Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

Król kruków - Maggie Stiefvater

piątek, 15 grudnia 2017




O Królu kruków jak i o samej autorce, Maggie Stiefvater, słyszałam wiele, wiele naprawdę pozytywnych opinii. Stąd miałam dość duże oczekiwania do tej powieści. Rozczarowała mnie czy może wręcz zachwyciła? Zapraszam!



Tytuł: Król kruków
Autor: Maggie Stiefvater
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Seria: Król kruków
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 486
Poprzednia część: -
Następna część: 

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,7 cm
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ






Blue jest córką wróżki. Od dziecka słyszy przepowiednię od swojej matki, ciotek i ich przyjaciółek, że zabije chłopaka, w którym się zakocha, przez pocałunek. Stąd dziewczyna unika wszelkich kontaktów z osobnikami płci przeciwnej, a szczególnie z uczniami szkoły Aglionby. Czy na długo? Tymczasem czwórka przyjaciół: Gansey, Adam, Ronan i Noah poszukują tajemniczych linii mocy, które mają zaprowadzić ich do legendarnego Króla kruków, Glendowera. Los sprawia, że Blue spotyka chłopaków. Wszyscy coś ukrywają, czy ich tajemnice prędko wyjdą na jaw?


"Zawsze go zostawiali. Jednak on nigdy nie potrafił zostawić ich."


Po pierwsze muszę zaznaczyć, że nie wiem dlaczego w opisie z tyłu książki pominięto Noaha i napisano, że chłopaków jest trzech. Ja rozumiem, że Noah był trochę nieobecny i zamknięty w sobie, ale równie ważny dla fabuły jak pozostali. Na samym początku książka nie bardzo mnie wciągnęła. Mało się działo, było to takie małe wprowadzenie w świat tej powieści, które nie za bardzo przypadło mi do gustu. Trochę gubiłam się, kto jest kto, nie wiedziałam o co w ogóle chodzi z tymi liniami mocy. Jednak ok. 100 strony akcja ruszyła, a ja zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i nie mogłam się oderwać. Pewne rzeczy przewidziałam, bo niestety było parę schematów, ale czasami niektóre rozwiązania autorki wbijały mnie w fotel. Klimat powieści, magia, linie mocy, przepowiednie, Glendower - bardzo mi się to podobało i wpasowało się w mój gust.

Bohaterowie byli bardzo dobrze wykreowani. Na uwagę zasługuje na pewno czwórka naszych głównych bohaterów. Naszym numerem 1 jest oczywiście Gansey - bogaty młodzieniec, który stara się nie być zadufanym w sobie facetem, ale czasem mu nie wychodzi. Ogólnie dało się go lubić, czasami irytował, ale nie w taki sposób, żebym przestała darzyć go sympatią. Jego wielkim przeciwieństwem był Adam. Z jednej strony jego najlepszy przyjaciel, ale z drugiej strony odnosłam wrażenie, że oni zupełnie do siebie nie pasują, jako przyjaciele. Jeden był bogaty, ale starał się zachowywać skromnie, drugi - biedny, ale jego największym marzeniem było dorównać Ganseyowi. Właśnie to sprawiło, że przestałam go lubić. Bo na początku pokochałam jego prostotę, skromność, nieśmiałość, ale potem zaczął mnie niezmiernie wkurzać tym honorem, który nie pozwalał mu przyjąć nawet małej pomocy od Ganseya. To co tutaj opisałam jednak sprawia, że ci bohaterowie są niezmiernie prawdziwi i możemy wczuć się w ich sytuację. Mimo wszystkiego moim ulubieńcem i tak został Ronan <3 Chłopak, ktory codziennie zmagał się z demonami przeszłości. Popełniał błędy, ale takie ludzkie, normalne. Charyzmatyczny, odważny i tajemniczy bohater, którego pokochałam. Został nam jeszcze Noah, który od początku był dla mnie największą zagadką, ale węcej zdradzić o nim nie mogę.

 "Gansey patrzył na to w ten sposób: jeśli ktoś ma wyjątkowy talent do znajdowania rzeczy, to jego obowiązkiem jest ich szukać."
  
Niestety odnoszę wrażenie, że oni wszyscy byli lepiej wykreowani od głównej bohaterki. Już nawet te jej wszystkie ciotki miały jakieś bardziej oryginalne charaktery. Natomiast główna bohaterka irytowała  mnie na każdym kroku. Z jednej strony wisiała nad nią przepowiednia, postanawiała sobie, że nie zakocha się w żadnym chłopaku, wręcz gardziła uczniami Aglionby, ale to nie przeszkodziło jej, żeby w kilka minut zaprzyjaźnić się z całą ich czwórką i myśleć o nich w kategoriach romantycznych. Oprócz tego była trochę naiwna, traktowała wszystko trochę jak zabawę i wkurzała mnie niezmiernie!

Wątek miłosny tutaj zdecydowanie jest, ale nie ma żadnych pocałunków itd. Na razie polega to na tym, że "Blue była podekscytowana, bo ich kolana się dotknęły", więc jedna z najbardziej irytujących form romansu w książkach. Na szczęście nie wysuwa się on na pierwszy plan, chociaż i tak irytuje. Po za tym mam pewne podejrzenia, że może zrobić się z tego jakiś trójkąt miłosny, albo coś, ale mam nadzieję, że autorka mi tego oszczędzi...


"Lubiła czuć się potrzebna, ale czasem wolałaby, żeby słowo "potrzebna" nie kojarzyło jej się tak bardzo z wyrazem "użyteczna"."



Kolejna rzecz, która mi przeszkadzała to był styl autorki. Ogólnie był lekki, prosty i młodzieżowy, czyli taki jakiego się spodziewałam. Ale odniosłam wrażenie, że niektóre zdania, jakby zupełnie nie pasują do reszty. Jakby napisał je ktoś zupełnie inny. Czasami musiałam coś przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć o co chodzi. Niektóre zdania miały jakiś taki dziwny szyk, nie wiem jak to nazwać. Nie mam pojęcia czy to jest robota tłumacza, czy samej autorki, ale przeszkadzało mi to. Po za tym Maggie Stiefvater miała trochę trudności z wyjaśnieniem tego wszystkiego i w sumie dalej nie jestem usatysfakcjonowana ilością informacji jakie dostaliśmy, a nawet zauważyłam, że niektóre z nich były zbędne, zupełnie nieistotne i wkurzające. Autorka przeskakiwała w akcji, czasami nie mogłam się w niej odnaleźć.

Podsumowując, z jednej strony książka bardzo mnie wciągnęła i podobał mi się klimat, ale gubiłam się w fabule i na początku kompletnie nie mogłam się wgryźć w akcję. Oczarowała mnie czwórka chłopców, bo każdy z nich miał wspaniały charakter, ale główna bohaterka była jedną z najbardziej irytujących, jakie spotkałam. Wątek miłosny na minus, tak samo jak styl autorki. Czy mogę Wam ją polecić? Jeśli szukacie niezobowiązującej młodzieżówki, z ciekawą fabułą to sięgajcie po Króla kruków. Jeśli macie ochotę na coś ambitniejszego - odradzam ;)

Ocena: 6+/10

Czytaj dalej »

Zły jednorożec #2: Puchaty smok - Platte F. Clark

niedziela, 15 października 2017






Hej, Kochani! Przepraszam znowu za tą krótką przerwę, ale nie miałam zupełnie chwili, żeby tę recenzję napisać :) A zresztą, piszę ją w przerwie między wspaniałą Koroną w mroku i ona też była w sumie powodem mojej nieobecności - nie da się od niej oderwać!!


Zły jednorożec bardzo mi się podobał, dlatego skorzystałam z możliwości wypożyczenia drugiej części z biblioteki. Czy Puchaty smok również przypadł mi do gustu?



Tytuł: Puchaty smok
Autor: Platte F. Clark
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Seria: Zły jednorożec
Wydawnictwo: Czytam
Liczba stron: 383
Poprzednia część: Zły jednorożec
Następna część: Miły ogr

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3,2
52 książki roku 2017
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ





Trójka przyjaciół: Max, Sara i Dirk co prawda powrócili z niesamowitej wyprawy w przyszłość, ale w teraźniejszym świecie również czekają na nich niespodzanki - te miłe i te niezbyt miłe. Muszą stawić czoła Rozoormoowi Przerażającemu, tajemniczym siłom Mrokrusu i wypełnić obietnicę daną królowi smoków. Max musi nauczyć się jeszcze wielu rzeczy, a Kodeks zaczął odmawiać współpracy. Czy uda im się na nowo uruchomić Kodeks? Czy wrócą do domu?


"Przyjaciele przychodzą i odchodzą - odezwał się Glenn u pasa Maxa. - Ale przeziębienie zawsze jest przy tobie jakieś trzy dni. Interesujące, prawda?"


Chyba jestem już za stara na takie książki... Bo wiecie - to nie było złe, wręcz bardzo, ale to bardzo dobre, tylko troszkę zbyt dziecinne. Fabuła tej książki opiera się po prostu na tym, że nasz główny bohater musi uratować świat, ma tylko 13 lat i jeszcze kilka tygodni temu nie wiedział, że istnieje magia. Typowe? Typowe. To pozwala nam na przewidzenie dalszego rozwoju wydarzeń, jeszcze nawet przed tym, kiedy bohaterowie zaczyną się nad daną sprawą zastanawiać. Oczywiście pewne jakieś zdarzenia, pomysły czy rozwiązania akcji mnie zaskoczyły, ale rozumiecie, to nie było jakieś takie wielkie niedowierzanie, tylko ok, autor tak sobie to wymyślił, czytam dalej. Co więc sprawia, że mimo wszystko uważam tę serię za oryginalną? Jest to zdecydowanie pomysł. Pomijając ten schemat o którym już powiedziałam, autor naprawdę dobrze wszystko wymyślił i rozplanował. Książka jest bowiem zbudowana na pewnego rodzaju absurdach. No bo kto słyszał o zombie kaczkach, puchatych smokach traktowanych jako poduszki, krwiożerczych jednorożcach czy słodkich frobbitach! To są stworzenia, które sprawiają, że czytamy tę książkę i po prostu nie dowierzamy w to, co jest tam napisane. Czasami może się wydawać to zbyt infantylne dla starszego i dojrzałego czytelnika, ale dzieci 8-11 lat powinny być zachwycone! Miałam też wrażenie, że często wszystko szło bohaterom za łatwo. Niby jest jakaś bardzo trudna zagadka, oni próbują ją rozwiązać, ale szczęśliwym fartem udaje im się uniknąć zagrożenia - ale tak to już w książkach dla dzieci bywa. Krótko mówiąc - momentami trochę się nudziłam i cała akcja była czasami zbyt głupia i dziecinna, ale ostatecznie mi się podobało :)


"Gildie skrytobójców, złodziei czy najemników nie ośmieliłyby się narażać na gniew czarownika, żądając jego przybycia. Z resztą podobnie jak każda gildia z wyjątekim jednej - tej, której sama nazwa wymiawiana była szeptem przez najpotężniejszych władców Siedmiu Królestw - Gildii Wytwórców Tupecików. "
  

Bohaterowie są w pewien sposób przerysowani. Jak ktoś jest zły to jest zły aż do szpiku kości, jak ktoś jest dobry to aż cały kipi tym dobrem. Mamy tutaj takiego Dirka, który jest wielkim maniakiem gier komputerowym i cały świat widzi jako jedną wielką grę. Mam nadzieję, że rzeczywiście jest to przerysowane i nikomu takiego losu nie życzę. Sara to bohaterka nadzwyczaj inteligentna i naprawdę da się ją lubić. Max też zyskał moją sympatię i myślę, że dla wielu dzieci może stanowić wzór do naśladowania. Ogólnie bohaterowie byli dobrze wykreowani i choć podzieleni na dobrych i złych, bez żadnych szarości, to każdy był na swój sposób oryginalny.

Styl autora wciąga od samego początku. Jest lekki i prosty, dostosowany do tego, czego wymagają dzieci, ale zaciekawia również trochę starszego. Możemy na chwilę cofnąć się do lat dzieciństwa i patrzeć na wszystko z perspektywy tych najmłodszych. Na duży plus idzie humor, czasami aż wybuchałam śmiechem z powodu niektórych sytuacji i dialogów. Nie da się chociaż raz nie uśmiechnąć!


"- Będziemy wyglądać jak rój os. (...)
- W czym nam pomoże wyglądanie na rój os?
- Na początku też tak myślałem. Ale później uświadomiłem sobie, że ludzie nie lubią os. Zwłaszcza w formie roju.
- Należy unikać wszystkiego, co się roi. To taka jakby podstawowa reguła przetrwania."


Podsumowując, jest to bardzo dobra trylogia, ale już bardziej dla dzieci. Można po nią sięgnąć w przerwie od cięższych lektur, bo jeśli chodzi o rozrywkę to spełnia swoje zadanie doskonale. Jeśli ktoś szuka czegoś relaksującego i odprężającego to zdecydowanie polecam! Również jeśli znacie jakiegoś młodego człowieka, poszukującego czytelniczych przygód, możecie podrzucić mu pod nos tę historię :)

Ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Wybrani - C. J. Daugherty

sobota, 8 lipca 2017








Miałam nie czytać tej książki, kompletnie mnie do niej nie ciągnęło i nie miałam na nią najmniejszej ochoty. Jednak zobaczyłam na półce w bibliotece, przeczytałam opis i powiedziałam sobie, że spróbuję. Potem w domu leżała na półce i leżała, bo znowu straciłam chęci na to, żeby ją przeczytać, aż w końcu zbliżał się termin zwrotu. Pomyślałam sobie, że oddam ją nieprzeczytaną, bo nie chcę jej czytać, ale jednak coś mnie w niej kusiło. Przeczytałam. Spodziewałam się głupiej historii dla młodzieży. A co dostałam?


"Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają."



Tytuł: Wybrani
Autor: C. J. Daugherty
Tłumaczenie: Martyna Bielik
Seria: Wybrani
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 433
Poprzednia część: -
Następna część: Dziedzictwo

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Książka z patronatem Lubimy Czytać Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +3,3
52 książki roku 2017
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ



Allie znowu wpakowała się w kłopoty. Została zatrzymana przez policję już trzeci raz z rzędu. Tym razem rodzice traktują to już poważniej i postanawiają przenieść ją do innej szkoły, szkoły z internatem. Mimo tego, że są wakacje dziewczyna jedzie do Akademii Cimmery, która zupełnie nie wygląda jak normalna szkoła... Allie wraz z nowo poznanymi przyjaciółmi: Jo, Rachel, Carterem, Sylvianem i całą resztą będzie odkrywać tajemnice związane z przeszłością szkoły a także jej samej.


Nie jest to z pewnością literatura wysokich lotów, jednak mi bardzo się podobała. Może nie zapamiętam jej do końca życia, ale miło spędziłam przy niej czas. To idealna książka na wakacje, na takie totalne odmóżdżenie i zrelaksowanie. Jeśli szukacie czegoś poważniejszego, to nie polecam, ale jeśli macie ochotę na lekką historyjkę, ale ciekawą i momentami zaskakującą, to książka dla Was! Fabuła naprawdę wciąga, chcemy poznać dalsze losy bohaterów i zobaczyć jak potoczą się wydarzenia. Czyta się bardzo szybko, akcja momentami pędzi, a czasami trochę zwalnia by znów nas czymś zaskoczyć. Oczywiście pewne zdarzenia są przewidywalne, jak to w tego typu książkach bywa, ale autorka miała pomysł i udało jej się go rozwinąć i stworzyć świetną powieść.


"To twoja piechota. Ma najmniejsze możliwości poruszania i jest najsłabsza, ale ponieważ piony gotowe są poświęcić życie dla lepszych od siebie, bez nich nie wygrasz. Król. Prawie zawsze jest słabszy, niż mogłoby się zdawać. Wszyscy go chronią, ale on właściwie nigdy nikomu nie pomaga, bo gdyby to zrobił, mógłby zginąć.  Królowa. Jest absolutnie podła. Ale jeśli chcesz wygrać, musisz z nią współpracować."


Oczywiście nie mogło zabraknąć mega przewidywalnego wątku miłosnego i to w postaci trójkąta. Ja osobiście od samego początku byłam za Carterem. Sam fakt trójkąta miłosnego jest denerwujący i tutaj również mnie to trochę dobijało, ale na całe szczęście główna bohaterka nie jest typem kocham tego czy tego, o nie kocham ich obydwu! Wątek romantyczny jest w tej książce dość istotny, ale nie przyćmiewa ogólnych zdarzeń. Osobiście uważam, że Sylvian jest zupełnie nie potrzebny, wprowadza tylko chaos i ten okropny trójkąt... Relacja Allie z Sylvianem była sztuczna i zbyt pochopna, wyglądało to tak jakby zakochali się w sobie z dnia na dzień. Natomiast miłość do Cartera rozwijała się stopniowo i to już mi się o wiele bardziej podobało.



"- On się boi - odparła prawie szeptem. - Boi się powiedzieć komuś o swoich uczuciach i przepełnia go smutek, ponieważ ta osoba o tym nie wie. 
- Dlaczego się boi? - spytała Isabelle
- Bo ona może ich nie odwzajemniać. 
To, że Carter wyrwał się z odpowiedzią, wcale jej nie zaskoczyło.
- W takiej sytuacji uznał, że lepiej będzie, jeśli ona się nie dowie- dokończył chłopak. 
- Dlaczego, jego zdaniem, tak jest lepiej - drążyła Isabelle, opierając się o pustą ławkę.- Skąd wie, czy ona nie odczuwa tego samego? Jak ma się dowiedzieć, skoro boi się zapytać?
- On się boi zranienia - wyszeptała Allie.
Isabelle wodziła zaciekawionym wzrokiem od niej do Cartera i z powrotem."



Bohaterowie nie są jakoś cudownie wykreowani, ale da się ich lubić, chociaż specjalnie się do nich nie przywiązałam. Allie polubiłam, była nieźle wykreowana. Sylvian, jak już wspomniałam, jest według mnie zbędny, nie lubię go i po prostu był zarysowany na takiego typowego chłopaka w którym kochają się wszystkie dziewczyny. Za to Carter... <3 Gdybym była z dwa lata młodsza to zakochałabym się w nim bez opamiętania! Teraz już trochę bardziej selekcjonuję mężów, ale załóżmy, ze Carter jest... narzeczonym xD Jest świetnie wykreowany, cudowny itd. Bardzo polubiłam też Jo, przyjaciółkę Allie, mimo tego jednego czy dwóch epizodów. Rachel była mi obojętna.

Styl autorki jest prosty i lekki. W książce przeważają raczej dialogi i akcja, przez co czyta się ją bardzo szybko. Na plus jest też humor, co sprawia, że jeszcze bardziej polubiłam tą książkę.


"- Piłaś całą noc? - zapytała.
- Nie! Nie bądź śmieszna. Tylko przez parę ostatnich godzin... Właściwie to która jest? - Spojrzała na zegarek, rozlewając wódkę po dachu. - Ojej."


Na koniec podsumuję to co już napisałam - ogólnie jest to dobra książka, ciekawy pomysł i niezłe wykonanie. Jest to debiut i może w kolejnych tomach będzie już tylko lepiej. Ja pewnie przeczytam drugi tom, bo w bibliotece jest cała seria, chociażby po to, żeby dowiedzieć się jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. Wam polecam, ale nie spodziewajcie się niewiadomo czego.

Ocena: 6/10

Czytaj dalej »

Silver #3: Trzecia księga snów - Kerstin Gier

czwartek, 22 czerwca 2017




Dwie pierwsze części Silver bardzo mi się podobały. Niestety z recenzji w internecie słyszałam, że trzecia część trochę odbiega od poziomu poprzednich. Miałam jednak nadzieję, że nie będzie aż tak źle. Czy się rozczarowałam czy jednak mimo wszystko mi się podobało?


Tytuł: Silver. Trzecia księga snów
Autor: Kerstin Gier
Tłumaczenie: 
Seria: Silver
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 
Poprzednia część: Silver. Druga księga snów
Następna część: -

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Główny bohater prowadzi bloga (może nie główny bohater, a tak naprawdę nie wiadomo kto (chociaż ja już wiem :D), ale blog jest jednym z głównych tematów książki)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu:
52 książki roku 2017 Olimpiada czytelnicza Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

W tym tomie Liv, Henry i Grayson będą musieli stawić czoła groźnemu Arthurowi i psychopatycznej Anabel. Jak sobie poradzą? Czy uda im się rozwikłać zagadkę tajemniczych snów? Ponadto różni ludzie zaczynają się dziwnie zachowywać: nauczycielka francuskiego, kolega ze szkoły i przyjaciółka Liv, Penelopa. Czy ma to coś wspólnego z tajemniczym korytarzem w snach?


"Niektórzy ludzie uświadamiają sobie czego chcą, dopiero wtedy, kiedy już nie mogą tego mieć."


Dobra, ten opis jest beznadziejny, ale nie wiem co miałabym jeszcze w nim umieścić, tak, żeby nie robić większych spoilerów... Masakra, wspominałam już, że recenzje kolejnych tomów są niezwykle trudnym wyzwaniem? :D Jednak się postaram i może coś z tego wyjdzie! Wbrew pozorom książka była niezła. To znaczy zdecydowanie utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie jest to poważna lektura. Niektóre dialogi między bohaterami były tak głupie, że nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać, a jeśli chodzi o literaturę młodzieżową to tak - trylogia spełnia swoje zadanie znakomicie. Jeśli szukacie odmóżdżacza na wakacje i chcecie przeczytać zabawną, ale nawet ciekawą historię z genialnym motywem snów, to polecam. Jeśli interesuje Was literatura wyższych lotów to odpuście sobie tą książkę. Napisałam "z genialnym motywem snów", bo wątek oniryczny to najlepszy aspekt tych powieści. Autorka w bardzo ciekawy i intrygujący sposób rozwinęła swój pomysł i właśnie za to książka otrzymała ode mnie taką ocenę, a nie inną. Co prawda dziewczyny w swoich recenzjach narzekały na zbyt małe rozwinięcie tego wątku - no cóż, ja też to trochę odczułam i chciałabym się dowiedzieć więcej! Jeśli chodzi o to mam mały niedosyt, bo bardzo chciałam się dowiedzieć dlaczego? i niby dostałam odpowiedzi, ale nie na wszystkie pytania, które miałam. Jednakże za motyw snów, mimo wszystko, Kerstin Gier dostaje ode mne dużego plusa!

Ogólnie fabuła książki jest ciekawa i momentami zaskakująca i nieprzewidywalna, chociaż parę rzeczy udało mi się odgadnąć przed bohaterami, raczej przeważały te, w których otwieralam szeroko oczy ze zdumienia. Autorka skupiła się na tym, aby w ładny i zgrabny sposób zakończyć trylogię i jej się udało, ale ja jestem trochę zawiedziona, bo miałam wrażenie, że jeśli chodzi o samo zakończenie, to Gier poszła na łatwiznę. Jeśli chodzi o książkę to o wiele bardziej wolałam rozdziały, w których było o korytarzu snów, a nieco nudziły mnie te o zwykłym życiu bohaterów i ich szkole.


"Nie ma problemów, są tylko wyzwania"


Bohaterowie niestety troszkę upadli. Znowu powtórzę - młodzieżówki nie wymagają jakiejś wielkiej kreacji bohaterów, ale mam wrażenie, że po prostu stracili charakter w porównaniu do pierwszego tomu. Liv stała się taka głupia, zupełnie śmieszna i po prostu czasami zachowywała się idotycznie. Henry - pamiętacie, że go pokochałam? Niestety trzecia część sprawiła, że już tylko go lubię. Za to większą sympatią zapałałam do Graysona, który SPOILER wreszcie się opamiętał i rzucił tą cholerną Emily bez jakichkolwiek wyrzutów KONIEC SPOILERA. Jaspera autorka potraktowała po macoszemu, bo myślałam, że jak wróci to z przytupem, a nie tak nijako. Moją ulubioną postacią w książce jest bez dwóch zdań Anabel. To według mnie najlepiej wykreowana bohaterka.

Co najlepsze - dowiadujemy się kto ukrywa się pod nazwą Secrecry i prowadzi bloga plotkarskiego o wszystkich sekretach uczniów tamtejszej szkoły. Nie okazałam się takim złym detektywem, tylko troszkę odbiegam jeszcze od Mii Silver (siostry Liv) bo połowicznie odgadłam, kto nią jest, ale i tak autorce udało się mnie zaskoczyć.


"Miłość nie jest tym, co człowiek spodziewa się otrzymać, lecz tym, co jest gotów dać."


Może wiecie, może nie - uwielbiam Trylogię czasu Kersin Gier. Silver podobało mi się dużo mniej niż pierwsza trylogia, więc jeżeli Wam się nie spodobała to odradzam. Może i w Silver jest więcej humoru, ale tamta była lepsza pod względem pisarskim. Mimo, że to już druga jej trylogia, takie jest moje zdanie. Bo Silver jest momentami strasznie głupiutkie  i idiotyczne... Ogólnie polecam, jeśli macie ochotę na całkowity odmożdżacz - ja miło spędziłam ten czas.

Ocena: 6+/10


Czytaj dalej »

Łowy - Emilia Kiereś

czwartek, 26 stycznia 2017

Tytuł: Łowy
Autor: Emilia Kiereś
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 134

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Kitty's Reading Challenge: Książka z ilustracjami
Abc czytania: Wariant II - K
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza
Więcej informacji o wyzwaniach TUTAJ

Hmm, kolejna książka dla dzieci tej autorki, jaką udało mi się przeczytać. Powiem wam jednak, że podobała mi się bardziej od Rzeki, a nawet mnie trochę zaskoczyła. Jest króciutka, a mimo to autorce udało się stworzyć niezwykle mądrą historię.

Franuś stracił rodziców i mieszka aktualnie razem ze swoim starszym bratem Janem. Jan poluje na myśliwych. Jednak pewnego dnia znika, a wtedy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Od zawsze mówiono, że to jezioro w śródku lasu jest zaczarowane... Czy może to ono ma związek z zaginięciem Jana? Franuś oraz jego przyjaciele będą musieli rozwiązać tę zagadkę.

Fabuła tej książki nie jest zbyt rozbudowana. Wiadomo, jest nieco przewidywalna. Myślę, że gdybym czytała ją mniej więcej mając 8-11 lat spodobałaby mi się o wiele bardziej niż teraz, jednak muszę wam powiedzieć, że nie żałuję czasu nad nią spędzonego. Czasami warto trochę odskoczyć od takich poważnych książek i przeczytać coś lekkiego i niezobowiązującego. Pani Emilia wymyśliła bardzo ciekawą opowieść, z nauką historii w tle. Jednak zakończenie nie bardzo mi się podobało. Liczyłam, że wyjaśni się więcej, chociaż taka nutka niedopowiedzenia nie była zła.

Bohaterami są dzieci, co jest dosyć oczywiste. Mniej więcej 10-latkowie próbują rozwiązać tajemnicę na własną rękę. Oczywiście wykazują się wielką odwagą i poświęceniem dla siebie. Pewnie dla większości małych człowieczków staną się autorytetami.

Ta książka była troszkę dziwna, razem z tymi wszystkimi tajemnicami z nad jeziora. Nie powiem, żeby stała się moją ulubioną książką wszech czasów, bo zdecydowanie tak nie jest, ale miło spędziłam przy niej czas. Polecam bardziej młodszemu pokoleniu, chociaż jeśli potrzebujecie czegoś na rozluźnienie, na jeden wieczorek to czemu nie?

Ocena: 6/10


Czytaj dalej »

Rzeka - Emilia Kiereś

sobota, 10 grudnia 2016


Tytuł: Rzeka
Autor: Emilia Kiereś
Tłumaczenie: -
Seria: -
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 189

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1,2 cm
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza


Wypożyczyłam tą książkę z biblioteki szkolnej, z polecenia bibliotekarki. Jednak wydaje mi się bardziej, że jest to książka dla dzieci, a nie dla młodzieży. Jest taka infantylna i ogólnie przewidywalna, chociaż raczej dla młodszego czytelnika byłaby to zaskakująca powieść, bo wiadomo, że dzieci raczej nie znają tych wszystkich schematów. Ale o tym za chwilkę...

Okładka bardzo mi się podoba. W pierwszej chwili sugeruje obyczajówkę, ale ta książka taka nie jest. Myślę, że bardzo pasuje do tej opowieści. Bardzo mi też podobają te kolory zachodzącego słońca.

Kilian odkąd pamiętał zawsze czekał na ojca, który dawno temu wyruszył jako dowódca na wojnę. Pewnego dnia nie mogąc dłużej znieść czekania wyrusza na poszukiwania. Podczas swojej wędrówki spotyka wielu miłych, ale także podstępnych ludzi. Jednym z jego sprzymierzeńców i pomocników jest mówiący sokół, z którym chłopiec bardzo się zaprzyjaźnia.

Jak już mówiłam książka jest bardzo przewidywalna. Ogólem tylko jedna rzecz mnie zaskoczyła, a reszty domyśliłam się przed Kilianem. Po prostu nie mogłam pojąć dlaczego ten dzieciak jest aż taki naiwny i zupełnie niemyślący. Nie miał tej umiejetności wiązania faktów se sobą i dopiero kiedy ktoś mu to wytłumaczył coś tam mu w głowie świtało. Ale nie zapominajmy, że nasz bohater to jeszcze dziecko. Chyba nie było powiedziane ile ma dokładnie lat, ale podejrzewam, że około 10-12. (Dobra ja sama mam 13, ale to nie zmienia faktu, że Kilian zachowywał się o wiele bardziej dziecinnie). Podobała mi się jednak jego chęć dążenia do celu. Miał wyznaczony cel i do niego brnął bez względy na przeciwności losu. Był też bardzo honorowy, bo gdy popełnił błąd przyznawał się i nie zatajał tego, co zrobił. Mimo jego wad, polubiłam tego chłopca. Reszta bohaterów niestety była pominięta. Mamy tylko narzucone kto jest dobry, a kto zły, ale nie mają oni jakiś złożonych charakterów. To mi trochę przeszkadzało. Jednak moją uwagę przykuł gadający sokół, którego bardzo polubiłam.

Książka jest bardzo krótka, a litery są ogromne (co jeszcze bardziej podpowiada mi, że to książka dla dzieci), więc czyta się ją po prostu błyskawicznie. Humoru nie ma, ale nie wydaje mi się on jakoś bardzo potrzebny. Polecam młodszym czytelnikom, bo myślę, że im na pewno sprawi ta książka wielką frajdę :)

Ocena: 6/10




Czytaj dalej »

Heaven. Miasto elfów -Christoph Marzi

środa, 5 października 2016



Tytuł: Heaven. Miasto Elfów.
Autor: Christoph Marzi
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Seria: - 
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 336

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Wyzwanie czytelnicze 2016: Wybrana ze względu na okładkę.
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: przypomnijcie jak nie uzupełnię
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza

Słyszałam bardzo dobre opinie o tej książce, ale również i te złe. Chciałam się jednak przekonać jak to będzie u mnie, dlatego stwierdziłam, jak zwykle "kiedyś przeczytam". Ale dalczego stało się to w tak szybkim czasie? (pomińmy to, że przeczytałam tą książkę w wakacje i gdy pisze tą recenzję jest 12 sierpnia :D). Wchodząc do biblioteki, nie spodziewałam się, że wypożyczę tą książkę. I w sumie nawet jak ją zobaczyłam na półce nie zamierzałam jej brać. Miałam już w ręce trzy grube książki, ale jak przyjrzałam się tej przepieknej okładce, to stwierdziłam, że po prostu muszę ją wypożyczyć. 

Ta okładka tak mnie zauroczyła. Jest przepiękna!!!! Do tego na tej bramie, z napisem Heaven są takie srebrne elementy, które przepięknie połyskują w świetle. Cudo :D No dobrze, dobrze... Ale czy pod tą wspaniałą okładką kryła się równie wspaniała treść? Zaraz się przekonacie.

W tej książce poznajemy Davida. Chłopaka, który uciekł z rodzinnego domu, w którym nie czuł się kochany, do Londynu i rozpoczął nowe życie odcinając się całkowicie od tamtego. Lubi chodzić i przeskakiwać między dachami domów, żeby nie musieć przeciskać się przez tłum na ulicach. Ponadto uwielbia patrzeć w niebo, którego części nad Londynem brakuje. Niewiadomo co się stało, ale pewnej nocy przeleciała kometa i kawałek nieba zniknął. Pewnej nocy, podczas wędrówki na dachach spotyka dziwną dziewczynę. Wygląda na chorą i jakby przed czymś uciekała. Do tego okazuje się, że jest wariatką. Mówi, że wycięto jej serce, ale nadal, niewiadomo dlaczego żyje. Mimo wszystko David postanawia jej pomóc, przez co pakuje się w ogromne tarapaty. Muszą poznać tajemnicę Heaven i odkryć dlaczego może żyć bez serca. 

- Ktoś mnie ściga - odparła. - Tu, na dachu.
- Ktoś?
- Dwaj mężczyźni.
- Czego od ciebie chcieli?
- Wyjęli mi serce. Tak przynajmniej mi się zdaje. - Jej oczy wydawały się tak ciemne, że nagle nie widziałich wyraźnie.
- Jak to?
- Normalnie. - Położyła sobie rękę na piersci. - Nie czuję bicia serca. - Starała się nie płakać, nerwowo bawiła się suwakiem kurtki. - Wyciął je. - Przełknęła ślinę. - Tyko, że nie ma żadnych ran. Już... Już sprawdziłam. 
David przyglądał się jej w milczeniu.
- Zobacz! - Nagle chwyciła go za rękę, rozpięła kurtkę i położyła jego dłoń na swojej piersi. 
David pokręcił głową. Jezu, w życiu nie przeżyłczegoś równie niesamowitego!
- Nie można żyć bez serca - stwierdził i starał się nie myśleć, że nie czuł tętna. Trzymał dłoń na jej piersi; przez cienki materiał bluzki musiałby coś wyczuć. Ale jednak... nie, to niemożliwe.
- Nie można żyć bez serca - powtórzył. - A co dopiero biegać i uciekać.
- Wiem - odparła załamana.


Pomysł jest na pewno na plus. Jeszcze nie spotkałam się czymś takim, naprawdę oryginalne. Wczułam się w odkrywanie tej tajemnicy i chciałam jak najszybciej poznać jej rozwiązanie. Było kilka rzeczy, których się zupełnie nie spodziewałam, a już do tego całego finału tej opowieści. Po za tym elfy są tu przedstawione zupełnie inaczej, niż dotychczas je znaliśmy. Nie powiem wam dokładnie o co z nimi chodzi, bo byłby to spoiler, ale nie są to elfy jakie znamy np. z powieści Tolkiena czy z Eragona. Ale nie ukrywajmy, że wątek miłosny jest w zupełności przewidywalny już po przeczytaniu opisu. Relacja, która jest pomiędzy bohaterami jest po prostu taka sztuczna, nie wiem jakie inne słowo by tu pasowało.

Powiem wam szczerze, że wydaje mi się, że autor skupił całą swoją uwagę na fabule, zapominając, że w książce są też bohaterowie. Stwierdził, że wspaniały pomysł przyszedł mu do głowy i napisze książkę. Ale to nie wystarczy. Trzeba jeszcze dobrze wykonać. Ale wydaje mi się, że nawet fabuła mogłabybyć bardziej dopracowana, a co dopiero bohaterowie. Nie zżyłam się z nimi, pozostawali mi obojętni, nikogo szczególnie nie polubiłam, ani nikt mnie nie irytował. Płascy, jedynie zarysowani bohaterowie. Wiemy, że David lubi filmy, bo często myślał sobie, co zrobiłby bohater filmowy na jego miejscu i chciał zrobić dokładnie tak samo. Co do Heaven to wiemy, że lubi niebo. Każde z nich miało trudną przeszłość. Heaven była sierotą, David uciekł z domu. Ale na podstawie takich doświadczeń powinni być jakoś bardziej dojrzali i nie zachowywać się w glupi sposób. Niby mieli osiemnaście lat, ale nie wyglądało na to. W sumie ja nie mam osiemnastu lat i nie wiem jak się wtedy ludzie zachowują, ale ci bohaterowie zachowywali się czasami po prostu jak dzieci i miałam wrażenie, że czytam o dwunastolatkach. 

" A jednak kiedyś nadejdzie ten dzień, gdy jedno z was będzie musiało odejść. I wtedy drugiemu pęknie serce, i uzna, że lepiej było nigdy nie kochać. " 

Humoru nie ma prawie wcale, dialogi między bohaterami są sztuczne. Ogólnie styl jest prosty i szybko się czyta. Nie ma długich opisów.

Podsumowując, nie spodziewałam się czegoś wybitnego i czegoś takiego nie dostałam. Pomysł bardzo mi się podobał. Wciągnęło mnie rozwiązywanie całej tej zagadki i w wielu miejscach zaskoczyło. Ale inne aspekty tej książki nie były dopracowane. Polecam, ale nie spodziewajcie się ambitnej lektury. Takie czytadełko na jeden/dwa wieczory.

Ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Panika - Lauren Oliver

środa, 28 września 2016

Tytuł: Panika
Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Monika Bukowska
Seria: -
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 350

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2,5 cm
52 książki roku 2016

Jakiś czas temu na wszystkich blogach natykałam sie na recenzję tej książki. To nie są moje klimaty i na początku nie zamierzałam jej przeczytać. Ale gdy zobaczyłam tą książkę na półce w bibliotece stwierdziłam: a co mi tam, biorę!

Jeśli chodzi o okładkę, to by była nawet spoko, gdyby nie to żółte "coś". Nie podoba mi się to i po recenzji Kitty Ailli, w której napisała "to wygląda jakby ktoś nasikał" zawsze już mi się będzie z tym kojarzyło :D

No dobrze... Ale o czym jest książka? Zapewne wszyscy już to wiecie, ale trudno. Główną bohaterką jest Haether. Mieszka razem z siostrą, matką-pijaczką, placzką i narkomanką oraz jej facetem w jakiejś przyczepie. Ma najlepszą przyjaciókę Nat i przyjaciela Bishopa. Co roku w wakacje urządzana jest potajemnie gra zwana Paniką. Chodzi o to, żeby przezwyciężyć strach i wygrać dużą sumę pieniędzy. Heather nigdy nie przypuszczała, że weźmie udział w Panice, ale po rozstaniu z chłopakiem wykonuje Skok, który powoduje, że przystępuje do gry. Z drugiej strony poznajemy Dodge'a (nie wiem czy taka odmiana, ale trudno :D). Ten, przystępuje do gry ze względu na zemstę. Jego siostra nie może chodzić i straciła czucie w nogach po wypadku podczas ostatniej dyscypliny Paniki. Dodge chce się zemścić na osobie, która była za to odpowiedzialna.

Fabuła jest ciekawa i oryginalna. Trochę inaczej wyobrażałam sobie tą całą grę i to wszystko, ale to nie znaczy, że się zawiodłam. Było to w miarę ciekawe. Nie brakuje niespodzianek, zwrotów akcji i tajemnic. Ja bym się nie odważyła przystąpić do gry. Chociaż w sumie to ciekawe, jakie dostałabym indywidualne zadanie. Ale zdecydowanie na plus jest to, że wątek miłosny nie rozgrywa się pomiędzy głównymi bohaterami, czyli Heather i Dodge, tylko są raczej dwa, ale trochę przykryte innymi rzeczami i nie wysuwają się na pierwszy plan.

Jeżeli chodzi o bohaterów to jakoś za bardzo się z nimi nie zżyłam. Nie polubiłam nikogo, jedynie Nat mnie czasami irytowała. Taka płaska, egoistyczna lalunia. Szczególnie to co wyszło na jej urodzinach utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Też trochę jej współczułam. Wszystko chciałaby zrobić dobrze, ale niewłaściwymi drogami... Heather pozostawała mi w sumie obojętna, ale współczułam jej matki. Dodge'a nie bardzo polubiłam, ale współczułam mu tego, że jego siostar nie moze chodzić, bardzo to przeżywał. Bishop to kedyna osoba do której poczułam nieco sympatii, ale też współczułam mu tej całej, trudnej relacji z Heather. Także jak widzicie, prawie nikogo nie polubiłam, ale za to wszystkim czegoś współczułam :D

Styl jest prosty, szybko się czyta. Jeśli chodzi o humor to mogłobybyć go nieco więcej. Tak naprawdę pierwsza połowa książki nie bardzo mi się podobała, ale potem akcja sie trochę rozkręciła i nie było tak źle. Nie jest to najwspanialsza książka, ale też nie taka zła.

Podsumowując: Nie do końca mi się podobało, ale mimo wszystko w jakiś sposób było to ciekawe. Poprawiłabym tu przede wszystkim bohaterów i pierwszą połowę książki.

Ocena: 6/10
Czytaj dalej »

Jeżycjada #19: McDusia - Małgorzata Musierowicz

środa, 10 sierpnia 2016





Na początek - zapraszam do wzięcia udziału w akcji organizowanej przez Isabelle West #czytamcopolskie. Więcej informacji tutaj.



Tytuł: McDusia
Autor: Małgorzata Musierowicz
Tłumaczenie: -
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 291
Poprzednia część: Sprężyna
Następna część: Wnuczka do orzechów

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1,5
52 książki roku 2016
Olimpiada czytelnicza

Opis: Magdusia, córka Kreski (znanej z Opium w rosole) przyjeżdża do Poznania, żeby zrobić porządek w mieszkaniu zmarłego pradziadka. Zatrzymuje się u Borejków, a zauroczony niej Ingaś pragnie ciągle jej pomagać. Ponadto mamy relację ze ślubu i wesela Laury i Adama, na którym było wiele, wiele przygód...

Opinia: Opis jest krótki, bo dawno czytałam tą ksiażkę i niewiele z niej pamiętam. To znaczy pamiętam, ale ta cała Jeżycjada mi się plącze i już nie wiem co było w którym tomie... I tak szczerze, piszę to po skończeniu już całej serii :)

Otwierasz książkę, przewracasz kartki - czytasz - wchłaniasz unoszącą się z nich aurę czyjegoś ducha - łączysz myśli z jego myślą, czujesz to, co on czuł… Czy może istnieć bliższy kontakt z innym człowiekiem niż czytanie tego, co napisał?


Mówiłam, chyba w poprzedniej lub jeszcze poprzedniej recenzji, że nie za bardzo lubię Ignasia, dlatego wątek z nim i z Magdusią nie bardzo mi się podobał i mnie nudził. Ta Magdusia nie wydaje mi się zupełnie atrakcyjna tylko taka... słaba. Płytka, zadufana w sobie, ało inteligenta, rozodząca się nad sobą, płytka (tak zdaję sobie sprawę z tego powtórzenia) lala. Ale cóż poradzić... Ignaś to w sumie też taka miągwa (jak to pięknie nazwał Józinek, znaczy się Józef), ale jak dla mnie to oni kompletnie do siebie nie pasują.

Miło mi się natomiast czytało o przygotowaniach do ślubu i wesela Laury i Adama. Bardzo lubię naszego kochanego tygryska i śmiesznie czytało się o tych wszystkich perypetiach ze ślubem. Pamiętam jak to było u Idy (chyba godzinę przed ceremonią szukała po sklepach pantofelków :D). Jednak klątwa z zaślubinami trzyma się rodziny Borejków dalej i dalej...

Póki ludzie dobrej woli wciąż tu są, nie poddają się, pracują, myślą i czytają, spieszą z pomocą, spoglądają na bliźnich z sympatią i szacunkiem, ze współczuciem i zrozumieniem – póty istnieje dobra przyszłość. Na pewno.

Podsumowanie: Dosyć krótka ta recenzja, ale nie wiem co jeszcze napisać. Ta częsć nie podobiła mojego serca, ale była spoko.

Ocena: 6/10


Czytaj dalej »

Czerwona Królowa - Victoria Aveyard

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Przepraszam za zaległości na waszych blogach. Staram się wszędzie wpadać ale pod koniec roku mam tyle roboty, że po prostu nie daję rady. Ostatnio też zauważyłam, że coś się w niektórych recenzjach zrobiło ze zdjęciami i w miarę możliwości postaram się to naprawić ale jest to trochę dziwne bo w edycji posta wszystko jest w porządku...




Tytuł: Czerwona królowa
Autor: Victoria Aveyard
Tłumaczenie: Adriana Sokołowska-Ostapko
Seria: Czerwona Królowa
Wydawnictwo: Moon drive
Liczba stron: 482
Poprzednia część: -
Następna część: Szklany miecz

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 3 cm
52 książki roku 2016

Opis: Świat podzielony jest na dwa rodzaje ludzkości: Srebrnych i Czerwonych. Zależy to od koloru krwi. Srebrni to bogacze, ludzie mieszkający w dostatku, wywodzący się najczęściej z szlacheckich domów. Każdy z nich posiada jakąś poc: Zieleńce - kontrolują rośliny i ziemię, Wodniaki - wodę, Ogniści - ogień, a Szptacze potrafią czytać w myślach i kontrolować ludzi. Jest oczywiście o wiele więcej rodzajów mocy. Czerwoni to ludzie żyjący w biedzie, ciągle brakuje im pieniędzy na jedzenie czy ubrania. W wieku 18 lat młodzież zostaje wysyłana na wojnę. Jedynym ratunkiem od tego jest posiadanie pracy. Dla Srebrnych życie Czerwonych nie ma żadnego znaczenia. Czerwoni pracują, umierają za nich na wojnie i usługują, bo są inni. Bo nie mają mocy. Bo nie mają srebrnej krwi. Mare Barrow jest jedną z nich. Za kilka miesięcy ma swoje osiemnaste urodziny i zostanie wysłana na wojnę. Jej starsi bracia już na niej są. Ma jeszcze młodszą siostrę Gisę, ale ta ma pracę i zarabia na utrzymanie rodziny. Mare natomiast kradnie razem ze swoim przyjacielem Kilornem. Pewnego dnia nieoczekiwanie Mare dostaje pracę na dworze królewskim, jako służąca. Nieoczekiwanie Mare odkrywa w sobie moc, o której nigdy nie miała pojecia. Odkrywa, że jest i Czerwoną i Srebrną, a może kimś zupełnie innym? Mare jest teraz zagrożeniem dla króla i królowej i w każdej chwili może zostać wyelimonowana z gry. Szkrłatna Gwardia Czerwonych powstaje by pomścić wszystkich poległych na wojnie i wyzwolić się od życia w nędzy. Czy uda im się doprowadzić do rewolucji. Walka o przetrwanie wcale nie będzie łatwa, ponieważ "każdy może zdradzić każdego"...

Opinia: Bardzo bałam się tej książki. Słyszałam o nie bardzo dobre opinie, niektórzy wprost uwielbiają tą książkę, natomiast ma też wielu przeciwników, którym ta powieść wogóle nie przypadła do gustu. Nie wiedziałam jak będzie ze mną, ale bałam się, że się rozczaruję i jakoś nie mogłam się przemóc, żeby w końcu przeczytać tą książkę. Jednak w końcu to zrobiłam. Czy była to dobra
decyzja? Zaraz się przekonacie.

Okładka tej książki bardzo mi się podoba. Klimat książki i to, o czym opowiada jest w pełni zawarte na okładce, ale też w tytule. Bardzo, ale to bardzo mi się podoba i szczerze wam powiem, że jest to jedna z lepszych okładek jakie oglądałam.



"Stwarzanie nadziei, gdy w rzeczywistości jej nie ma, to okrucieństwo. Fałszywa wiara wywołuje rozczarowanie, ból i wściekłość, przez co niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze."


Natomiast treść....... Też jest bardzo dobra! Może nie wspaniała i nie zawładnęła mną jakoś bardzo, ale zaciekawiła w ym stopniu, że z pewnością sięgnę po drugą część. Co prawda jest nieco schematyczna. No wiecie: bohaterka nagle odkrywa, że ma w sobie moc i jest najsilniejsza ze wszystkich i musi uratować cały świat przed zagładą. Jednak jak już kiedyś pisałam wiele dobrych książek wychodzi z tego schematu. Oczywiście wolałabym co jakiś czas coś oryginalniejszego, ale wiemy, że wielu dobrych autorów od tego właśnie zaczyna i co potem autor zrobi z tym schematem to już jego sprawa. Pani Aveyard dobrze sobie z tym poradziła. Jednak nie mogę zarzucić tej powieści przewidywalności. Niektórych rzeczy się domyśliłam, ale w wiekszości były to
niespodzianki. Szczególnie końcówka. Pamiętam, że dziewczyny w recenzjach ostrzegały, ale żeby aż tak? Maven zawiódł mnie do granic możliwości... Wątek miłosny był dziwny i w sumie nie wiem co mam o nim powiedzieć.

Mare polubiłam. Nie jest skończoną idiotką, ale popełniala też błędy przez co ne była idealna. Nie irytowała mnie, chociaż czasami ja postąpiłabym inaczej. Maven na początku mnie oczarował, ale to co zrobił na koncu było takie podłe, okrutne i niefajne, ze teraz go nienawidzę. Cala na początku lubiłam, potem nie, potem znowu tak i tak w kołko,ale ostatecznie skończyło się na lubieniu go. Inne postacie (te drugoplanowe i epizodyczne) nie były jakoś specjalnie dobrze wykreowane, ale muszę powiedzieć,  że Elara i Evangeline to podłe idiotki (żeby nie powiedzieć  żeńskiego odpowiednika psa). Juliana polubiłam, ale bałam sie trochę zdrady z jego strony.


"Uśmiecha sie zadowolony, gdy okazało się, że ma rację. Jest w każdym calu żołnierzem, a żołnierze lubią wygrywać" 

Styl nie jest jakiś wspanialy. Niektóre opisy były przydługie. Ma szczeście jest humor, choć nie za dużo. Przez jakiś czas ta książka kojarzyła mi się z Niezgodną i chyba dalej mi się kojarzy, chociaż jest to o wiele lepsza książka.

Podsumowanie:   Rozumiem  i fanów Czerwonej królowej i przeciwników. Ja nie należe do żadnej z tych grup. Widzę wiele niedociągnieć i niejasności, ale mimo wszystko książka mi się podobała. I odpowiadając na pytanie zadane na poczatku recenzji. Czy było warto?  Tak. Czy polecam? Tak. Chociaż bez większego przekonania.

Ocena: 6+/10



Czytaj dalej »

Read More Books Challenge: Artemis Fowl - Eoin Colfer

czwartek, 7 kwietnia 2016

Informacja na szybko - usunęłam zakładkę Must Read bo po pierwsze nie uzupełniałam jej, a po drugie możecie się dowiedzieć ci chcę przeczytać poprzez lubimyczytać. Książki możecie mi teraz polecać w zakładkach Co tu znajdziesz?
i  O mnie. 

Do tego wyzwania nominowała mnie Meredith za co bardzo jej dziękuję. To moja pierwszanominacja do tego rodzaju zabawy ale mam nadzieję, że będzie ich więcej bo to bardzo fajna sprawa. Chodzi o to, że jakaś osoba wybiera dla nas książkę i mamy dwa tygodnie na jej przeczytanie i zrecenzowanie (nie udało mi się zmieścić w dwóch tygodniach - Meredith, mam nadzieję, że mi wybaczysz).
A ja nominuję:

Idalia Idalia - Druga Szansa Katarzyna Berenika Miszczuk
Arystea Książkoholiczka - Tajemny Ogień C. J. Daugherty, Carina Rozenfeld
bookworm - Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu John Flanagan
Storm Wind - Miasto Kości Cassandra Clare

Wszystkie książki (oprócz Tajemnego Ognia, mam nadzieję że ci sią spodoba Arystea) czytałam i bardzo mi się podobały. Jednak, jeśli byście chciały zmienić książkę - nie możecie jej dostać, już czytałyście lub bardzo nie chcecie przeczytać czy z jakiegoś jeszcze innego powodu to piszcie. Na pewno zmienię!
A teraz zapraszam na moją recenzję Artemisa!




Tytuł: Artemis Fowl
Autor: Eoin Colfer
Seria: Artemis Fowl
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 290
Poprzednia część: -
Następna część: Artemis Fowl. Arktyczna Przygoda

Opis: Artemis Fowl to największy geniusz świata, mający "sługę-przyjaciela-wojownika", odnoszący największe sukcesy przestępca - DWUNASTOLATEK. Tym razem jego celem jest złoto wróżek - bo choć wiele ludzi w nie nie wierzy naprawdę istnieją magiczne istoty. Do tego Artemis potrzebuje magicznej księgi elfów, ale jej zdobycie też nie jest łatwe, a potem użycie...

Holly Nieduża to wróżka-funkcjonariuszka SKRZAT (czyli policji). Jest to jedyna kobieta, którą komendant Bulwa sprawdza, sprawdza czy osobniki płci żeńskiej nadają się na policjantki. Kapitan Nieduża miała kilka upadków w swojej dotychczasowej karierze i Bulwa daje jej ostatnią szansę. Jednak wszystko idzie źle, Bulwa dowiaduje się, że Holly nie robiła od kilku lat Rytułału, który daje wróżkom moc. Jednak w czasie jego robienia wydarzyło się coś co na zawsze zmieni kontakt między wróżkami a ludźmi.

Opinia: Okładka nie jest tragiczna, ale też nie jest taka, którą po prostu muszę mieć na półce. Jest taka trochę nijaka i ja bym tutaj dała coś innego. I napis, że walczy z Harrym Potterem o pierwsze miejsce to ja bym usunęła. Mnie coś takiego szczerze odstrasza.

Fabuła jest bardzo ciekawa i dobrze skonstruowana. Autor pomyślał o wszyskim, stworzył własny świat, który jest co prawda osadzony w świecie rzeczywistym. Bardzo dobry pomysł i dobrze wykorzystany. Choć muszę wam powiedzieć, że akcja jakoś bardzo mnie nie porwała. Niby dobry pomysł, wszystko dobre, szybko czytało mi się tą książkę, ale jakoś... Już chyba wiem o co chodzi! Tą ksiażkę czytałam bez emocji, jakoś nie umiałam się wdrożyć w akcję i wszystko było takie bardzo...sztuczne? Czytając tą ksiażkę byłam taka obojętna. Pomysł był naprawdę dobry. Podziwiam autora za stworzenie czegoś własnego, nie schematowego: zatrzymywania czasu przez elfy czy Rytułału. Niby wszystko mi się podobało, ale nie była to najcudowniejsza książka świata i zupełnie nie porównywałabym jej do Harrego.

Może to bohaterowie coś popsuli? Mamy głównego bohatera Artemisa, którego nie polubiłam. Nic a nic. To, że wszyscy podporządkowywali się dwunastolatkowi i miał łeb jak geniusz sprawiło, że mnie po prostu odstraszał. Zresztą był on w książce postawiony w takim świetle, żeby chyba czytelnik go znienawidził. Chociaż myślę, że pod tą maską, kryje się dobry człowiek tylko, że Artemis nie umiał nim być. Zresztą autor pokazał nam chwile w których wydawało się, że chłopak jest wrażliwym dwunastolatkiem. Nie rozumiem też dlaczego Fowl nie pozwalał sobie na żarty. Humor wyluzowuje, a on cały czas był sztywny. Przejdźmy do Holly. To chyba jedyna bohaterka do której pałałam jakąkolwiek sympatią. W obliczu niebezpieczeństwa, choć nie musiała uratowała Butlera od śmierci. Nie chciała, żeby cokolwiek stało się Julii bo była niewinna. Chyba nie mówiłam kto to Julia? To siostra Butlera, pokojówka i służąca Angelinie Fowl, mamie Artemisa.

Styl...Może to przez styl akcja mnie nie porwała... Ale wydawało mi się że wszystko jest takie sztuczne... Autor moim zdaniem nie potrafił dobrze przedstawić otoczenia, emocji, akcji. Nie potrafiłam sobie dobrze wyobrazić tego wszystkiego i wiekszość rzeczy chyba sobie dopowiedziałam.

Podsumowanie: Nie wiem co myśleć o tej książce, bo choć mi się w miarę podobała - pomysł był bardzo dobry. To jednak akcja zupełnie mną nie porwała i skończyłam książkę i zaczęłam czytac co innego zupełnie o niej zapominając. Jednnak jak ktoś ma ochotę na fajną, niezobowiązującą opowieść to polecam. Z chęcią przeczytam następną część, żeby zobaczyć czy autor trochę sie rozwinął.

Ocena: 6/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Bez wątku miłosnego
Abc czytania (A)
Czytam fantastykę
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 1.5 cm
52 książki roku 2016






Czytaj dalej »

Jeżycjada #6: Brulion Bebe B. - Małgorzata Musierowicz

czwartek, 10 marca 2016

Tytuł: Brulion Bebe B.
Autor: Małgorzata Musierowicz
Seria: Jeżycjada
Wydawnictwo: Akapit Press
Liczba stron: 221
Poprzednia część: Opium w rosole
Następna część: Noelka

W tym tomie poznajemy rodzinę Bitnerów. Konrada, Beatę oraz ich matkę Józefinę, sławną aktorkę, która nie pozwala mówić na siebie mama bo twierdzi, że ją to postarza. Józefina wyjeżdża za granicę, na jakąś aktorską "przygodę". Ale jej matczyna intuicja (jeżeli jakąś wogóle ma) podpowiada jej, że musi zapewnić dzieciom opiekę. Z pomocą przychodzi jej Anielka Kowalik (znana nam z Kłamczuchy), dla której aktorka jest autorytetem. Jak wiemy dziewczyna zawsze pragnęła zostać aktorką, jednak na razie się to nie udało i ukończyła studia artystyczne, zamiast teatralnych. Aniela zaczyna mieszkać razem z dzieciakami, które nie bardzo ją lubią. Bebe jest bardzo zamknięta w sobie i bardzo się wszystkigo boi. Stanowi zupełne przeciwieństwo swojej matki i tak naprawdę to ona dba o porządek w domu. Pewnego dnia poznaje chłopaka - Damba, który od razu czuje do niej jakąś sympatię. Okazuje się, że jego przyjaciel Bernard zna Anielę ze studiów i się w niej podkochuje. Jednak ona poznaje innego faceta i wszystko przybiera złego obrotu. Kozio zostaje maltretowany przez jakichś okropnych chłopaków których Bernard zamierza złapać. Bebe ma problemy w szkole, ale na szczęście Dambo chodzi z nią do klasy.
Chłopak próbuje dotrzeć do jej tajemniczego wnętrza, ale będzie ciężko...

Opinia:
Powiem Wam, że niektóre książki wychodzą pani Musierowicz lepiej, a niektóre gorzej. Ta jest zdecydowanie z tej drugiej kategorii, bo mi nie bardzo przypadła do gustu.

Okładka tym razem jest ciekawa. Te osoby na stronach książki, która wygląda jakby za chwilę miała się zamknąć...albo otworzyć. Zastanawiające...

Szczerze fabuła jest tak naprawdę żadna. Po prostu przedstawienie codzinnego życia. Niby tam jakieś manifestacje Bernarda, ściganie chłopaków którzy wyłudzili od Kozia pieniądze, to zakochanie się w sobie Bebe i Damba i zakochanie Bernarda w Anielce. Tak naprawdę interesowały mnie tylko momenty dot. Anieli. Jej przemyślenia i wszystko było dla mnie bardzo ciekawe...Znów przypomniałam sobie jak bardzo lubię tą Kłamczuchę. Ach, że też chce jej się tak ciągle kłamać? Nie wyzwoliła się z tego zupełnie nawet w dorosłości. I te jej problemy z tym facetem (już nawet nie pamiętam jak on się nazywał). Ogólnie jakoś wogóle nie pamiętam tej książki, choć czytałam ją naprawdę bardzo niedawno...pewnie dlatego, że nie za bardzo mi się podobała.

Co do kreacji Anielki nie mogę się nic przyczepić ponieważ została już wspaniale wykreowana w Kłamczusze (ależ dziwne słowo). Bebe, choć nawet nieźle wykreowana, osoba bojaca się świata, nieśmiała wogóle nie skradła mojej sympatii... Dambo też jakoś pozostał mi obojętny. Może dlatego ta książka mi niezbyt przypadła do gustu właśnie przez dwóch głownych bohaterów. Natomiast ten wariat, Bernard jest przecudowny! Z tą swoją malowniczą mową, używając tylu przedziwnych epitetów... Bardzo go polubiłam :D

O stylu nie będę już wspominać, bo mówiłam już o nim tyle razy, choć tak naprawdę, skończyłam czytać właśnie dziesiątą część i szczerze mam już trochę  tej Jeżycjady dość.

Podsumowanie: 
Książka ma trochę dobrych stron, ale też zdecydowanie dużo słabszych m. in. jest problem z fabułą. Niby coś sie dzieje, ale trochę to wszystko nudne. Mimo wszystko polecam Jeżycjadę, choć może nieszczególnie ten tom.

Ocena: 6/10

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wyzwanie czytelnicze 2016: Książka którą znajdę w księgarni/bibliotece/antykwariacie
Abc czytania (B)
Przeczytam tyle ile mam wzrostu: +1.1
52 książki roku 2016
Czytaj dalej »

Laura Leander #1: Tajemnica Aventerry - Peter Freund

piątek, 28 sierpnia 2015

Tytuł: Laura i tajemnica Aventerry
Autor: Peter Freund
Seria: Laura Leander
Wydawnictwo: Videograft II
Liczba stron: 352
Poprzednia część: -
Następna część: Laura i pieczęć Siedmiu Księżyców

Laura jest na pozór normalną nastolatką. Choć może jednak nie... Jej ojciec znikną bez śladu rok temu, mama zginęła w wypadku samochodowym, a ona i jej brat Łukasz mieszkają z macochą. Chodzą do szkoły z internatem w której kiedyś był zamek Ravenstein, w którym mieszkał okrutny rycerz. Laura jest w pokoju ze swoją najlepszą przyjaciółką Kają, która cały czas ma pod ręką coś słodkiego. Dziewczyny kochają czytać książki przez co niezbyt dobrze się uczą, pochłaniając kolejne pozycje a nie odrabiając prac domowych. W trzynaste urodziny Laury w jej pokoju nawiedza ją jej tata. Laura nie wie co to oznacza i jak jej ojciec tego dokonał ale wysłuchuje co ma jej do powiedzenia. Okazuje się, że została strażnikiem i musi odnaleźć Kielich Jasności skradziony przez Moce Ciemności. Jeżeli Laura nie odnajdzie Kielicha do dnia przesilenia zimowego piastun światła umrze, a nad Aventerrą i nad całym swiatem zapanuje wieczna ciemność i nicość. Laura wraz z przyjaciółmi próbuje odnaleźć kielich i szukać wskazówek. Czy im się uda? Czy moce ciemności zapanują nad światem? Czy piastun światła umrze?

Mam bardzo mieszane uczucia dot. tej książki. Zresztą ne spodziewałam się po niej czegoś wspaniałego. Po prostu weszłam kiedyś do biblioteki w nadzieji, że trafię na jakąś książkę z mojej listy "do przeczytania" lecz niestety tak owych nie było więc zajrzałam na moją ulubioną półeczkę a raczej kilka lub kilkanaście półeczek oznaczonych "fantasy" i znalazłam to. Ta książka najbardziej mnie zachęciła to wzięłam chociaż nie spodziewałam się czegoś takiego jak Zwiadowcy po o Laurze Leander nigdy nie słyszałam. Pierwsze co powiem to to że... Autorem tej książki jest mężczyzna, a główną bohaterką trzynastolatka. Widać, że autor zupełnie ale to zupełnie nie rozumie kobiet. Może gdyby czytali tą książkę chłopcy to by się nie skapnęli, że w charakterze tej dziewczyny jest coś nie dziewczyńskiego, ale raczej tej książki chłopcy nie czytają i w ogóle chłopcy nie czytają zbyt dużo książek... Druga sprawa. Zupełnie nie rozumiem dlaczego Laura tak od razu powiedziała bratu i przyjaciółce o tym kielichu. Wydaje mi się, że to jest taka indywidualna misja, że tylko ona jest strażnikiem no i ja bym chyba chciała tą misję sama wykonać, chociaż ona sama by sobie na pewno nie dała rady jak nawet z przyjaciółmi.... A zresztą.... Kolejna sprawa. Laura ciągle nie mogła zrozumieć jakiejś wskazówki, aż w końcu jakby z nieba doznawała olśnienia. Po prostu wydawało mi się, że jest totalną tępaczką ale jak już doznała olśnienia to okazywało się, że jest nawet mądra. Co do plusów to w sumie nie nudziłam się, ale wszystko napisane tak jakby takim językiem nudnym ale tak w sumie to się tylko trochę nudziłam i no nie wiem. W każdym razie ta książka była napisana niezbyt profesjonalnie. Bohaterowie kompletnie niedopracowani i ogólnie cała akcja jakaś taka przymusowa. Mimo wszystko i mimo zdecydowanej przewadze minusów tej książki chciałabym KIEDYŚ przeczytać kolejne części żeby się chociaż przekonać czy autor się poprawił. Tą książkę czytałam jakoś w lipcu ale nie miałam zbytniej ochoty jej recenzować więc nawet o niej nie wspominałam. Bądź co bądź polecam ale jak macie jakieś inne książki na liście "do przeczytania" to tą pozycję zostawcie na później ponieważ... Zobaczycie jak ją ocenię.
Ocena: 6+/10
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia