sobota, 15 września 2018

Bez serca - Marissa Meyer

Alicję w Krainie Czarów do tej pory znałam jedynie z fragmentów filmu. Jednak czytając Bez serca, które napisane jest na podstawie tej historii stwierdziłam, że wypadałoby poznać oryginał. Więc przeczytałam podstawową wersję Alicji, obejrzałam obie części filmu i już byłam na bieżąco i lepiej ogarnięta w całej fabule. Historia Alicji bardzo mi się podobała, ale co powiecie na jej prequel? Na opowieść o młodej Królowej Kier? Jaka była nasza zła królowa w młodości? Ano była zwykłą dziewczyną, która pragnęła się zakochać...



Tytuł: Bez serca
Autor: Marissa Meyer
Tłumaczenie: Barbara Kardel-Piątkowska
Seria: -
Wydawnictwo: Papierowy Księżyć
Liczba stron: 509

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Retelling
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,3 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Catherine jest córką Markiza z Żółwiowej Zatoki. Dziewczyna uwielbia piec ciasta, słodycze i różne inne smakołyki i wychodzi jej to wspaniale. Niestety jej hobby nie jest pochwalane przez matkę, a dziewczyna skrycie planuje otworzenie własnej piekarni, mimo, że wie, że to marzenie będzie bardzo trudne do spełnienia. Dodatkowo król Kier kieruje swoje względy właśnie na nią i chce uczynić z niej swoją narzeczoną. Jednak dziewczyna nie kocha króla i nigdy nie chciała być królową, więc stara się odrzucać jego zaloty. Niestety jej matka cały czas narzuca jej swoją wolę, a dodatkowo sprawy komplikuje pojawienie się na królewskim dworze trefnisia, który od razu zawraca w głowie naszej Cath. Jak potoczy się ich historia? Czy to w ogóle ma prawo się dobrze skończyć?


"Trudno mi opisać, jak bardzo się cieszę na spędzenie całego życia przy tobie i w jakie niemożliwe rzeczy uwierzysz dzięki mnie."




Na samym początku chcę podziękować wspaniałej Meredith za zorganizowanie Book Touru, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. To naprawdę wspaniała zabawa! Uwielbiam przeżywać emocje, towarzyszące mi podczas lektury razem z innymi i właśnie takie BT to umożliwia. Bardzo Ci dziękuję Kochana! 

Kraina Czarów to zdecydowanie magiczne miejsce. Lewis Carrol w Alicji w Krainie Czarów stworzył naprawdę niesamowity świat i widać, że autorka wnikliwie go przeanalizowała i przeniosła do swojej historii, idealnie go opisując. Bez serca to nietuzinkowa książka. To opowieść o miłości, ale nie miłości cukierkowej, przezwyciężającej wszystko i zawsze zwycięskiej. Nie, to opowieść o miłości pełnej bólu, złości i smutku. Podczas czytania tej książki towarzyszyły mi skrajne emocje. Raz cieszyłam się, byłam pełna radości i nadziei, a chwilę potem bolało mnie serce, bo uświadamiałam sobie, że ta historia nie ma prawa się dobrze skończyć. Mimo tego, że już prawie na samym początku zaspoilerowałam sobie zakończenie (nigdy, przenigdy nie zaglądajcie na ostatnią stronę, nawet po to by sprawdzić ilość stron!), ono i tak rozwaliło moje serce na tysiąc małych kawałeczków. To książka, która nie ma happy endu, ale kto zna Alicję w Krainie Czarów, ten wie, jaka była Królowa Kier, a skoro to jej historia, nie mogła skończyć się dobrze. Książkę pochłonęłam, wciągnęła mnie do granic możliwości i nie mogłam przerwać czytania, bo tak bardzo chciałam się dowiedzieć co będzie dalej. Naprawdę genialna książka!

Wątek miłosny stanowi tutaj w sumie jeden z najważniejszych elementów. Często czepiam się takich romantycznych wątków, ale ten był poprowadzony po prostu idealnie. Uczucie między bohaterami było prawdziwe. Oboje po trochu się w sobie zakochiwali i zastanawiali się czy ta druga osoba też to czuje. To było takie słodkie! I gdy już się otworzyli, gdy mimo wszystko postanowili spróbować, to człowiek myślał, że może to jednak ma szansę się udać... Autorka tak zagrała mi na emocjach, że mimo iż wiedziałam, że nie skończy się to happy endem, wierzyłam, że może jednak tak będzie. Przeżywałam tę miłość razem z nimi i bardzo im kibicowałam. Jest to po mistrzowsku poprowadzony wątek miłosny, a ze świecą takich szukać!



"Zawsze jest jakiś powód, żeby zostać. Zawsze jest powód, żeby wrócić."


Teraz pora na bohaterów, którzy również są wspaniale wykreowani. Każdy ma własny, oryginalny charakter. Nie są to papierowe postacie, a bohaterowie z krwi i kości! Główną bohaterkę Cath polubiłam, mimo tego, że zdarzało jej się podjąć trochę irracjonalne decyzje, może momentami troszeczkę irytowała, ale ogólnie naprawdę zyskała moją sympatię. To dziewczyna, która kocha marzyć i kocha piec. Pokazana jest tutaj całkowita przemiana jej osobowości: z beztroskiej, roześmianej i kochającej dziewczyny w bezwzględną królową Kier. Na samym początku nie mogłam uwierzyć, jak z takiej uroczej Cath, może zrobić się tak straszna królowa. Mój ukochany bohater, ideał faceta, człowiek, który ma wspaniałą odpowiedź na każde pytanie i jest tak szczery i kochany, czyli cudowny Figiel. Naprawdę, jeśli powyższe plusy tej książki jeszcze Was nie zachęciły do jej przeczytania, powinien to zrobić on! Dla samej postaci Figla warto to przeczytać, gwarantuję Wam, że się w nim zakochacie! <3 <3 <3 Krótko powiem o jeszcze innych bohaterach. Dziewczyny z BT w większości lubiły króla Kier, natomiast ja zupełnie! To taki naiwny, bardzo naiwny człowiek, który o sprawowaniu władzy nie ma zielonego pojęcia i najchętniej siedziałby i jadł ciasteczka oraz zajmował się samymi przyjemnościami związanymi z królewskimi przywilejami, ignorując zagrożenie i kompletnie olewając bezpieczeństwo swoich poddanych. Matka Cath irytowała nas wszystkie, narzucając Cath swoje przekonania i jej plan na życie córki, który niestety był zupełnie odmienny niż plan Cath. Może nie będę już przedłużać i zakończę ten akapit, bo o bohaterach z tej książki można by jeszcze mówić i mówić... Napiszę jeszcze, że bardzo dobrze są tu rozwinięte postacie, które już znamy z Alicji w Krainie Czarów: Szalony Kapelusznik czy Kot z Cheshire.

Styl autorki jest świetny, lekki i bajkowy. Książkę czytało mi się znakomicie. Jest w niej też sporo humoru, jestem pewna, że uśmiech kilka razy pojawi się na Waszej twarzy! Już wspominałam, że autorka wspaniale opisuje świat z Alicji w Krainie Czarów. Książka jest dopracowana do perfekcji, pomysł bardzo oryginalny i trafiony.



"Chcieli mnie ostrzec, powiedzieli, żebym chronił własne serce, ale teraz jest już za późno. Zepsułem wszystko, a jednak jeśli to miałoby znaczyć, że uratuję ciebie, to chyba nawet się tym nie przejmuję"


Podsumowując, nie spodziewałam się, że ta historia aż tak mi się spodoba! Ona mnie po prostu pochłonęła i długo nie mogłam się otrząsnąć po jej przeczytaniu! Cudowna książka, którą polecam każdemu, a szczególnie wielbicielom Alicji w Krainie Czarów! <3

Ocena: 10/10


poniedziałek, 3 września 2018

Do szkoły wracać czas... - TOP 6 najlepszych i najgorszych lektur szkolnych

Niestety wakacje się skończyły i trzeba wrócić do szkoły! Obowiązki, nauka, kartkówki i sprawdziany - aż nie chce mi się o tym myśleć! Z okazji dzisiejszego rozpoczęcia roku szkolnego porozmawiamy dzisiaj trochę o tym co ewidentnie się ze szkołą kojarzy - oczywiście lektury szkolne. Mówiąc szczerze, w podstawówce czytałam wszystkie, natomiast w gimnazjum, cóż, nie do końca mi to wychodzi. Mam jednak zasadę, że każdej lekturze daję szansę i czytam chociaż 30/40 stron, a jak bardzo mi nie idzie po prostu odpuszczam i czytam streszczenie, bo uważam, że nie ma sensu katować się jakąś beznadziejną książką, gdy można poczytać coś o wiele lepszego. Pamiętam, że gdy omawialiśmy Krzyżaków, których nie dokończyłam na sprawdzianie uzyskałam lepszy wynik od koleżanki, która całą powieść zmęczyła. Mi wystarczyło streszczenie. Wiadomo, może lepiej znać książkę w całości, może się to gdzieś później przydać, ale na dobrą sprawę po co się męczyć? I tak, i tak, prędzej czy później zapomniałabym o co w tym chodziło. Lektury szkolne źle się kojarzą, ale przecież nie każda z nich jest tragiczna. Czasami znajdzie się taka perełka, którą pokochamy. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o sześciu (na początku miało być pięć, ale nie dałam rady ograniczyć się do tej liczby :P) takich perełkach, ale także o sześciu potworkach, które spędzały mi sen z powiek. Od razu mówię, że nie uświadczycie tu lektur licealnych i niektórych gimnazjalnych, bo jak może wiecie zaczynam teraz 3 klasę gimnazjum ;) Zapraszam także do Demonicznych Książek, gdzie ukazał się post o lekturach, w tworzeniu którego miałam przyjemność uczestniczyć :)

Z lekturami pora się zmierzyć!


TOP 6 NAJLEPSZYCH LEKTUR SZKOLNYCH

*kolejność przypadkowa*

1. Ania z Zielonego Wzgórza


Anię czytałam dwa razy. Pierwszy nie był pod przymusem szkolnym, a dla zwykłej przyjemności i przeczytałam wtedy całą serię o Ani Shirley, którą kocham całym serduszkiem. Ania to taka radosna, kochana i urocza dziewczynka, której nie sposób nie polubić. Byłam wtedy gdzieś około 3 klasy podstawówki i Ania była dla mnie swego rodzaju wzorem, chciałam być taka jak ona i pragnęłam mieć tyle niesamowitych przygód co ona.  Pierwsza część była wspaniała, ale kolejne też bardzo, bardzo mi się podobały. A gdy książka była moją lekturą przeczytałam ją ponownie i tak samo mi się podobała. Myślę, że to wspaniała książka, ale jedynie dla dziewczynek, bo wątpię by chłopcom się spodobała...


2. Tajemniczy ogród

Tajemniczy ogród też bardzo dobrze wspominam. Zawsze mnie ta książka fascynowała, ten ogród i tajemnice z nim związane. Teraz już niewiele z niej pamiętam, ale wiem, że bardzo mi się ta powieść podobała, czytałam ją z wielkim podekscytowaniem i nie mogłam się doczekać co będzie dalej. Polubiłam głównych bohaterów, a najbardziej Dicka :D Może wypadałoby kiedyś sobie Tajemniczy ogród odświeżyć i przypomnieć sobie, co mi się tak podobało, gdy byłam młodsza :) Jednak znowu mam wrażenie, że ta książka spodoba się raczej jedynie dziewczynkom.


3. Quo Vadis

Teraz bardziej na poważnie, bo przechodzimy do twórczości Sienkiewicza. Już Wam mówiłam, że zawsze daję lekturom szansę. I w sumie zaczynając Quo Vadis byłam przygotowana na to, że nie dam rady tej książki dokończyć. I nieźle się zaskoczyłam, bo spodobała mi się! Innych Sienkiewiczowskich książek, które do tej pory czytałam, nie trawię, ale mimo tego ciężkiego i topornego stylu naprawdę spodobała mi się historia Lidii i Winicjusza. Bardzo ciekawym elementem była również religia. Początki chrześcijaństwa i różnice dzielące tę religię z pogańskimi wierzeniami. Bardzo mi się to podobało i, choć męczyłam się z nią z miesiąc, gdy skończyłam, uznałam, że to było coś! Więcej przeczytacie w recenzji oraz w poście u dziewczyn, o którym już mówiłam, bo wypowiadałam się tam właśnie o Quo Vadis


4. Mały Książę


Mały Książę jest może trochę oklepany, ale jako mądra historia pełna wartościowych cytatów książka jest idealna. Do tej pory czytałam ją tylko raz, a podobno z każdym kolejnym odkrywa się w tej książce coś innego. Oprócz tego oglądałam film, przedstawienie teatralne, a nawet w jednym brałam udział i grałam panią geograf (kiedy w kółku teatralnym jest jeden chłopak, a reszta to dziewczyny, a w scenariuszu są same męskie role :P). W każdym razie chyba mogę powiedzieć, że Małego Księcia mam przerobionego od stóp do głów i uważam, że to naprawdę mądra książka, niby dla dzieci, a jednak dla dorosłych. Jest to skarbnica wspaniałych cytatów, a mój ulubiony to "Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać", który widzicie również na nagłówku bloga <3 


5. Chłopcy z placu broni

Pamiętam jak wzruszyłam się podczas czytania Chłopców z placu broni! To była naprawdę świetna książka, od której nie mogłam się oderwać, zżyłam się z bohaterami i moje serduszko płakało gdy czytałam o śmierci jednego z nich (jak ktoś czytał, to wie o kogo chodzi). To naprawdę cudowna, mądra i ciekawa lektura i bardzo dobrze, że dzieci poznają ją na lekcjach polskiego. 


6. Dzieci z Bullerbyn


Dzieci z Bullerbyn czytałam dwa, a może nawet więcej razy, a nie tylko dlatego, że pani w szkole kazała. To książka dla dzieci, znowu bardziej dla dziewczynek, chociaż nie tylko. Przygody dzieciaków z Bullerbyn były naprawdę niesamowite i jako dziecko również chciałam przeżyć choć kilka z nich! Do tej pory pamiętam wyciąganie zęba na sznurek przyczepiony do klamki, zakupy podczas których dziewczynki cały czas zapominały i wracały się po różne produkty, zwyczaje bożonarodzeniowe, wielkanocne, topienie się w jeziorze podczas jazdy na łyżwach i wiele, wiele innych historii. Przyjaźń tych dzieci może stanowić naprawdę duży wzór dla młodych czytelników. 


Miła i przyjemna część tego posta już niestety za nami. Pora teraz przejść do lekturowych potworków, które zdarzają się równie często i których czasami wręcz nie da się dokończyć!

TOP 6 NAJGORSZYCH LEKTUR SZKOLNYCH

*kolejność przypadkowa*


1. Krzyżacy


Krzyżacy nie mogli się w tym zestawieniu nie pojawić. Toż czytanie tego to była katorga! Jak już wspominałam, nie dokończyłam tej książki, bo po prostu nie byłam w stanie. Przeczytałam pewnie z 5 rozdziałów i stwierdziłam, że dalej męczyć się nie będę. A chciałam dać jej szansę, bo pomyślałam, że skoro Quo Vadis takie złe nie było, może to też nie okaże się porażką. Niestety trochę się przeliczyłam. W każdym razie gdyby tak to trochę skrócić i napisać innym językiem i stylem, może dałoby się to przełknąć. Chociaż nie - za dużo historii :P W każdym razie jedyna postać, jaka mnie ciekawiła to był Jurand ze Spychowa, bo to naprawdę dobrze zbudowany bohater. Zbyszko z Bogdańca był tak głupi, że szkoda gadać, a wątek miłości do Danusi lub Jagienki mnie męczył. I w sumie historię znam ze streszczenia, omawiania na polskim i filmu, podczas którego najciekawszą rzeczą był popcorn, który pochłaniałam, żeby w jakiś sposób umilić sobie ten jakże ciekawy seans :D


2. Historia żółtej ciżemki

Książka, która obowiązkową lekturą nie jest, więc może niewiele z Was ją w ogóle czytała, ale ja miałam to w podstawówce. A podstawówka, to podstawówka, bodajże 4 klasa, więc wiecie - byłam święcie przekonana, że lektury trzeba czytać i już! I tak męczyłam się kilka tygodni z książką, z której teraz pamiętam tylko, że siedział sobie jakiś koleś, o dziwnym imieniu, chyba Wawrzyniec, Wawrzuś czy jak to tam szło, i skrobał jakieś drewienko, a potem został sławnym rzeźbiarzem. Jak bardzo to była ciekawa i zajmująca lektura, możecie sobie tylko wyobrażać, bo lepszej nie znajdziecie! 


3. Stary człowiek i morze


Kolejny hit! Czyli o tym jak pewien koleś łapie jedną rybę przez calutką książkę! Uznałam, że skoro to takie cienkie, to przeczytam, a co mi tam, lektura na dwie godzinki i po sprawie. Ale po jakiego grzyba ta książka w ogóle powstała, to ja do tej pory nie rozumiem! Jest sobie gość, rzeczywiście, stary człowiek, siedzi sobie na łódce i nagle ryba mu bierze. Wielka ryba, że aż jej wyciągnąć nie może z wody. I ta ryba go tak ciągnie, on płynie przez wiele, wiele godzin. Nie ma co jeść, co pić, ale co z tego, płynie dalej w nieznane, tam gdzie chce ryba. A teraz najlepsze - zaprzyjaźnia się z tą rybą, cały czas z nią rozmawiając i broniąc ją przed dzikimi drapieżnikami, mimo ciągle łapiących go kurczów ręki, o których czasem jest cała strona albo i dwie. Dobrze, można się tutaj dopatrywać jakichś mądrych i wartościowych cytatów o starości, życiu i przemijaniu, ale błagam Was, przez całą tę książkę koleś łapie jedną rybę! Zwariować można! 


4. W pustyni i w puszczy

Kolejna książka naszego Sienkiewicza w tym poście. Tym razem mowa o W pustyni i w puszczy i o tych cudownych, przepięknych, wspaniałych i niesamowicie nudnych, nudnych i jeszcze raz nudnych opisach przyrody. Oczywiście męczyłam się z tą książką, bo jak to w podstawówce, trzeba było przeczytać wszystkie lektury od deski do deski. I po co? Po to, żeby po latach pamiętać jedynie, że Nel zaprzyjaźniła się ze słoniem :D Bardzo wartościowa lektura, nie ma co! :P


5. Antek

To w ogóle jest wprost genialna książka. Dowiecie się z niej na przykład, co trzeba zrobić gdy dziecko jest chore - oczywiście usmażyć w piecu, bo na pewno wyzdrowieje! Pamiętam jak przy tym płakałam, bo bardzo mi było szkoda biednej Rozalki i jak mi było przykro, że człowiek, na którego ulicy mieszkam, coś takiego napisał xD W każdym bądź razie oprócz tego wspaniałego lekarstwa na chorobę niewiele z tej noweli zapamiętałam i wcale, a wcale nie uważam jej za wartościową dla uczniów, którzy ją czytają. 


6. Pan Tadeusz


Tego też nie przeczytałam, bo trzynastozgłoskowiec w wykonaniu naszego wieszcza narodowego jakoś źle mi się czytało. Czemu? Cóż, ciekawe... W każdym razie inwokację na pamięć umiem? Pewnie teraz mi już wyleciało, ale uznajmy, że początek umiem! Pan Tadeusz zaliczony! Moja polonistka rozwodziła się nad wspaniałością tego dzieła i cóż, może Mickiewicz rzeczywiście się napracował i tak dalej i oczywiście jestem pełna podziwu, ale cóż, zachwycać się nie będę i przeczytać, nie przeczytam :P


Podsumowując, uważam, że nie ma co się męczyć z lekturami, jeśli książka się nie podoba. Czasami naprawdę streszczenie wystarczy, a można zaoszczędzić sporo czasu i na przykład przeczytać coś o wiele ciekawszego. Ze swojej strony powiem tylko - warto próbować. Skoro i tak musimy, a przynajmniej powinniśmy, naprawdę warto zacząć. A nóż widelec traficie na genialną książkę, choć wcale się na taką nie zapowiadała! 

A Wy jakie macie doświadczenia z lekturami? Czytaliście wszystkie czy jednak sobie odpuszczaliście? Które lektury pokochaliście, a które znienawidziliście? Dajcie znać!




piątek, 31 sierpnia 2018

Podsumowanie sierpnia



Cześć Kochani! Niestety nieubłaganie zbliża się wrzesień, rok szkolny i koniec wakacji, a tym samym koniec sierpnia. Sierpień, podobnie jak lipiec, był dla mnie bardzo ciekawym i pełnym wrażeń miesiącem. Na samym początku wyjechałam do Grecji, na wyspę Zakynthos (wyżej macie zdjęcie właśnie stamtąd :D) i było tam naprawdę cudownie! Widoki piękne, wspaniała pogoda i wiele niesamowitych doświadczeń. W trakcie wyjazdu też trochę czytałam i udało mi się skończyć dwie książki i dodatkowo jedną czytaną bratu :) Po powrocie do domu trochę odpoczęłam i przygotowywałam mój pokój do remontu, bo sierpień był również przełomowy dla wyglądu mojego pokoju: na nowo pomalowane ściany i nowe meble, a tym samym nowy regał (a nawet dwa, chociaż przypuszczam, że niedługo i na nich miejsca nie będzie... :P). Potem wyjechałam na mazury, a jak wróciłam znowu zajmowałam się zmianami w pokoju, trochę czytałam i relaksowałam się przed zbliżającym się powrotem do szkoły. W lipcu nie udało mi się wiele przeczytać, za to w sierpniu, mimo licznych wyjazdów i aktywności sporo przeczytałam i jestem z tego bardzo zadowolona :) Na bogu niewiele publikowałam, bo nie miałam zbytnio czasu, a i niestety ochoty na pisanie czegokolwiek, jednak mam nadzieję, że we wrześniu to się zmieni i szkoła zmusi mnie do większej regularności, chociaż nie wiem jak będzie z czasem na to wszystko... Cóż, zobaczymy!
Ilość przeczytanych książek: 7
Gra - Andrzej Maleszka: Kolejna część Magicznego Drzewa przeczytana bratu! Bardzo cieszę się, że mu się podoba, a i ja dobrze się bawię podczas czytania razem z nim :) Recenzja.

Głosząca kres - Jay Kristoff: Genialne zakończenie trylogii. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, akcja trzymała w napięciu i nie mogłam się od książki oderwać! Recenzja.

Przepowiednia Reinkaanyiuki - Kalina Bobras: Pomysł był naprawdę ciekawy, fabuła mnie wciągnęła i naprawdę uważam ją za dość oryginalną. Szkoda tylko, że z wykonaniem poszło ciut gorzej, bo z styl autorki i kreacja bohaterów pozostawiały wiele do życzenia. Recenzja.

Imperium ognia - Sabaa Tahir: Wspaniała książka! Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba, a po prostu się w niej zakochałam i nie mogę się doczekać, aż uda mi się poznać tom drugi :) Recenzja.

Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll: Nigdy wcześniej nie czytałam Alicji, a jej historię znałam po krótce z filmu (chociaż, do tej pory, jego także nie oglądałam w całości), jednak czytając Bez serca, o którym za chwilkę, pomyślałam, że skoro jest to na podstawie Alicji w Krainie Czarów, to może lepiej znać oryginał... Więc przeczytałam i obejrzałam dwie części filmu (a co mi tam! :D) i bardzo dobrze, że to zrobiłam, bo dużo mi to rozjaśniło i wyjaśniło :D Recenzji samej Alicji raczej nie będzie, ale jej namiastkę znajdziecie w poście o Bez serca, który już niedługo :)

Bez serca - Marissa Meyer: Jak już napisałam jest to książka na podstawie Alicji w Krainie Czarów i było to strzałem w dziesiątkę! Ten klimat był niesamowity! Historia również. I chociaż mamy tutaj bardzo rozbudowany watek romantyczny, których często się czepiam, ten był po prostu poprowadzony idealnie. Zakochałam się w tej książce i chyba pierwszy raz czytałam powieść ze złym zakończeniem. Niestety pewną rzecz sama sobie zaspoilerowałam, bo gdy sprawdzałam ile książka ma stron niestety jedno zdanie z zakończenia rzuciło mi się w oczy i cóż - spoiler murowany, ale nie zabrało mi to przyjemności z lektury! Recenzja wkrótce!

Cień smoka - Andrzej Maleszka: Cień smoka także już za nami! Powiem Wam, że ostatnimi czasy ciągle słyszę "Domi, poczytaj, poczytaj, poczytaj!" i czasami już mi to działa na nerwy, ale mimo to serce się raduję, gdy widzę, że brat chce czytać! Nie mogę się doczekać, gdy sam się nauczy... :P Recenzja.


Liczba przeczytanych stron: 3174
Średnia liczba przeczytanych stron na dzień: 102
Najlepsza książka miesiąca: Głosząca kres/Imperium ognia/Bez serca
Najgorsza książka miesiąca: Przepowiednia Reinkaanyiuki
Ilość opublikowanych postów: 6
W tym recenzji: 4
Najpopularniejszy post: Recenzja Bratobójcy

Z wyzwaniami poszło mi tak jak zwykle - słabo, ale ujdzie, bo przynajmniej w każdym coś osiągnęłam... W sumie to już trochę mam przesyt tych wyzwań i mam wrażenie, że żadnego nie dokończę :P Jednak bardzo lubię liczyć centymetry w "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu", więc myślę, że jedynie to wyzwanie będę kontynuować w przyszłym roku ;)

Podsumowanie wyzwań:
Kitty's Reading Challenge: +2 (33)
Abc czytania: Wariant I: +1 (12)     Wariant II: +1 (12)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +21,3 cm (126,4/168)
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


A wrzesień? Jeśli chodzi o plany na wrzesień to praktycznie nie mam żadnych. Nie chce mi się myśleć o szkole, która już w poniedziałek, więc nie chce mi się też nic planować. Na pewno recenzenckie, a co po za tym to się zobaczy! :D

Myślę, że w moim przypadku były to jedne z najlepszych wakacji w życiu! Na kolonii poznałam masę cudownych osób, byłam w Grecji, na mazurach, w górach i miałam remont w pokoju! 
A co tam u Was? Czytelniczo czy jednak nie do końca?

niedziela, 26 sierpnia 2018

Ember in the Ashes #1: Imperium ognia - Sabaa Tahir

Znowu tak bardzo zaniedbałam tego bloga... Przez dwa tygodnie nie opublikowałam żadnego postu. Jak o tym pomyślę, to mi się robi tak smutno, bo nie mam tyle czasu na bloga, ile bym chciała, a obawiam się, że w roku szkolnym będę mieć go jeszcze mniej. Jednak w końcu mam wolną chwilę i zabieram się za pisanie! 

Dzisiaj mam dla Was recenzję książki, którą planowałam przeczytać już od dłuższego czasu, bo podobał mi się opis, a opinie innych blogerów tylko zachęcały do sięgnięcia po tę pozycję. Jednak jakoś nigdy nie miałam do tego okazji, więc gdy tylko miałam chwilę, w której za bardzo nie wiedziałam za jaką książkę się zabrać przypomniałam sobie o tych e-bokach zalegających na czytniku i padło właśnie na Ember in the Ashes! Czy był to dobry wybór?



Tytuł: Imperium ognia
Autor: Sabaa Tahir
Tłumaczenie: Jerzy Malinowski, Marcin Wawrzyńczak
Seria: Ember in the Ashes
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 416
Poprzednia część: -
Następna część: Pochodnia w mroku

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Abc czytania: Wariant autorski (T)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,2 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Laia należy do kasty Scholarów, którzy w wojańskim Imperium są prześladowani, tępieni i uznawani za nic nie warte stworzenia, nadające się tylko do służby. Gdy Maski zabierają dziewczynie wszystko co ma, postanawia dołączyć do buntowników z ruchu oporu i w nadziei, że ocali brata, udaje się na samobójczą misję do Czarnego Klifu - miejsca, gdzie szkoli się przyszłych żołnierzy Imperium. Jednym z nich jest Elias, chłopak, który wychowany wśród Plemieńców, zawsze sprzeciwiał się decyzjom bezwzględnych Wojan. Ich losy splatają się ze sobą. Laia musi zrobić wszystko, by chronić brata, a Elias po prostu chce odzyskać wolność. 


Strach będzie twoim wrogiem tylko wtedy, gdy na to pozwolisz. Zbyt silny strach może paraliżować. Zbyt mały strach rodzi arogancję.


Ta historia spodobała mi się od samego początku do końca. Co prawda zaczyna się dość schematycznie, ale autorce udało się z tego zrobić niesamowitą powieść. Część rzeczy mnie zaskoczyło, inne przewidziałam, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Fabuła mnie wciągnęła i nie mogłam się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów, a zanim się obejrzałam już był koniec. Spodobał mi się sam pomysł, przedstawienie Imperium, jego zasad oraz systemu nauki w Czarnym Klifie. Książka wpasowała się idealnie w moje klimaty czytelnicze i bardzo mi się spodobała. Mam nadzieję, że szybko uda mi się poznać kolejny tom. 

Mamy tutaj też taki trójkąt, a nawet powiedziałabym, że czworokąt miłosny, ale przez to, że autorka dość mocno to skomplikowała wątek romantyczny w tej książce jest naprawdę bardzo ciekawy i śledziłam go z zainteresowaniem. Przede wszystkim relacja między bohaterami nie bierze się nie wiadomo skąd, a jest prawdziwa, a sam romans nie przyćmiewa głównej fabuły, mimo, że stanowi dość istotny element książki. 


- Hm. Tak mi się wdawało, że robisz dżemy.
- Naprawdę? Dlaczego?
Uśmiecha się łobuzersko.
- Bo jesteś taka słodka.


Bohaterowie są wykreowani znakomicie. Polubiłam ich, zżyłam się z nimi i przejmowałam się ich losem. Laia to inteligenta dziewczyna, która dąży do celu bez względu na wszystko. Jest odważna i wytrzymała, chociaż czasem jej tej odwagi brakowało. Nie jest idealna, ale uczy się na własnych błędach. Elias również zyskał dużo mojej sympatii. To chłopak, który chce się uwolnić spod władzy Imperium, ale za bardzo nie wie jak tego dokonać i ma mętlik w głowie. Też nie był idealny, ale na pewno inteligentny, uczuciowy i honorowy. Jest jeszcze Helena, której kreacja bardzo mi się podobała. Z jednej strony dziewczyna zauważa pewne problemy Imperium, ale z drugiej boi się przeciwstawić, więc zawsze postępuje zgodnie z zasadami. Jest jeszcze czarny charakter - Komendantka, która została bardzo dobrze wykreowana jako bezwzględna, okrutna i pozbawiona jakiejkolwiek moralności, jednak nie jest oczywista i nie przypomina większości czarnych charakterów, jakie znamy. 

Styl autorki jest lekki i przypadł mi do gustu. Czyta się dobrze, całość stanowi logiczną i przemyślaną historię. Humoru nie ma zbyt wiele, choć zdarzały się momenty w których się uśmiechnęłam. Autorka bardzo dobrze buduje akcję, wyjaśnia zasady świata i go opisuje. Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw, w pierwszej osobie i w czasie teraźniejszym, co bardzo mi odpowiadało. 


Zaczynam się zastanawiać, ile razy ja mijałam na ulicy kogoś, kto uciekał, czyj cały świat właśnie się rozpadł.


Podsumowując, nie spodziewałam się, że ta książka aż tak mi się spodoba. Zdecydowanie była to bardzo dobra lektura i nie mogę się doczekać, aż poznam dalsze losy bohaterów.

Ocena: 9/10


niedziela, 12 sierpnia 2018

Przepowiednia Reinkaanyiuki #1: Więź płomienia - Kalina Bobras

Opis tej książki bardzo mnie zaintrygował. Byłam ciekawa tej historii i liczyłam na to, że bardzo mi się spodoba. Czy rzeczywiście tak było?



Tytuł: Więź płomienia
Autor: Kalina Bobras
Tłumaczenie: -
Seria: Przepowiednia Reinkaanyiuki
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 450
Poprzednia część: -
Następna część: ?

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Kitty's Reading Challenge: Autorka  która prowadzi głównego bohatera faceta
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,4 cm 
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ


Wiele lat temu Dusza Słońca uwięził swojego brata Duszę Mroku. Według prastarej legendy Dusza Mroku uwolni się, a powstrzymać może go tylko Reinkaanyiuki - nowe wcielenie i reinkarnacja Duszy Słońca. Żaden z mieszkańców Ybezmaru nie spodziewa się, że legenda może być prawdziwa. A jednak Reinkaanyiuki istnieje i musi zebrać drużynę Wybrańców, aby stawić czoła siłom Mroku. 

Autorka miała zdecydowanie dobry i oryginalny pomysł na tę powieść. Bardzo spodobał mi się cały świat i jego zasady. Bohaterowie cały czas podróżują, więc mamy okazję poznać wszystkie królestwa Ybezmaru. Niestety nie ma mapki, która w przypadku tej książki jest praktycznie niezbędna. Gdybym mogła śledzić wędrówkę bohaterów na mapie lektura okazałaby się o wiele przyjemniejsza, a ja lepiej poznałabym ten świat. Tutaj każdy człowiek ma jakąś moc, niektórzy większą, a inni mniejszą. Miałam takie wrażenie, że wszyscy młodzi ludzie z tej książki mają jakąś misję. Misja - to słowo występuje bardzo często na kartach tej powieści i czasami mnie już to denerwowało. Misja po misji i to dosłownie wszyscy mają te misje. Dla nikogo nie jest dziwne, że nagle kilkoro uczniów znika ze szkoły na kilka miesięcy, bo jest na misji. Dla mnie natomiast było to trochę nienaturalne.

Fabuła nie pędzi, a rozgrywa się w umiarkowanym tempie. Wiele rzeczy przewidziałam (chyba przeczytałam już za dużo takich książek i mało co potrafi mnie zaskoczyć :P), ale momentami nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Na kartach tej powieści opisany jest cały rok, jednak ja wcale nie czułam upływu czasu. Występowały określenia takie jak "minęły dwa tygodnie" czy "minął miesiąc". I co się przez ten czas działo? Nie wiemy, ale bohaterowie są mniej więcej w tym samym punkcie co ten "miesiąc" wcześniej. To trochę nielogiczne. Czasami natomiast było zupełnie odwrotnie, bo w jednej chwili działo się kilka rzeczy na raz. Dla przykładu na tej samej stronie bohaterowie beztrosko prowadzą rozmowę, żartują i śmieją się, a nagle dzieje się coś strasznego i w następnym zdaniu już umierają, by kilka słów potem ktoś ich cudownie uratował z opresji. 


"- "Reinkaanyiukowanie"?
- Tak sobie wymyśliłem. Ale równocześnie mogę nazwać to bohaterowaniem albo "niewiarygodny egoista sam zamierza uratować świat"."



Z bohaterami również nie było zbyt kolorowo. O każdym z nich wiele nie wiemy i mimo tego, że niby mają jakoś zarysowane cechy, to nie bardzo da się ich scharakteryzować. Można powiedzieć, że wiemy o nich tylko tyle, ile jest potrzebne. Headley, nasz główny bohater jest skryty i martwi się o przyjaciół, ale kompletnie nie nadaje się na przywódcę, którym wyznaczył go los i często podejmuje bardzo głupie i nieodpowiedzialne decyzje. Trochę mnie denerwował swoim egoizmem i ciągłym zastanawianiem się jak to się stało, że to właśnie on ma uratować świat i chyba kilkanaście razy czytałam praktycznie taki sam wywód o tym, jaki to on biedny i jak bardzo mu trudno. Młoda piratka, Yohual to chyba najbarwniejsza postać z całej książki. Zdecydowanie najbardziej ją polubiłam. Jest twardą dziewczyną i mimo, że była najmłodsza, to chyba najmądrzejsza i najbardziej odpowiedzialna z całej grupy Wybrańców. Vayleany mnie dość mocno irytowała. Miała bardzo zmienny nastrój i obrażała się bez powodu. Wyobraźcie sobie, że przez połowę książki była śmiertelnie obrażona i wręcz nienawidziła chłopaka, w którym tak naprawdę była zakochana. Ale nie odzywała się do niego i wmawiała sobie, że jest na niego zła, jednocześnie czując motyle w brzuchu na jego widok. Reszta bohaterów też nie była świetnie wykreowana i jakoś nie udało mi się z nimi zżyć czy ich polubić. Czasami miałam wrażenie, że mają oni po dwanaście, a nie osiemnaście lat, bo często zachowywali się głupio i nieodpowiedzialnie. 

Relacje między nimi też nie były dobrze zbudowane. Co prawda, książka pokazuje siłę przyjaźni, bo bohaterowie są w stanie się dla niej poświęcić i oddać za siebie życie, ale chodzi mi tutaj o szybkość w nawiązaniu tej relacji. Było to na zasadzie "O, jesteś Wybrańcem? To teraz będziemy się przyjaźnić do końca życia!". Jasne, wspólna misja i przebywanie ze sobą tyle czasu łączą ludzi, ale nie w tak szybkim czasie. Jest też ten wątek miłosny, który dzieje się w tle i nie przyćmiewa fabuły, ale też nie zostałam jego fanką. 

Została jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi tutaj przeszkadzała, a mianowicie styl autorki. Pojawiały się nielogiczne zdania, papierowe dialogi. Miałam wrażenie, że autorka pisze trochę bez emocji, bez polotu, młodzieżowym językiem, który trochę gryzł się z realiami tego świata. To debiut, więc myślę, że autorka powinna po prostu ćwiczyć i wyrobić sobie pióro. Jednak na tę chwilę styl bardzo mnie męczył, ale po ok. 100 stronach jakoś udało mi się do niego przyzwyczaić i dotrwałam do końca. 

Mam wrażenie, że tak strasznie narzekam, ale tak szczerze mówiąc to mimo wszystko ta książka mi się w miarę spodobała i naprawdę nie była taka zła... Czytałam o wiele lepsze pozycje, ale także dużo gorsze. Myślę, że jest to książka z ciekawym, wręcz wspaniałym pomysłem, który ma wprost ogromny potencjał. Fabuła bardzo mi się spodobała, przydała by się jeszcze tylko mapka, poprawa stylu i kreacji bohaterów i wyszłaby z tego bardzo dobra książka. Mimo tych wszystkich minusów jestem ciekawa dalszych losów postaci i liczę, że autorka poprawi swój warsztat i kolejne części będzie mi się czytało dużo lepiej. Nie wiem ile tomów ma liczyć seria, ale myślę, że przeczytałabym kontynuację tej opowieści. Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana z lektury, ale dla samego pomysłu i fabuły można po nią sięgnąć. Po prostu nie nastawiajcie się na coś świetnego, a na lekką historię, idealną na wakacje :)

Ocena: 6/10