam po prostu, że ten wyścig będzie dłuższy i bardziej złożony. Natomiast okazało się, że praktycznie cała książka to są przygotowania, plany, ćwiczenia, różne ceremonie, rozwój wątku miłosnego, o którym za chwilę i po prostu opowieść o życiu mieszkańców na wyspie. Sam wyścig zaczął się pod koniec i trwał może 2 rozdziały? Na tym elemencie troszkę się zawiodłam, bo spodziewałam się właśnie jakiegoś takiego emocjonalnego wyścigu i bardziej złożonego, bo w końcu to wyścig śmierci - myślałam, że będzie więcej przeszkód i niebezpieczeństw, a tak naprawdę niebezpieczeństwo stanowiły jedynie konie wodne, a wyścig polegał na jak najszybszym dotarciu do mety. Nie mówię, że książka przez to mi się nie podobała. Nie, wręcz przeciwnie, ciekawe było poznawanie tych wszystkich zwyczajów, przyglądanie się przygotowaniom, ale po prostu myślałam, że to będzie wyglądać inaczej, stąd to małe rozczarowanie.


Mama mówiła, że pewne rzeczy nie dzieją się bez powodu, że czasami przeszkody są po to, żeby powstrzymać nas przed popełnianiem głupstw. Często mi to powtarzała. Ale kiedy powiedziała to samo Gabe’owi, tata wytłumaczył mu, że czasami to po prostu znak, że trzeba się bardziej postarać.


Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, każdy coś w sobie ma i każdemu kibicowałam. Główna bohaterka jest na pewno odważna - tego nie można jej odmówić. Ale momentami była za odważna. W sensie podejmowała się jakiegoś niebezpiecznego zadania, wierząc, że jej się uda, chociaż szanse na to były bardzo, bardzo nikłe. Z jednej strony była to trochę naiwność, z drugiej duża odwaga i determinacja w dążeniu do celu. Jednak nie wszystko jej się udawało, co pokazuje prawdziwość postaci. Sean jest wspaniałym bohaterem. Jego miłość do koni i więź z nimi była naprawdę wspaniale opisana. I ta ostatnia scena <3 Zdecydowanie inteligenta, odważna i indywidualna postać. Bracia Puck, to dwa bardzo różne charaktery. Gabe, który nie potrafi poradzić sobie z odpowiedzialnością, więc ucieka od wszelkiego kontaktu z rodzeństwem i Finn, który jest bardzo wrażliwy, zamknięty w sobie i cichy. Podobała mi się kreacja Mutta, lekko psychopatycznego chłopaka, którego zachowanie nie zawsze rozumiałam, ale zdecydowanie jego postać miała bardzo indywidualny charakter. Wszyscy bohaterowie, i główni, i poboczni, są naprawdę dobrze wykreowani.

Wątek miłosny, który jest oczywiście przewidywalny, ale również taki uroczy. Bohaterowie na początku nie mogą pojąć jakie uczucie jest między nimi, co to oznacza i czego ta druga osoba oczekuje. Bardzo ciekawa i przyjemna relacja między dwójką młodych osób. Do tego wcale nie przyćmiewa głównych wydarzeń, mimo, że jest to dość istotny element całości.



- Nie zamierzam być twoim słabym punktem.
Teraz patrzy na mnie.
- Na to już za późno, Puck.


Styl autorki jest lekki, prosty i przyjemny w odbiorze. Tak jak w Królu kruków niezbyt przypadł mi do gustu, tak tutaj miałam wrażenie, że książka jest napisana przez zupełnie inną osobę. Pani Stiefvater wszystko dobrze opisuje, dzięki czemu nie jesteśmy pogubieni w całej historii, dziejach koni wodnych i wyspy, a wszystko jest jasne i klarowne.

Podsumowując, zdecydowanie było to udane spotkanie z tą autorką. Cieszę się, że dałam jej szansę i teraz wiem, że naprawdę potrafi dobrze pisać. Może Król kruków nie przypadł mi do gustu, ale Wyścig śmierci naprawdę nadrabia straty. Miła, przyjemna i ciekawa historia, którą bardzo wszystkim polecam! :)

Ocena: 8/10

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Uroboros! :)



niedziela, 6 maja 2018

Szklany tron #5.5: Wieża świtu - Sarah J. Maas [BEZ SPOILERÓW]


Dobrze wiecie, że uwielbiam książki Sarah J. Maas. Dwory skradły moje serce, ale to Szklany tron jest zdecydowanym numer 1 w moim małym osobistym rankingu. Dlatego nie mogłam się doczekać kolejnej części tej wspaniałej serii i wobec Wieży świtu miałam duże oczekiwania. Nie wiem czy wiecie (choć pewnie tak), że książka ta miała być najpierw jedynie dodatkiem do całej serii, jednak rozrosła się do pełnoprawnej części. Nie ma tu Aelin, czyli głównej bohaterki, a historia skupia się na losach jednego z drugoplanowych postaci - Chaola. Czy Maas sprostała wyzwaniu?




Tytuł: Wieża świtu
Autor: Sarah J. Maas
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Seria: Szklany tron
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 846
Poprzednia część: Imperium burz
Następna część: Kingdom of Ash

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Więcej niż 500 stron
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +4,5 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



Osobom, które nie znają serii radzę pominąć opis, w którym mogą pojawić się delikatne spoilery. 

Chaol Westfall i Nesryn Faliq wyruszają na południowy kontynent w poszukiwaniu pomocy u kagana - tamtejszego władcy. Mają nadzieję, że nakłonią go do wzięcia udziału w wojnie. Oprócz tego Chaol pragnie odzyskać władzę w nogach, a ma na to szansę jedynie przy pomocy uzdrowicielek z Torre Cesme. Nikt się nie spodziewa, że urokliwe miasteczko Antica może się okazać kluczem do rozwiązania zagadki, a młoda uzdrowicielka Yrene może mieć niemałe znaczenie w całej historii. 

Dalej nie ma spoilerów!


Gdy tylko usłyszałam o Wieży świtu moja pierwsza myśl była mniej więcej taka: co ta Maas znowu wymyśliła? Z jednej strony nie mogłam się doczekać kolejnej części Szklanego tronu, ale z drugiej byłam pełna obaw. No bo jak to? Szklany tron bez Aelin? Czy to w ogóle może się udać? A właśnie, że tak! Udało się i to w jakim stylu! 

Gdy tylko wciągnęłam się w wydarzenia opisywane przez Maas zdecydowanie odetchnęłam. Książka opisuje przede wszystkim podróż bohaterów na południowy kontynent, co jest miłym urozmaiceniem. Zupełnie inna polityka kaganatu, utarczki słowne między dziećmi kagana i inna atmosfera stanowiły duży kontrast między tym, co już znaliśmy z Północy. Również rozwinięta była magia uzdrowicielska, co dla mnie było bardzo ciekawym aspektem. Akcja wciąga, wielu rzeczy naprawdę się nie spodziewałam i dużo razy nie mogłam wyjść z podziwu dla pomysłów autorki. Jednak nieznajoma, która pomogła Yrene, od samego początku nie stanowiła dla mnie żadnej zagadki. 

Dość rozwiniętym aspektem jest tutaj wątek miłosny, którego się w takiej odsłonie nie spodziewałam. Myślałam, że będzie tutaj rozwijane uczucie między pewną dwójką bohaterów, a autorka zrobiła coś zupełnie innego. W sumie to cieszę się z tego, bo uważam, że te postacie bardzo do siebie pasują. Jednak jeśli chodzi o romanse to Maas jest nieco przewidywalna.


"To na Twoją podróż - obojętnie, dokąd się udasz - i jeszcze trochę. Temu światu przydadzą się kolejne uzdrowicielki"


Narracja w książce jest trzecioosobowa, podzielona na trzy perspektywy: Chaola, Nersryn oraz Yrene. Wiem, że wiele z Was nie przepada za Chaolem. Ja od początku serii bardzo go lubiłam i mu kibicowałam. Potem troszkę stracił moją sympatię, ale po Wieży świtu zdecydowanie odrobił straty i polubiłam tę postać na nowo. Ta część skupia się przemianie wewnętrznej Chaola i dzięki temu można go lepiej zrozumieć. Nesryn też bardzo lubię, a w tym tomie musiała zmierzyć się z wieloma nowymi sytuacjami i według mnie radziła sobie znakomicie. Nową postać - skromną uzdrowicielkę Yrene od razu polubiłam. Bardzo ciekawa bohaterka, z bolesną przeszłością, ale złośliwym charakterkiem i ciętym językiem. Autorka w tym tomie postawiła sobie poprzeczkę wysoko, bo ze znanych nam dotąd bohaterów pozostaje tylko dwójka - Chaol i Nesryn, a pozostali musieli być wykreowani od początku. Jednak wydaje mi się, że Maas dobrze sobie z tym poradziła, bo każdy z nich miał indywidualny charakter: poczynając od dzieci kagana, a kończąc na jeźdźcach ruków, których miła społeczność też była interesującym elementem powieści. 

Na koniec dodam, że bez znajomości Wieży świtu będzie trudno zrozumieć wydarzenia z następnej części, bo misja Chaola i Nesryn dużo da w całej historii Aelin i pozostałych bohaterów. Osobiście nie mogę się doczekać i nie wiem jak ja wytrzymam tyle czasu bez poznania dalszych losów tych postaci - i starych, i nowych! Jeśli ktoś planował pominąć tę historię Chaola i czekać na tom 6 to powiem tyle - będziecie żałować, bo to kolejna niesamowita część, wcale nie gorsza, bo bez Aelin! Wszystkim miłośnikom Szklanego tronu bardzo, ale to bardzo polecam! :D

Ocena: 10/10 <3


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Uroboros :)

czwartek, 3 maja 2018

Kroniki Jaaru #1: Księga luster - Adam Faber

Księgę luster chciałam przeczytać, ale nigdy nie było okazji. W sumie trochę się bałam, że mi się nie spodoba, ale cóż, muszę się przyznać, że sięgnęłam po nią troszkę ze względu na okładkę :D Ale wbrew moim obawom jestem zdecydowanie na tak!





Tytuł: Księga luster
Autor: Adam Faber
Tłumaczenie: -
Seria: Kroniki Jaaru
Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 450
Poprzednia część: -
Następna część: Czarny amulet

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,8 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ








Kate Hallender to zwykła, siedemnastoletnia dziewczyna. Mieszka u ciotki i tam chodzi do szkoły. Pewnego razu Kate przychodzi do dziwnego sklepu, a jego właścicielka daje dziewczynie dziwną książkę - magiczną Księgę luster z różnymi zaklęciami. Kate postanawia na próbę rzucić miłosny urok na nowego, przystojnego kolegę z klasy - Jonathana. Niestety coś się nie udaje i chłopak zakochuje się w przyjaciółce Kate, a sama dziewczyna doświadcza dziwnych wizji, by w końcu przenieść się do magicznej krainy i dowiedzieć się więcej o sobie i swojej rodzinie. 


- Nie wiesz, jak być przynętą? To najprostsze ze wszystkich działań. Siedzisz tylko, nic nie robisz i czekasz, aż pojawi się ktoś, kto chce cię zamordować.


Cóż, nie da się ukryć, że opis brzmi bardzo schematycznie. Zwykła dziewczyna, która nagle przenosi się do innej rzeczywistości i odkrywa, że jest wiedźmą, na świecie istnieje magia, a ona sama jest w wielkim niebezpieczeństwie. Do tego dochodzi jeszcze wątek miłosny, nowy przystojny chłopak w klasie, na widok którego Kate od razu czuje motyle w brzuchu. To schemat, który wszyscy dobrze znamy. Jednak autorowi udało się z tego zrobić niezwykłą historię. Ale zacznijmy od początku. Pierwsze strony nie bardzo mi się spodobały. Już nawet chciałam odłożyć tę książkę, bo uznałam, że nie ma w tym nic nowego, a Kate mnie irytuje. Ale potem, gdy już dziewczyna znalazła się w Jaarze, a akcja nabrała tempa, po prostu odleciałam. Magiczna rzeczywistość wykreowana przez autora bardzo mi się spodobała. Wszystko poznajemy razem z Kate, wiemy tyle co ona i stopniowo i my dowiadujemy się więcej o tym świecie: świecie magii, ferów, jednorożców i motyli. 

Jak już wspomniałam pojawia się wątek miłosny, który na szczęście nie wysuwa się na pierwszy plan. Bo wyobraźcie sobie sytuację, że do Waszej szkoły dochodzi nowy chłopak. Niesamowicie przystojny, a wszystkie dziewczyny robią do niego maślane oczy. A Wy macie przecież magiczną księgę, w której są miłosne czary! No tak, idealna sytuacja by sprawdzić czy magia istnieje, a przy okazji zdobędziecie ukochanego. Tylko, że coś poszło nie tak, a Wasz wybranek zakochał się w Waszej przyjaciółce. No po prostu skandal! I teraz co jakiś czas będziecie rozpaczać, że to nie Wy się z nim całujecie, tylko koleżanka, którą zaczniecie z tego powodu nienawidzić. Nie no, ja rozumiem, że on był przystojny, ja rozumiem, że mógł się komuś podobać, ale miłosny czar? Serio? W wieku siedemnastu lat? Właśnie to na samym początku mnie zirytowało, ale na szczęście gdy Kate trafiła do Jaaru to na pewien czas (bo jednak czasami o nim wspominała i na końcu też był z nim pewien epizod) o nim zapomniała, więc i ja odetchnęłam z ulgą. 


- Jeżeli mu się podobasz, żadna magia nie będzie potrzebna, a jeśli się nie podobasz, magia nie pomoże.


Bohaterowie są nieźle wykreowani, chociaż nie wspaniale. Oczywiście autor najbardziej skupia się na naszej wiedźmie - Kate. Dziewczyna czasami popełniała głupie błędy, była troszkę naiwna, ale koniec końców troszkę mojej sympatii zdobyła. Jednak muszę zauważyć, że to po prostu taka typowa bohaterka młodzieżówek. Fiona bardzo lubię, taki poczciwy fer. Javisa (jednorożca!!!) też uwielbiam. Erato, czyli nasza pani zła, rzeczywiście była dobrze wykreowana i miała ciekawy plan. Ale cały czas uważam, że bohaterowie to nic nadzwyczajnego. I główna bohaterka, i czarny charakter, i pozostali bohaterowie niczym specjalnym nie wyróżniali się na tle innych młodzieżówek. Niby się z nimi zżyłam, ale pewnie niedługo nie będę już pamiętać ich imion. 

Styl autora bardzo mi się spodobał. Pięknie opisuje nam bogactwo Jaaru, wprowadza w akcję. Jest to prosty, lekki styl, idealnie wpasowujący się w klimat powieści. 


Wiedźma bojąca się ciemności jest jak ryba, która czuje strach przed wodą.


Podsumowując, Księga luster bardzo mi się spodobała. Było parę zgrzytów, ale ostatecznie mnie wciągnęła i jestem bardzo ciekawa kolejnych części. Jaar mnie zauroczył i na pewno będę kontynuować ten cykl ;)

Ocena: 7/10



poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Podsumowanie kwietnia



Uważam, że kwiecień był naprawdę dobrym miesiącem :) Już na dobre zaczęła się wiosna, czyli moja ulubiona pora roku, więc naprawdę się cieszę i mam bardzo dobry humor. Wyjścia na dwór i dobra pogoda nie sprzyjają czytaniu, bo człowiekowi aż chce się ruszać, ale mimo to przeczytałam 7 książek, więc jestem bardzo zadowolona. No i można przecież też czytać na dworku, no nie? :)


Ilość przeczytanych książek: 7

Skąpiec - Moiler: Nie sądziłam, że ta komedia Moliera mi się spodoba, a jednak film oglądałam, a książkę czytałam z przyjemnością. Recenzja książki i filmu. 

Fantazmaty TOM I: Bardzo ciekawa antologia pokazująca różne formy fantastyki. Dla każdego coś dobrego! Recenzja.

Pierwszy róg - Richard Schwartz: Wspaniała powieść! Niesamowite połączenie fantastyki z kryminałem i tajemniczą zagadką. Jestem bardz ciekawa kolejnych tomów! Recenzja

Pojedynek - Marie Rutkoski: Świetna książka, która bardzo mnie wciągnęła :) Recenzja

Stary człowiek i morze - Ernest Hemingway: Nudne jak flaki z olejem... Oczywiście lektura szkolna i mimo, że tak krótka, to męczyłam się z nią bardzo. Recenzji nie będzie. 

Tajemnica mostu - Andrzej Maleszka: Kolejna część Magicznego Drzewa przeczytana bratu! Zdecydowanie polecam jako wspaniałą serię dla dzieci :) Recenzja (z bardzo zamierzchłych czasów :D)

Księga luster - Adam Faber: Prosty schemat, ale bardzo dobrze rozwinięty. Jaar mnie zachwycił, a akcja wciągnęła. Recenzja niebawem :)


Liczba przeczytanych stron: 2212
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 74
Najlepsza książka miesiąca: Pierwszy róg
Najgorsza książka miesiąca: Stary człowiek i morze
Ilość opublikowanych postów: 9
W tym recenzji: 5
Najpopularniejszy post: Recenzja Fantazmaty TOM I

PODSUMOWANIE WYZWAŃ 
Kitty's Reading Challenge: +7 (25)
Abc czytania: Wariant autorski: +3 (10)    Wariant fantastyczny: 0 (9)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +16,6 cm    (66,4/168 cm)
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Jakie plany na maj? Cóż, na pewno przeczytam Wieżę świtu (i już nie mogę się jej doczekać) oraz Wyścig śmierci. Chciałabym też w końcu ruszyć coś z mych własnych zasobów, ale jak to wyjdzie to nie wiem :D


A Wam jak minął kwiecień? Lubicie wiosnę?